Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 236 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wakacyjny Słowniczek

piątek, 30 lipca 2010 9:23

W czas letnich eskapad proponuję unikalny w swej przydatności przewodnik wakacyjny. Korzystanie z niniejszego słowniczka ułatwi wszystkim przebrnięcie przez trudy i znoje letniego wypoczynku.


Afera - coś, co wybucha zawsze gdy dowiemy się ile naprawdę kosztuje nas tania wycieczka na którą namówiła nas miła pani z biura podróży.


All Inclusive - prosty sposób na przytycie i marskość wątroby.


Bieszczady - piękne, dzikie, leśne tereny zamieszkałe przez nadużywające alkoholu niedźwiedzie i punkowy zespół KSU. Kraina ucieczek dezerterów z wojska i intelektualistów z Warszawy.


Bilet na Gubałówkę - trzecia rzecz po wódce i oscypku, którą kupuje turysta który pierwszy raz przyjeżdża do Zakopanego, a łazić mu się nie chce.


Boa Dusiciel - dyskoteka bez klimatyzacji z przewagą spoconych od tańca i piwa entuzjastów nikotyny.


Ciupaga - miła pamiątka z polskich Tatr. Zwykle można ją dostać na Krupówkach, ale częściej na dyskotece i to od razu w plecy.


Darmowe drinki - jedna z rozrywek, którymi kuszą starsi panowie w letnich dyskotekach. Zwykle świetnie się zaczyna tylko na drugi dzień strasznie boli po tym tyłek.


Giewont - w dawnych czasach nazwa podłej marki papierosów typu „śmierdziele". Na lotniskach w USA polskie Giewonty często brano za lekkie narkotyki. Także nazwa szczytu który góruje nad panoramą Zakopanego. Kształt Giewontu przypomina profil śpiącego rycerza, który wypalił paczkę  Giewontów i zemdlał.


Glony - jedna z atrakcji sopockich i gdańskich plaż. Dzięki nim Zatoka Gdańska rozkwita, a w Trójmieście jest bardziej zielono.


Grill Party - modny typ imprez plenerowych polegający na przypiekaniu kawałków mięsa na ruszcie, piciu piwa i śpiewaniu świńskich piosenek. Jako forma balang dawno wyparł harcerskie pieczenie kiełbasek przy ognisku.


Ibiza - miejsce w którym na pewno nie wypoczywa poseł Antoni Maciarewicz


Informacja PKP - coś dla miłośników „czarnego humoru". Bardzo zabawny program kabaretowy w odcinkach, prezentowany jednoosobowo przez telefon lub w okienku na dworcu. Uwaga! Obowiązuje rezerwacja miejsc.


Korek - atrakcja wszystkich miast, które uważają się za „letnią stolicę Polski". Jej głównym walorem jest przymusowa jazda z szybkością 5 km/h.


Kurort - wypoczynkowe miasteczko w którym wszystko jest dwa razy droższe. Zwykle bez dobrych hoteli i bez parkingów, ale za to z opłatą klimatyczną.


Last Minute - typ wycieczki do miejsca tak atrakcyjnego, że nikt tam już nie chciał jechać. Analfabeci geograficzni są przekonani, że to nazwa słonecznej wyspy na Morzu Śródziemnym


Leżak - pijana dziewczyna poderwana na plaży ewentualnie pracownik fizyczny dużego państwowego zakładu w dniu wypłaty.


Morskie Oko - coś co wyrasta nam pod okiem w kolorze fioletowym jako owoc dyskusji z bramkarzem w plażowej dyskotece.


Oglądanie powtórek w telewizji - ulubiona wakacyjna rozrywka tych co zostali w domu.


Okęcie - lotnisko w Warszawie, na które wszyscy narzekają. Jednak Okęcie ma w sobie coś wyjątkowego, czego nie mają lotniska w Londynie czy Paryżu. Jest tak małe, że ciężko się na nim zgubić.


Pamiątka z wakacji  - coś co absolutnie nie jest nam potrzebne, a jednak to kupiliśmy, targamy dzielnie do domu, a potem nie mamy pojęcia gdzie to postawić.


Piasek - zwykle spotykany na plaży, ale częściej w zupie podanej w sezonowym barze. Może trafić się także na estradzie i to za mikrofonem.

rze.


Promenada nadmorska - miejsce spacerów, które służy do pokazywania wszystkim swoich tatuaży, płaskiego brzucha, nadmuchanych cycków i nowej torebki czy zegarka.


Słoneczny Egipt - rejon w którym można spotkać piramidy, wielbłądy i osoby, które mają odparzenia.


Przygoda wakacyjna - coś, co w postaci plam i dziwnych krostek przywozimy na plecach lub poniżej pasa.


Spływ - może być kajakowy lub imprezowy. Różnica jest taka, że na spływie kajakowym trzeba pracować wiosłem, a na imprezowym nogami. Na spływie kajakowym musisz zakasać rękawy, a na imprezowym (gdy robi się już gorąco) brać nogi za pas.


Topielec - najczęściej spotykany w tym sezonie typ pijanego turysty na plażach niestrzeżonych.


Tropik - jazda przepełnionym miejskim autobusem w upalny dzień po rozgrzanym do temperatury wrzenia asfalcie.


Wakacyjna lektura - mandaty straży miejskiej wystawione za parkowanie w miejscach niedozwolonych, ale za to blisko atrakcji turystycznych.


Wybory Miss - popularne wakacyjne imprezy plenerowe. Zwykle wybiera się Miss Lata, Miss Plaży czy Miss Opalenizny. Bez względu na to, kto startuje i tak zawsze wygrywa dupa sponsora.


Zapiekanka - dawniej podstawowe wyżywienie turystów w nadmorskich kurortach obecnie określenie mocno wkurzonych polityków z PiS.


Zdjęcia z wakacji - najbardziej udane i drogie fotki wakacyjne to te zrobione nam na trasie przez fotoradary.


Poniżej typowa fotka wakacyjna zrobiona przez przypadkowego wielbłąda.


 



Podziel się
oceń
12
2

komentarze (21) | dodaj komentarz

Polska jazda

środa, 21 lipca 2010 12:03


Trasy wakacyjne mają swój niezaprzeczalny urok. Pod warunkiem, że mamy auto z klimatyzacją i nie stoimy w korku. O ile auto z er kondyszyn możemy sobie kupić, o tyle jazda bez korków jest prawie niemożliwa. Wyruszam w Polskę ze swojej kryjówki nieświadomy czyhających niebezpieczeństw. Koncert mam w miejscowości Okuninka pod Włodawą. Jest to urocza miejscowość turystyczna nad jeziorem Białym. Samo jezioro nie jest wielkie, ale ma opinię jednego z najbardziej czystych w Polsce. Patrząc na mapę obliczam, że z Gdańska to będzie dobrze ponad pięćset kilometrów. Czeka mnie więc koszmar na polskich drogach.


Dzwoni Andrzej nasz przyjaciel z Australii. Andrzej w każde wakacje przyjeżdża do kraju i odwiedza stare kąty podróżując po Polsce harleyem lub wozem campingowym.  Przestronny wóz, który ma być moją garderobą już stoi za sceną. Andrzej informuje, że whisky mrozi się w lodówce, a jego nowa dziewczyna bardzo chce mnie poznać. Pozytywnie natchniony taką perspektywą ruszam w trasę.


Po drodze wpadam do gdańskiego studia Polsatu gdzie mam wywiad na żywo o festiwalu w Jarocinie (właśnie trwa jego jubileuszowa edycja). Dziennikarz dopytuje się o stare festiwale z czasów PRL-u. Opowiadam jak w 1985 zatrzymali mnie funkcjonariusze SB za rozrzucanie ulotek antywojskowych. Byłem półnagi i bez dokumentów. Przez trzy dni podawałem, że nazywam się Jimmi Hendrix. Czasy takie, że obaj z Końjem uchodzimy za kombatantów i weteranów. Wcale nam się ta rola nie podoba, ale narzucają te tematy dziennikarze. Kilka dni wcześniej w innym z wywiadów Końjo opowiadał jak to w Jarocinie za PRL-u dbano o to by zespoły, które biorą udział w festiwalu prowadziły się moralnie i kwaterowano osobno chłopców i osobno dziewczynki. Rozdzielano pary, a nawet małżeństwa i dbano, by każdy spał z rękami na kołderce oraz w innej szkole (o noclegach w hotelach nikt nawet nie marzył). Na szczęście Końjo spotkał jedną walcząca punkówę, która złamała wszystkie regulaminy i przedostała się do szkoły pełnej wygłodzonych facetów. Oddała się wszystkim po kolei twierdząc, że w ten sposób „walczy z systemem".


W Polsacie spotykam młodego redaktora, który boi się, że zostanie pobity przez moherowe babcie pod kościołem św. Brygidy. Dziś pogrzeb księdza Henryka Jankowskiego i z tej okazji do Gdańska przyjeżdża Rydzyk i zwarte oddziały moherowych beretów. - Biją tylko tych z TVN-u - pocieszam młodego redaktora. Sam Henryk Jankowski to postać, która mimo różnych dziwactw (np. obsesja na punkcie mundurów i medali) jest jednak wielce zasłużona. W ciężkich czasach miał odwagę pomagać wielu ludziom. Trzeba machnąć ręką na niektóre kazania, które wygłaszał w latach 90-tych opuszczony przez Wałęsę.


Już po zaledwie stu kilometrach,  za Ostródą wpadam w solidny korek. Z radia dowiaduję się, że trasę korkują tłumy, które ciągną na pola Grunwaldu. W rekonstrukcji bitwy bierze udział syn mojej siostry Paweł. Jest łucznikiem krzyżackim i sam zrobił sobie historyczny strój łącznie z butami. Tysiące takich entuzjastów jak on od lat bawi się w Bitwę pod Grunwaldem. Na razie jest to bitwa samochodowa na dostanie się pod Grunwald.  Naiwnie tkwię w korku w nadziei, że uda mi się jakoś przepchać „siódemką" do Warszawy. Po godzinie jazdy z prędkością 5 km na godzinę mijam jeden zjazd w kierunku gdzie ma odbyć się bitwa. Przed Olsztynkiem wpadam w kolejny korek tym razem o wiele większy. Jest wypadek i wyją karetki.  Jak tak dalej pójdzie nie mam szansy dojechać na koncert.  


Słucham dla rozrywki Radia Maryja. Biskup Głódź mówi, że ksiądz Jankowski był rozszarpywany przez media. Znowu ktoś ma krew na rękach. Co za kraj! Z RMF-u dowiaduję się, że w Warszawie będą potworne korki, bo właśnie ruszyła parada gejów i lesbijek. Postanawiam zmienić trasę. W Olsztynku odbijam na Szczytno i oddalam się od potopu aut, które ciągną na miejsce pikniku grunwaldzkiego. Nabijam dodatkowe kilometry, ale unikam stania w kolumnie rozgrzanych samochodów. W Szczytnie pikuję w dół na Przasnysz. Z radia dochodzą informacje na przemian o tym, że pod Grunwaldem pod wpływem upałów mdleją rycerze w zbrojach oraz o tym, że faszyści atakują paradę gejów jajami. Omijam Warszawę  jadąc łukiem przez Pułtusk, Wyszków, Siedlce. Docieram ledwie żywy do hotelu Podkowa we Włodawie gdzie mamy nocleg. Witają mnie tam bardzo mili właściciele. Chłopaki z Big Cyca docierają z innej strony Polski tuż po mnie. Andrzej z Australii dzwoni, że alkohol już mocno zmrożony, a publiczność gorąca. Oto Polska w pigułce. Pogrzeb księdza Jankowskiego, bitwa pod Grunwaldem, korki, wypadki, histeria, geje i lesbijki w stolicy z piórami, faszyści z jajami. Co robić? Robić swoje jak śpiewał Młynarski. I robimy. Gramy koncert dla 12 tysięcy ludzi nad jeziorem Białym. Siedem bisów.


Na fotce poniżej kotłowanina grunwaldzka w totalnym upale czyli kochamy zamieszanie.




Podziel się
oceń
10
3

komentarze (14) | dodaj komentarz

Emocje biorą górę

środa, 14 lipca 2010 11:25


Życie bez emocji nie byłoby wiele warte. Nadmiar emocji może być jednak zabójczy dla organizmu lub (co gorsza) może się po prostu znudzić. W dzisiejszym świecie rzadko kiedy ludzie kierują się głową. Pielęgnujemy w sobie liczne narodowe urazy i dąsy. Wierzymy bardziej w zjawiska takie jak „pierwszy impuls", „pierwotny instynkt", czy „przeczucie". Osoba, która bierze piąty kredyt mając cztery niespłacone czyni to bez aktywnego użycia głowy. Wielu facetów traci głowę dla atrakcyjnych kobiet lub ruletki kierując się podnieceniem. Całe zastępy polityków zamiast „ruszyć głową" wolą ruszyć nogą podstawiając ją konkurencji. O znikającej roli głowy w dzisiejszym świecie dowiadujemy się nie tylko przy okazji okrutnych egzekucji dokonywanych przez fanatycznych terrorystów.


Nawet najwięksi myśliciele tacy jak np. słynny fizyk Stephen Howking twierdzą, że im więcej wiemy o otaczającym nas świecie, tym bardziej sobie uświadamiamy jak mało mamy o nim wiedzy. To przerażające do czego ludzi doprowadza brak wiary w myślenie. Weszliśmy w epokę powszechnego kryzysu rozumu. Oświecenie nie jest dziś w modzie czego dowodem nie tylko Nelly Rokita czy Joachim Brudziński. Chętnie oddajemy swój los wyrokom  mrocznych teorii, symbolice kart, odpustowych szklanych kul, czy wróżbom z moczu starej Indianki. Ludzie wierzą w stare mity, przepowiednie wariatów czy bredzenie Gazety Polskiej.  Rozpalona słońcem głowa najlepiej nadaje się do noszenia słomkowych kapeluszy. Zapomnieli o tym niektórzy politycy, którym najwyraźniej słońce zbyt mocno poraziło skronie.

 

Oto od posła Waldemara Kuchcińskiego dowiadujemy się, że „dla PiS-u nadal trwa żałoba". Żałoba? Chyba po przegranych wyborach, bo nie po tragedii smoleńskiej. Przecież jeszcze kilka dni temu w trakcie kampanii wyborczej widzieliśmy luzacką twarz PiS-u w postaci posła Marka Migalskiego przebranego za kowboja, który uzbrojony w kapelusz przekonywał wszystkich, że Jarosław to super szeryf , czy posła Pawła Poncyliusza przebranego za hipisa, który przed debatą telewizyjną kandydatów śpiewał piosenki Lennona cudacznie przerobione na propagandówki partyjne. A Beata Kempa śpiewająca czystym fałszem na wiecach? Te wszystkie zachowania dalekie są przecież od atmosfery żałoby. Niech Kuchciński więc nie wciska kitu o nadal trwającej żałobie, bo to pachnie tak jak opowiastki Karolaka o karierze aktorskiej w USA.


Wojna o zdjęcia posłów którzy zginęli w katastrofie trzymane w sejmie nadal na ich miejscach mimo, że wybrani są już nowi posłowie (wszystkie kluby oprócz PiS usunęły już fotografie), wojna o krzyż przed pałacem prezydenckim, czy pełne dramatyzmu historie opowiadane rzez prezesa Kaczyńskiego w „Rzeczypospolitej" o tym jak ścigał się z Tuskiem do miejsca katastrofy, to wszystko cyniczne rozgrywanie tragedii smoleńskiej dalekie od niedawno deklarowanej „polityki pokoju". Można więc jednego dnia nawoływać do „zakończenia polskich wojen", a drugiego rozpoczynać je na nowo.


Myślę, że sporą rolę grają tu emocje po przegranych wyborach, a dodatkową iskrą zapalną były z pewnością ostre wypowiedzi Janusza Palikota o Lechu Kaczyńskim. Rozpoczynając kolejną wojenkę w środku gorącego lata Jarosław Kaczyński bardziej niż rozumem kieruje się tu politycznym instynktem. Wie, że tego typu treści spodobają się jego twardemu elektoratowi, który zniesmaczony był mało wojowniczą postawą w trakcie kampanii.       


Czy politycy powinni zajmować się takimi sprawami jak kwiatki pod pałacem prezydenckim, czy zdjęcia na fotelach posłów? Nowi posłowie PiS nie mają gdzie usiąść, bo na fotelach są fotografie ich zmarłych tragicznie kolegów. Może warto uszanować pamięć o zmarłych w jakiś bardziej godny sposób niż trzymanie fotografii na krześle. Znów stracimy czas i energię  na sprawy pięknych dekoracji, a nie na to co powinno być treścią polityki, czyli na rozwoju gospodarczym i cywilizacyjnym naszego państwa.


Jak więc widać nawet w polityce , gdzie chłodna kalkulacja powinna być na porządku dziennym emocje biorą górę. Niech górę wezmą alpiniści, a emocje zostawmy sobie na rozgrywki Euro 2012.


Poniżej słynny barman Patafian Lumbago z klubu „Masakra Nocą" na tle zdjęcia swojej narzeczonej Ziuty Cytrynki, która potrafi dostarczyć wielu emocji.     

 



Podziel się
oceń
9
1

komentarze (19) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 118  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer