Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 012 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zwracanie

środa, 23 lipca 2008 10:33

Zwracanie

Zwracać można nie tylko obiad czy butelki do sklepu. W świecie masowej produkcji i nadprodukcji prawdziwą sztuką jest zwracanie na siebie uwagi. Istnieje wiele sposobów zwrócenia na siebie uwagi mediów. Jednym z najbardziej ogranych jest ogłoszenie światu, że przestaje się rozmawiać z... mediami. Paradoksalnie osoba, która wypina się na media, a nawet ukrywa przed dziennikarzami budzi większe zainteresowanie tychże. Manewr ten często stosują artyści obrażeni na złośliwe recenzje. W odwecie za nieprzychylne i ich zadaniem nieusprawiedliwione opinie, zamykają się na kontakty z konkretnym tytułem prasowym, czy stacją telewizyjną. Bojkot taki jest z natury wybiórczy i krótkotrwały. Tak było np. z Edytą Górniak, która wdała się w przykry konflikt z Super Expressem. Po serii wzajemnych napaści słownych i pomówień uzyskała sądowy zakaz pisania o sobie na łamach gazety.

 
Inną taktykę przyjmują artyści z kręgów sztuki alternatywnej. Wielu z nich bojkotuje media gdyż uważa, że nie rozumieją one trudnej, współczesnej sztuki i są fabryką kłamstw. Unikanie mediów w ich przypadku to rodzaj budowania czegoś w rodzaju własnej mitologii. Odcinający się od zakłamanego świata mediów artyści jawią się jako rycerze bez skazy,  niezależni twórcy, wolni od układów i sitw, tworzący na przekór okropnym korporacjom. Wielu z artystów tego kręgu postępuje bardzo radykalnie. Są tacy, którzy pragną pozostać anonimowi i występują w maskach (jak np. słynny zespół The Residents paradujący od lat po scenie w maskach o kształtach olbrzymich gałek ocznych). Inni jak np. głośny artysta graffiti Banksy (który mimo, że miał wystawy w prestiżowych galeriach do dziś maluje także na ulicy) skutecznie ukrywają swą tożsamość myląc tropy niczym wysokiej klasy agenci. Taka postawa paradoksalnie buduje wokół tych artystów atmosferę wielkiego zainteresowania medialnego, bo zawsze ciekawe jest to, co tajemnicze i niezwykłe.

 
Tym zużytym już chwytem znanym z show biznesu posłużył się niedawno PiS ogłaszając bojkot stacji TVN. Przez pierwszy dzień bojkotu TVN-u politycy PiS-u występowali w TVNie częściej niż ma to zwykle miejsce. Przez cały czas opowiadali na antenie stacji jak to nie będą z nią rozmawiać. Faworyzowanie jednych mediów i lekceważenie innych to stała praktyka partii Jarosława Kaczyńskiego, który gdy był premierem serce okazywał niszowej  telewizji Trwam ojca dyrektora, a pogardę pozostałym. 

 
O ile artyści bojkotując media tak naprawdę chcą je przyciągnąć do siebie, o tyle PiS olewając TVN chce dać mu nauczkę i wychować jak małe, niesforne dziecko. Akcja jest naiwna jak piosenki Moniki Brodki. Obrażalskie, przedszkolne dąsy stały się okazją do kolejnych żartów i złośliwości pod adresem formacji. Efekt bojkotu miał być chyba taki, że wielka widownia, czyli wyborcy mieli odnieść wrażenie, że oto partia rośnie w siłę i jest w natarciu. Apropos natarcia! To już lepiej było natrzeć się kremem przeciw zmarszczkowym lub do opalania pięt niż inicjować tak kiepski happening.

Po korytarzach szepcze się, że z kręgu Prawa i Sprawiedliwości najgorzej znosi bojkot Tadeusz Cymański i Jacek Kurski, którzy bez kilku występów w telewizji w ciągu jednego dnia nie wyobrażają sobie życia. Może wzorem The Residents PiS powinien występować w TVN w maskach. Prezes Kaczyński mógłby nosić maskę Kaczora Donalda, co przy okazji byłoby wyśmiewaniem przeciwnika. W masce Myszki Miki powinien paradować w TVN   Edgar Peron Gosiewski. Maska psa Pluta idealnie pasowałaby do Anny Fatygi, a kostium świnki Piggy do Joachima Brudzińskiego. Zdaniem medioznawców działacze PiS  w zwierzęcych maskach byliby bardziej ludzcy. 

Na zdjęciu poniżej detektyw Jan Skorupka z biura detektywistycznego Skorupka i partnerzy od lat specjalizujący się w poszukiwaniu świnek morskich unikających kontaktów z prasą dla dorosłych.

 


 



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Szwedzki stół, a na nim wół

czwartek, 10 lipca 2008 10:02
Szwedzki stół, a na nim wół

 

Wszyscy wymądrzamy się na temat naszego piekiełka politycznego. Po licznych aferach, pustych obietnicach, wojnach i zagrywkach poniżej pasa wielu z nas straciło resztki szacunku dla klasy politycznej. Trudno oczekiwać czegoś wielkiego, rozsądnego i pięknego po tsunami błota, które przyniosło nam z głębin takie monstra jak Lepper, Łyżwa, Filipek, Wasserman, Gosiewski i wielu innych.



Wobec politycznej chamówy i bezczelności naszą ostatnią bronią jest śmiech lub lekceważenie. Dworujemy sobie z zabawnych przejęzyczeń męczącego się na posadzie prezydenta, coraz bardziej ćwiczebnych uśmiechów Donalda, wsiowych powiedzonek Tedi Cymańskiego, kłamstewek bulteriera Kurskiego, koguciego swingu posłanki Senyszyn, misyjnego nabzdyczenia ojca Rydzyka, żigolowatych fryzur Palikota. Wszystkie, te zabawne pozy i miny teatru polityki zwykle prowadzą nas do wniosku, że większego cyrku, większych jaj niż u nas nad Wisłą nie ma nigdzie na świecie.

 
Jest to wniosek błędny. Są liczne przykłady na to, że w wielu krajach stawianych nam przez lata za wzór mądrego rządzenia jest jeszcze głupiej niż u nas. Głupota nie ma ojczyzny i na nieszczęście dla rodzaju ludzkiego zawitała w liczne strony świata. Są tereny gdzie jest jej więcej niż dopuszczalne normy i wcale nie jest to Polska. Okres wakacji to czas podróży. Być może znajda się tacy turyści, którzy wpadną na pomysł odwiedzenia Szwecji.
 

Do tej pory Szwecja kojarzyła się nam z filmami porno, Potopem Sienkiewicza, samochodami volvo i grupą ABBA. Bardziej wrażliwi wiedzieli coś o filmach Bergmana, dramatach Strindberga, prozie Lagerkvista. Szwecja od zawsze kojarzyła nam się z tworem czystym, zdrowym i napchanym witaminami. Przez lata ukrywano przed nami, że to kraj tak samo zamieszkany przez wariatów jak wszystkie inne.

 
Szokiem była informacja, że w tej kochającej poprawność polityczną Szwecji nie ma domów dla psychicznie i nerwowo chorych. Szwedzi uznali, że u nich nie ma wariatów są tylko „inteligentni inaczej" i zlikwidowali wszystkie tego rodzaju medyczne placówki. Skutkiem, czego po kraju błąka się całkiem spora grupa dewiantów. To prawdopodobnie jeden z nich niejaki Pettersen zastrzelił premiera Olafa Palme w 1986 roku na ulicy w Sztokholmie. Kilka lat temu inny chodzący po ulicy psychopata zaatakował nożem kupującą w sklepie panią minister. Szwecja przestała być bezpieczna.  

 
Szwedzi już kapnęli się, że coś jest nie tak i, że niektóre przypadki najcięższych czubków jednak należy leczyć. Problem w tym, że jest to kraj, w którym specjaliści z dziedziny psychiatrii są jak marzenie o czteropaku na pustyni. Kolejnym szokiem była informacja o tym, że w tolerancyjnej Szwecji rasizm państwowy był na poziomie hitlerowskich Niemiec. Jeszcze w latach sześćdziesiątych zmuszano (na podstawie obowiązujących przepisów) elementy niepewne (tak określano np. rodziny Cygańskie) do sterylizacji.


W Szwecji kraju wikingów nie brakuje także głupot lżejszego kalibru. Szwecja ma najgłupsze w Europie przepisy o ruchu drogowym i zdecydowanie najgłupsze ceny alkoholi. W Szwecji działa Partia Kobiet, która walczyła o to, aby na znakach drogowych oznaczających ścieżki rowerowe malować nie tylko męskie rowery, ale także rowery „damki". Ostatnio autorem afery politycznej w Szwecji stał się ośmiolatek. Jak to możliwe? Smarkacz obchodził urodziny i w klasie rozdawał zaproszenia na domowy kinder bal. Czujna niczym Wanda Wasilewska nauczycielka dostrzegła, że dwóch chłopców z klasy nie otrzymało zaproszeń. Uznano, że to krzywdzące i powiadomiono dyrekcje szkoły. Dyrekcja szkoły wezwała rodziców i policję. Nic nie pomogły tłumaczenia, że to prywatna sprawa chłopca, kogo zaprasza na swe urodziny do domu i że dwaj koledzy z klasy, którzy nie dostali zaproszenia nie lubią solenizanta i także nie zapraszali go na swoje imprezy urodzinowe. Rodzice chłopca odpowiadać będą karnie za ten niesamowity akt upokorzenia, jakim było nie zaproszenie na ciastko do domu. Tak wygląda szwedzkie uszczęśliwianie na siłę. Do tego wymiaru głupoty Polsce jeszcze daleko. Ale spoko. Poczekajmy. Patrząc na piski niektórych środowisk spod znaku Kingi Dunin i do tego dojdziemy.

 
PS. W Szwecji rozważa się przepis na mocy, którego jak ktoś nie umyje zębów to będzie aresztowany gdyż „zatruwa środowisko oddechem". Poniżej szwedzkie małżeństwo Olaf i Anne Brigsson odsiadujące długoletni wyrok za brak stosowania dezodorantów podczas jazdy w tramwaju.


 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Zanussi miał rację!

poniedziałek, 07 lipca 2008 9:51

Zanussi miał rację!


Nieźle się ostatnio ubawiłem na Okrągłym Stole Satyryków, który od kilku lat jest imprezą towarzyszącą Festiwalowi Dobrego Humoru. Obrady, które w tym roku zaszczycili m.in. Edyta Jungowska (aktorka nie tylko komediowa), Krzysztof Jaślar (założyciel kabaretu Tey), Zbigniew Jujka (kultowy rysownik), Maciek Kraszewski (satyryk i najlepszy w Polsce parodysta Romana Giertycha), Marek Majewski (poeta), Zofia Czerwińska (sekretarka inżyniera Karwowskiego), Jerzy Gruza (reżyser wybitnie rozrywkowy) czy Alina Janowska (gwiazda TV, która pamiętamy z serialu „Wojna domowa") odbywają się zawsze w Dworze Artusa w Gdańsku.

 
Miejsce obrad jest o tyle ciekawe, co symptomatyczne. To sala nobliwa niczym komnaty królewskie na Wawelu. Przed laty tu właśnie sprytni rajcy miejscy upijali polskich królów oferując im wyśmienite jadło i sprzedajne dziewki celem ogłupienia i namówienia na obniżenie podatków. Dzięki suto zakrapianym biesiadom w Dworze Artusa Gdańsk mógł się rozwijać i rosnąć w potęgę. Akustyka sali jest jak w gotyckim kościele i nawet najlepszy sprzęt nagłośnieniowy nie jest w stanie spowodować, aby ktokolwiek się słyszał. Tradycją obrad Okrągłego Stołu Satyryków jest miły zwyczaj przekrzykiwania i pokazywania sobie różnych rzeczy na migi. Od początku tej imprezy jestem prowadzącym obrady i jako taki zawsze dokonuję małych manipulacji pod pretekstem złej akustyki. Gdyby pozwolić zebranym na swobodną dyskusję impreza ciągnęłaby się przez kilkanaście godzin, albo i dłużej. Stosując proste triki typu „nie słyszałem", „niestety już po głosowaniu", „tak, tak uwzględnimy to później" wspinam się na szczyty swych antydemokratycznych możliwości i skracam obrady do godziny z hakiem z korzyścią dla psychicznej równowagi ogółu.

 
Plon tegorocznych obrad może nie jest tak zabawny jak same obrady, ale kilka strzałów zasługuje na wyróżnienie. W kategorii Happening Roku wygrała propozycja Maćka Kraszewskiego „Sygnały o zbliżaniu się końca świata, czyli Doda u Zanussiego". Do tytułu Ofiary Roku kandydował Lech Kaczyński, ale ostatecznie ten laur przyznano „Kasi Cerekwickiej jako piętnastominutowej laureatce festiwalu w Opolu". Zacięte dyskusje pojawiły się przy wyborze Paranoi Roku. „Samoobalenie komuny przy pomocy agenta Bolka" przegrało o jeden głos z showbiznesem. W zaszczytnej kategorii Paranoja Roku wygrał „Amerykański hermafrodyta reprezentujący polską kulturę narodową na festiwalu Eurowizji w Chorwacji". O dziwo echa niedawnych rozgrywek piłkarskich pojawiły się tylko w dwóch kategoriach. Martyrologią Roku wybrano inspirowaną popisami Łukasza Podolskiego propozycję Krzysztofa Jaślara: „Polak strzela, Niemiec wygrywa", a w kategorii Unik Roku wygrała zgłoszona przeze mnie propozycja „Lech Kaczyński unikający Lecha Wałęsy na meczu Polska-Austria".

 
Generalnie polityki w zgłaszanych przez obradujących propozycjach było mniej niż zwykle (chyba wszyscy już mają dosyć). Jak się coś ze świata politycznego pojawiało to przegrywało z propozycjami z krainy celebrytów. Dwie polityczne propozycje były jednak pyszne i to one wygrały. W kategorii Zwierzę Roku wygrała „Hanna Lis w kurniku Wiadomości", a w kategorii Zboczenie Roku uhonorowano młodzieńczy romans Donalda Tuska z marihuaną w wyniku, czego Zboczeniem Roku okrzyknięto „Donalda na maryśce". O ile joint z marihuaną się przebił, o tyle np. słynna, peruwiańska uszatka premiera już nie. Zgłaszano ją i do Paranoi i do Happeningu, a nawet do Narzędzia Roku. Niestety przepadła mimo, że Donaldowi było w niej do twarzy. Królował za to show biznes i dlatego Owocem Roku wybrano „Papaję Urszuli Dudziak", a Konstrukcją Roku jednogłośnie wybrano zbitkę żałosnych programów pod hasłem „O Boże, jak oni śpiewają taniec z gwiazdami na lodzie".

 
Obrady były przy wodzie mineralnej, ale upały zrobiły się takie, że tuż po Festiwalu wyskoczyłem z rodzinką na kilka dni do czeskiej Pragi, aby napić się dobrego piwa. Z wielu wyśmienitych czeskich piw polecam piwo serwowane w najstarszej praskiej knajpie U Fleku. W tej kultowej piwiarni serwują ciemny browar własnej produkcji już od 500 lat! U dołu fotka zrobiona przez mojego syna Tytusa na ulicy Kremencowej tuż przed wejściem do knajpy. 

 


 

 


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 515 931  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer