Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 987 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kundle władzy

środa, 29 maja 2013 12:50

 

Władza od zawsze artystów miała za bandę pajaców, o tyle przydatnych o ile mogła ich talent wykorzystać dla własnych celów propagandowych. Bywało, że artyści pracując dla władzy tworzyli dzieła wybitne.

 

Taki mistrz baroku jak Diego Velazquez rozwinął skrzydła na dworze króla Filipa IV. Portretował gównie rodzinę królewską, a jego obrazy uznawane są za arcydzieła malarstwa XVII wieku. Można nazwać go pogardliwie „artystą dworskim”, ale bez protekcji króla być może nie byłoby mu tak wygodnie i nie stworzyłby tak wielu dzieł, które dziś możemy podziwiać w muzeach sztuki. 

 

Nie warto dzisiejszych kryteriów przykładać do dawnych czasów, bo np. inny geniusz malarstwa Rembrandt van Rijn swój najsłynniejszy obraz „Straż nocna” stworzył na zamówienie... milicji obywatelskiej. Amsterdamskiej MO zawdzięczamy więc ten tajemniczy i fascynujący ciemnymi barwami obraz, który do dziś inspiruje wielu poetów i reżyserów filmowych. XVII wieczni milicjanci średnio byli zadowoleni z dzieła Rembrandta, uważali, że sportretował ich zbyt... ponuro i niewystarczająco dostojnie. Jednak to dzięki Rembrandtowi stali się nieśmiertelni (na obrazie mistrz uwiecznił autentyczne postaci z kompani arkebuzów).

 

Twórczość dworska nie jest już tak wspaniała jak dawniej, ale ma swoje znaczenie propagandowe i kwitnie dziś na dworze takich satrapów jak premier Rosji Władimir Putin czy koreański dyktator Kim Dzong Un. Nieźle ma się też we Wrocławiu gdzie od lat niepodzielnie rządzi miastem prezydent Rafał Dutkiewicz, którego ego jest tak wielkie, że trzeba je trzymać na miejskim stadionie lub w Hali Stulecia. Wielokrotnie wygrywane wybory w mieście uczyniły z Dutkiewicza osobę panicznie nie znoszącą krytyki.

 

W utrzymywanym przez miasto Teatrze Współczesnym odbyła się niedawno premiera, która w podły sposób atakuje przeciwnika prezydenta Waldemara Fydrycha „Majora”. Spektakl „Pomarańczyk” ośmiesza legendarnego twórcę „Pomarańczowej Alternatywy” jako osobę tchórzliwą, małostkową, która żyje przeszłością i do wszystkich ma pretensje. Jak ulał pasuje to do strategii władz miasta, które z „Majorem” są w ostrym sporze sądowym. 

 

Waldemar Fydrych od lat bowiem krytykuje władze miasta, ujawnia korupcję i piętnuje układy rządzące we Wrocławiu. Normalnie powinni zarzucić mu pedofilię, jazdę po pijaku lub nie płacenie podatków. Ponieważ Fydrych mieszka od lat w Warszawie i ciężko przylać mu w ciemnej bramie przy Rynku, postanowiono go ośmieszyć i do mokrej roboty zatrudniono aktorów Teatru Współczesnego. Ci usłużnie z Markiem Kocotem na czele wypichcili na zamówienie władzy propagandowy spektakl.

 

Do tego, że w polityce niszczy się ludzi niewygodnych zdążyliśmy się przyzwyczaić. Pewną nowością jest fakt, że do mokrej roboty zaprzężono aktorów. „Kundle władzy” napisał ktoś w internecie o tym zdarzeniu i to jest adekwatne określenie. Idą wybory, ziemia trzęsie się pod nogami satrapów i takich nerwowych akcji na poziomie etycznego dna, można się spodziewać więcej.

 

Fotka poniżej: Lenin w czapce krasnoludka. Krasnoludek był symbolem Pomarańczowej Alternatywy w latach 80.        

 

 


Podziel się
oceń
127
104

komentarze (24) | dodaj komentarz

Syrenka w słoiku!

poniedziałek, 20 maja 2013 9:47

 

Krąży po Warszawie taki oto dowcip. Jak poznać wiek nowego warszawiaka? Po ilości słoików. Im przywozi ich mniej z domu, tym dłużej przebywa w stolicy. W Warszawie ok. 400 tysięcy osób to aktualne "słoiki", czyli osoby z prowincji, które pracują lub uczą się w Warszawie od poniedziałku do piątku, ale w weekend wracają do domu na wieś lub do małych miasteczek. Kolejne pół miliona to byłe "słoiki", które już porobiły kariery w Warszawie i mieszkają tu na stałe. Wychodzi na to, że blisko połowa mieszkańców Warszawy, to urodzeni gdzie indziej przybysze. Najsłynniejszym słoikiem jest premier Donald Tusk, który na stałe mieszka z rodziną w Sopocie. 

 

Skąd wzięła sie nazwa "słoiki"? Oczywiście z Internetu. Chodzi o to, że najlepiej smakują nam dania, które przyrządza się w domu. W niedzielę słoiki pakują do słojów całe swoje życie, czyli zupkę domową, kotlety mielone babci, bigos mamusi i wiozą to do Warszawki by nie truć się stolicznymi fast foodami czy chińskimi zupkami z proszku.

 

Najnowsza piosenka Big Cyca "Słoiki", to zabawny opis tej swoistej subkultury. To piosenka o udawaniu, kogoś kim się nie jest. Oliwy do ognia dolewa teledysk, w którym widzimy pracowników wielkiej korporacji, którzy udają światowców, ale nie mogą powstrzymać się przed swoimi przyzwyczajeniami kulinarnymi wyniesionymi z domu. Nie wszystkim w Warszawie musi smakować sushi!

 

"Słoiki", to zjawisko dotyczące nie tylko Warszawy. Każde większe miasto w Polsce ma swoje "słoiki". Sam dawno temu byłem słoikiem, bo mieszkałem w Gdańsku, a studiowałem w Łodzi. Nie woziłem jedzenia do akademika, bo wypad na weekend do Gdańska i z powrotem, to byłaby zbyt mecząca podróż do zrobienia w dwa dni (koszmar PKP), ale miałem sporo kumpli i koleżanek "słoików", którzy przywozili z domu ze wsi wspaniałe pyszności do zjedzenia. 

 

Oczywiście od razu znaleźli się tacy, którzy za określenie "słoiki" się strasznie  obrazili. Na szczęście wielu myśli inaczej i jest dumna z bycia "słoikiem". Pojawiły sie nawet koszulki z napisem "Jestem słoikiem" oraz dowcipna strona internetowa "słoików warszawskich". Ostatnio w konkursie na nowy symbol Warszawy wygrały trzy słoiki zaprojektowane przez młodych plastyków. Ich intencje są jak najbardziej pozytywne. Słoiki jako logo Warszawy symbolizują fakt, że także warszawiacy przyjezdni budują siłę i nowe oblicze tego miasta.

 

Wielu starych warszawiaków uważa to za skandal, bo do tej pory symbolem miasta była syrenka warszawska. Proponuję połączyć oba te motywy i syrenkę zapakować do słoika oraz zamarynować. Marynowana syrenka w słoju z grzybami jako symbol dzisiejszej Warszawy. Kto jest za?

 

Poniżej fotka z planu teledysku Big Cyca do piosenki "Słoiki". Pracownicy korporacji nie mogą powstrzymać się od zjedzenia swojskiej kiełbasy. 

 

 

 


Podziel się
oceń
160
127

komentarze (40) | dodaj komentarz

BIG CYC WIECZNIE ŻYWY

poniedziałek, 13 maja 2013 8:32

 

Wielki znawca win i pop kultury z Będzina docent Paweł Piwo Piwowarczyk w swej pracy doktorskiej "Kpina, siara i gitara" twierdzi, że Big Cyc jest dobrem narodowym takim samym jak kiełbasa krakowska, ogórek kiszony czy etiudy Chopina. Z pewnością ten - jak mówi mój kolega Końjo - "kolektyw wesołych mutantów" odegrał istotną rolę w budowaniu tożsamości absurdalnej wielu osobników od Gdańska po Zakopane i to nie tylko z marginesu społecznego. Warto więc w chwili jubileuszu tego zasłużonego dla ojczyzny oddziału partyzantki śmiechu, pochylić się niczym żniwiarze w XIX wieku nad łanami dorobku twórczego inkryminowanych postaci.   

 

W ciągu 25 lat swojej burzliwej historii zespół Big Cyc wydał 16 płyt (17 z kolei ukazuje się w tym tygodniu) nagrał ok. 150 piosenek, zrealizował ponad 40 teledysków, zarejestrował cztery koncerty (widowiska telewizyjne) ze swoim udziałem, brał udział we wszystkich możliwych festiwalach (Jarocin, Odjazdy, Węgorzewo, Opole, Sopot  i wiele innych pomniejszych), zagrał blisko 5 tysięcy koncertów, sprzedał ponad 2 miliony płyt, popisywał się nie tylko na ziemiach słowiańskich, ale także w tak egzotycznych krainach jak Szwajcaria, Finlandia, Austria, Niemcy, Słowacja, Belgia, Holandia, Szkocja, Anglia, Irlandia, Kanada czy USA.  

 

O dziwo zespół ma na swoim koncie nie tylko siniaki i kace, ale także Złote i Platynowe Płyty oraz jedną płytę chodnikową. Działalność chłopców z Big Cyca zainspirowała poseł Annę Grodzką do dokonania zmiany płci, a także wielu twórców filmowych, którzy w oparciu o życiorysy muzyków nakręcili takie filmy jak "Powrót Godzilli",  "Życie seksualne King Konga" czy barwną komedię pod tytułem "Stawka większa niż tycie".  Historia zespołu stała się także kanwą kilku powieści łotrzykowskich takich jak "Szpadel, szpada i czekolada" czy "Koc, gaśnica i zakonnica". Na cześć Big Cyca stworzono dwie opery wędrowne "Łaził, łaził aż się zaraził" i "Chodzenie przy basenie" oraz awangardowe przedstawienie baletowe z udziałem szympansów mówiących po hiszpańsku pt. "Co to? Błoto!" 

 

Big Cyc stał sie inspiracją dla chorych na płaskostopie amerykańskich fizyków jądrowych, którzy jedno ze swoich odkryć na polu militarnych zabawek ochrzcili słodkim mianem "Głowica Big Cyca". Zespół w sposób czynny pomógł uzyskać tytuł magistra wielu studentom psychiatrii oraz seksuologii. Nazwa zespołu jest częstym motywem literackim w kręgu niemieckich poetów grafomanów z zakładu karnego w Monachium. Big Cyc w swym dorobku posiada wiele nagród takich jak np. Laur Towarzystwa Wściekłych Konduktorów czy Złoty Pierścień Straży Pożarnej z Suchowoli. Reasumując: dorobek Big Cyca jest wielki jak Kazimierz Wielki, a nawet większy, bo nagrany!

 

Nikogo nie dziwi więc, że z okazji 25-lecia zespołu Big Cyc w całym kraju szykowane są uroczyste akademie szkolne. Dzieci zmuszone przez władze szkoły, rady pedagogiczne oraz w wielu przypadkach także przez rodziców, recytują wiersze na cześć Skiby, Pięknego Romana, Dżej Dżeja i Dżerego, a także organizują konkursy plastyczne pod tytułem "Big Cyc w twoim domu i łazience" oraz tradycyjną grę w zjadanie surowego ziemniaka na czas.

Poniżej okładka "urodzinowej" płyty Big Cyca.        

 

 


Podziel się
oceń
133
167

komentarze (71) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  6 889 189  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer