Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

PiS Ronaldo

wtorek, 29 czerwca 2010 10:10


Znany z posiadania monopolu na prawdę i polskość Janek Pospieszalski stał się bohaterem satyrycznej piosenki Big Cyca. Jego program „Warto rozmawiać" jedni uważają, za zwykłą telewizyjną propagandę inni za skarb narodowy, większy od polonezów Chopina i odkryć Kopernika. Jasne było, że wokół piosenki powstanie polemika o sile tsunami. Piosenka wrzucona tydzień temu w Internet szybko doczekała się teledysku zrobionego przez fanów. Teledysk zmontowany z przerażających wypowiedzi Pospieszalskiego oraz z różnych programów w których się prezentował szybko podbił serca Internautów, notując kilkaset tysięcy wejść. Strona Big Cyca zapchała się już pierwszego dnia.


Janek Pospieszalski nazywany w piosence „PiS Ronaldo" skomentował piosenkę jako dalszą część tajnej operacji przeciwko swojej osobie. Wyśmiał też wstęp do piosenki, który zespół umieścił na stronie. Zdaniem Janka skoro zespół musi tłumaczyć o czym jest piosenka to znaczy, że ma głupich fanów. Niestety, ale wielu naszych fanów to ludzie mieszkający w USA czy Australii, nie mający dostępu do perełek telewizji polskiej takich jak „Warto rozmawiać". Wielu z nich nie ma pojęcia kim jest idol moherowych drużyn Jan Pospieszalski.  Krótki wstęp do piosenki wyjaśniał tym fanom, którzy nie śledzą na bieżąco polskich spraw, kim jest bohater piosenki oraz jaki to cudowny program klei w telewizji. Moim zdaniem „Warto rozmawiać", ale nie warto oglądać.


Na prawicowych forach internetowych wokół piosenki Big Cyca powstał tak wielki kocioł i zamieszanie, że postanowiłem wyjaśnić w oficjalnym oświadczeniu ważne okoliczności dotyczące samej piosenki jak i mojej osoby.  Nigdy nie wymachiwałem chorągiewką z napisem „biografia", ale ilość szlamu i epitetów, które przetoczyły się przez Internet wymusiły tekst, który poniżej.       

 

Oświadczenie Krzysztofa Skiby


Piszę ten tekst, sprowokowany inwektywami zwolenników Jana Pospieszalskiego, którzy opluwają mnie na forach internetowych wyzywając od bolszewików, komunistów i agentów.  Autorem piosenki „Warto rozmawiać" jest Jacek Jędrzejak, ale to mnie Jan Pospieszalski zaliczył w swoim blogu do pałkarzy systemu i porównał do szkoły satyry z nurtu Jerzego Urbana.


Być może warto uświadomić prawicowym zwolennikom programu „Warto rozmawiać", że w stanie wojennym siedziałem w więzieniu za działalność w antykomunistycznym podziemiu. Byłem też kilkanaście razy zatrzymany przez SB za działalność w Ruchu „Wolność i Pokój" oraz Pomarańczowej Alternatywie. Z satyrą w stylu Urbana mam tyle wspólnego, że - gdy Jerzy Urban był u władzy - wydawałem podziemne pisma satyryczne, wymierzone w rząd, który reprezentował. Walczyłem o wolną Polskę gdy można było za to dostać po głowie. O wszystkim tym można sobie poczytać w archiwach IPN-u. Polecam zbiory teczek Sprawa Operacyjnego Rozpoznania  „Jantar" oraz SOR „Alternatywa", jeśli kogoś to bardzo interesuje.


Tymczasem Jan Pospieszalski za PRL-u był konformistą. Grał na basie w grupie Czerwone Gitary i wielokrotnie występował z nią na oficjalnych rautach partyjnych w NRD i ZSRR. Jako muzyk Czerwonych Gitar był często gościem telewizji NRD oraz firmował swoją osobą zloty sowieckich pionierów. Był więc dla komunistycznej propagandy „pożytecznym idiotą". Po rozwiązaniu współpracy z Czerwonymi Gitarami grywał też w sympatycznej i przynoszącej niezłe dochody grupie Voo Voo.  Dopiero pod koniec lat 90-tych, gdy już dawno nic za to nie groziło, Jan Pospieszalski stał się „obrońcą wiary i polskości" na antenie telewizji publicznej i za jej pieniądze. Jedyne „represje", jakie spotkały Pospieszalskiego, to dowcipy Szymona Majewskiego i piosenka Big Cyca.


Jeżeli piosenka Big Cyca jest „pałką systemu", to program „Warto rozmawiać" ma tyle wspólnego z rozmową, co średniowieczne koło do łamania kości z kołem ratunkowym.



 


Podziel się
oceń
6
2

komentarze (119) | dodaj komentarz

Nie mam głowy do…

piątek, 25 czerwca 2010 11:15


Posiadanie głowy jest rzeczą pożyteczną. Nie da się ukryć, że także nieco kłopotliwą. Głowa ma to do siebie, że oprócz myślenia, także potrafi boleć. Jedni mają głowę nie od parady, a inni nie mają głowy do interesów. Są tacy, którzy mają głowę pełną śmieci, ale nie brakuje i takich, którzy mają głowy ekologiczne. Głowa ekologiczna to głowa nie skażona żadną myślą. Osoba, która wygra wybory na prezydenta zostaje głową państwa, a osoba, która zrobi dziecko koleżance zostaje głową rodziny.


Ktoś poznaje dziewczynę i traci dla niej głowę. Ktoś inny poznaje własną głowę (np. dowiaduje się, że jest kretynem) i szybko traci  dziewczynę. Facet, który traci głowę dla dziewczyny zwykle traci też portfel. Są tacy, którzy dla ratowania głowy muszą stracić twarz. Są sytuacje w których  aby ocalić własną głowę, głowę kogoś innego trzeba przynieść na tacy. Gdy jesteśmy kogoś bardzo pewni możemy dać za niego głowę, ale gdy komuś nie ufamy nie damy za niego nawet dziesięciu złotych.


Wielu z nas nie ma głowy do spraw, które są poza sferą naszych zainteresowań. Nie każdy musi interesować się niemieckim kinem lat 30-tych, historią archeologii, ruchami antykolonialnymi w Afryce, boksem zawodowym czy fizyką kwantową cokolwiek to jest. Posiadanie pasji jest bardzo ważne, ale schodzi ono na dalszy plan, gdy w naszym życiu ma miejsce zdarzenie, które wyrzuca nas z codziennego rytmu. Filatelistyka to piękne hobby, ale gdy pali nam się dom ciężko zbierać znaczki. 


Gdy dzieje się coś dramatycznego, co w sposób znaczny zostawia ślad na naszej psychice (może to być wypadek samochodowy, śmiertelna choroba kogoś bliskiego, włamanie do mieszkania czy kataklizm typu powódź) wypadamy z utartych torów codzienności. Nasz plan dnia ulega radykalnej zmianie. Biegamy po szpitalach , urzędach, komitetach pomocy i załatwiamy wszystko to, co załatwić trzeba. Walczymy o swoją sprawę. Odklejamy się nieco od rzeczywistości. Przestajemy na czas jakiś czytać prasę i oglądać telewizję intensywnie żyjąc tylko swoimi sprawami. Nie mamy głowy do rzeczy, które najzwyczajniej nagle wydają się nam mniej ważne. W obliczu dramatu, który nas spotkał wszystkie codzienne spory i namiętności, pasje i kłótnie bledną i tracą jakiekolwiek znaczenie. 


Tego rodzaju zachowania wydają się jak najbardziej naturalne i zrozumiałe. Nie trzeba mieć bystrej głowy Ryszarda Kapuścińskiego czy zmysłu obserwacji Jacka Hugo Badera, by zrozumieć psychikę człowieka brodzącego po pas w życiowym dramacie. Człowiek taki jest w sposób naturalny wyłączony z biegu rzeczywistości.


Tymczasem wielu reporterów (i to z tej prywatnej, niebieskiej telewizji, która mieni się że jest bardziej oświecona) z energią godną lepszej sprawy zafundowało nam ostatnio cały potop materiałów w stylu „powodzianie nie mają głowy do wyborów". Wymuszanie na ludziach, którzy potracili domy deklaracji „czy będą głosować i na kogo" jest zwykłą tandetą dziennikarską i świadczy o braku głowy w dziennikarskim fachu. Specjalistom od tak cudownych i ostrych  materiałów podsuwam kilka świeższych pomysłów.


Człowiekowi, któremu matka umarła na raka zadajemy pytanie jak ocenia przegrany mecz Hiszpanii ze Szwajcarią oraz o niską temperaturę na stadionach w RPA.  Osobę, której spłonął nieubezpieczony dom wybudowany za kredyty bankowe wypytujemy o dobór zespołów rockowych na festiwalu Sonisphere oraz o brzmienie ostatniej płyty Ozzy Osbourne'a.  Faceta, który jadąc prawidłowo swoim wartburgiem zderzył się z TIRem i leży pod kroplówką w szpitalu prosimy o komentarz do tegorocznych nominacji nagrody literackiej NIKE. Matkę wiejskiego chłopca, który utopił się w gnojówce szukając swojej gumowej piłeczki, prosimy o refleksje związane z kryzysem teatru alternatywnego na podstawie przedstawień festiwalu Malta. Córkę alkoholika, który powiesił się w piwnicy po odmowie kupienia jego nerki, zagadujemy o ocenę wątków gospodarczych w programach kandydatów na prezydenta.  


Z niecierpliwością czekam na wysyp telewizyjnych raportów w stylu „nie idę na wybory, bo zalało mi piwnicę i tynk odpada od ściany". Jak dowiodły powodziowe reportaże  „przedwyborcze" z Wilkowa i Sandomierza najczęściej bez głowy jest reporter, który zadaje pytania.        


Poniżej fotografia Narcyza Patafiana reportera Gazety Imprezowej oraz magazynu Disco Balanga, który wypytywał powodzian o to jaka piosenka powinna być hitem wakacji.

 


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (18) | dodaj komentarz

Pomnik powielacza

czwartek, 17 czerwca 2010 10:54


W Szczecinie na miłej alejce parkowej między bramą portową, a placem Zwycięstwa odsłonięto jedyny na świecie Pomnik Powielacza. Nie jestem za budowaniem pomników, bo uważam, że jest ich w Polsce za dużo (samych pomników papieża jest u nas 530). Lepiej budować przedszkola i autostrady niż stawiać monumenty. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie. Jednak Pomnik Powielacza jest sympatyczny i ma swój głęboki sens.


Pomnik tak naprawdę nie jest pomnikiem. Przypomina bardziej instalacje artystyczną. Jest to autentyczna maszyna drukarska jakiej używano w podziemiu w latach 80-tych zatopiona w szklanym akwarium. Brakuje tylko złotych rybek.  Przestarzały powielacz w wielu krajach nie budzi żadnych emocji. Z niczym nie jest kojarzony i co najwyżej może służyć jako eksponat muzealny w muzeum cechu drukarzy. Tymczasem u nas powielacz był naszą drogą do wolności. Był prawdziwą fabryką wolnego słowa, którego tak bardzo bała się totalitarna  władza.


Niezależne wydawnictwa drukujące książki i pisma poza cenzura i kontrolą władzy pojawiły się w Polsce w roku 1976. Jednak dopiero po strajkach 1980 i pojawieniu się „Solidarności" ruch ten przybrał na sile. Powielacze działały w piwnicach i prywatnych mieszkaniach, które służyły za drukarnie. Drukowano w nich zakazane w PRL książki Miłosza, Herlinga- Grudzińskiego, Orwella czy Gombrowicza oraz podziemne pisma i ulotki. Sam kilkakrotnie pracowałem na tzw. wałku czyli dosyć prymitywnym urządzeniu służącym do powielenia ulotek. W mieszkaniu w którym  odbywało się konspiracyjne drukowanie niesamowicie śmierdziało farbą drukarską. Zapach ten często wydostawał się na klatkę schodową, co łatwo mogło zdekonspirować lokal.


Pamiętam swoje pierwsze próby w podziemnym drukowaniu. Niestety nie były one zbyt udane. Nałożyliśmy za dużo farby i ulotki były częściowo nieczytelne. Nam jednak było ich żal i mimo, że nie miało to większego sensu puściliśmy je w miasto. Jedna z moich ciotek znalazła taką „naszą" ulotkę trudną do  odszyfrowania na klatce schodowej. Narzekała potem, że nie jest w stanie jej odczytać i że co to w ogóle jest. Ponieważ znałem treść ulotki wyrecytowałem jej tekst z pamięci. Było to oświadczenie podziemia wzywające ludzi na manifestacje z okazji kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Ciotka stwierdziła, że w takim razie ona musi kupić sobie nowe okulary, bo przez te stare nic nie widzi.     


Pomnik Powielacza odsłonięto 12 czerwca podczas zlotu byłych działaczy Ruchu „Wolność i Pokój". Zlot kombatantów walki z Jaruzelem odbył się w Szczecinie. To właśnie tutaj Sąd Wojskowy skazał w dniu 17 grudnia 1984 roku studenta Wyższej Szkoły Pedagogicznej Marka Adamkiewicza na karę 2,5 roku więzienia za odmowę złożenia przysięgi wojskowej. Warto zaznaczyć, że w tamtym czasie składało się w wojsku polskim przysięgę na wierność sojuszniczą z ZSRR. Ruch WiP zorganizował się początkowo wokół idei obrony Marka Adamkiewicza, a także innych więźniów sumienia, którzy odmawiali przysięgi bądź służby w wojsku ze względu na pacyfistyczne przekonania. Był największym w Europie Środkowej niezależnym od władz ruchem pacyfistyczno ekologicznym.


WiP zdecydował się na jawną działalność. Urządzano tzw. sittingi (protesty siedzące), happeningi, marsze, wiece, pikiety i manifestacje. Większość z nich kończyła się wsadzaniem uczestników do paki.  Wydawano też pisma i odsyłano książeczki wojskowe. Po kilku latach działań WiP osiągnął kilka spektakularnych sukcesów. Władza zmieniła treść przysięgi wojskowej (usuwając z niej zdanie o wierności dla ZSRR). W 1988 roku wprowadzono instytucje zastępczej służby wojskowej czyli możliwości odpracowania woja w służbie zdrowia czy w zieleni miejskiej. W 1989 roku zamknięto trującą hutę Siechnice, a także zrezygnowano z budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu. Cele WiP zostały w dużej mierze osiągnięte i Ruch w 1990 roku się samo rozwiązał. Każdy poszedł w swoją stronę. Po 25 latach spotkaliśmy się przy Pomniku Powielacza w Szczecinie.


Na fotce poniżej Pomnik Powielacza (w środku), Wojtek Jankowski działacz WiP z Gdańska, skazany w 1985 roku na 3,5 roku więzienia za odmowę służby wojskowej oraz autor.  Fotka druga: zdjęcie weteranów WiP przy Powielaczu.   

 

 



Podziel się
oceń
5
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 186  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer