Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 235 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Skok na kawkę

piątek, 23 maja 2008 12:03

Skok na kawkę


Wszyscy uwielbiamy skoki, i to nie tylko te w wykonaniu Małysza, czy tancerzy z programu „You Can Dance". Najlepsze skoki to te, które sami jesteśmy w stanie wykonać (najlepiej w trakcie nudnej pracy). Współczesny, zapracowany człowiek zawalony obowiązkami lubi sobie zrobić małą przerwę. Udowodniono już naukowo, że mała drzemka w pracy znacznie regeneruje siły pracowników. W kilku krajach związki zawodowe domagają się ustawowego zagwarantowania prawa do drzemki w trakcie roboty. Sprawa wydaje się do wywalczenia poza branżą kierowców, w których interesie jest raczej nie zasnąć za kierownicą.


Do tej pory drzemać w trakcie pracy mogły tylko prostytutki, dla których spanie z każdym, kto zapłaci należy do obowiązków zawodowych. Masowe drzemki w biurach i urzędach grożą jednak zbiorowym chrapaniem. O wiele skuteczniej regenerujemy siły, gdy przerwa w pracy polega na skoku. Nie relaksuje nas skok na bank, czy skok z Wielkiej Krokwi. Te przykłady skoków mogą tylko i wyłącznie być źródłem wielu stresów. Dla całej masy ludzi zatrudnionych w biurach i urzędach ulubionym skokiem jest szybki skok na miasto. Wyrwanie się z dżungli biura i zanurzenie w dżungli miasta to od lat prosty sposób regeneracji sił. O tym, że najlepsze zakupy robi się w trakcie pracy wiedzą nie tylko pracownicy instytucji rządowych.


Skoki mają także miłą odmianę towarzyską. Wielu znudzonych sobą partnerów uprawia masowo skoki w bok. W dawnych czasach skoki w bok były określane mianem skoków w krzaki. Teraz krzaków coraz mniej, więc ta poetyka pokryta jest raczej warstwą kurzu, a stosując nomenklaturę leśną warstwą mchu i muszek. Latem na wsiach można uprawiać jeszcze skoki w żyto. Obecnie miejska odmiana tej formy spotkań towarzyskich określana jest mianem „skoku na kawkę". Jeżeli dziewczyna zaprasza cię do domu na kawę to wiadomo, że będzie gorąco, a być może nawet z pianką.


Na kawkę do pobliskiej agencji towarzyskiej, jak ujawniła to niedawno na swych łamach Rzeczpospolita, lubili wpadać współpracownicy księdza Henryka Jankowskiego - Mariusz Olchowik i Stanisław Słabiński. Obaj stanowili filar głośnego Instytutu księdza prałata, w której to instytucji zajmowali się głównie frymarczeniem wizerunku słynnego proboszcza ze św. Brygidy. Sprzedawanie wizerunku księdza na wodę mineralną, austriackie wino musujące, czy pasztet drobiowy musiało być zajęciem strasznie nużącym i nikt się nie zdziwił, że od towarzystwa schorowanego proboszcza lepsze jest towarzystwo miłych blondynek. Praca dla chwały księdza wymagała wielu relaksacyjnych wyskoków. Obaj nie zaprzeczają, że brylowali w warszawskich burdelach twierdzą jednak, że tylko „pili tam kawę".


I ja im wierzę! Kawa ma taki zmysłowy aromat, że zgubi świętego, a co dopiero byłego Wszechpolaka od Giertycha, jakim jest Olchowik. Wierzę też aresztowanemu sędziemu piłkarskiemu, któremu z koła zapasowego w bagażniku auta wygrzebano kilkadziesiąt tysięcy złotych łapówki. Sędzia przyznaje, że auto jest jego, ale koło zapasowe ktoś podrzucił.


Życie pełne jest takich sytuacji. To oczywiste, że do agencji chodzi się na kawkę podobnie jak do fryzjera chodzi się po to by mu wytrzepać dywany i umyć okna, a do knajpy po to by wyleczyć sobie i znajomym zęby. Na fotografii poniżej lubiący skoczyć sobie na świeżą krew Zyga Omulak wampir z Ciechanowa. Zyga przyznaje, że pił krew, ale się nie zaciągał.

 



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zamknięte otwarcie

środa, 14 maja 2008 9:53

Zamknięte otwarcie

 
Zamknięte otwarcie? To tylko pozorna sprzeczność. Większość otwarć ma charakter zamknięty. Jeżeli otwiera się nowy klub, restauracja, teatr czy sklep to zwykle popijawa, która otwarciu towarzyszy (zwana elegancko bankietem) ma charakter zamknięty.

 

Bywa, że otwarcia są podwójne. Pierwsze otwarcie to impreza, na którą zaprasza się ważniaków zwanych VIP-ami. Zwykle są to ludzie, z którymi łączą otwierającego jakieś interesy lub układy. Zbyt często są to ludzie z „wymuszonego sytuacją klucza", czyli władze miasta, które dały zgodę, lokalny ksiądz, który pokropi, kilku prezesów, od których coś tam zależy, dyrektor banku, który dał kredyt, pijak ze straży pożarnej, który przybił pieczątkę i miejscowy szeryf, z którym lepiej się zaprzyjaźnić. Drugie otwarcie robi się dla tłumów zwanych w zależności od tego, co otwieramy klientami lub wspaniałą publicznością.


O ile podczas pierwszego otwarcia magnesem bywa darmowe, żarcie, alkohol, a czasem nawet ciekawy program artystyczny w postaci puszczania baniek nosem, to w przypadku modelu drugiego, czyli otwarcia dla tłumów zwykle jest to jakaś lipa zwana „niesamowitą promocją".

 
Najlepsze otwarcie to otwarcie zwane hucznym. Podczas hucznego otwarcia obowiązkowo obecna musi być gwiazda, która może przeciąć wstęgę, zdjąć gacie, zaśpiewać lub zrobić cokolwiek, o czym napisze później prasa. Zaplanowany skandal związany z otwarciem nie może być jednak czymś prawdziwie wstrząsającym. Dobrze, aby był to tylko mały obłoczek medialny, który zwróci uwagę na miejsce, które otwieramy. Skandal zbyt drastyczny może spowodować, że po hucznym otwarciu lokalu nastąpi jego zamknięcie z równie wielkim hukiem.

 
Otwarcia w odczuciu społecznym zwykle pozytywnie się kojarzą gdyż na mapie miasta rodzi się jakaś nowa przestrzeń, której jako ludzie pogodni, ufni i oczekujący pozytywnych zmian dajemy pewien kredyt zaufania. Ta opinia nie dotyczy może jedynie otwarcia nowego zakładu karnego, otwarcia fabryki smrodu czy otwarcia wysypiska śmieci pod naszym oknem.

Otwarcia straciły na dobrej opinii, gdy politycy szczerząc się do kamer zaczęli masowo otwierać każdy kolejny zbudowany kilometr autostrady. Najgłośniejszym otwarciem było otwarcie mostu Świętokrzyskiego w  Warszawie w 2000 roku. Urządzono z tej okazji maraton koncertowy i wielkie pokazy sztucznych ogni. Było głośno, hucznie i z gwiazdami (grała m.in. grupa Kult), a na koniec okazało się, że pewna sprytna ekipa przewaliła przy tej okazji sporo państwowej kasy.

 
Mam wiele osobistych doświadczeń z otwarciami. Zwykle otwierałem różne festiwale i koncerty, ale zdarzyło mi się też otwierać sklep mięsny i myjnię samochodową. Najsympatyczniejsze wspomnienia mam jednak z otwieraniem knajp. Całkiem niedawno przecinałem wstęgę podczas otwarcia klubu Riviera Literacka, który mieści się w samym sercu gdańskiej starówki na przepięknej ulicy Mariackiej pod numerem 50. W czasach sekretarza Gierka działał tu pod patronatem Związku Literatów „Klub pisarza". Podobno bywali tu tak słynni literaci jak Zbigniew Herbert, Edward Stachura, Lech Bądkowski, Ernest Bryll, Stanisław Hebanowski, Zbigniew Żakiewicz, Jerzy Kamrowski, Mieczysław Czychowski, Jerzy Stryjec i wielu innych. Legenda głosi, że w 1975 lokal odwiedził sam późniejszy noblista Gunter Grass. Niestety w latach 80-tych lokal podupadł, a w kolejnej dekadzie zamienił się w melinę, która z literaturą tyle miała wspólnego, co taniec polonez z polonezem z dawnego FSO.

 
Teraz ta jaskinia artystów - odnowiona i z nową ekipą zaprasza do swoich wnętrz, a te, mimo że niewielkie mają swój niepowtarzalny klimat. Ściany prezentują się niczym osmalone ogniem piekielnym sklepienia. Barek zrobiony jest z gotyckich cegieł znalezionych na gruzach jednego ze spichlerzy. Klubowy kominek okuty jest miedzianą blachą z kościoła św. Trójcy.

 
No cóż... jednych kręci otwieranie puszki z kawiorem, a innych słoika z ogórkami. Mnie kreci otwieranie knajp, bo wiem, że to jedyne miejsca gdzie mimo dymu z papierosów prawdziwie wolna dusza można swobodnie oddychać.      

 
PS. Na fotce (wyraźnie ubawiony) przecinam wstęgę przed wejściem do gdańskiej Riviery Literackiej obok mnie po lewej w białej marynarce z czerwoną poduszką w dłoniach uśmiechnięty gospodarz lokalu Krzysztof Maria Załuski zwany przez kumpli „gdańskim Markiem Hłasko".

 


 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Czas obrażeń

wtorek, 06 maja 2008 13:32

Czas obrażeń

 
Wszyscy wokół zrobili się nagle bardzo drażliwi i czuli na swoim punkcie. Nie ma dnia, aby ktoś ważny i próżny nie obraził się na kogoś jeszcze bardziej przejętego swoja rolą. Bracia Mroczek obrazili się na teledysk kapeli hip hopowej, która zakpiła z ich wizerunku medialnego. Wygwizdana na występie Doda obraziła się na polską publiczność i chce wyjechać do Ameryki, by tam robić karierę (podobno z tej okazji Bill Clinton kupił już nową paczkę cygar).

 
Jak wykazały ostatnie śledztwa wielu polskich piłkarzy obraziło się na wyniki meczów i było zmuszonych wziąć łapówki. Pewien sędzia obraził się na swoje honorarium i musieli mu dołożyć (w bramie). Jak donoszą pisma kobiece wiele pań jest obrażonych na swoich partnerów, że ci mimo wielu lat poszukiwań i specjalistycznego sprzętu nie są w stanie znaleźć ich punktu G.

 
Mistrzem obrażania się jest prezydent Lech Kaczyński, który obraża się nie tylko na premiera, ale także na pogodę i kota sąsiadów. Co najmniej połowa narodu obrażona jest na przychodzące do domu bez zapowiedzi rachunki za światło i gaz. Kierowcy obrażeni są na stan dróg i ceny benzyny. Co najmniej połowa mieszkańców Polski obrażona jest na swoją nadwagę. Jeszcze więcej obywateli obrażonych jest na banki, którym musi spłacać zaciągnięte z głupoty kredyty. Jak głosi ludowe przysłowie: „obrażają się już wszyscy - nawet pedał rowerzysty".

 
O tym, że w Polsce rośnie i rozwija się społeczeństwo osobników obrażonych szybko wywiedzieli się telewizyjni producenci. Z myślą o wszystkich obrażonych uruchomiono nowy kanał TV OBRAZA. Oto jego program:

 
Godz. 7.00 - „Piwo czy denaturat" - magazyn obrażonych na „Kawę czy herbatę"    


Godz. 9.00 - „Zamieńmy się jądrami" - reality show, w którym występują osobnicy obrażeni na własne organy.

 
Godz. 11.30 - „Sędzia Maria Wesołowska poprawia sobie włoska" - magazyn sądowo fryzjerski o nauce języka włoskiego przez ludzi obrażonych na literę prawa.

Godz. 15.20 - Obrażeni od jesieni" - serial przygodowy dokumentujący nadwrażliwość posłów PiS, którzy łapią doła na polu golfowym.

 
Godz. 16.50 - „Moda na szuję" - talk show w którym prowadzący obraża gości, goście prowadzącego, a jedni i drudzy obrażają inteligencję widzów. 

 
Godz. 19.00 - Tylko Obraźliwe Fakty - program dla mocno i średnio obrażonych na rzeczywistość.  


Godz. 20.30 - Różaniec z gwiazdami - hit kółek różańcowych, konserwatywna odpowiedź obrażonych na zgniliznę moralną TVN-u.

 
Godz. 22.15. - Europa da się zgwałcić - turystyczny show z udziałem dziewic emerytek prowadzi obrażony na młode kobiety Stary Wyjadacz.


Poniżej fotografia obrażonego na niskie ciśnienie (wokół jego osoby) Eugeniusza Pacynki prezentera pogody z telewizji kablowej „Drewno Wizja" emitowanego w piwnicach tartaku Sośnica Mała. 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 050  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer