Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 236 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Fikołki polskie

czwartek, 31 maja 2007 11:26

Fikołki polskie  

Coraz głośniej o nas! O Polsce się mówi i pisze na wesoło już nie tylko w złośliwym niemieckim Tageszeintung (który przyrównywał braci Kaczyńskich do kartofli), ale na całym świecie. Podbijamy rubryki satyryczne i działy osobliwości mediów od Korei Południowej po Kanadę i od Australii po Norwegię. Informacje o Polsce podawane są obok takich newsów jak informacja o człowieku, który pogryzł psa, historia emeryta który zaszedł w ciąże z żyrafą, czy wiadomość o pannie młodej, której uszyto stumetrowy welon z kiełbasy.    

Międzynarodową popularność wśród prześmiewców Polacy zyskali dzięki złotoustym przedstawicielom naszej władzy. Świat dowiedział się już, że polski europoseł Maciej Giertych kwestionuje teorie ewolucji Darwina i wierzy w istnienie arki Noego (jak wilki nie zagryzły owiec nie tłumaczy), że facet, który jest polskim premierem nie ma konta w banku i trzyma pieniądze u mamusi. Ostatnio dowiedzieli się także, że starszej kobiecinie wychowanej na kazaniach ojca dyrektora z Torunia, która bierze kasę na posadzie rzecznika praw dziecka, jeden ze stworków popularnej bajki dla dzieci Teletubisie kojarzy się z gejem.  

Tropienie krypto gejów w bajkach dziecięcych to absolutna nowość. Jakby się uprzeć i zrównać z poziomem myślowym pani rzecznik Ewy Sowińskiej to wątki gejowskie i w ogóle wątki erotyczne dostrzec można prawie w każdej bajce od Bolka i Lolka (niby kumple, ale tak naprawdę kochankowie) po „Zaczarowany ołówek” (metafora falliczna) i od niebieskich Smerfów zabawiających się ze Smerfetką po skaczącą z kwiatka na kwiatek (puszczalska?) pszczółkę Maję.   

Bezmyślne klepanie jęzorem przedstawicieli władzy wystawia nas na pośmiewisko i kompromituje. Mokre i oślizgłe myśli rzecznik Sowińskiej podejrzewającej Teletubisia Tinky Winky o skłonności homoseksualne, dorobiły Polsce potworną gębę. Jeszcze parę takich akcji a zostaniemy okrzyknięci Czołowym Kretynem Europy. Dzięki takim wpadkom zasłużymy wkrótce na tytuł „światowego kuriozum”. Polak w brukowej prasie zwykle kojarzył się z pijakiem i złodziejem teraz dodatkowo będzie się kojarzyć z zacofanym dziwolągiem. Nie zdziwi mnie sytuacja, gdy za kilka lat w komediach amerykańskich czy francuskich najwięksi idioci to będą Polacy. Niemcy i Amerykanie od lat opowiadali sobie dowcipy o głupich Polaczkach. Teraz ci, którzy lubowali się w takich płaskich żartach dostają wspaniałą broń do ręki od samych Polaków. 

 

Co zrobić, aby Polska nie kojarzyła się ze Skansenem Niewiarygodnie Niemiłych Przygłupów? Wysłać w kosmos tych u władzy. Łatwo powiedzieć gorzej wykonać. Rakiet nie starczy. Pomysł minimum to pozbawić Sowińską posady, ale i na to nie ma, co liczyć, bo bliźniacy uwielbiają postaci wyśmiewane przez media (mają poczucie, że nie są sami). Na pocieszenie napiszę tak, że np. o prezydencie USA wielu mówi dziś jeszcze gorzej niż o nieszczęsnej Sowińskiej. Oficjalnie nazywano Busha „idiotą”, „niedouczonym kowbojem”, a po spotkaniach z królową Elżbietą II, (na których pobił wszelkie rekordy wpadek i potknięć, a zasady etykiety połamał niczym walec drogowy bawiący się klockami lego) dostarczył światowym mediom o wiele większej pożywki niż nasza tropicielka gejów. Czy amerykańska duma się od tego zmniejszyła, załamała? Oczywiście nie. My też jakoś te fikołki polityków przeżyjemy, a Polski nie ma się, co wstydzić, a co najwyżej kilku Polaków. Tak, więc dość biczowania i głowa do góry! Jak już o fikołkach mowa to podsyłam jeden swój na scenie w czasie majowych koncertów Big Cyca.   

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Niech żyje nam!

piątek, 25 maja 2007 12:47

Niech żyje nam! 

Nikt nie śpiewał urodzinowych pieśni, nikt wznosił toastów, nie było dmuchania świeczek na torcie. Zupełnie bez rozgłosu (ledwie kilka notek w gazetach i żarcików w radiu) przeszła nam kilka dni temu setna rocznica urodzin biustonosza. Jubilat, który bije na łeb i na szyje (a przede wszystkim na biust) wszystkich podrywaczy i kobieciarzy gdyż to on od stu lat jest najbliżej kobiecych serc, nie miał benefisów w setną rocznicę urodzin i akademii ku czci. Wielka strata. Na takiej imprezie z wielką radością zagrałyby zespoły takie jak Big Cyc i Piersi, a Pamela Anderson mogłaby nas zapowiadać.   

Biustonosz to wbrew pozorom poważna sprawa. Gdy pojawił się sto lat temu był wynalazkiem rewolucyjnym. Wcześniej kobiety wbijały się w ciasne gorsety okalające całe ciało od pasa, aż po biust. Gorsety mocno wiązane z tyłu (często na linę okrętową) poprawiały nieco sylwetkę niektórych pań, ale nie dawały zbyt dużego komfortu w swobodnym oddychaniu, poruszaniu się i prawidłowym krążeniu krwi. Zdarzało się, że ściśnięta zbyt mocno gorsetem dama mdlała niczym niedoświadczeni maratończycy na ostatnim kilometrze.  

Biustonosz nie tylko pozwolił kobiecie oddychać pełną piersią, ale także uwolnił  kobiecy pępek. Dzięki stanikowi mężczyźni odkryli ten subtelny dołek na brzuchu, który dla wielu stał się nową obsesją, obiektem marzeń i westchnień. Jednak na pełny zachwyt pępkiem należało trochę poczekać. Rewolucja obyczajowa następowała powoli. Mężczyźni najpierw wariowali na punkcie kobiecych kostek. Goła kobieca kostka u nogi była jeszcze sto lat temu czymś niesamowicie seksownym. Była symbolem rozwiązłości. Później były odsłaniane kolanka, jeszcze później biodra. A teraz doszliśmy do sytuacji, że nie ma już, czego odsłaniać, bo najbardziej radykalne stringi uszyte są z trzech sznurowadeł.  

W pierwszej dekadzie XX wieku był, więc biustonosz wynalazkiem dość śmiałym, ale kilkadziesiąt lat później amerykańskie feministki paliły biustonosze jako symbole konserwatywne, ograniczające ich wolność do chodzenia topless. Biustonosz ma sto lat, czyli można o nim powiedzieć, że to wynalazek wiekowy. Wiekowe jest też wieczne pióro i wieczka od słoików, ale nic tych rzeczy nie łączy z biustonoszem. Biustonosz jest rekwizytem, którym często posługują się autorzy komedii. W wielu komediach są sceny, gdy bohater nagle w najmniej sprzyjających warunkach (np. powrót żony, wizyta teściowej, rewizja urzędu skarbowego) znajduje nieznany mu biustonosz za kanapą. W roztargnieniu wkłada go sobie do kieszeni marynarki i widz już wie, że to tylko  początek jego koszmarnych kłopotów. Jeden z przedwojennych satyryków mówiąc o roli konferansjera w przedstawieniu kabaretowym porównał ją do biustonosza: niby niepotrzebny, a jednak podtrzymuje całość.    

W związku z urodzinami biustonosza warto zastanowić się, czy nie uczcić tej rocznicy w sposób szczególny i nie zamienić pewnej nazwy geograficznej. Są  w polskich górach Karkonosze. Jak wiadomo ta nazwa to pochwała osiłków obijających swe kości na wiejskich dyskotekach i innych tego typu wydarzeniach kulturalnych czyli tzw. karków. Posiadacze szerokich karków dumni są z Karkonoszy. Czy nie nadszedł już czas zamienić Karkonoszy na Biustonosze. Wszak w górach chodzi cała masa pięknych turystek, które noszą swe biusty w biustonoszach. Z pewnością byłoby im milej chodzić z biustami po Biustonoszach. Nowa nazwa jest też bardziej atrakcyjna z marketingowego punktu widzenia. Do Biustonoszy ściągaliby miłośnicy gór z całego świata (a już na pewno z tych regionów gdzie jest niedosyt biustów).  

Ponieważ rocznica urodzin biustonosza przemknęła nam nieco koło nosa to teraz bądźmy czujni. Już niebawem rocznica wynalezienia kaleson, podkoszulki w siatkę i stringów. W przyszłym roku minie tysiąc lat od wynalezienia skarpetek. Jak powinniśmy uczcić ten wspaniały jubileusz? Zorganizować jakiś  festiwal, nakręcić serial o skarpetkach czy od razu zbudować skarpetce pomnik?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Nowy głupek w branży

wtorek, 15 maja 2007 17:06

Nowy głupek w branży 

Show biznes jest jak wampir. Potrzebuje świeżej krwi. Szybko nudzą mu się „nowe twarze” i „odkrycia sezonu”. Prawdziwie wielkie gwiazdy potrafią utrzymywać się na topie latami, czego przykładem kariery Madonny, Eltona Johna, Boba Dylana, Iggy Popa, Leonarda Cohena czy dziadków z Rolling Stones. Niektórzy artyści bywają jak wino – im starsi tym lepsi. Większość ma jednak ograniczony termin przydatności do spożycia. Tym, co napędza krwioobieg szołbizu nie są stateczne, geriatryczne gwiazdy, a ożywcze nowości. Owe gwiazdki jednego sezonu, wakacyjni skandaliści, nowe kochanki starych i znanych czy wielkie nadzieje małych menadżerów.  

Show biznes jest, więc potworem. Potwór to jednak podniecający i ciekawy. Wielu marzy, aby być przez niego pożartym. Liczni lgną do niego ślepo nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwa. No cóż ci, co znają go od środka wiedzą, że sprawa nie jest tak kolorowa jak w teledyskach. Potwór jest pojemny i otwarty nie tylko na wybitne osobowości. Wchłania każdego, kto może widownię sobą zainteresować, choćby na pięć minut. Tak pojawiają się jako medialne błyskotki osobnicy obdarzeni łagodnie mówiąc dyskusyjnymi talentami. Świry, wariaci, a nawet powiedzmy to szczerze debile i zwykłe głupki. W show biznesie liczy się wszystko, na co zwróci uwagę kamera. Wszystko, co wywoła emocje (nawet negatywne). A czy kamera zainteresuje się kimś normalnie ubranym, nudnym, zwykłym wyrobnikiem, szczęśliwym ojcem rodziny np. pracownikiem miesiąca zakładów azotowych? Oczywiście, że nie, bo nikt taki nie interesuje widzów. 

Dawniej, żeby zaistnieć w mediach trzeba było dysponować jakimś talentem np. dobrze śpiewać, grać na gitarze, być aktorem, czy chociażby robić szpagat, stawać na głowie, robić głupie miny lub opowiadać dowcipy. Dziś królują w mediach osobnicy, których jedynym sensem istnienia jest to, że nagle zostali znani. Często bywają to głupkowaci uczestnicy realisty show, których widzowie zapamiętali z niekonwencjonalnych zachowań czy kontrowersyjnych wypowiedzi. Epatujące seksem uczestniczki wyborów Miss, wydające płyty tancerki kochanki znanych artystów, czy uczestnicy konkursów i teleturniejów których zachowanie stało się wydarzeniem w kolorowych magazynach. Era popularności  reality show jest już daleko za nami. Większość uczestników tych programów została dawno zapomniana. Kogo dziś zainteresuje swym gromkim śmiechem głośna swego czasu Manuela z Big Brothera czy Klaudiusz Sevković, który od paru lat sprzedaje patelnie w Tele Zakupach.  

W połowie lat 90-tych, sam uczestniczyłem w wylansowaniu pewnej dziwnej postaci. Trochę dla zabawy, a trochę z wrodzonej przekory w czasach, gdy na estradzie królowała Edyta Górniak, ja i mój przyjaciel Końjo zrobiliśmy reklamę facetowi z ulicy. Był to słynny Pan Witek – Kowboj z Atlantydy. Końjo odkrył go jak gra do kapelusza w przejściu podziemnym przy dworcu PKP Gdańsku. Pan Witek był człowiekiem z kosmosu. Grał na gitarze fatalnie, ale w taki charakterystyczny dla siebie zabawny sposób. Chodził w kowbojskim kapeluszu, nie miał zębów i śmiesznie interpretował znane hity, często zmieniając teksty piosenek. Zaprosiliśmy go do programu Lalamido, którego każdy odcinek oglądało, co tydzień 3 mln widzów. Zrobiliśmy kilka programów z Panem Witkiem przedstawiając go jako nowe odkrycie kultury wielkiego miasta i odpad cywilizacyjny ery postmodernistycznej. Po nagraniu kilku hitów Pan Witek zdobył autentyczną popularność. Był zapraszany jako ciekawostka na duże imprezy muzyczne i festiwale. Podbił widownię swym szczerym przekazem i (co tu dużo mówić) obłędem. Młoda widownia kupowała go na zasadzie „wesołego wariata”. Pan Witek stał się skuteczną odtrutką na sztuczne, nadmuchane gwiazdy. Jego występy były śmieszne przez pięć minut. Później robiły się żałosne. Niestety kowboj nie był w stanie tego zrozumieć i domagał się długich recitali. Dla widzów był niczym więcej niż stukniętym dziadkiem, z którego można się przez chwilę pośmiać. Po kilku latach zniknął z ekranów i estrad i powrócił do grania na ulicy.  

Za nową zabawkę show bizu robi dziś Michał Koterski. Postać z ewidentnym niedorozwojem umysłowym, człowiek, który ma kłopoty z wypowiadaniem pełnych zdań, nagle dzięki głośnym filmom ojca, w których zagrał, a także dzięki temu, że ma w sobie jakiś urok i jest inny niż wszyscy, wyrósł na wielką gwiazdę. Koterski jest zapraszany do licznych programów TV, udziela się jako reporter u Wojewódzkiego, a także pojawia jako konferansjer na wielkich imprezach. Początkowo traktowałem go jak klasycznego głupka, który nagle zrobił się popularny. Ale teraz, gdy gra za duże pieniądze w reklamach dostrzegam w nim kogoś na miarę Pana Witka sprzed lat. Oczywiście Koterski to inny wymiar. Myślę, że dobrze wie, co robi i po prostu umiejętnie sprzedaje swoją „głupkowatość”, która brana jest za szczerą postawę totalnego luzaka. Ktoś, kto wszystko ma w dupie i gra takiego, któremu na niczym nie zależy zawsze wzbudzi entuzjazm tłumów w tym przesyconym komercją i szmalem świecie. Może jakiś sprytny menadżer powinien odszukać Pana Witka i razem z Kononowiczem i Koterskim sklecić z nich nowy zespół Ich Troje? Napiszcie co o tym sądzicie.   

 

PS. Podsyłam swoją fotkę z trasy z Big Cycem, bo ostatnio ktoś narzekał, że jest na blogu mało kolorowo i nie ma zdjęć.  

 

   


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (50) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 153  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer