Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 988 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wielka dostępność

piątek, 30 września 2011 11:55

 

Ważnym elementem życia codziennego jest czas w jakim możemy się z kimś spotkać, skontaktować, uzyskać odpowiedź, otrzymać decyzję. Nie chodzi tu oczywiście o czas dojazdu naszymi koszmarnymi drogami, ale o czas jaki wyznaczają nam urzędy, dyktują procedury, czas jaki musimy tracić czekając w kolejkach. Kolejki do sklepów skończyły się wraz z dawna epoką, ale za to wydłużyły się kolejki do urzędów, banków i lekarzy.

 

Wielu lekarzy jest słabo lub rzadko dostępnych. Na zrobienie niektórych specjalistycznych badań trzeba czekać nawet pół roku. Dostępność zwiększa się wraz z wniesieniem opłat. Badania robione prywatnie, a także prywatne usługi medyczne są o wiele bardziej dostępne i nie ma tam prawie kolejek. Pieniądze są istotnym elementem przyspieszającym dostępność nie tylko lekarzy. Kobieta, której fundujemy drogie prezenty robi się bardziej dostępna. Urzędnik, któremu podrzucamy wypchane banknotami koperty jest dostępny jak długopis w biurze, czy stare gacie w sklepie z używanymi rzeczami. Wybitny i niedostępny artysta, gdy wspomagany zaczyna być przez hojnego sponsora, robi się nagle dla niego miły i dostępny na każde gwizdniecie.

 

Forsa pomaga w dostępności, ale nie jest to z pewnością jedyny element. Podczas spotkania towarzyskiego, gdy zaproszeni goście są sztywni jak Agent Tomek na swych plakatach wyborczych i wydają się być niedostępni jak góry Kaukazu, szastanie forsą, wymachiwanie portfelem i zjedzenie publicznie złotej karty z banku nic nie pomoże, a nawet zaszkodzi.  Tu trzeba umiejętnie i inteligentnie, z uśmiechem i gracją przełamać lody. Osoba będąca tzw. duszą towarzystwa nie ma problemu z dostępnością do najbardziej nawet powściągliwych osobników.

 

Zdarzają się oczywiście przypadki beznadziejne. Osoby tak nieprzystępne, że aż niesympatyczne i być może nie warte nawet bliższego poznania.  Są też sytuacje, gdy brak dostępności jest jak najbardziej wskazany. Osoby zakażone powinny być niedostępne. Pewnie mało kto z nas chciałby mieć bezpośredni dostęp do seryjnego mordercy, uciążliwego kanibala, czy wesołego zoofila.

 

Dostępność jest generalnie cechą pozytywną. Definiuje się ją zwykle jako otwartość na ludzi. Są jednak sytuacje, gdy zbyt wielka dostępność może kojarzyć się dwuznacznie. Kobieta do której wszyscy mają szeroki dostęp, może budzić pewne refleksje, które doprowadzą nas do wniosku, że z dostępnością nie należy przesadzać. Poeta Marcin Świetlicki jest autorem słynnej „nieprzysiadalności”. Ten neologizm idealnie wprost oddaje ducha niedostępności artysty w określonych sytuacjach nie tylko knajpianych. „Jestem dziś w nastroju nieprzysiadalnym” takie zdanie wyczerpuje artyście tłumaczenie się z braku przystępności.

 

Znani politycy, a szczególnie członkowie rządu, ludzie na stanowiskach, urzędnicy ważnych ministerstw, to osoby z definicji mało dostępne. Dostać się do nich, załatwić sprawę, być przyjętym na audiencji jest trudniejsze niż umówić się na randkę z Angeliną Jolie. Poza jednym wyjątkiem. Czasem wyborów.

 

Jakże oni są teraz łatwo dostępni! Jedzą wspólne śniadania z mieszkańcami wsi, wysłuchują się w płacz matek na ulicy, chodzą do zwykłych osiedlowych sklepów i robią zakupy, ściskają dłonie przechodniom na ulicy, uśmiechają się przyjaźnie do każdego. To oni teraz biegają za dziennikarzami, a nie dziennikarze za nimi. Są łatwo dostępni jak przecenione pomidory na bazarze. Po niedzieli 9.10 ich niedostępność wróci jak zimą zmutowany wirus grypy.      

 

Na fotce u dołu: ja jako artysta powszechnie dostępny.

 



Podziel się
oceń
3
3

komentarze (76) | dodaj komentarz

Gorzej niż w PRL-u!

piątek, 23 września 2011 11:11

 

Gdy wkurza nas spóźniony pociąg, brudna toaleta na dworcu, marna obsługa w urzędzie, niekompetentna pani w informacji, długa kolejka w banku, czy inna niedogodność życiowej codzienności, od razu używamy wytartego jak stare dżinsy sformułowania „gorzej niż  PRL-u”. Ciągle słyszymy to zużyte określenie także w ustach polityków, którzy nieco demagogicznie walą tym niezgrabnym wytrychem w przeciwników politycznych,  których zachowania, tworzą  - zdaniem głosicieli -  system sprawowania rządów „gorszy niż w PRL-u”.  

 

Nie zamierzam bronić ekipy Donalda Tuska, bo daleko im przecież, nie tylko do ideału, ale nawet do zwykłego przeciętniactwa, ale to łatwe rzucanie hasłami o tym, że jest „gorzej niż PRL-u” uważam za grubej warstwy nadużycie. W PRL-u skrytobójczo mordowano przeciwników politycznych, wolne słowo było drukowane nielegalnie w piwnicach, opozycja siedziała w pierdlu, w gorącym okresie ruchawek ulicznych obowiązywała godzina milicyjna, a mięso, cukier, proszek do prania, alkohol i buty kupowało się na kartki. Rozumiem nerwową chęć wyborczego dowalenia Tuskowi, ale szerząc brednie o tym, że pod jego rządami jest gorzej niż w PRL-u, tak naprawdę usprawiedliwia się komunistów, głaszcze zbrodniarzy stalinowskich i idzie na rękę generałowi Jaruzelskiemu. 

 

Powiedzmy sobie szczerze, skoro dla wielu zapiekłych publicystów prawicy teraz jest gorzej niż za PRL-u, to oznacza, że ten stan wojenny, który nas dusił, ta przaśna gomułkowszczyzna, która nas oddalała od świata, czy pełne krwi i terroru czasy stalinowskie, to była jakaś milutka bajeczka, puchowy skansen, w którym całkiem znośnie dało się żyć.

 

Ktoś, kto posługuje się wyświechtanym zwrotem o tym, że jest „gorzej niż za PRL-u” musi być wyjątkowo ślepy i głupi, albo po prostu cyniczny. Prawda jest taka, że za PRL-u za takie gadanie dostałby jeden z drugim po głowie od „nieznanych sprawców”  w ciemnej bramie i na tym „polemika” by się skończyła. W Polsce Tuska bywa beznadziejnie, ale znajmy proporcje jak mówił Pigmej do koszykarki. 

 

A teraz mały przeskok myślowy. Otóż wbrew temu, co przed chwilą napisałem uważam, że sporo rzeczy w nas jako społeczeństwie, w naszych nawykach i zachowaniach, w naszych odruchach i schematach myślenia z czasów PRL-u zostało. Pozostałości po PRL-u gnieździ się całkiem wiele, a najwięcej w utwardzonej przez lata systemu ludzkiej mentalności.  Tytułomania, przywiązywanie dużej uwagi do fasady i dekoracji, a nie do treści,  bezinteresowna ludzka zawiść, powszechny konformizm, podatność na demagogie,  odnajdowanie przyjemności w donosicielstwie , tchórzostwo obywatelskie, lokajska mentalność to cechy masowo odziedziczone po czasach PRL-u.

 

Małym reliktem PRLowskiego myślenia jest obsesja nadawania wzniosłych nazw rzeczom banalnym. Czytam w prasie i nie wierzę własnym oczom. Tarcza olbrzymiego świdra, która ma wiercić dziurę w ziemi, by zbudować kolejną stacje metra została ochrzczona imieniem Marii Skłodowskiej- Curie! Nadanie imienia maszynie budowlanej odbyło się z wielką pompą. Były krzepiące przemówienia, wiwaty, orkiestra i inne idiotyzmy, które zawsze towarzyszą takim propagandowym ceremoniom (jak z PRL-u). Co za idiota wymyślił, aby dużą wiertarkę ochrzcić imieniem tak ważnym dla światowej nauki?  Jeszcze trochę, a usłyszymy o dźwigu im. Jana Pawła II, o koparce im. Józefa Piłsudskiego, o betoniarce im. Tadeusza Kościuszki czy łopacie im. Adama Mickiewicza, a nawet (kto wie?) kilofie im C.K. Norwida.  Być może dzięki temu wzrośnie poziom świadomości literackiej i patriotycznej na budowie (okrzyk brygadzisty: „Te! Zenek! Przesuń tę górę piachu Piłsudskim, a Kazik przyklepie resztę Mickiewiczem”), ale jednocześnie niebezpiecznie pogłębi się nasze zryte PRL-em myślenie.  

 

To nie jest fajne, gdy pracująca na budowie kupa żelastwa nosi przyklejone uśmiechami nazwisko naszej noblistki. Nie jest też wcale mądre, gdy byle ścieżkę, zaułek, kawałek chodnika, czy rondo we wsi nazywamy imieniem Jana Pawła II. Papieżowi chwały to nie przyniesie, a pomysłodawców ośmiesza. Ale pęd ku temu straszny. I to jest PRL.     

 

U dołu fotka z uroczystego nadania imienia grabiom. Od dziś wszystkie grabie służące do grabienia (nie tylko ogrodów) będą nosić dumne imię ministra finansów Jacka Rostowskiego.  Od lewej tercet grabieżczy: Krzysztof Skiba, Maryla Rodowicz i Romuald Lipko z Budki Suflera przed wejściem na scenę. Z koncertu został wyrzucony Nergal, bo promował diabelskie widły.

 



Podziel się
oceń
4
9

komentarze (147) | dodaj komentarz

Niespodziewani goście

poniedziałek, 19 września 2011 9:58

Niespodzianki mają to do siebie, że zaskakują nas przyjemnie lub wprawiają nas w osłupienie. Gdy ktoś prowadzi bogate życie towarzyskie, a jego dom stanowi punkt kontaktowy wszelkich imprez, niespodziewany gość z butelką wina będzie w takim miejscu zawsze serdecznie witany. Wielu z nas ceni sobie jednak prywatność, stroni od imprezowania na swoim ścisłym terenie, a dom traktowany jest jak mocno intymna przestrzeń. Niezapowiedziana wizyta może w takim wypadku doprowadzić do istotnego zakłócenia ciszy domowej, a czasem wręcz dramatu.

 

Sporej grupie społecznej niezapowiedziana wizyta kojarzy się z czymś okropnym (np. z wizytą policji lub agentów urzędu skarbowego).  Nagłe wizyty starych ciotek, nielubianych kuzynów, byłej żony czy wizyta teściowej to sytuacje stresujące dla każdego. Także niespodziewane wizyty włamywaczy, podpalaczy czy osiedlowych meneli zbierających na wino, potrafią wyprowadzić mieszkańców z równowagi i narazić na finansowe straty.

 

Nikt nie robił na ten temat badań, ale myślę, że osób, które pragnęłyby uniknąć niespodziewanych gości jest wśród nas zdecydowanie więcej. Tymczasem metoda na „niespodziewanego gościa” stała się hitem trwającej kampanii wyborczej. Działacze proekologicznej organizacji Greenpeace zakłócili wyborcze spotkania Platformy i PiSu pojawiając się na nich z transparentami propagującymi idee „czystej energii”. Szczególnie widowiskowa akcja miała miejsce w minioną niedzielę, kiedy to podczas trwającej w operze krakowskiej imprezie PiS-u,  w trakcie gdy na mównicę wszedł Jarosław Kaczyński i zaczął przemawiać jak zwykle narzekając na rząd i Donalda, dwaj aktywiści Greenpeace zsunęli się na alpinistycznych linkach z sufitu. Mimo zaproszeń Jarosława Kaczyńskiego na kawę, ekolodzy zwisali dalej kontynuując swój „wiszący protest”.

 

Jedni wiszą, a innym zwisa. Istnieje obawa , że wyborcom wybory będą zwisać, bo sytuacja gospodarcza robi się coraz bardziej nieznośna (dolary, euro, złoto,  benzyna, energia, gaz, towary idą w górę masowo jak turyści na Kasprowy) . Społeczne zwisanie może załatwić głosowanie robi się więc gorąco.

 

W branży telewizyjnej istnieje pojęcie „kradzieży spektaklu”. Sytuacja taka ma miejsce gdy np. wśród kilku gości zaproszonych do studia, jeden z nich zrobi, albo powie coś tak szokującego, że pozostali są już przy nim tylko elementem dekoracji. Tak stało się w wypadku imprez PO i PiS-u gdy pojawili się na nich ekolodzy. Widowiskowe akcje ekologów stały się głównym tematem newsów zakłócając przekazy wyborcze partii. Warto także zauważyć, że ekologów traktowano nad wyraz grzecznie i wyrozumiale. W obronie dziewczyny, której zabrano transparent na imprezie Platformy stanął sam premier. Gdy nad głową Jarosława dyndali desperaci z Greenpeace ten mimo, że zaskoczony nie stracił zimnej krwi i zaprosił ich na kawę oraz rozmowy. W okresie kampanii wyborczej nie warto nikogo wlec po ziemi czy zakuwać w kajdanki w świetle kamer. W czasach starej komuny po takich akcjach bezpardonowo wsadzano wszystkich do paki.

Niespodziewani goście mają zapewne swoje racje kradnąc spektakle innym. Bywa jednak, że prymitywna chęć zaistnienia miesza się z głupotą i wówczas dochodzi do kompromitacji ze szkodą dla wszystkich. Tak było podczas relacji z przygotowań do wielkiego marszu związkowców we Wrocławiu. W trakcie gdy wywiadu w TVN 24 udzielał szef „Solidarności” Piotr Duda jeden ze związkowców oszalał na widok kamery i chodził za plecami Dudy z telefonem przy uchu rączką pozdrawiając rodzinę. Ważne słowa o egoizmie banków i nieudolnych działaniach rządów europejskich, które w swych działaniach zapominają o ludziach pracy, nagle przestały mieć na ekranie znaczenie, bo jakiś idiota chciał się pokazać rodzinie w telewizji i „skradł spektakl” przewodniczącemu Dudzie, machając jak dziecko łapką do kamery.

 

Gdy telewizja BBC podczas łączenia na żywo, chciała pokazać swym widzom jak ładny jest Gdańsk, jedno z polskich miast, które będzie gościć kibiców Euro 2012, grupka idiotów zasłaniała cały widok z brudnym prześcieradłem na którym napisano hasła protestu w sprawie podwyżki czynszów. Dzięki tej skrajnie głupiej akcji, Gdańsk widzom BBC na całym świecie, będzie się kojarzył z chaosem, bałaganem i chuliganami. Przyjedzie mniej turystów, miasto zarobi mniej pieniędzy i wbrew intencjom protestujących pewnie znowu trzeba będzie podnieść czynsze. To idealny przykład jak można w słusznej sprawie samemu sobie nasrać na wycieraczkę.  



Podziel się
oceń
4
3

komentarze (11) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  6 889 212  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer