Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 948 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kronika poparzeń

wtorek, 30 czerwca 2009 13:34

Należę do ludzi, którzy uwielbiają wodę i wszystko co się z nią wiąże - kajaki, motorówki, żaglówki itd. Mam sentyment do starych, zardzewiałych statków i mrocznych dzielnic portowych. Lubię zapach statku i szum pracy maszyny okrętowej. To wszystko jest dla mnie wspomnieniem słodkiego dzieciństwa, kiedy to ojciec marynarz zabierał mnie i całą rodzinę na statek. Bywało, że siedzieliśmy na statku nie tylko z okazji przyjazdu ojca do kraju, ale że wyprawialiśmy się z nim w dalekomorskie rejsy. Raz nawet w rejs dookoła świata z zawinięciem do egzotycznych portów w Nowej Zelandii, Australii i RPA.


Stare statki należące do PLO to były głównie drobnicowce, czyli statki, które woziły towary nie pakowane w kontenery. Wyładunek towaru odbywał się przy pomocy dźwigów i trwał o wiele dłużej niż przy okazji wożenia kontenerów. Dla nas jako pasażerów było to rozwiązanie idealne. Pobyt w porcie trwał zwykle tydzień lub nawet dwa tygodnie, co pozwalało na dokładne zwiedzanie miasta. Nowoczesne kontenerowce np. takie jak zbudowany we Francji m/s „Kościuszko" pozbywają się swojego towaru w kilka godzin. Postój w porcie np. takim Nowym Jorku to niecały dzień. Gdy byłem pierwszy raz w mieście Jabłku na zwiedzanie miałem zaledwie osiem godzin, a sam dojazd z portu na Manhattan zajmował ze dwie godziny. Przy takim tempie człowiek czuje się jak ogłupiały japoński turysta, który klika fotkę wszystkiemu co się rusza i leci dalej.


Mój sentyment do starych statków wynikał z potrzeby czasu na zwiedzanie. Jest to dowód na to, że rozwój techniki wcale nie ułatwia życia, a w wielu wypadkach go jeszcze bardziej komplikuje.  Podróże po świecie z ojcem przypomniały mi się przy okazji jednego z wywiadów, którego udzieliłem na początku wakacji.  Gdy tylko zaczynają się wakacje dzwonią z różnych gazet i stacji radiowych prosząc o wspomnienia wakacyjnych przygód. Miesięcznik „Sukces" zapytał mnie i kilka jeszcze osób, o najbardziej koszmarne wakacje. Przypomniałem sobie pewien nieudany wypad do Egiptu. Burza piaskowa pierwszego dnia spowodowała, że wydłubywaliśmy piasek przez cały tydzień z różnych miejsc garderoby i ciała. Materiał idzie do miesięcznika ze zdjęciem. Dostaję zaproszenie na plener fotograficzny do piaskarni Bielany. Hurtownia piachu udaje afrykańską Saharę. Zakopują mnie po szyję w piasku  i robią fotki. Mamy szczęście, bo po kilku minutach zaczyna padać deszcz i z fotek byłby nici.


 Jedno jest pewne - poparzenia słoneczne nam w tym roku nie grożą. Woda leje się też obficie tuż przed koncertem Big Cyca w Świdniku.  Właśnie mamy zaczynać koncert, a tu ludzie w popłochu uciekają przed deszczem. Po dziesięciu minutach wychodzi słoneczko i wielotysięczny tłum powraca pod scenę.  W Poznaniu kręcimy teledysk do nowej piosenki „Dziewczyny kochają niegrzecznych chłopaków". Rozważamy pomysł, aby kręcić w plenerze, ale przy ciągłych opadach deszczu jest to wielkie ryzyko. Wybieramy wiec wariant scenariusza, który dzieje się w pomieszczeniach. Na potrzeby teledysku ekipa Big Cyca wciela się w bohaterów popkultury. Szczególną radochę wzbudza Dżej Dżej w stroju Supermena oraz nasz kierowca Henas jako Zorro. Romek jest idealny w roli Leona Zawodowca, a  Dżery sprawdza się jako król Dzikiego Zachodu. Mnie przebierają za kobitkę, która całymi dniami ogląda seriale w telewizji. Premiera clipa już niebawem. Zdjęcia kończymy równo o północy.  


W Gdańsku kolejna edycja Festiwalu Dobrego Humoru. Wraz z synem Tytusem jesteśmy zaproszeni na inauguracyjny rejs statkiem po Zatoce Gdańskiej. Na statku gromadzi się elita polskich komediantów. Jest Zbigniew Buczkowski,  Stefan Friedman, Jerzy Gruza, Krzysztof Hanke, Tadeusz Drozda i wielu innych. Przygrywa wesoło Detko Band. Wraz z Tytusem przygotowaliśmy happening protest przeciwko opadom deszczu. Nasz transparent „Precz z deszczem" wzbudza duży entuzjazm fotoreporterów i turystów. Tym ostatnim hasło podoba się szczególnie. Deszcz daje się we znaki nie tylko powodzianom, o czym świadczy wymiecione z turystów (a co za tym idzie z dochodów) polskie wybrzeże.  

 




Podziel się
oceń
4
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Stabilność i gorące zmiany

wtorek, 23 czerwca 2009 21:19

Nie ma dnia bez notowań, podsumowań i ciągłego ogłaszania jakichś niby sensacyjnych wyników. Każdego dnia dowiadujemy się jaki procent społeczeństwa ma nadwagę, choruje na łuszczycę, cierpi na syndrom niedocenienia, objada się czekoladą, chodzi w niemodnych butach, krzyczy na dzieci, kłamie w urzędzie skarbowym, popiera jakaś partię, dłubie w nosie czy głośno beka przy jedzeniu. Ten natłok informacji absolutnie nic nam nie daje i niczego nam nie wyjaśnia, nie pomaga nam też zrozumieć  świata i siebie, ale jest pożywką dla dziennikarzy, którzy muszą mieć codziennie jakiegoś „newsa". Choćby najgłupszego.


Gdy poddają nas wyrafinowanym testom psychologicznym i badaniom nieustannie chcących coś o nas  wiedzieć socjologów, wychodzi im, że jako społeczeństwo najbardziej podobno cenimy sobie stabilność.  W świecie ciągłego zagrożenia, niepewności , kryzysu i rozchwiania, stabilność jawi się jako istotna wartość.  Stabilność równa się być może nudzie, ale jednak jest dla wielu gwarancją bezpieczeństwa i normalności.


Stabilność z pewnością cenią sobie obywatele, którym  obrzydło już ciągłe eksperymentowanie i prowokowanie. Niestety stabilność jest wrogiem mediów, bo wówczas z ich punktu widzenia nic ciekawego się nie dzieje. Wielu dziennikarzy newsowych autentycznie cierpi, gdy w kraju nie ma jakiejś zadymy politycznej lub katastrofy.  W dniu bez sensacji chodzą osowiali i smutni, jednak wystarczy tylko jakaś mała afera, by ich ożywić i przywrócić do życia. Jest to ewidentne spaczenie zawodowe, któremu ulega spora cześć osób odpowiedzialnych za informacje.


Najnowsze notowania poparcia dla partii potwierdzają stabilizację sceny politycznej. Klęska eksperymentów typu Libertas czy odprysków SLD, takich jak partia Rosatiego i Borowskiego, a także krzykaczy z rzędu Polskiej Partii Pracy i Samoobrony w ostatnich wyborach, świadczy ewidentnie o tym, że Polacy stawiają na stare i okrzepłe już partie. Na polu walki zostały dwie duże zwalczające się siły, czyli PO i PiS oraz dwie mniejsze partyjki, czyli SLD i PSL. Przerażenie dziennikarzy polega na tym, że właśnie teraz uświadomiono sobie okropną nudę takiego rozwiązania. To co podoba się wyborcom, kompletnie załamuje dziennikarzy. Nie będzie już szamanów w stylu Tymińskiego, nie będzie spektakularnych zniknięć dużych partii rządzących (samozagłada Unii Wolności i AWS-u). Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższych kilka lat czeka nas życie polityczne bez specjalnych rewolucji. Ot raz PO zyska parę punktów, a innym razem PiS poprawi swe notowania i tak w kółko. Dla łaknących nieustannego tygla mas dziennikarskich nie jest to zbyt piękna perspektywa.


W obliczu nudnej stabilności politycznej wielu dziennikarzy z pionów politycznych przeniesie się do rubryk towarzyskich. A tam ruch w interesie idzie na całego.  W życiu znanych i popularnych osób stabilność nie istnieje. Oto co wydarzyło się tylko w ciągu ostatnich kilku dni. Prasa rozpisuje się o romansie słynnego aktora Zbigniewa Zamachowskiego z reżyserką Agnieszka Glińską. Sprawa jest o tyle sensacyjna, że Glińska ma na koncie już wielu aktorów, a Zamachowski to ojciec czwórki dzieci i do niedawna wzorowy mąż. Wydarzeniem były tez śluby aktora Andrzeja Grabowskiego (Andrzej jest moim kolegą, więc mu serdecznie gratuluję nowej pięknej żony) oraz Kasi Skrzyneckiej z Marcinem Łopuckim (Kasia jest moja koleżanką, więc też jej gratuluję miłego kulturysty).  Wszyscy ochoczo komentują też romans aktorki Tamary Arciuch oraz amanta Bartka Kasprzykowskiego. Ten  gorący związek rozpoczął się na planie filmowym i dalej się rozwija. Wszystkich przebił jednak senior sceny Andrzej Łapicki, który w wieku 85 lat ożenił się z dziewczyną młodszą od swojej wnuczki.  Rozwody, romanse, miłostki i ciągłe zmiany partnerów to nadzieja na tematy dla nudzących się komentatorów politycznych takich jak Kamil Durczok, Tomasz Lis, Monika Olejnik.  Kto wie, może i przyjemniej jest  komentować kieckę znanej i pięknej panny młodej, niż analizować pokrętne wypowiedzi prezesa PiS-u czy premiera Donalda.       


Na zdjęciu poniżej namawiam panią poseł Nelly Rokitę na porzucenie sceny politycznej i wspólne występy w zespole Big Cyc.

 




Podziel się
oceń
3
1

komentarze (10) | dodaj komentarz

Nowy świat

czwartek, 18 czerwca 2009 10:03

Nowy świat to stary mit. Ludzkość już wieki temu karmiła się mitami o nadejściu nowej ery. Wiara w nowy, lepszy świat dawała wielu nadzieję na przetrwanie. Tymczasem świat zmieniał się powoli i nie zawsze tak szybko jak byśmy chcieli. To co miało być nowe, zwykle okazywało się starym, tylko w nowym opakowaniu. O ile wynalazki i nowinki techniczne pchały świat do przodu i zmieniały go nie do poznania, o tyle najtrudniej zmienić było zawsze ludzkie myślenie i stare przyzwyczajenia.


Nic mnie tak nie śmieszy ostatnio jak obietnice stworzenia nowej, lepszej Polski. Każdy kto pcha się do władzy obiecuje, że jak tylko damy jemu i jego partii szansę to on już tak nam zrobi dobrze, że oszalejemy ze szczęścia. Wybory do parlamentu europejskiego za nami. W PiS trwa rozliczanie i bicie po łbach tych co zawinili, choć tuż po ogłoszeniu wyników prezes Kaczyński twierdził, że uzyskany rezultat to wielkie zwycięstwo i sukces. Przy okazji tych wyborów (podobnie jak już wiele razy wcześniej) słyszeliśmy, że po nocy wyborczej obudzimy się w innej Polsce. Ileż razy można ludziom wmawiać takie bzdury. Dawno, dawno temu gdy rząd AWS sterowany zza węgła przez Krzaklewskiego wprowadzał reformę samorządową też mieliśmy obudzić się w innej Polsce. Co pięć minut jakiś cwaniak obiecuje, że załatwi nam nowy, wygodniejszy i piękniejszy świat, a tymczasem nic z tego.


Od wielu lat po wyborach, reformach, przetasowaniach politycznych, napięciach i nadęciach nic się nie zmienia. Czas ujawnić prawdę, że ta cała paplanina to jedna wielka ściema. Żony ględzą nam nad uchem gdy wracamy z całonocnej balangi, tak samo przed, jak i po wyborach. Szef w pracy ma do nas pretensje gdy cały dzień oglądamy pornosy na komputerze, zarówno przed wyborami, jak i po wyborach. Co u licha? Przecież miało być słodko i wygodnie. Dziury w jezdniach, łapówki w sądach, znudzone urzędniczki na poczcie, oszuści w warsztatach samochodowych zawyżający ceny za usługi, męczący żebracy na dworcu, głupie kochanki domagające się kasy na nowe buty i tipsy, beznadziejne żarcie w knajpach, po którym dostajemy rewolucji żołądkowych, barmani lejący nam przy barze podrabiane alkohole, to wszystko nie znika ani po jednych, ani po drugich i nawet też po trzecich wyborach.


Owszem zmieniają się czasem gęby w telewizji i głosy w radiu, ale wszystko pozostaje w radosnej stagnacji bylejakości. Sytuację można porównać do potrzeby zmian w relacjach partnerskich, gdzie też trudno o prawdziwe, nowe życie. Pewna weteranka rozwodów powiedziała kiedyś, że jedyne co się zmienia w jej życiu gdy ma kolejnego męża to fakt, że zza gazety  wychyla się inny nos. Żeby po wyborach można było chociaż oficjalnie dłubać w tym nosie, puszczać bąki przy żonie czy chodzić przez tydzień w tych samych skarpetkach. To byłyby prawdziwe zmiany i nowa Polska. Ale gdzie tam! Nie ma na to najmniejszych szans.


Dopóki nowe znaczyć będzie tylko tyle co nowy serial w telewizji czy nowy proszek do prania, dopóty nie ma co wierzyć w nowy świat i jakiekolwiek zmiany. Jedyna prawdziwa zmiana to zmiana płci, ale na to nie ma zbyt wielu chętnych, no może oprócz Jana Marii Rokity.


Na fotce poniżej Jacenty Klucha dyplomowany hydraulik z Kostomłotów, który  zmienił nie tylko płeć, ale także zawód, torebkę i urząd skarbowy.

 



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 515 561  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer