Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 012 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Teroz Eros!

środa, 24 września 2008 14:25

 

Teroz Eros!

 

Dawno temu było takie hasło „Teraz Polska". Hasło przerodziło się nawet w czyn w postaci konkursu, który promował polskie produkty od serów po blachę falistą. Później jakby wszystkim przestało zależeć na podpinaniu się pod tak wielką zbiorowość i zaczęto kłaść nacisk na indywidualizm. Modne było hasło „Teraz My". Niektórzy kojarzyli to z każdą kolejną nową ekipą rządową i wówczas funkcjonowało to jako „Teraz k...my!". Hasło w tej formie było symbolem dorwania się do koryta. Ostatnią pamiątką po modzie na to hasło został program „Teraz My" znanych dziennikarzy z TVN-u.


Obecnie jesteśmy świadkami narodzin nowej wersji hasła ze słówkiem „teraz". Nikt tego nie wyraził, wprost ale wszystkie znaki medialne na niebie i na ekranie wskazują na to, że teraz w Polsce będzie bardzo erotycznie. Nie ma już programu, w którym nie poruszano by tematów związanych z bzykaniem. Obojętnie czy jest to program poranny o szydełkowaniu i pielęgnacji ogródka,  magazyn polityczny, kronika kulturalna, czy wreszcie niewinna prognoza pogody. Wszędzie roi się od aluzji erotycznych, bo to jak się okazało znacznie podnosi oglądalność programów. Gdy program ma słabą oglądalność to spada z anteny szybciej niż Kubica wyprzedza na torze. No, więc „Teroz Eros!" jak mówił sołtys do żony ściągając kalesony po sobotnim filmie w telewizji.     


Zaczęło się jak zawsze od artystów, którzy przy okazji pobytu w różnych programach zaczęli ujawniać szczegóły swojego życia erotycznego. Uczestnicy życia medialnego już dawno zorientowali się, że nikogo nie obchodzą ich płyty, filmy, czy książki. Zawsze jednak dla wielkiej widowni interesujące będzie to, kto, z kim i jak sypia. Dowiedzieliśmy się, więc że Edyta Górniak nie uprawia seksu na tydzień przed koncertem, bo musi mieć wypoczęte gardło, że Doda lubi wybzykać się tak „aż jej się uszy trzęsą", a Agnieszka Chylińska, że nie lubi jak facet, który ją posuwa nie zna jej piosenek i myli z inną wokalistką. Wszystkich przebiła Maria Peszek, która przy okazji promocji swojej nowej płyty rozgłasza, że uwielbia stojące penisy, a tak w ogóle to marzy, aby być dziwką.


Modę na ostre erotyczne aluzje wylansowali Kuba Wojewódzki i Marcin Prokop. Wojewódzki to mistrz prymitywnych żartów o gejach, ale szczególne zasługi ma ten drugi, który pojawiając się w niewinnych programach śniadaniowych robi aluzje seksualne nawet, gdy temat programu dotyczy mycia okien, czy wymiany oleju w samochodzie. Po latach obowiązkowego sztywniactwa obecnie we wszystkich programach lansowany jest obowiązkowy luz. Na sztucznym luzie są wszyscy prowadzący programy od Polsatu, przez telewizje publiczną po TVN. Jak jednak pokazać, że jest się luzakiem, gdy tak naprawdę jest się kłodą drewna i smutnym jak pijany leśniczy palantem, któremu wiewiórka narobiła w kalosze? Najprościej efekt taki osiąga się przy pomocy żartów erotycznych.


Pojedynek na erotyczne aluzje toczą już nawet ci, których zawsze mieliśmy za ludzi z klasą. Kinga Rusin była żona Tomasza Lisa oświadczyła w „Dzień dobry TVN", że nie ma żadnego doświadczenia w udanym seksie małżeńskim. A ja pamiętam jej rozanielone wywiady, gdy o swoim Tomku mówiła, że jak sobie na niego popatrzy w telewizji to wie, że wszystkie kobiety jej zazdroszczą i mówi wtedy „mój ci on". Sam Tomasz Lis bardzo chwali swój obecny związek z Hanna Lis (dawniej Smoktunowicz) i twierdzi, że dopiero teraz czuje się prawdziwym mężczyzną, a nie tylko portfelem swojej kobiety.


Skoro nawet ludzie na takim topie medialnym jak Lis i Rusin uciekać się musza do erotycznych aluzji i wycieczek pod swoim adresem znaczy, że żyjemy w żałosnej gorączce medialnej, w której strzelanie w ekran z gumy do majtek musi podbijać zainteresowanie widzów.


Poniżej fotografia mało znanego wokalisty z Finlandii Ukke Dupsena, który podczas koncertów swojej grupy Putti Porro usiłował wzbudzić zainteresowanie publiczności symulacją kopulacji z pluszową maskotką Teletubisia.    

 


 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (18) | dodaj komentarz

Razem czy osobno?

środa, 17 września 2008 10:30
Razem czy osobno?

Takie pytanie zwykle zadawaliśmy sobie natrafiając na problem natury ortograficznej. Wszystko wskazuje na to, że obecnie o wiele częściej zadajemy sobie to pytanie patrząc na partnera, z którym mieszkamy pod jednym dachem. Żyć z nim dalej i się męczyć, czy puścić go w trąbę i być wolnym, ale z górą problemów sądowych i majątkowych na głowie?

Badania wykazują, że Polacy bardzo chętnie zawierają związki małżeńskie. Niestety od pewnego czasu równie chętnie się rozwodzą. O ile zawieranie związków to moda, o tyle rozwody to często konieczność. Pesymiści twierdzą, że jedyna idealnie dobrana para, to para butów. Coś w tym jest, że trwałe związki to na ogół związki chemiczne, a większość związków na czele ze Związkiem Radzieckim to eksperymenty nieudane.

W dzisiejszych czasach małżeństwo traktowane jest od początku jako twór tymczasowy. Przysięgi wierności i inne uroczyście składane śluby są łamane częściej niż przepisy ruchu drogowego. Nie dziwi, zatem impreza, która nie tak dawno odbyła się we Wrocławiu - Targi Rozwodowe. Wszak każda sytuacja  życiowa wymaga pomocy profesjonalisty. Rozwodzić się w mękach można nad twórczością mało zrozumiałego poety z Wybroczyn Dolnych, którego podstawową misją życiową jest walka z przecinkami i słowem „dążność". Natomiast rozwodzić się z dotychczasowym partnerem należy miło i bezboleśnie. Organizatorzy Targów Rozwodowych przekonują, że jest to możliwe. Targi odbyły się na początku września w klubie Prowokacja. Pewnym komicznym aspektem targów był fakt, że jednym z organizatorów imprezy rozwodowej było Centrum Ślubne.

Mieli rację poeci twierdzący, że nasze życie przypomina toczący się kamień. Kto się rozłączy, może równie szybko i profesjonalnie się połączyć. Podczas targów swe usługi w ułatwieniu rozwodów oferowali mediatorzy, psycholodzy, detektywi, a także specjaliści od nieruchomości. Mój znajomy miał trzy nieruchomości: żonę, babkę i teściową. Wszystkie trzy były nie do ruszenia. No... ale może specjalista coś by doradził w tej kwestii.

Podobno na zachodzie, rozwód wzorem ślubu kończy się też imprezą czyli takim jakby antyweselem. Antywesela, czyli party rozwodowe potrafią być huczne i radośniejsze od wesel. Jeżeli i ta tradycja przyjmie się nad Wisłą (a chłoniemy wszystko, co nowe jak odkurzacz) to kapele weselne będą miały ręce pełne roboty. Trzeba tylko lekko zmienić nazwę, repertuar oraz niektóre zabawy. Np. zamiast zwyczaju oczepin wprowadzić rozczepiny.  Świeżo rozwiedziona rzuca w tył za siebie stringami, a która z mężatek złapie ta rozwiedzie się jako następna. Z kolei świeżo rozwiedziony zdejmuje o północy muchę i przy pomocy majonezu oraz wysokoprocentowego alkoholu przerabia ją na hiszpańską muchę. Zamiast okrzyków „gorzko" i zmuszania pary młodej do całowania należałoby wprowadzić okrzyk „głośno" i rozwiedzeni mogli by dawać sobie po pysku.  

Z repertuaru Big Cyca mogę polecić kapelom okolicznościowym zarówno piosenki na wesele jak i na rozwody. Polecane utwory na wesele: „Rudy się żeni", „Makumba" i „Załóż gumę na instrument". Polecane utwory na party rozwodowe: „Kręcimy pornola", „Zbyszek kieliszek" i „Facet to świnia". Z kolei numer T.Love „Chłopaki nie płaczą" można grać na party rozwodowym w wersji „Chłopaki nie płacą". Kapele już podczas wesel mogłyby rezerwować terminy na party rozwodowe. Gdy para zamówi zespół od razu na wesele i na przyszły rozwód dostaje miły rabat.

Zdaniem organizatorów pierwsze w Polsce Targi Rozwodowe były bardzo udane. Wszyscy się rozeszli.

Poniżej fotografia Zbynka Krzeptówki z Białego Dunajca, który rozwiódł się z własną ciupagą, gdyż była dla niego za ostra.





  

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Dzwonek

poniedziałek, 08 września 2008 10:55

Dzwonek


Stół przedstawiał istny krajobraz po bitwie. Czegóż tam nie było? Opróżnione do dna butelki po wódzie stały jak żołnierze w karnym szeregu na apelu zwołanym przez kaprala sadystę. Pety powciskane w resztki ciasta drożdżowego przypominały przepalone od wybuchów lufy armatnie. Zużyte prezerwatywy zwisały bezradnie z talerzy niczym porzucone przez komandosów spadochrony. Odkręcony słoik z dżemem mieszał się z rozlanym majonezem i nadgryzionymi  ogórkami przypominając swym widokiem spaloną przez Werhmacht wieś. Pierze z rozprutych poduszek fruwało wszędzie niczym resztki po ataku broni chemicznej. Placki wymiocin widoczne w całym pomieszczeniu przypominały miny przeciwczołgowe na rozrytym ciężką walką klepisku.


Owocowy trzymał się za głowę. Robiąc tajemnicze kółka palcami próbował rozcierać skroń. Zabieg ten przynosił minimalną ulgę. Balanga miała trwać tylko dwa dni. Zaczęli wesoło w piątek i ustalili, że do niedzieli skończą. Dzisiaj jest poniedziałek. Przekroczyli plan.

- Jakby nie liczył chlaliśmy trzy dni - pomyślał Owocowy, któremu film urwał się już w połowie balangi.  W jego głowie działy się teraz straszne rzeczy. Stado pędzących imadeł walczyło ze sforą dzikich kluczy francuskich. Owocowy usiłował wstać. W tym celu podniósł bezradnie jedną rękę do góry. Złapał za kaloryfer i przez kilka sekund mocował się z samym sobą, usiłując dźwignąć swój przepity organizm z ziemi. Gdy był już bardzo bliski celu, zaplatał się w leżący niczym poległy żołnierz biustonosz Kryśki. Biustonosz wytrącił go z równowagi. Jego ciało bezwładnie opadło ponownie na podłogę. Kolejne próby upewniły Owocowego, że ta metoda podnoszenia się po balandze jest podobnie jak kluby anonimowych alkoholików bez sensu. 


Owocowy zaczął się czołgać. Wycierając sobą kurze i resztki jedzenia z podłogi minął leżącego kościotrupa i wypchanego zająca. Jak przez mgłę przypomniał sobie, że kościotrup służył w trakcie balangi za popielniczkę. Nadludzkim wysiłkiem doczołgał się do drzwi. Zebrał wszystkie siły i stanął na czworakach. Następnie chwycił się klamki. Naprężając mięśnie podnosił się powoli niczym notowania spółek po krachu na giełdzie. Po chwili już stanął opierając ciężar ciała na framudze. Zaczerpnął głęboko powietrza. Chwiejąc się otrzepał lekko ubranie i poprawił grzywkę. Na mocno trzęsących się nogach wyszedł z gabinetu biologicznego i zamknął za sobą dokładnie drzwi. Korytarzem przebiegło kilku uczniów.


- Dzień dobry panie woźny - krzyknął jeden z nich.

Był pierwszy dzień roku szkolnego. Owocowy podszedł do dzwonka i z determinacją nacisnął. - Koniec przerwy! Na lekcje! - rozległ się jego zachrypnięty głos.   


PS. Poniżej szykujący się do lekcji Hieronim Kopyto nauczyciel Wychowania Fizycznego ze Szkoły Podstawowej im. Gąski Balbinki w Raciążu.

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 515 934  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer