Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kto za ile?

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 15:53


Ulubionym zajęciem mediów jest liczenie czyjejś kasy. Media zachowują się jak jeden wielki urząd skarbowy, który w wielkim podnieceniu zagląda do cudzych portfeli.  Co jakiś czas w prasie czy w Internecie ukazują się, podawane w tonie sensacji, informacje dotyczące dochodów znanych osób. Już dawno nie jest  istotne czy ktoś jest dobrym aktorem, czy muzykiem, tylko ile mu za to płacą.  To forsa jest tym elementem, który najbardziej przemawia do naszej wyobraźni  i staje się miarą czyjejś wartości. Skoro John Travolta potrafi otrzymać dwadzieścia milionów dolarów za rolę w filmie to znaczy, że jest w pierwszej lidze. Travolta może być doskonałym aktorem, ale to nie jest gwarancją obcowania z arcydziełem, gdyż film z jego udziałem może być totalnym knotem (i ostatnio coraz częściej jest).


W demokracji sprawdzanie jakie dochody mają wysocy państwowi urzędnicy, jest zjawiskiem jak najbardziej pożądanym. Pensje prezydenta, premiera czy ministrów nie są już dla nikogo tajemnicą. Jedyne co wzbudza sensację to fakt, że są tak niskie w porównaniu z zarobkami polityków zachodnich. Wielkie emocje budzą olbrzymie odprawy niektórych członków spółek skarbu państwa (np. prezesów PKN Orlen), którzy za jakąś marną robotę papierkową i pierdzenie w stołek na ciepłej posadce otrzymują milionowe odprawy. Te sumy odbierane są przez społeczeństwo jako pieniądze wyrzucone w błoto i haracz, który płaci się ustawionym w biznesie politycznym kumplom. Ciekawe, że niebotycznie wysokie odprawy prezesów nie dotyczą prywatnego biznesu, tylko spółek skarbu państwa, z których każdy układ polityczny chce wyssać jak najwięcej dla siebie. Potwierdza się stare hasło socjalistów, że najlepiej kradnie i doi się na państwowym.


Spore emocje wywołują też zarobki gwiazd estrady. Ileż to razy czytaliśmy o tym, że Maryla Rodowicz bierze za koncert 45 tys. zł,  Robert Gawliński żąda 42 tys. zł, a Kayah 40 tys zł.  Wszystkie te rankingi zarobków robione są w oparciu o informacje od menadżerów artystów. Mimo znajomości zasad matematyki nikt nie zadaje sobie trudu policzenia ile tak naprawdę trafia do kieszeni artysty. Te kwoty obciążone są przecież rozlicznymi płatnościami. Z podanej sumy zawsze trzeba odjąć niemały podatek, gażę menadżera (to często 20 procent sumy),  trzeba opłacić muzyków zespołu i ekipę techniczną (to zwykle minimum 12-10 ludzi), opłacić transport. Dobrze jeśli dla artysty z podanych kwot zostanie połowa. Oczywiście to też dużo, ale przecież gwiazdy pracowały latami na swoje nazwisko i skoro są chętni, aby tyle płacić za ich show to gdzie tu „sensacja". Rankingi zarobków artystów, które podają kolorowe pisemka liczą na odwieczny prymitywny instynkt czytelnika, w którym zazdrość miesza się z podziwem. Dziś aby wzbudzać szacunek trzeba wiele zarabiać. Nie brakuje więc takich, którzy na potrzeby mediów wyolbrzymiają swoje zarobki. Często maczają w tym palce menadżerowie artystów. Chcąc wzbudzić podziw kolegów z branży zawyżają sztucznie stawki lub wręcz podają tzw. ceny z sufitu, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.


Nie ma chyba nic bardziej obciachowego niż chwalenie się kasą. Ludzie bardzo zamożni raczej ukrywają swoje dochody i nie obnoszą się nachalnie z bogactwem. Tylko prymitywni nowobogaccy czuja potrzebę imponowania pieniędzmi, gdyż ich zdaniem, wzbudzi to szacunek otoczenia. Czarni raperzy, którzy z ulicznych bandziorów stali się gwiazdami (np. 50 cent czy Snoop Dogg) na każdym kroku uwielbiają pokazywać swoje bogactwo.  Willa z basenem, złoty łańcuch ważący pięć kilogramów i super samochód - oto jak na ogół ci biedni umysłowo ludzie wyobrażają sobie szczęście na ziemi. 


W Polsce facetem, który notorycznie chwali się swoimi wysokimi dochodami jest Kuba Wojewódzki. W jednym ze swoich tekstów wyśmiał stawki aktorskie Tomka Karolaka, który za dzień zdjęciowy na planie filmu otrzymuje dziewięć tysięcy złotych, sugerując, że jemu za taką forsę nie chciałoby się nawet podnieść słuchawki telefonu. Wysokie konto w banku, jak widać, nie zawsze jest równoznaczne z klasą umysłową posiadacza.


Na zdjęciu poniżej emerytowana tancerka go go, a obecnie pomoc domowa Leokadia Maślak, której dochody znacznie wzrosły po napisaniu książki „Ścieram kurze na rurze" .

 

 


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Pochwała niewiedzy

wtorek, 25 sierpnia 2009 9:31

Z badań nad mediami wynika, że ponad siedemdziesiąt procent widzów nie rozumie telewizyjnych serwisów informacyjnych. Podobna grupa ludzi nie rozumie tego, co czyta w gazetach.  Jedni nie rozumieją tego co słyszą i czytają, inni nie wiedzą tego co mówią. Komunikacja społeczna jest więc poważnie zagrożona.


Dawno temu człowiekowi wystarczył tzw. „język ciała" i wszyscy mogli się dogadać  nie tylko na Placu Pigalle w Paryżu. Dziś natłok szumu informacyjnego jest tak wielki, że mimo medialnego prania mózgu i widowiskowego wbijania łopatą do głowy, wielu nie kapuje o co chodzi z tą „polityką miłości" Donalda Tuska. Są rzeczy tak abstrakcyjne jak np. sprzedaż stoczni arabom z Kataru, że zawiłości tej transakcji zrozumieć może tylko teściowa ministra gospodarki. Problem polega na tym, że my już nie odróżniamy, kiedy ktoś mówi coś dla żartu, a kiedy na serio. Gdy taki poseł Palikot mówi coś „dla jaj", wszyscy są przekonani, że to jest na super serio. Z kolei gdy Jarosław Kaczyński ogłasza bardzo poważne oświadczenie, cała Polska ryczy ze śmiechu. Jak widać trudności z odczytaniem intencji autora mają nie tylko dzieci analizujące wiersze Norwida w szkole. 


Inna sprawa to nieumiejętność posługiwania się językiem polskim. Ostatnio wyczytałem w Internecie informację pod tytułem „Lady GaGa chce kochać się z wszystkimi członkami Take That". Autor tej beznadziejnie zredagowanej notki sam nie wie co pisze. Wystarczyło przecież napisać, że Lady Gaga chce kochać się z „wszystkimi wokalistami Take That". I już byłoby inaczej. Tymczasem podana forma zdania sugeruje fizyczny konkret marzeń Lady Gaga. Jak wiadomo członków Take That było kiedyś pięciu. Sierocie, która zredagowała notkę chodzi więc o to, że Lady Gaga chce się kochać z każdym z nich. Tak zbudowane zdanie oprócz nieświadomej metafory „członkostwa" sugeruje jednak, że pięciu wokalistów Take That zebranych do kupy może mieć więcej niż pięć członków, bo Lady Gaga chce się kochać przecież „z wszystkimi członkami". Rodzi się poważne pytanie natury medycznej: czy wśród członków ekipy Take That są osobnicy posiadający dwa członki? Jeśli tak, to wszystko jest w porządku. Niestety biografom grupy nic na ten temat nie wiadomo. Jedyne co w tym wszystkim wiadomo to fakt, że autor tej notki nie wie do końca co pisze, ale przecież nie on jeden.   


Słynna jest anegdota gdy córka jednego ze znanych aktorów wychodziła za mąż za obywatela Szwecji.  Dociekliwi koledzy z teatru spytali o nazwisko wybrańca. Ojciec córeczki długo milczał, aż w końcu z bólem serca wyznał, że przyszły mąż córki nazywa się „Jebson". Zaległa wymowna cisza. Wszyscy pojęli, że córka aktora już niebawem nosić będzie nieładnie kojarzące w języku polskim nazwisko męża. Ciszę przerwał jeden z kolegów mówiąc: Biedny ten Szwed. On nawet nie wie jak się nazywa.


Świat zbudowany jest na nieporozumieniach i niewiedzy człowieka. Niewiedza jest potrzebna do przeżycia jak powietrze. Niewiedza pozwala wielu społeczeństwom normalnie funkcjonować. Całe szczęście, że siedemdziesiąt procent ludzi nie rozumie tego co ględzą w telewizyjnych „Faktach" czy „Wiadomościach". Gdyby zrozumieli mogliby oszaleć albo się pozabijać.  


Niewiedza, a może bardziej brak świadomości o pewnych faktach czyni życie przyjemniejszym. Gdyby Szwedzi wiedzieli jak się nazywają, gdyby konsumenci kotletów mielonych wiedzieli z czego się je robi w restauracjach, gdyby Polacy wiedzieli co mówi Jacek Kurski gdy wyłączą mikrofony, gdyby Doda słyszała komentarze facetów oglądających jej nagie zdjęcia, gdyby pacjenci znali prawdziwe oceny lekarzy, a lekarze słyszeli opinie pacjentów, gdyby człowiek był świadomy ilości bakterii na wypranym ręczniku, gdyby podatnicy wiedzieli jak marnują się ich pieniądze, gdyby kobiety słyszały jak wyraża się górnik po wypłacie, gdyby posłanka Sobecka znała słowa wypowiadane w duńskich filmach porno...  to świat nie przetrwałby w błogostanie kolejnego dnia.          


Na fotce poniżej artysta hiphopowy Tycu Picu z Choszczna, który nie ma świadomości, że kupowany przez niego codziennie kefir zawiera żywe kawałki baterii R-14.

 

 


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Dobij go!

środa, 19 sierpnia 2009 13:43

Niewolnik trzyma miecz na gardle przeciwnika. Wzrokiem kieruje się ku cesarzowi. Ten kciukiem daje znak, aby dobić lub ocalić nieboraka.  Wszyscy znamy takie sceny z filmów o gladiatorach. Trochę nas one przerażają, ale też trochę cieszą.  Spacerując w trakcie wakacji po starożytnych arenach, takich jak chociażby słynne Koloseum w Rzymie, warto zastanowić się jak my byśmy się zachowali, gdyby to od nas zależało życie pokonanego. Czy bylibyśmy litościwi czy okrutni jak starożytni tyrani?


Niestety badania współczesnych psychologów nie pozostawiają złudzeń. Zdecydowana większość z nas, tych którzy płacimy podatki, chodzimy do biura, całujemy swoje dzieci na dobranoc, oglądamy głupie seriale, dbamy o nasze ogrody i matki, a więc większość z tzw. normalnego społeczeństwa krzyczałaby głośno „dobij go!".  Potwierdzają to smutne wyniki eksperymentów, w tym najsłynniejszy przeprowadzony w 1971 roku w USA przez profesora Philipa Zimbardo. Eksperyment polegał na utworzeniu fikcyjnego więzienia w piwnicach Wydziału Psychologii Uniwersytetu Stanforda. Spośród dwudziestu czterech zdrowych psychicznie studentów, którzy dobrowolnie zgłosili się do eksperymentu, utworzono dwie grupy. Jedną grupą byli więźniowie, drugą strażnicy.  Eksperyment był zaplanowany na czternaście dni, ale już po kilku dniach musiano go przerwać, gdyż dochodziło do zachowań patologicznych. „Strażnicy" tak bardzo wczuwali się w swoje role i tak bardzo zasmakowała im nieograniczona władza nad kolegami ze studiów, że mogło dojść do tragedii. „Więźniowie" byli poniżani, maltretowani psychicznie, a nawet bici. Sytuacja zaczynała się wymykać spod kontroli i eksperyment przerwano.   Obserwacje związane z eksperymentem profesor Zimbardo opisał w książce, której tytuł mówi sam za siebie : „Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło".


Smutna prawda jest taka, że „dobrzy ludzie" są dobrzy tylko w pewnych określonych warunkach. W innych mogą być potworami.  Czytałem kiedyś poważne prace dotyczące hitlerowskich oprawców. Obok ewidentnych psychopatów, takich jak np. Mengele, wśród morderców dominują „normalni Niemcy", często dobrzy ojcowie, wrażliwi humaniści. Nawet w hitlerowskich formacjach wojskowych można było odmówić uczestniczenia w plutonach egzekucyjnych.  Odmawiali bardzo nieliczni.  Taki Adolf Eichmann miał się po prostu za urzędnika, który wysyła ludzi do gazu. W innych warunkach być może tak samo skrupulatnie wysyłałby transporty bananów lub węgiel. Co to oznacza?  To oznacza, że gdyby każdemu z nas stworzyć wygodne i bezpieczne  warunki do zbrodni, wielu uległo by takiej „okazji".


Gdyby człowiek miał pewność, że jego przewinienia nigdy nie ujrzą światła dziennego, to zalałaby nas fala zbrodni.  Porządne i ciche dziewczyny mordowałyby swoje koleżanki z podwórka, religijne babcie kroiły na kawałki listonoszy, sympatyczne sąsiadki truły grzybami mężów, lekarze z uśmiechem dobijali swoich pacjentów,  a potulni ministranci z radością dusiliby swoich proboszczów.  Ludzie kochają przemoc i tortury. Średniowieczni władcy wiedzieli co robią urządzając publiczne egzekucje. Dziś mimo nauk papieża i tego całego ględzenia o miłości bliźniego niewiele się w tym względzie zmieniliśmy.


Kilka dni temu podczas Jarmarku św. Dominika w Gdańsku prowadziłem nawiązująca do starych zwyczajów ceremonię Chrztu Drukarza. Jest to barwne i nieco okrutne widowisko. Odziani w starodawne stroje zacni drukarze przyjmują w poczet swojego cechu nowych adeptów. Czynią to z lekka maltretując kandydatów (chlapanie farbą, zakucie w dyby, kopniaki ). Zgromadzona licznie widownia, głównie turyści, była zachwycona. Gdy dla żartu apelowałem przez mikrofon, aby ocalić od tortur kolejnego nieboraka tłum reagował nieprzychylnie. Zgromadzeni głośno zachęcali oprawców (w tej roli występował zastęp diabłów), aby jeszcze dotkliwiej upokarzali kandydatów na drukarzy.  Wszystko to było niby zabawą.  Gdyby tak jednak działo się to na serio jestem pewien, że reakcje byłyby podobne albo i jeszcze ostrzejsze.  Ostatnio na Krupówkach w Zakopanem grupa pijanych turystów pobiła i okradła pracującego na ulicy aktora mima. Wielu turystów przyglądało się z zadowoleniem i robiło zdjęcia. Pobity człowiek - świetna fota z wakacji.  Dobrzy ludzie kochają patrzyć jak ktoś obcy dostaje w mordę. 


Tak więc drogi humanisto, wielbicielu seriali, miłośniku rybek w akwarium gdybyś był cesarzem Rzymu,  miał władzę i wiedział, że gest ten ujdzie ci na sucho, a wręcz spodoba się twoim podwładnym,  bez mrugnięcia okiem skierowałbyś kciuk w dół.


Na fotce poniżej tłum na rynku w Chojnicach podziwia jak strongmen Jarosław Dymek dźwiga żelazne nosidło (200 kg) w którym siedzę ja (98 kg) oraz Jarosław Kret (82 kg). Wszyscy przeżyli.

 



Podziel się
oceń
7
1

komentarze (16) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 599 102  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer