Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 236 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zabawy Polaków

środa, 29 czerwca 2011 11:22

Sezon na zabawy plenerowe trwa w Polsce bardzo krótko. Nasza aura pozwala się bawić na świeżym powietrzu od pierwszego maja do pierwszego września. Cała Polska zamienia się wówczas w wielkie Las Vegas. Oczywiście są desperaci, którzy urządzają imprezy plenerowe nawet w październiku. Wyjątkiem są także imprezy sylwestrowe robione mimo śniegu i mrozu przez miasta i telewizje. Jednak 99 procent imprez plenerowych nad Wisłą to te cztery  miesiące od maja do września.

 

Wszyscy muzycy, wokaliści, kabareciarze, satyrycy, showmani, konferansjerzy, gwiazdy nowe, stare, artyści na topie i artyści zapomniani, wszyscy oni zbiorowo zakasując rękawy i mikrofony szykują się do żniw. Przez niektórych nazywani jesteśmy pogardliwie chałturnikami przez innych wyrobnikami estrady, szamanami sceny, demonami wygłupu, a czasem po prostu „gwiazdami z telewizji na które się czeka”. O fenomenie sezonu koncertów plenerowych niech świadczy fakt, że są polscy artyści, którzy na stałe mieszkają zagranicą, a do Polski wpadają tylko na okres „estradowych żniw”. Zaliczanie koncertów zwane jest w żargonie branżowym „wykonem”, „sztuką” lub bardziej popularnie „imprezą”. Zwykle taka impreza ma dla nas mało wspólnego z zabawą, gdyż jest to po prostu praca. Czasem ciężka jak robota w kopalni, w co osobom z zewnątrz trudno uwierzyć.

 

Jako weteran imprezowy przejechałem ten kraj wzdłuż i wszerz setki razy natykając się na wspaniałe i przedziwne, głupie i fascynujące koncerty, festyny, pikniki, festiwale, zloty, zjazdy, maratony, mitingi. Mam za sobą ok. 3 tysiące występów publicznych na różnej wielkości scenach. Grałem w wiejskich dyskotekach i w eleganckich operach. Występowałem w piwnicznych klubach studenckich i w filharmoniach. Miałem występy w zakładach karnych i w eleganckich salach koncertowych. Grałem w zaplutych klubach rockowych i w drogich hotelach. Występowałem na dachach wieżowców i w pustych basenach kąpielowych. Nic jednak się nie równa z występowaniem na dużej scenie plenerowej. Mój rekord to widownia wielkości trzysta tysięcy osób (12 sierpnia 2000 rok, Inwazja Mocy RMF FM, lotnisko pod Olsztynem wystąpiły zespoły Kapela, Czarno Czarni, Big Cyc i Chumbawamba ). Te trzysta tysięcy osób to jest kilka kilometrów głów, które widzisz ze sceny przed sobą. Adrenalina jest tak wielka, że unosisz się kilka centymetrów nad powierzchnię. Wakacyjne plenery! Nic tego nie przebije!

 

Pomysłowość organizatorów nie zna granic. Imprez jest tak dużo, że menadżerowie bardziej znanych wykonawców mają ręce pełne roboty. Trzeba wybierać koncerty na plenerach bardziej lub mniej atrakcyjnych. W maju zwykle gra się imprezy studenckie czyli juwenalia. W czerwcu roi się od imprez typu dni miast. Z kolei okres wakacyjny to czas na wszelkie dziwactwa jakie sobie można tylko wyobrazić.

 

Imprezy typu „Powitanie lata” „Wybory Miss Wakacji” „Miss Gołego Pępka czy „Miss Opalenizny” to typowe wakacyjne zabawy. Latem roi się od festiwali muzycznych typu Open’air w Gdyni, ale dziś nie każdego stać na zachodnie gwiazdy, a każdy chce mieć u siebie festiwal. W Polsce jest ok. 850 miejscowości powyżej 10 tys. mieszkańców i każda taka społeczność marzy o własnej imprezie. Obok festiwali rockowych, country, szanty, poezji śpiewanej, krzyczanej i gwizdanej jest pełno imprez nawiązujących do lokalnej tradycji, legendy czy miejscowych „darów bożych”. Są więc imprezy typu Święto Kaszy, Dni Miodu, Festiwal Kaktusów. Jest impreza Międzynarodowe Mistrzostwa w Rzucie Laczkiem Na odległość  czy Zawody w Zbieraniu Grzybów Na Czas. Jest Święto Ogórków, Mistrzostwa Drwali, Festiwal Pierogów , Festyn Smalcu, Dni Pomidora, Święto Truskawki, a nawet Festiwal Świni. Pełno jest zlotów motoryzacyjnych. Zjeżdżają się posiadacze harleyów, starych garbusów, oldsmobilów, beczkowozów i hulajnóg. Najbardziej idiotyczna impreza o której słyszałem to Konkurs Koparek podczas którego najlepsi operatorzy koparek z całego kraju chleją piwo, słuchają muzyki i przy pomocy koparki rozbierają wynajętą striptizerkę.    

 

W tym sezonie zagraliśmy z Big Cycem już ponad dwadzieścia koncertów plenerowych. Drugie tyle przed nami. Zdecydowanie najbardziej oryginalną imprezą okazała się Militariada w Nowej Dębie koło Rzeszowa. Był to zlot grup rekonstrukcyjnych z całego kraju. Pojawili się komandosi brytyjscy, amerykańska piechota morska, strzelcy podhalańscy, polska przedwojenna policja państwowa, a także Wehrmacht i Armia Czerwona. Widok był mocno absurdalny gdy uzbrojony po zęby Wehrmacht  tańczył do przebojów Big Cyca. Tuż przed koncertem grupa radzieckich sałdatów zabrała mi ostatni zegarek i zgwałciła mój rower.

 

 


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Niemieckie jaja

piątek, 24 czerwca 2011 9:15

 

Siedzimy z grupą polskich turystów w małej knajpce na Gomerze. Podali nam jakieś dobre miejscowe wino, a barman i kelnerka urządzają popis języka gwizdanego. Język gwizdany istniał na Gomerze naprawdę i spełniał bardzo ważną rolę komunikacyjną, w czasach gdy nie było tam jeszcze dróg. Gomera to niezwykle górzysta i pagórkowata wyspa. Jedna z najmniejszych z archipelagu wysp kanaryjskich.  Informacje o tym, co dzieje się w wiosce przekazywano do drugiej wioski gwiżdżąc na szczycie pagórka, by oszczędzić sobie dwa, czy trzy dni marszu.  

 

Pijemy wino, a barman zabawnie gwiżdże. To powitanie gości. Dziś język gwizdany jest już tylko atrakcją turystyczną, choć uczą go jeszcze w kilku szkołach na wyspie. Barman i kelnerka proponują zabawę. On na moment wyjdzie, a kilka osób w tym czasie zamieni się czapkami. Kelnerka, która to widzi wygwiżdże mu w języku gwizdanym, która czapka jest kogo. Ochoczo zgadzamy się na ten numer. Barman po powrocie słucha gwizdania kelnerki i bezbłędnie zwraca czapki właścicielom. – Eee…pewnie podglądał przez szparę w drzwiach – nasi jak zwykle podejrzliwi. Do knajpy wchodzi grupa niemieckich turystów.  Barman jeszcze gwiżdże coś dla nas, ale czujemy, że  zaraz będzie gwizdał dla Niemców. Biznes to biznes, a turystów z Niemiec jest tu więcej niż Polaków.  Jest małe zamieszanie i wykorzystując przerwę w gwizdanym show rzucam dowcip. – Jak nałoży ciężki hełm to znaczy, że facet gwiżdże już po niemiecku. Nasi wybuchają śmiechem i biją brawo. Barman nie wie o co chodzi, ale odbiera to jako komplement dla siebie.

 

Żarty z Niemców. Jak my to kochamy! Polacy podziwiają niemieckie autostrady, sukcesy gospodarcze, organizację państwa, ale Niemcy ze swym niemieckim marszem, obsesją czystości rasowej, przesadnym porządkiem, fanatyzmem i równo przystrzyżonym trawnikiem są dla nas niezwykle śmieszni. Dawno, dawno temu ulubioną serią dowcipów były dowcipy z cyklu „Polak, Rusek i Niemiec”. Polak w tych żartach był zawsze największym cwaniakiem i z najtrudniejszych sytuacji wychodził obronną ręką.  Rusek był zacofanym cywilizacyjnie dzikusem z syberyjskiej tajgi, a Niemiec kompletnym idiotą.

 

Historia i napady silnych sąsiadów nauczyły nas takiej cwanej postawy. Dziś nie musimy się już bronić dowcipami, ani budować swojej pozycji poprzez poniżanie innych. Z Niemcami jesteśmy w UE i NATO, nasze powiązania gospodarcze są tak silne jak nigdy, ale przyzwyczajenia i stereotypy jednak są silniejsze. Nie kochamy Niemców i chyba ich nie pokochamy choćby za to, że „ukradli” nam Łukasza Podolskiego. Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju przyznaje w ostatnim wywiadzie dla tygodnika „Uważam Rze”, że dowcipy z Niemiaszków to łatwizna. W Polsce każdy wybuchnie śmiechem gdy na scenie zagra się fanatycznego szkopa w długim skórzanym płaszczu, w kapelusiku z piórkiem i z wyciągnięta łapą w wiadomym geście. Górski uważany za jednego z najzdolniejszych twórców kabaretowych ostatnich lat mówi, że mimo to lubi dowcipy o Niemcach, bo Niemcy zabili mu babcię w czasie wojny.

 

Gdyby w żartach kierować się zemstą po latach za wojny, powstania, rzezie i egzekucje to w Polsce mamy o wiele większe pole do popisu niż tylko żarty z Niemców. Przez nasze ziemie w ciągu wieków przetoczyły się liczne armie i grupy zbrojne. Oprócz niemieckich także rosyjskie, ukraińskie, białoruskie, tatarskie, szwedzkie, żmudzkie, litewskie, francuskie, austriackie, czeskie, morawskie, węgierskie i wiele innych.  Jedni byli naszymi sojusznikami inni wrogami.  Rżnęliśmy i byliśmy rżnięci. Jak pięknie potrafiliśmy mordować można przeczytać w książce „Egzekutor” Dąbskiego wydanej przez Ośrodek Historyczny „Karta”.  

 

Mój przyjaciel Paweł „Końjo” Konnak ma w połowie pochodzenie niemieckie. Jego dziadka, wujka i liczne ciotki zabili Rosjanie. Dziadek Otto był w mundurze Wehrmachtu i zginał w Sopocie podczas natarcia Armii Czerwonej. Końjo nigdy jednak nie opowiadał żadnych żartów o Rosjanach. Aby w ten sposób odgrywać się „za dziadka” nawet nie przyszło mu do głowy. Odgrywanie się za własne szkody na innych narodach to głupota i okazywanie słabości.

 

Moja lista do odegrania się na innych zawierałaby długa listę krajów. Mojego ojca, który urodził się w polskiej rodzinie we Francji okradli i pobili młodzi gangsterzy z Marsylii. Moją ciotkę zgwałcono w Meksyku. Mojego wujka Wehrmacht zastrzelił w bitwie pod Kockiem. Mnie samemu skradziono  portfel w nowojorskim metrze. W czeskiej Pradze oszukali mnie w knajpie. Kumpel z zespołu dostał w ryja w Londynie. Mojej żonie zgubiono walizkę w Hiszpanii. Czy ja za to wszystko mam się odgrywać na Francuzach, Meksykanach, Niemcach, Amerykanach, Czechach, Angolach i Hiszpanach? To przecież absurd. Śmiejmy się z Niemców skoro nie potrafimy inaczej udowodnić sobie jacy to jesteśmy wspaniali.  Przyznam szczerze, że mnie samego te żarciki antyniemieckie także śmieszą, ale coraz mniej. I to chyba dobry kierunek.

 

Fotografia poniżej: Klub Maska w Warszawie. Okrutne i nieprzyzwoite żarty z osób chodzących w krawatach. Fot: Marcin Kowalczyk (WAP).

 


Podziel się
oceń
6
6

komentarze (34) | dodaj komentarz

To idzie młodość!

piątek, 17 czerwca 2011 11:03

 

Młodzież to atrakcyjny kąsek dla erotomanów i partii politycznych. Stosunek erotomanów i partii politycznych do młodzieży jest zawsze taki sam. I jedni i drudzy marzą tylko o tym, aby młodzież wydymać.  O ile relacje z erotomanami mogą być dla młodzieży czasem przyjemne, a nawet opłacalne (choć pewnie moralnie dwuznaczne), o tyle nie urodziła się jeszcze młodzież, która na obietnicach partii walczących o władzę coś realnie zyskała. 


Najwięcej dla młodzieży zrobili staliniści pod koniec lat 40. Młodzież patriotyczną, błąkającą się jeszcze w małych oddziałach po lasach, wytłukli i wystrzelali, a konformistów przyjęli w swoje szeregi, dając im milicyjne karabiny i władzę. Każdy nowy ustrój musi opierać się na młodych i głupich, którym zbuduje się łatwą drogę do koryta i awansu. Także później w latach 50. czerwona młodzież z ZMP była pięścią partii i postrachem dla pozostałej części społeczeństwa. Dyrektorami fabryk zostawali młodzi analfabeci ze wsi, a szefami komisariatów 18-letnie małolaty bez skrupułów.


Afrykańscy watażkowie wszczynający wojny na Czarnym Lądzie, dowódcy partyzantów w Kolumbii, czy szefowie narkotykowych gangów w Brazylii  przesunęli granice wiekowe jeszcze bardziej dając broń do ręki piętnastolatkom.

Poza tymi skrajnymi przypadkami gdzie młodych traktuje się jak mięso armatnie czy nawóz nowego systemu, młodzież nie ma najmniejszej nawet władzy. Dziś w krajach europejskich na młodzież się stawia i o młodzieży sporo mówi, ale tak naprawdę młodzi ludzie mają generalnie przerąbane. W Hiszpanii czy Grecji największe bezrobocie jest wśród młodych i sięga trzydziestu procent. Starzy i cwani przejedli kasę z Unii, a młodzi i głupi teraz zaczynają to odczuwać i się buntują.


Politycy wiedzą, że mogą coś zyskać jak młodzieży sporo obiecają. Młodzi rwą się do życia, zabawy, wolności i … do karier. Starzy życie już znają, na zabawy dawno nie chodzą, o wolności wiedzą tyle, że wolność to po prostu pieniądze, bo jak je masz to możesz być naprawdę wolny, a kariery już dawno zrobili i nie dadzą się wykiwać pierwszemu lepszemu politykowi. Młodzież jest atrakcyjna nie tylko fizycznie, ale także politycznie. Każdy stary pierdziel, prezes partii, czy szef ruchu politycznego kocha otaczać się młodymi dzierlatkami. To buduje jego wizerunek jako osoby, która popiera młodzież, zna problemy młodzieży i stwarza złudzenie, że jego partia, to partia ludzi młodych.


Mamy kampanie wyborczą więc takie szopki już się dzieją na naszych oczach. Wybitni działacze partyjni o przepitych ryjach są chowani przed kamerami. Spróchniałe sylwetki przebiegłych strategów partyjnych będą na czas kampanii sprytnie ukrywane przed mediami. Za to możemy się spodziewać pokazywania do bólu statecznych liderów partii w otoczeniu uśmiechniętej młodzieży.


Od kiedy pamiętam politycy zawsze coś bredzili o młodych. Aleksander Kwaśniewski obiecywał młodym trzy miliony mieszkań. Donald Tusk obiecywał szanse na błyskawiczne kariery, miłość i skoki (cywilizacyjne). Jarosław Kaczyński mówił o wczasach na plażach Egiptu dla milionów Polaków. Grzegorz Napieralski aby się uwiarygodnić tańczył w dyskotece wraz z dwiema blondynkami i udawał Dj. Jego obietnica to wyluzowana Polska skrzyżowana z socjalizmem czyli luz, blues i etaty dla swoich.


W PRL-u było nawet Ministerstwo ds. Młodzieży, urząd który oficjalnie miał zajmować się młodzieżą i jej pomagać. Efekty działań tego ministerstwa były mizerne (wprowadzono np. kredyty dla młodych małżeństw, ale nic za to nie można było kupić), a jedyny który dzięki temu urzędowi na prawdę zyskał to jego szef czyli piękny Olek, późniejszy prezydent. 


Młodzież doskonale radzi sobie sama i jak słyszę hasła, aby pomóc młodzieży to wiem, że chodzi tylko o to, aby miał kto trzymać baloniki i chorągiewki na wiecach partyjnych. Jest kampania wyborcza i starzy cwani po raz kolejny grają kartą „młodzieżową”. Ostatnio prezes PiS-u zdobywał dusze młodych obiecując im złote góry. Politycy bardzo lubią pochylać się nad młodzieżą, oby tylko z tego pochylania nie wyszła jakaś niechciana ciąża.


Fotka poniżej: autor tekstu przytula się do młodzieży występując gościnnie w teledysku Michała Milowicza do piosenki wybitnie młodzieżowej „Ta czy ta”.

 

 



Podziel się
oceń
9
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 097  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer