Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 236 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

UPADEK PUCYBUTA

czwartek, 26 czerwca 2008 10:19

UPADEK PUCYBUTA


Niemal codziennie w ogniu bieżących wydarzeń jesteśmy świadkami upadków ludzi, których uważaliśmy za wielkich i wspaniałych. Życie szmaci i weryfikuje każdego, kto próbuje odgrywać przed widownią kryształową postać. Nasze wyobrażenia pękają jak bańka mydlana w zderzeniu z okrutnymi faktami. Naiwnie tęsknimy do postaci monumentalnych i wielkich, świętych i czystych, a tymczasem obiekty naszych westchnień okazują się małymi gnojkami pustymi jak portfel rodziny wielodzietnej żyjącej na zasiłku.


Obecnie mamy już cały wysyp osób, które się potknęły. A to lubiany przez nas aktor zagrał w obciachowej reklamie, a to znany rockmen i buntownik okazał się nudnym i zapatrzonym w siebie mało wartościowym osobnikiem, a to wychwalany piłkarz grał jak ostatni patałach, a to nieprzejednany krytyk literacki chwali w prasie grafomańską powieść swojego kolegi, a to wreszcie legendarny przywódca strajkowy zdaje się być zwykłym cwaniaczkiem, któremu pod nogami urosła historia.

 
W tej serii upadków mamy do czynienia, nie tylko z kruszeniem mitów, ale także z taśmowym upadkiem naszych płytkich wyobrażeń. Ten proces może być pozytywny dla nas samych, jeśli tylko odrzucić emocje i piekło niekończących się polemik. Musimy sobie uświadomić, że świętych nie ma lub prawie nie ma, że każdy święty też ma coś za uszami. Święty, który nie popełnił błędu to jakaś wybitnie odczłowieczona konstrukcja, bo rzeczą ludzką jest błądzić. Wielu geniuszy, którzy dali ludzkości wspaniałe wynalazki, odważnych wodzów, którzy zmienili bieg historii, czy artystów, którzy dostarczyli niezapomnianych wzruszeń, to byli często ludzie potwory, czasem wręcz wariaci, którzy wykańczali psychicznie swe rodziny, podwładnych lub współpracowników.


Gdzie jest napisane, że mały gnojek nie może dokonać rzeczy wielkich? Bywa tak, że ktoś, kto jest zwykłą szmatą w chwili próby okaże się kimś niezwykłym. Tym, co naprawdę psuje ludzi jest nadmierne wychwalanie. Ten dwór pochlebców otaczający kogoś zdolnego może zabić. Iluż to już mieliśmy takich zagłaskanych na śmierć? Gdy komuś wmówiono, że jest bohaterem lub wspaniałym artystą może się to dla niego źle skończyć i na ogół źle się kończy. Nadmiar pochwał może wykończyć, ale są tacy, których załatwia już jedno zdanie napisane w gazecie. Znam wiele przykładów artystów, którzy gdy tylko napisano o nich coś pozytywnego natychmiast zmieniali swój stosunek do otoczenia. Błyskawicznie uważali się za osobników wyrastających zdecydowanie ponad tłum. Zanurzali się w swym narcyzmie po uszy, na ogół już z niego nie wychodząc. Takie zachłyśnięcie się pochlebstwami bywa bardzo szkodliwe dla zdrowia.


Upaść można nie tylko na wielkiej arenie, ale także na korytarzu w pociągu. Ostatnio byłem świadkiem upadku pucybuta. W pociągach ekspresowych na trasie Kraków - Warszawa krążył elegancki pucybut. Był dowcipny, kulturalny, znał kilka języków i świetnie czyścił buty. Zachwycał się nim Jerzy Pilch w jednym ze swych felietonów w Polityce. Pilch napisał o pucybucie trzy zdania. To wystarczyło. Pucybut w zachwycie nad samym sobą rozpił się i skończył. Obecnie jego strzęp krąży czasem po korytarzach PKP i bełkocze coś agresywnie, ale daleko mu do dawnej świetności. A buty czyści na odwal.

 
PS. U dołu zwykła fotka z koncertu Big Cyca, ale czy nie wyglądam na niej jak nawiedzony prorok? Na szczęście na kult Skiby się nie zanosi, bo wszyscy wiedzą, że byłem i jestem zerem.    

  



Podziel się
oceń
4
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Miła powierzchowność

środa, 18 czerwca 2008 11:20

Miła powierzchowność

 
Miła powierzchowność oznacza w potocznym rozumieniu kogoś o sympatycznym wyglądzie. Nie musi być to ktoś szczególnie piękny, ale z pewnością dający się lubić, wzbudzający zaufanie i po prostu miły. Miła powierzchowność akcentuje dobrotliwy i pokojowy charakter danej osoby, a więc określa nie tylko warunki zewnętrzne, ale także cechy osobowości. Zwykle osoba o miłej powierzchowności jest ładna, ale bez tej wulgarnej przesady, którą znamy z teledysków nadmuchanych silikonem pop gwiazdek.

 
Bywa i tak, że o kimś, kto nie jest kanonem piękna, ale ma ładne oczy i słodki uśmiech także powiemy, że to osoba o miłej powierzchowności. Żyjemy w czasach, gdy miła powierzchowność się przydaje i popłaca. Osoby o miłej powierzchowności lepiej wypadają w mediach (szczególnie w banalnych programach typu talk show czy magazyny śniadaniowe), a pracując w usługach są wabikiem dla klientów. Osoby o miłej powierzchowności to idealni sprzedawcy badziewia. Doskonale nadają się jako wciskacze kitu i oszuści. Tylko osoba o miłej twarzy jest w stanie sprzedać nam totalne gówno. Od miłego i sympatycznego sprzedawcy weźmiemy zawsze najgorszy towar.

 
Miła powierzchowność została w kapitalizmie wpisana w konstytucje i regulaminy pracownicze. Służbowy uśmiech jest rodzajem broni, stałego wyposażenia urzędnika czy sprzedawcy, który za chwilę z uśmiechem nas okradnie. Często jest to narzucona przez konwencję towarzyską maska szczególnie wówczas, gdy udajemy radość z powodu nagłej wizyty dawno niewidzianej cioci.

 
Miła powierzchowność tak naprawdę często nie jest miła. Jest zasłoną dymną dla świństwa czy przekrętu. Jest błyskiem, który ma nas oślepić i ogłupić. To zwykły trick, na który mamy się nabrać. Powierzchowność to coś, co cechuje życie we współczesnym świecie. Przeprowadzono badania i okazało się, że siedemdziesiąt procent czytelników prasy czyta jedynie krzykliwe tytuły i podpisy pod zdjęciami. Być może czytelnicy blogów też czytają jedynie tytuł i kilka pierwszych zdań i na ich podstawie wyrabiają sobie opinię. Nikt już nie ma czasu na słuchanie płyt do końca i czytanie artykułów do ostatniego zdania. Tempo życia jest tak duże, że wszyscy ślizgamy się po powierzchni i nikt nie ma ochoty, ani czasu na głębokie zanurzenia. Znam cenionego przez krytyków  muzyka, który pisze pośpieszne recenzje muzyczne do poważnej prasy. Słucha tylko dwóch pierwszych utworów, bo na pozostałe nie ma czasu.

 
Ludzie, którzy w telewizji wypowiadają się na temat najnowszych książek, czy filmów na ogół ani ich nie czytali, ani ich nie widzieli. Zwykle czytali jakieś opracowania, skróty, omówienia niczym uczniowie przygotowujący się do matury. Żyjemy w kulturze bryków, czyli skondensowanych opisów dla analfabetów. Nikt już nie chce obcować z dziełem, czy rozkoszować się muzyką. Nikt już nie ma czasu na takie pierdoły jak przeżywanie, czy analizowanie. Sami świadomie zatapiamy się w powierzchowności i zaliczamy tylko to, co modne lub to, co wypada.

 
Raz dałem się nabrać na to, co napisał jakiś dureń w gazecie. Wyczytałem, że grypa Coldplay to „największy obecnie zespół rockowy na świecie". Kupiłem ich płytę i było mi smutno. Ten dureń, który to napisał powtórzył to za jakimś innym durniem, bo sam nie miał czasu na słuchanie płyty, którą recenzował. Radzę wszystkim ostrożnie podchodzić do gazetowych zachwytów i potępień. Dzisiejsza pisanina krytyków to tylko powierzchowność. Nie zawsze miła.

 
PS. Na zdjęciu poniżej wzorzec osób o miłej powierzchowności: znany sprzedawca uśmiechów witający się ze znanym sprzedawca kopnięć z półobrotu.



Podziel się
oceń
0
1

komentarze (15) | dodaj komentarz

TECZKA I ZDJĘCIA

wtorek, 10 czerwca 2008 16:31

TECZKA I ZDJĘCIA

Wreszcie dostałem swoją teczkę z IPN-u. Konkretnie dostałem kopię tej teczki, a właściwie to, co z niej zostało. Teczka jest lekko brązowawa i niezbyt gruba. To, co ocalało ma objętość standardowej powieści sensacyjnej na wakacje. Mam, co czytać leżąc brzuchem do góry na plaży. Uśmiecham się, gdy oglądam swoje fotki z aresztu w 1985 i bogatą dokumentację moich linii papilarnych. Na zdjęciach z pierdla jestem młody, szczupły i...piękny! Co za bezsens! Gdy,  wyglądałem jak młody Bóg zdjęcia robiła mi służbowo tylko Milicja Obywatelska. Teraz, gdy wyglądam jak stary, opasły gbur fotki robią mi wszyscy. Ostatnio, na koncercie Big Cyca w Gdańsku fotograf Jacek Kołakowski zrobił 750 zdjęć, a Maciek Kosycarz drugie tyle. Niebawem ma być nawet z tego wystawa pod tytułem Rock Revolution, ale ....wracajmy do teczki.

Historia zamknięta w ubeckich papierach. Mam olbrzymią niechęć do wszelkich instytucji. Pisanie podań, wypełnianie ankiet, załatwianie czegokolwiek w urzędzie przerasta moje zdolności tolerancji psychicznej. Ta niechęć została mi chyba z czasów gdy byłem młodym, naiwnym anarchistą. Dlatego, gdy pojawiła się możliwość otrzymywania swoich teczek z IPN-u (a wiązało się to z pisaniem podań, wypełnianiem jakiś druków itd.) odkładałem to na później. Moja niechęć do grzebania się w ubeckich papierach nie była podszyta lansowanym przez  „Wyborczą" estetycznym paradygmatem, że należy brzydzić się prawdą zakonserwowaną w teczkach bezpieki. To było raczej zakorzenione w psychice lenistwo w stosunku do wszelkich instytucji, a także fakt, że ja staram się nie żyć przeszłością.

Dwa lata temu pojawiłem się w programie TVP Łódź „Świadkowie nieznanych historii". Autor programu wygrzebał moją teczkę z IPN-u i na potrzeby programu sfilmował kilka dokumentów. Były tam także fotki z mojego zatrzymania na festiwalu muzyków rockowych w Jarocinie. Fotki były na tyle interesujące (na jednej z nich bezczelnie się uśmiecham), iż zadeklarowałem publicznie, że złożę wniosek o przyznanie mi prawa wglądu do mojej teczki. Ale czy taka osoba jak ja ma czas na wycieranie dupą korytarzy w Instytucie Pamięci Narodowej? Koncerty, balangi, programy telewizyjne, imprezy, wyjazdy, bankiety, teledyski to jest ciekawsze niż macanie w gumowych rękawiczkach zagrzybionych dokumentów.

I oto nagle dostałem swoją teczkę bez płaszczenia się przed kimkolwiek. Zgłosił się do mnie dziennikarz Marcin Więcław z telewizji Discovery, który kręci serial dokumentalny pt. "Byłem figurantem SB". Figurant w nomenklaturze służb specjalnych oznacza osobę, która jest przez służby inwigilowana. Jeden z odcinków tego serialu ma być poświecony mojej skromnej osobie oraz nielegalnym happeningom, które wraz z przyjaciółmi organizowałem w latach 80-tych. Właśnie byłem zajęty przygotowywaniem imprezy z okazji 20-lecia Big Cyca i najbliższy, sensowny termin na krótką rozmowę wypadł tuż przed urodzinową balangą w klubie Enklawa w Warszawie. - Przyjdź przed imprezą to pogadamy - zaproponowałem. - A co to za impreza?  - zapytał ostrożnie reżyser. - Urodziny zespołu - odpowiedziałem dumnie. - A to ja ci przyniosę prezent - powiedział tajemniczo. Myślałem, że podobnie jak wielu innych przyniesie dużą butlę rumu lub whisky z biustonoszem tymczasem przyniósł mi kopię mojej teczki.

Czytam teraz raporty ubeków na mój temat, donosy jakichś kolegów, których już nie pamiętam, pisma tajnych współpracowników. Jest dokument o tym, że SB podjęła działania, aby usunąć mnie ze studiów. Po takim prezencie bez wahania zgodziłem się na udział w filmie. Kilka dni później umówiliśmy się na zdjęcia. Niedawno otrzymałem telefon od uroczej asystentki reżysera. - Panie Krzysiu! Materiał jest tak dobry, że zrobimy z tego dwa odcinki - poinformował mnie słodki głos. Jedna teczka, dwa odcinki, kawał życia.

PS. Poniżej moja fotka z 1996 w klimacie „teczkowym" autorstwa znanego fotografa Piotra Olesia. Na tych prawdziwych fotach SB jestem dziesięć lat młodszy. 



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (38) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 130  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer