Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 607 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Znani obijani

wtorek, 24 maja 2011 8:30

 

Ostatnią galę Konfrontacji Sztuki Walki w gdańskiej Ergo Arenie można śmiało nazwać galą koksu i botoksu. Z całej Polski tłumnie przybyły grupy lanserów, półcelebrytów, ćwiercartystów, a także tysiące fanów Pudziana, aby podziwiać podwórkowe bijatyki. Wielka popularność mieszanych sztuk walki (MMA) nad Wisłą jest zasługą sprawnego duetu  Kawulski-Lewandowski - biznesmenów, którym udało się wykreować zwykłe, podwórkowe mordobicie przy śmietniku do rangi wielkiego, telewizyjnego widowiska.  Okazuje się, że od czasów cesarstwa rzymskiego niewiele się zmieniło. Nadal uwielbiamy oglądać walki gladiatorów.


Według znajomej aktorki, dla środowiska, które potrafi „modnie imprezować” KSW to od pewnego czasu wydarzenia na których „warto bywać i warto się pokazywać”. Do Gdańska przyjechała więc „cała warszawka” i wszyscy ci, którym zależy na opalaniu twarzy w świetle fleszy. Sprzedać kilkanaście tysięcy drogich biletów (podobno więcej niż na polskie koncerty Lady Gagi i Shakiry) nie udałoby się nigdy gdyby nie gwiazdy. KSW ma jedną wielką gwiazdę i jest nią Mariusz Pudzianowski. Popularny Pudzian kochany jest przez Polaków niemal tak samo jak Adam Małysz. Jako gwiazda sportu i rozrywki Pudzian ma o wiele lepsze warunki niż Andrzej Gołota, bo jest bardziej sympatyczny.


W sportach takich jak zawody strongmenów  Pudzian osiągnął już wszystko (kilka razy zdobył mistrzostwo świata). W telewizji już gotował, tańczył i śpiewał. Mało kto pamięta, ale w programie TVP 2 „Gwiazdy kontra gwiazdy” nadawanym osiem lat temu, Pudzian przebrany za kobietę śpiewał piosenkę Big Cyca „Facet to świnia”. Był wówczas wybijającym się zawodnikiem konkursów siłaczy. Wszyscy byli zaskoczeni, że pozwolił ubrać się w damską sukienkę i perukę z różowymi, długimi włosami. Ze trzy lata temu w programie „Pytanie na śniadanie” Pudzian gotował placki na śniadanie i poprosił mnie o pomoc w otworzeniu butli oleju. Miał oczywiście tłuste ręce i było mu niewygodnie odkręcać, wykorzystałem ten moment i  zrobiłem z tego żarty, że Pudzian nie ma siły i Skiba musi mu pomagać w odkręcaniu butli. Pudzian zaliczył wszystkie możliwe talk show, a jego wyczyny w „Tańcu z gwiazdami” widziała cała Polska. Gdyby był program w telewizji o lataniu w kosmos latawcem, Pudzian z pewnością dałby się namówić.


Pudzian nie jest ani dobrym tancerzem, ani zgrabnym opowiadaczem zabawnych historyjek, ale jest szczery, bezpośredni i naturalny jak mało która polska gwiazda i dlatego naród go pokochał. Jest radosny i uśmiechnięty, a nie ponury i zamknięty w sobie jak Gołota, dlatego też, gdy półtora roku temu Pudzian zdecydował się na udział w walkach KSW, wszyscy zaczęli mu gorąco kibicować. To dla niego tysiące widzów kupują bilety, a miliony oglądają relacje telewizyjne. Niestety przestawienie się z podnoszenia ciężarów na bijatykę okazało się bardzo trudne. Ostatnia przegrana w Gdańsku walka udowodniła, że Pudzian zrobił duże postępy w sztuce boksowania, ale mimo tego bić się nie potrafi. W drugiej rundzie nie wyrobił kondycyjnie i dał się pokonać Anglikowi. O karierze w USA Mariusz na razie nie ma co marzyć, a KSW straciło chyba swą największą gwiazdę. Ani sympatyczny Mamed Khalidow, ani waleczny Juras Jurkowski nie są tak popularni jak rozłożony na ringu Pudzian!


Mam dla organizatorów tych widowiskowych bijatyk dobra radę. Skoro ludzie kochają oglądać znanych, a nie koniecznie potrafiących się bić, facetów to czy nie czas, aby na ringu zaczęli bić się aktorzy? Z przyjemnością obejrzałbym walkę Cezary Pazura kontra Bogusław Linda czy Tomasz Karolak kontra Borys Szyc. Lać się mogą także ci mniej utalentowani, ale znani np. chudzi bracia Mroczkowie czy Tomasz Jacyków.  Tłuc po ryjach powinni się też znani muzycy i dziennikarze. Widok Andrzeja Piasecznego duszącego gwiazdy X Factora – bezcenny! Można by do widowiska dorzucić jeszcze kilku polityków. Kto nie chciałby zobaczyć jak Palikot daje w papę Kurskiemu lub jak Jarek Kaczyński nokautuje Stefana Niesiołowskiego? Okazuje się, że znana twarz chętniej jest oglądana w telewizji gdy jest obita.      

        

Na fotce poniżej: autor i DJ Nomi podczas komentarzy walk na biustonosze w klubie Nowa Republika w Gdańsku. Fot. Michał Sikorski.

 



Podziel się
oceń
6
1

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wielkie zmagania

poniedziałek, 16 maja 2011 10:21

Sport miesza się z polityką nie tylko przy okazji zadym z kibicami. Politycy SLD Marek Wikiński i Grzegorz Napieralski wytykali premierowi, że jest zużyty i zmęczony. Ich zdaniem ewentualna przyszła koalicja lewicy z Platformą powinna zmaterializować się bez… Donalda Tuska. „Zmęczony” Tusk wezwał więc swych oponentów do sportowego sprawdzianu. Zaproponował bieg na dziesięć kilometrów po parku łazienkowskim o godzinie siódmej rano.


Obaj politycy SLD stanowczo odmówili. Wikiński wygląda na takiego, który jeżeli już biegnie, to co najwyżej do lodówki. Z kolei nieco bardziej wysportowany Napieralski uzasadniał odmowę tym, że uprawia inne sporty. Podobno jeździ na łyżwach i gra w squasha. Przy tej okazji nasłuchaliśmy się mądrości typu, że nie trzeba mieć w nogach tylko w głowie itd. Politycy lewicy postękiwali też o chęci debaty z premierem na ważne tematy gospodarcze. Dowiedzieliśmy się jeszcze, że szkoda im czasu na sportowe zabawy nawet na tak wysokim szczeblu. Media i internauci używali sobie na Tusku dowcipkując z jego zainteresowań piłkarskich. Nie od dziś wiadomo, że Donald bieganie za szmacianką traktuje poważniej niż bycie Prezesem Rady Ministrów. Najłagodniejsze określenie jakim tytułowano premiera brzmiało Forrest Gump.     


W sportowym zamieszaniu umknął kontekst całego wydarzenia. Bredzenie mandarynów lewicy o „zmęczeniu premiera” i wykasowaniu go z przyszłej koalicji, to przecież nie była żadna poważna propozycja, a tylko mała, złośliwostka medialna będąca rodzajem „zemsty” po przechwyceniu przez PO posła Arłukowicza. 


Gdy już jednak sportowy duch został wywołany posłowie wielu klubów licytowali się kto w jakiej dyscyplinie mógłby z premierem startować. Bardziej wyrafinowani proponowali tenis, mniej delikatni wspominali o boksie, ale przebiła wszystkich posłanka Elżbieta Jakubiak z PJN, która wyznała, że jej klub ma niezłych szachistów. Marne szanse PJN-u w wyborach nie wskazują na to aby jacykolwiek szachiści w tej partii przebywali. Może są nieźli w warcaby? Z drugiej strony prawda jest też taka, że posiadanie niezłych szachistów w swym składzie nie gwarantuje sukcesów politycznych. Przykładem Janusz Korwin Mikke, który jest na prawdę niezłym szachistą (miałem okazje sam się o tym przekonać przegrywając z nim partyjkę) i mimo tych zdolności od lat jego partia ma poparcie w granicach błędu statystycznego.


Bieganie po parku premiera z liderami SLD zostało gremialnie wyśmiane i odrzucone, ale kto wie czy taki rodzaj rozwiązywania sporów nie byłby dla wszystkich zdrowszy. Zamiast siedzieć w zatęchłych gabinetach i grać w gry komputerowe na sali Sejmu, od czasu do czasu podnosząc tylko ręce w trakcie głosowań, może lepiej gdyby kluby parlamentarne podjęły miedzy sobą rywalizację sportową?


Zasady byłby proste. Nowa ustawa przejdzie o ile wnioskodawcy wygrają z opozycją w wybranej dyscyplinie sportowej. Można by wybranym zagadnieniom przypasować odpowiednie dyscypliny.  I tak np. sprawy gospodarcze – podnoszenie ciężarów, służba zdrowia – bieg przez płotki, aborcja – strzelenie goli (karne), polityka międzynarodowa – zapasy lub judo, budowa autostrad  – piłka ręczna, przygotowania do euro – wolna amerykanka, bezpieczeństwo wewnętrzne – boks lub MMA, kultura i sztuka – gimnastyka artystyczna, oświata – rzut młotem, nauka i szkolnictwo wyższe – skok wzwyż.


Byłoby to zdrowsze i bardziej klarowne niż mętna argumentacja polityczna przy okazji podejmowania byle jakiej decyzji. Jedyne obawy przed wprowadzeniem sportowego rozstrzygania sporów politycznych, tycza się uzasadnionych podejrzeń, co do nielegalnego rozwoju na terenie parlamentu rynku sportowych dopalaczy.    

  

Na fotce poniżej: grupa polityków Platformy Obywatelskiej szykująca się do sportowego biegu po ulicach Warszawy.    

 



Podziel się
oceń
8
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Monarchia patologiczna

piątek, 06 maja 2011 8:28

 

Rozumiem tych co zachwycają się Dodą, Edzia Górniak czy najnowszymi butami Cichopek. Jestem w stanie zrozumieć tych, którzy śledzą każdy ruch Tomasza Kammela, Krzysztofa Ibisza czy Borysa Szyca. Mam sporo wyrozumiałości dla tych, którzy po nocach oglądają gale rozdawania Oskarów i czytają wszystko o gwiazdach z Hollywood. Z lekką szczyptą zrozumienia przypatruję się nawet tym fanatykom, którzy utożsamiają się ze swoimi idolami do tego stopnia, że się do nich upodabniają, słowem wybaczam ludziom lekkie dziwactwa na punkcie idoli pop kultury, ale za cholerę nie mogę zrozumieć zachwytu nad ślubem nikomu nieznanych ludzi, takich jak książę William i Kate Middleton.

 

Jeszcze kilka dni temu mało kto w Polsce o nich słyszał. Tak naprawdę niewiadomo kim oni są, gdyż prawie w ogóle nie udzielają się publicznie. Nie grają w filmach, nie występują w serialach telewizyjnych, nie prowadzą żadnych talk show, nie wygrali żadnych zawodów sportowych, nie nagrywają płyt z pięknymi piosenkami, nie wystawiają swych dzieł w galeriach, nie piszą książek, artykułów czy wierszy. Są to ludzie bez jakichkolwiek, najmniejszych nawet osiągnięć, wybitnych czynów, szlachetnych postaw i znanych poglądów, nie wiemy o nich nic, po za tym jak się ubierają, co drobiazgowo opisały wszystkie media na świecie.

 

Jedynym ich „osiągnięciem” jest fakt, że to arystokracja brytyjska, a książę William to syn lubianej przez wszystkich Diany, która zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Natomiast jest całkiem możliwe, że on jest kretynem, a ona głupią gąską, ale nawet tego się nie dowiemy, gdyż etykieta dworska nie pozwala na zbytnią otwartość i wylewność. Fakt, że cały świat śledził ten banalny jak sałatka w majonezie „ślub stulecia”, napawa mnie wielkim zdumieniem. To oczywiście cyrk dla maluczkich, strupieszały ceremoniał dla gawiedzi, ale to autentyczne podniecenie wszystkich, światowych mediów jest co najmniej zastanawiające.

 

Monarchia w dzisiejszych czasach to kompletny idiotyzm. Banda darmozjadów utrzymywana przez społeczeństwo. Jak Anglików stać to mogą sobie utrzymywać nawet pięć dworów królewskich, ale zachwycać się taką głupotą, to raczej żenada w wielkiej skali. Zainteresowanie ślubem nikomu nieznanej pary tłumaczono faktem, że w dzisiejszych czasach liczy się oryginał, a do takich oryginałów młoda para z pewnością należy. No cóż…słynna arystokratyczna, błękitna krew już dawno została przerzedzona i pomieszana z krwią pachołków i świniopasów. Tytuły szlacheckie rozdawano przez stulecia za zasługi dla dworu królewskiego. Często otrzymywali je najwięksi zabijacy tacy np. jak najsłynniejszy pirat, pogromca hiszpańskiej Wielkiej Armady sir Francis Drake, który urodził się w rodzinie nędzarzy i był zwykłym chłopcem okrętowym. Za wybitne zasługi (zabijanie i okradanie Hiszpanów) otoczony został opieką przez dwór królewski i otrzymał tytuł wiceadmirała. W XIX wieku w całej Europie tytuły szlacheckie można było najzwyczajniej kupić i przehandlować, co ochoczo czyniono. Czyż nie o tym m.in. jest słynna „Lalka” Bolesława Prusa? Autentyczny arystokrata we współczesnym świecie jest tak samo prawdziwy jak chińska podróbka szwajcarskiego zegarka.

 

Mniejsza z tym… znawcy tematu twierdzą, że Windsorowie to autentyczny królewski ród, może i tak… mój kontakt z brytyjskim dworem królewskim jest żaden, ale mieli go muzycy The Beatles, którym królowa wręczała Ordery Imperium Brytyjskiego za światowe sukcesy piosenek i dobrą robotę dla brytyjskiej gospodarki. John Lennon wspominał, że ludzie ci są całkowicie odrealnieni i jeśli naprawdę wierzą w swoja „królewskość” to tylko należy im współczuć. Wierzyć, że jest się kimś lepszym od zwykłych ludzi tylko dlatego, że babka nosi na głowie kawał żelastwa zwanego koroną, to problem dla terapeuty. Być może to jednak nie dwór brytyjski, ale media zbiorowo nadają się do psychiatry.


Wiele poważnych mediów nie uległo histerii ślubnej Willama i Kate i przy okazji tego wydarzenia dokładnie przefiltrowało rodzinę królewską. Skandali i afer jest tam więcej niż w słynnej sekcie Rodzina Mansona. Gdyby stosować do tej familii normalne kryteria to należałoby Windsorów uznać za rodzinę dysfunkcyjną czy wręcz patologiczną. Kontakty jej wybitnych przedstawicieli z faszystami, aferzystami, a nawet… pedofilami nie są żadną tajemnicą. W normalnych warunkach byłaby to rodzina mocno notowana w kartotekach policyjnych i czujnie obserwowana, a tak jest tylko chroniona przez królewskie straże.


Anglicy słyną z absurdalnego i niezwykle ostrego poczucia humoru, który u nas byłby uznany za chamski i niekulturalny. Obok licznych pamiątek ślubnych takich jak talerze z parą młodą, pocztówki z parą młodą, szaliki z parą młodą czy skarpetki z parą młodą wyprodukowano też… torebki chorobowe z parą młodą czyli torebki dla tych, których zbyt częsty widok pary młodej w telewizji przyprawić mógł o torsje.


W Polsce też powinniśmy wyprodukować sobie takie torebki do rzygania. Jeden rodzaj torebek powinien mieć z boku napis „Smoleńsk” i wizerunek samolotu spadającego w dół. Drugi dla równowagi powinien być ozdobiony napisem
„sukcesy PO” i podobiznami uśmiechniętych członków rządu.


U dołu autor podczas audiencji w Buckingham Palace.

 

 


Podziel się
oceń
6
7

komentarze (313) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 205  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer