Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jak rozpoznać świra?

czwartek, 26 lipca 2012 10:16

 

Po masakrze na premierze kolejnej części Batmana, w trakcie której młody neurobiolog James Holmes, przebrany za postać z filmu, zabił w kinie na przedmieściach Denver dwanaście osób i ranił pięćdziesiąt osiem kolejnych, strzelając do nich z broni maszynowej i pistoletu Glock, fundamentalnym pytaniem, które zadaje sobie ludzkość, nie jest pytanie pamiętnego paprykarza „Panie premierze! Jak żyć?” tylko pytanie „Jak rozpoznać świra?”.


Wariaci, którzy nagle z wiadomych tylko sobie powodów obrażają się na świat i zaczynają gromadzić broń oraz materiały wybuchowe, by pewnego dnia wkroczyć do wybranego przez siebie miejsca i rozpocząć krwawą masakrę, mają jedną cechę wspólną – są samotnikami. To zwykle nieudacznicy, obrażeni na świat, i wściekli na ludzi. Wkurzeni i odtrąceni, cierpiący na potrzebę rozgłosu. Ameryka stała się wylęgarnią niebezpiecznych świrów, bo tam „kariera” medialna jest religią, a broń można legalnie kupić na każdym rogu (amunicję sprzedają na półkach w hipermarketach obok kawy i masła).    


James Holmes, zdolny uczestnik studiów doktoranckich nie zdradzał objawów żadnego szaleństwa. Nic oprócz tego, że był outsiderem stroniącym od towarzystwa, samotnikiem i lekkim dziwakiem nie wskazywało na to, że coś chorego bulgocze mu pod czaszką. Są różne kategorie świrów. Są świry artystyczne (bywa, że urocze i sympatyczne), świry polityczne (tu już gorzej, taki może namieszać, ale bywa też zabawny) i świry prawdziwie niebezpieczne, które udają normalnych obywateli, a tymczasem trzymają nóż pod poduszką.  


Doświadczenie uczy, że dziwnie zachowujący się osobnik, który wygłasza wiersze w tramwaju, chodzi w za dużych marynarkach i kolorowych spodniach, farbuje sobie włosy, robi tatuaże, czy przekłuwa policzki agrafkami, to w 99 procentach normalny obywatel, który ma taką potrzebę. To absolutnie prawy i grzeczny homo sapiens, który w tak dziecinny sposób realizuje swoją wolność i młodzieńczą potrzebę buntu oraz antymieszczańskiej prowokacji.


Wszyscy prawdziwi psychole, sadyści i seryjni mordercy, to osobnicy, którzy ubierają się w garnitury i wyglądają jak księgowi Waldemara Pawlaka. Skoro więc tak trudno rozpoznać świra prawdziwie niebezpiecznego, bo ani nie jest to cudak taki jak  Michał Wiśniewski, Michał Szpak, Nergal, Palikot czy Doda, a nie można zamknąć i przesłuchać wszystkich, którzy przypominają seryjnych morderców, czyli noszą się elegancko niczym urzędnicy z kancelarii Rady Ministrów, to potrzebne są nam nowe kryteria świrostwa, które mogą być pomocne w rozpoznawaniu osobników zagrażających społeczeństwu.


W dawnych czasach, rolę rozpoznanego świra w lokalnych społecznościach, pełnił tzw. wioskowy głupek. Był to na ogół z lekka upośledzony osobnik, który dymał kozy, wygłaszał niezrozumiałe teksty o końcu świta, miał kontakt z kosmosem i jako obiekt żartów, mógł pozwalać sobie na więcej niż inni. Dziś wielu dawnych wioskowych głupków, pełni zaszczytne funkcje w hierarchii państwowej i kościelnej, co dowodzi tylko wysokiej zgniłości naszego państwa.  

          

Podczas drobiazgowego prześwietlania życiorysu Jamesa Holmesa odkryto, że nie miał on konta na Facebooku, ani nie dokonywał wpisów na Twitterze. Według badaczy, to właśnie dowodzi, że był nienormalny. Mamy więc nowe, absolutnie współczesne narzędzia do szukania świrów. Nie masz konta na Facebooku, a zatem musisz być wariatem! Kilka lat temu napisałem satyryczne opowiadanie, o tym jak sensacją mediów i gwiazdą telewizji, staje się jedyny na świecie człowiek, który nie założył sobie konta na fejsie. Teraz to już niestety nie żarty i absurdalny humor, tylko jak widać rzeczywistość.

 



Podziel się
oceń
3
15

komentarze (34) | dodaj komentarz

Taśmy nieprawdy!!!

czwartek, 19 lipca 2012 8:47

 

Jakże podle i cynicznie zachowują się niektórzy dziennikarze i politycy. Bez uprzedzenia (i to w okresie wakacyjnym!!!) publikować materiały filmowe, które kompromitują styl uprawiania polityki przez Polskie Stronnictwo Ludowe, to po prostu świństwo. Biedny minister rolnictwa Marek Sawicki, musiał w związku z „aferą taśmową” przerwać urlop i natychmiast wrócić do Warszawy. I po co? Po to tylko, aby po dwóch godzinach rozmowy w gabinecie premiera podać się do dymisji. Urlop z głowy, a posada z portfela. 

 

Premier podobno naciskał na dymisje Sawickiego, co jak wiemy od mistrzów masażu tajskiego, może być bardzo nieprzyjemne, gdy robi to polityk, a nie masażysta. Mnożą się spekulacje, że na samym Sawickim się nie skończy. Krąży plotka, że poleci ktoś jeszcze, a afera taśmowa to nazwa, nie od taśm, które nagrał Serafin, tylko że teraz taśmowo wyjdą różne brudy i taśmowo poleci kilku zaufanych byłego już ministra…

 

Dla światłych i odpowiedzialnych za swój kraj obywateli sprawa jest jasna jak Jasna Góra. PSL to jedna z najuczciwszych partii jaką Polska miała, ma i mieć będzie, partii, która nigdy (ale to nigdy) nie kierowała się interesem prywatnym (chyba, że w słusznym celu pomocy rodzinie, a rodzina to przecież skarb), nigdy nie zabiegała o stanowiska dla swoich ludzi (chyba, że ci ludzie byli akurat bez wysoce intratnej posady, a coś dla nas wcześniej zrobili i trzeba było dać im wreszcie dobrze zarobić), brzydziła się korupcją i nepotyzmem jak Terlikowski Dodą czy Nergalem, czego dowodem fakt, że matka Waldemara Pawlaka została szefową jedynie jednej z podległych Pawlakowi struktur, a przecież mogła zostać ministrem lub królową Wielkiej Brytanii.    

 

Istnieje teoria, że taśma którą opublikowano i na której Serafin (szef kółek rolniczych) tak pięknie klnie, a były prezes Agencji Rynku Rolnego Władysław Łukasik, tak cudnie opowiada o dojeniu państwa polskiego przez działaczy PSL, to tylko nieopatrzny wyciek z bogatego zbioru taśm, którymi działacze PSL wzajemnie się szachują i podkładają sobie świnie, w walce o pozycję i dostęp do konfitur.

Na wylaniu Sawickiego skorzystał Pawlak. Jedno jest pewne na wylaniu Pawlaka, straciło by rządzące PO, ale zyskała Polska.  PSL już dawno stał się partią posad i układów, a jego skrót można odczytywać jako Polskie Stronnictwo Lewizny.  Że też od lat znajdują się na wsi ludzie, którzy na tych miłośników kolesiostwa, cyników i pospolitych „załatwiaczy” głosują! Ich stopień poparcia jest niewielki, ale wraz z rodzinami, które dostały posady, i strażakami z OSP, którzy dostają fundusze od Pawlaka, to jest właśnie te uciułane pięć czy sześć procent głosów.  Już tyle razy jako partia byli pod progiem wyborczym, czas by znaleźli się nie pod progiem, ale na wycieraczce.  

 

Fotka poniżej: działacze PSL z miejscowości Wielkie Bagno rozpoczynają bieg  do koryta. 

 

 


Podziel się
oceń
26
9

komentarze (3) | dodaj komentarz

Berlin raz jeszcze

wtorek, 17 lipca 2012 8:30

 

Kilka miesięcy temu miesięcznik K-Mag namówił mnie do wspomnień i refleksji związanych z Berlinem. To wyjątkowe miasto odegrało bowiem ważą rolę nie tylko w historii Niemiec i Europy, ale także (o czym mało kto wie) w historii Big Cyca (!). Jak do tego doszło, że miasto kabaretów, piwiarni, miasto zrujnowane przez Hitlera i wojnę, miasto podzielone murem, dawna stolica Republiki Weimarskiej, miasto punków, artystów i teatrów alternatywnych stało się także miastem Big Cyca?

 

Od 1986 roku mój studencki adres zamieszkania w pewnym małym akademiku Łodzi, był rozpowszechniany w zachodnich pismach alternatywnych (m.in. w słynnym amerykańskim magazynie „Maximum Rockand Roll” czy nowojorskim „On Gogol Boulvare”) jako kontakt do aktywistów niezależnych w Polsce zajmujących się walką z systemem. Dzięki temu docierała do nas pomoc od przyjaciół z Zachodu, a także ciekawi osobnicy z całego świata. Pamiętam Rickiego z San Francisco, bojownika o czyste środowisko i przeciwnika elektrowni atomowych, czy Annę z Tate Gallery w Londynie, która zachwyciła się happeningami Pomarańczowej Alternatywy. W 1989 roku dotarł do nas berliński anarchista Lorenz Hettich, który był organizatorem festiwalu Schwarze Tage w Berlinie. To on zaprosił Big Cyca, mało wówczas jeszcze znany zespół, do udziału w organizowanej przez siebie imprezie.

 

Jako zespół byliśmy nieco zdołowani, bo zaledwie na starcie naszej „kariery” SB rozwaliła nasz koncert w Łodzi. Wyłączono nam prąd, akustyka zakuto w kajdanki, mnie zatrzymano na komisariacie i pobito w trakcie jazdy w radiowozie. Prawdę mówiąc byliśmy bliscy rozwiązania zespołu, gdyż w warunkach komunistycznej dyktatury, nie widzieliśmy dla zespołu żadnych perspektyw. Zaproszenie do Berlina stało się niesamowicie mobilizującym nas impulsem. Mimo licznych przeszkód i przygód udało nam się w Berlinie wystąpić. Po pierwszej serii koncertów przyszły zaproszenia na kolejne. Graliśmy głównie w małych klubach punkowych na Kreuzbergu, w Polsce mieliśmy już całkowity szlaban, więc te niemieckie koncerty wiele nam dawały. Nagle wielka historia przyspieszyła. W Polsce komuna chyliła się ku upadkowi, rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, a w konsekwencji także i u naszych zachodnich sąsiadów rozpoczęła się poważna ruchawka. Runął mur berliński, a wraz z nim stary porządek.

 

Jeżdżąc pociągiem do Berlina na koncerty (byliśmy biedni, nikt z nas nie miał samochodu!) co rusz natykaliśmy się na polskich przemytników i handlarzy, którzy nielegalnie handlowali papierosami i alkoholem, a także wszystkim co się dało tam sprzedać. Tak powstała piosenka Berlin Zachodni, która w 1990 roku dotarła do pierwszego miejsca na radiowej liście przebojów „Trójki” (wówczas najbardziej popularnej stacji radiowej). Po tej piosence nadeszła propozycja wydania płyty, a gdy płyta („Z partyjnym pozdrowieniem”) już się ukazała rozpętało się totalne szaleństwo wokół zespołu. W pierwszym roku nowej Polski zdobyliśmy wszelkie możliwe tytuły branży muzycznej takie jak Zespół Roku, Płyta Roku, Przebój Roku, Okładka Roku (Słynny Lenin z irokezem), a ja osobiście zostałem Autorem Tekstów Roku. Płyta wydana na kasecie, analogu i CD sprzedała się w nakładzie ok. miliona egzemplarzy z czego 80 procent to była sprzedaż piracka. W 1991 roku zagraliśmy koncert w Berlinie na którym prezentowały się zespoły z krajów się nienawidzących czyli z Niemiec, Rosji, Izraela i Polski. W latach 1991-94 zagraliśmy kilka dużych tras koncertowych  po całych Niemczech, a w 1993 roku ukazała się tam nasza składanka „Frankenstein,s Children”.

 

Te wszystkie wydarzenia  nie były możliwe, gdyby nie nasze ożywcze wypady do Berlina, które wyrwały nas z syfu PRL-u. Do dziś mam wielki sentyment do tego miasta i dlatego w te wakacje zabrałem tam swoją rodzinkę na kilka dni. Dziś Berlin jest już zupełnie innym miastem. Fragmenty muru są wystawiane jako atrakcja dla turystów. Ja pamiętam mur jako złowrogą, żelazną kurtynę, która odgradzała  wolny świat od sowieckiego baraku.  Dawniej wschodnia strona miasta znacznie różniła się od strony zachodniej, dziś jest to już mocno wymieszany tygiel.

 

Berlin latem wydaje się ospałym i niemal pustym miastem, ale to tylko złudzenie. Kluby tętnią, życiem, a dziwne stroje kobiet, które wieczorową porą śpieszą dyskretnie ulicami świadczą o tym, że ekscentrycznych party w dawnym pruskim grodzie nie brakuje. Te najgorsze i najbiedniejsze dzielnice miasta są dla mnie najciekawsze, bo tu kumulował się przed laty duch buntowniczy Berlin Stadt, ale nawet na Kreuzbergu widać jak komercyjnych potwór zjada powoli, to co było najbardziej wartościowe w tej kolorowej dzielnicy. Czas leci szybciej niż woda z kranu, ale miło było zawitać tu ponownie, choć moje dzieciaki znudzone tym miastem jak serialem w Polsacie. Widziały już Londyn, Paryż, Rzym, Kopenhagę, Pragę, Budapeszt, Amsterdam … więc szary, brudny Berlin nie zrobił na nich wrażenia. Tylko ich ojciec chodził uliczkami Oranienstrasse podniecony jak pedofil w sklepie z zabawkami.         

 


Podziel się
oceń
11
7

komentarze (11) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 140  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer