Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 988 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Narty latem

piątek, 27 lipca 2007 9:55

Narty latem

 

 

Latem zwykle mało, kto wyjeżdża na narty. W tym sezonie wakacyjnym jest jednak inaczej. Jazda na nartach i to bynajmniej nie nartach wodnych jest bardzo popularna szczególnie wśród polityków. Ci nawet w wakacje zrobią wszystko abyśmy o nich nie zapomnieli. Hitem wakacyjnym wśród dbających o klakę ogłupiałej widowni prawicowych gwiazd partyjnych nie są narty do szusowania po górach czy do skakania ze skoczni, a wizyty w małej mazurskiej wsi o nazwie Narty.

W Nartach urządzali swe konferencje prasowe liderzy Ligi Polskich Rodzin, a ostatnio był tam także premier Kaczyński ze świtą i tabunem dziennikarzy. Nie mazurskie jeziora i klimat są wabikiem wyciągającym tych mało wysportowanych osobników z ich przytulnych gabinetów ze skórzanymi fotelami. Przy okazji wizyty we wsi Narty można, bowiem od pewnego czasu upiec sobie ładną medialną pieczeń pod fałszywym hasłem „obrony polskiej ziemi”.

Chodzi dokładnie o jedną chałupę zamieszkiwaną przez państwa Głowackich, którym gmina wynajęła dom w latach 70-tych po poprzednim właścicielu, który wyemigrował do Niemiec. Państwo Głowaccy tego domu, którego tak teraz bronią nie zbudowali. Zbudowała go inna rodzina. Rodzina autochtonów mazurskich, w której jedni uważali się za Polaków, a inni za Niemców. Po latach zamieszkała w Niemczech i mająca niemieckie obywatelstwo córka Polaka, który ten dom wybudował podjęła kroki w celu odzyskania nieruchomości. Banalna sprawa dotycząca majątku po rodzicach jak setki innych. Sad Najwyższy kierując się przepisami prawa i prawem własności wydał wyrok na mocy, którego państwo Głowaccy muszą opuścić wynajmowany dom do 2008 roku. Wydając inny wyrok sąd nie tylko złamałby prawo, ale także ośmieszył fundament, na którym zbudowane jest każde demokratyczne państwo, czyli nieuznawanie tylko przez komunistów na Kubie i w Korei Północnej prawo do własności.

Robienie z tej sprawy „drugiego Westerplatte” i nakręcanie medialnej histerii wokół „wysiedlania Polaków” to po prostu propagandowe nadużycie i głupota robiąca ludziom wodę z mózgu. Politycy LPR i premier wygłaszają swe hasła  nie z miłości do państwa Głowackich i wsi Narty tylko na swój medialny użytek. Chodzi oto, aby w kraj poszedł wyraźny sygnał, że premier twardo broni polskości i ludzi przez los poszkodowanych. Ten sygnał we właściwy już sposób odbiorą przestraszeni słuchacze Radia Maryja i inni zwolennicy PiS-u.

Gdyby na serio traktować postawę „narciarzy”, czyli polityków urządzających konferencje prasowe we wsi Narty to oznaczałoby to mniej więcej tyle, że wyjeżdżając do pracy do Anglii nie możesz nikomu wynająć domu, bo po kilku latach prawem „zasiedzenia” ten dom już nie będzie twój. Kupując z kolei dom w Hiszpanii możesz narazić się na sytuację, że gdy w Hiszpanii dojdą do władzy narodowi populiści w stylu Kaczyńskich, to w każdej chwili ten dom mogą tobie odebrać. Jeżeli polska firma kupuje nieruchomości w Niemczech to ta ziemia dalej nazywa się Niemcy. Jeżeli amerykanie np. koncern Coca Cola kupują ziemie w Polsce to nadal te ziemie są częścią Polski. Reasumując: albo coś jest albo nie jest czyjąś własnością. Czy państwo Głowaccy ten dom zbudowali? Odpowiedź brzmi: nie. Czy państwo Głowaccy ten dom kupili? Odpowiedź brzmi: nie. Co sprawa majątkowa ma do obrony Polski i polskości? Odpowiedź brzmi: nic.

Zarówno ekipa tonącego z braku poparcia Giertycha jak i premier Kaczyński doskonale wiedzą, że cała sprawa jest „oczywistą oczywistością” (jak zwykł sam mawiać geniusz Jarosław), ale zawsze warto pochylić się nad tematem na którym można ugrać kilka kropel wody gazowanej w mózgu przestraszonego elektoratu. A wieś Narty? No cóż jeszcze sobie trochę niektórzy na Nartach pojeżdżą i to bez kasku i gogli.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Jak zostałem dzieciojadem

czwartek, 19 lipca 2007 11:42

Jak zostałem dzieciojadem 

Zawsze byłem pełen podziwu dla umiejętności aktorów, którzy dubbingują filmy dla dzieci. Kreacje Zbigniewa Zamachowskiego, czy Jerzego Sthura w Shreku to prawdziwe perełki, o czym można się przekonać oglądając kolejną część przygód zielonego ogra. Głos aktora bywa tak bardzo utożsamiany z postacią, że często dochodzi na tym tle do zabawnych sytuacji. Jerzy Sthur osła z bajki nie przypomina, ale (jak sam mówi) bywa, że jest za niego brany.  

Jak trudna jest to robota przekonałem się sam dubbingując głos pewnej postaci w najnowszej produkcji Universal Pictures pt. „Siedmiu krasnoludków. Świat to za mało”. Użyczam głosu Pumperniklowi, który jest zdecydowanie negatywnym bohaterem. Określenie „bohater negatywny” nie oddaje okropieństwa tej kreatury. Dość powiedzieć, że to gorzej niż seryjny morderca. Pumpernikiel jest dzieciojadem. Gdy mój dziesięcioletni syn dowiedział się, że mam grać dzieciojada był zachwycony. Skąd się bierze ta sympatia widowni do czarnych charakterów? Doprawdy nie wiem. Może są już znudzeni pozytywnymi i kryształowymi robotami takimi jak Zbigniew Ziobro, Jarosław Kaczyński czy Myszka Miki. Pomyślałem, że zawsze lepiej grać jakąś wyrazistą postać niż takie niewiadomo, co jak np. krasnoludek.  

Pumpernikiel to dzieciojad, który upatrzył sobie na potrawę synka Królewny Śnieżki. W tym celu układa pewną misterną intrygę (bardziej skomplikowaną niż podchody CBA pod Leppera). Jak cała sprawa się rozegra dowiecie się już pod koniec sierpnia, kiedy film wejdzie na ekrany. Postaciom z filmu głosów użyczają m.in. Jerzy Kryszak (krasnoludek Loczek), Bogdan Smoleń (Inteligentny Bohdan), Michał Koterski (Pinokio) i świetna Agnieszka Chylińska w roli wiedźmy. Jakiż ta kobieta ma power w gardle! Szkoda, że ostatnio rzadko ją widujemy na scenie. Agnieszka wracaj do aktywnego życia koncertowego, bo żal talentu!!! 

Dubbingowanie nie jest proste i wymaga dużej wprawy. Trzeba mieć podzielność uwagi gapiąc się jednym okiem na tekst, a drugim na taśmę filmową. Zawodowym aktorom jest łatwiej, bo się takich rzeczy uczyli. Nam świrom scenicznym zdecydowanie trudniej. Zdaniem reżysera poradziłem sobie z moim Pumperniklem wyśmienicie, choć przyznam łatwo nie było (patrz fotka zrobiona w trakcie nagrań). Akurat zaczęły się te wielkie upały, chłopaki z Big Cyca wyjechali na wakacje, a ja zamiast leżeć na plaży pognałem do studia.  

Obserwując tajniki i możliwości dubbingu z bliska doszedłem do wniosku, że prostym w sumie trickiem głosowym można wiele zmienić w postrzeganiu rzeczywistości przez widzów. Shrek mówi głosem Zamachowskiego, osioł głosem Sthura, a w „Siedmiu krasnoludkach” Pumpernikiel mówi głosem Skiby. Gdyby tak zdubbingować naszych polityków na wizji i np. Jarosław Kaczyński mówił głosem Edyty Górniak, Przemysław Edgar Gosiewski głosem Dody Elektrody,  Andrzej Lepper głosem Mandaryny, a Roman Giertych przepitym głosem Janusza Panasewicza z Lady Pank to obrzydliwy świat naszych pomyj politycznych wyglądałby jakże milej i sympatyczniej. Czy macie jakieś pomysły na zdubbingowanie znanych postaci? Tylko proszę o kulturalne propozycje, a nie takie, że poseł Łyżwiński ma mówić głosem krowy na polu, a posłanka Hojarska głosem zepsutego odkurzacza.   

   


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

Z gruntu dobry chłop

piątek, 13 lipca 2007 12:22

Z gruntu dobry chłop  

Afery w Polsce związane są głównie z pierwiastkami chemicznymi i nie chodzi tu o słynny pierwiastek europejski za który mieliśmy ginać, czyli upośledzone dziecko minister spraw turystycznych Anny Fotygi (pseudonim „Koszmar Fryzura” plus „Wytrzeszcz Oczu”). Jądrem polskiej polityki (żeby nie powiedzieć zgniłym, spleśniałym  jajem) są pierwiastki chemiczne. Jest to o tyle dziwne, że twórcą tablicy pierwiastków chemicznych był inteligentny Rosjanin, czyli Mendelejew. 

Pierwiastków dlaczego pierwiastki chemiczne? No bo była już na tapecie afera żelazo, afera węglowa, afera krzemowa, afera paliwowa, a ostatnio największą bombą wodorową sezonu jest o afer gruntowa, czyli historia gleby w okolicach Mrągowa, na której ludzie Leppera chcieli zarobić miliony. Przez aferę gruntową Lepper gruntownie się osłabił. Chłop jak pisze znawca chłopów - laureat nagrody Nobla Władysław Stanisław Reymont zawsze był przywiązany do ziemi, ale to było dawno i teraz jest przywiązany nie do żadnej ziemi czy ojczystej gleby, ale do atrakcyjnych gruntów nad jeziorem. Grunt w Samoobronie to mieć dobre układy z szefem. Tak było przez lata, bo partia Jędrka na wazelinie, lizaniu tyłka i lepkich rękach jest wzmocniona bardziej niż na klejach Super Glu, czy innym cud przylepcu. Jeszcze nigdy wcześniej w polskiej historii bokser z zamiłowania i rolnik po marnym technikum nie przeorał tak gruntownie sceny politycznej. Nie brakuje też głosów, że cała afera z gruntem jest jak prezerwatywa, czyli naciągana. W opinii przedstawicieli Polskiej Akademii Nauk jedyne kłopoty, jakie z czymś gruntownym na pewno ma Lepper to z gruntownym wykształceniem.  

W świetle najnowszych wydarzeń stare hasło parorodzinne „grunt to rodzinka” nabiera nowych znaczeń. Może to i dobre w dowcipach rodem z karczmy czy przyśpiewkach u cioci, ale niekonieczne jako wykładnia rządzenia państwem. A tak się składa, że Samoobrona realizowała to hasło „gruntowe” w praktyce, czego przykładem intratne posady dla dzieci Genowefy Wiśniowskiej, kochanic Stanisława Łyżywińskiego, czy panienek  Filipka i innych pociotków luminarzy gruntownie związanych z partią Leppera. Grunt to zdrowie, powiedzą strajkujący lekarze, bo i co mają mówić, gdy finansowo tracą grunt pod nogami.  

Jest w „Kompleksie polskim” Tadeusza Konwickiego (książce, która ukazała się poza cenzurą w PRL) scena, gdy zbuntowany bohater pierdzi w instrumenty chirurgiczne, którymi ma być operowany Pierwszy Sekretarz. Gdyby tak dzisiaj protestujący lekarze protestacyjnie puścili bąka w instrumenty, którymi mają być operowani ludzie władzy, to może za parę lat (na skutek naturalnej selekcji – eliminacji przez wirusy) mielibyśmy samych zdrowych psychicznie polityków u steru bez afer gruntowych.  

„Szkoda fajnych pensji poselskich przez dwa lata możliwej kadencji” zadecydowali tchórzliwie posłowie Samoobrony z Rysiem Czarneckim na czele i dlatego nic się nie zmieni. Daję sobie toporkiem członka Samoobrony uciąć, że żadnych gruntownych zmian nie będzie, czym tak bardzo (po roszadach i korektach taktycznych Kaczki) podnieca się gruntownie znudzona niby stabilizacją opozycja i dziennikarze. Jak mówi stare porzekadło: wszystko się zmieni, żeby nie zmieniło się nic. I to będzie gruntowne uświadomienie sobie sytuacji, w której wszyscy tkwimy jak porzucony kamień na polu. Kamień  bezustannie targany wiatrem i deszczem, ale bez najmniejszego wpływu na sytuację i bieg rzeczy.     


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  6 889 200  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer