Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jaja w Barcelonie

środa, 27 kwietnia 2011 11:19

Dzwoni pani z radia i pyta jak zamierzam spędzić święta Wielkanocne.  Jej radio bardzo się interesuje tym, czy biorę udział w przygotowaniach świątecznych, czy pomagam przy pieczeniu mazurków. Niestety nie mam dla radia dobrej wiadomości do super newsa o tym, jak znani ludzie radzą sobie w kuchni przed świętami.  Nic nie piekę, nie myje okien, nie szaleję… i w ogóle nic nie robię, aby przygotować się do świąt. Po prostu zwiewam.

 

Już od lat w okresie wielkanocnym uciekam. Uwalniam się od tej gęstej atmosfery politycznej i kościelnej, która w okresach takich jak święta robi się nie do wytrzymania. Emigruję na kilka dni od polityków i ich wściekłych kłótni. Pakujemy z rodziną walizy i zwiedzamy ciekawe miejsca i miasta w Europie. Spędziliśmy już urocze święta bez tych okropnych mazurków, jajek, dyngusów m.in. w Paryżu, Londynie, Liverpoolu, Rzymie, Wiedniu, Kopenhadze, Budapeszcie i Pradze. W tym roku skuszeni głośnym filmem Woody Allena „Vicki, Cristina, Barcelona” udaliśmy się na święta do Barcelony. 

 

I tu wpadliśmy jak śliwki w kompot. Miał racje Gombrowicz, że ciężko jest uciec przed samym sobą, ale jeszcze ciężej przed innymi ludźmi. W Paryżu, w Londynie czy w Pradze…wszędzie były tłumy. Na słynnym paryskim wzgórzu Montmartre, malowniczej dzielnicy artystów atmosfera jak w autobusie w godzinach szczytu. W Londynie na Piccadilly, czy w Pradze na moście Karola  jest tylu turystów, że podziwiać można głównie plecy zwiedzających. Wszystkie te miejsca przebija jednak Barcelona.  Na pomysł spędzenia tu świąt wpadło więcej turystów niż się spodziewaliśmy. Trudno uciec przed tym tłumem, który przewala się w każdym praktycznie miejscu. Słynne wąskie, barcelońskie uliczki są tak zatłoczone jak mały fiat do którego wpakowała się narodowa reprezentacja hokeja.   

 

Na popularnym deptaku La Rambla ciężko wykroić dla siebie choćby pół metra przestrzeni. Trafiamy w sam środek imprezy która jest hołdem dla patrona miasta świętego Jerzego. Tego dnia zwyczaj nakazuje wręczyć znajomym lub przyjaciołom książkę i różę. Wzdłuż deptaku dziesiątki stoisk z książkami. Na każdym rogu ktoś wciska nam róże. Książki są po hiszpańsku lub w języku katalońskim więc nie kupujemy, a przed różami też się bronimy, bo jako turyści chcemy mieć wolne ręce (aparaty fotograficzne, butelka z wodą – gdzieś to trzeba trzymać!). Zwyczaj wręczania książek bardzo ciekawy i godny pochwalenia. Być może warto i u nas zaszczepić takie święto? Dla wielu byłaby to jedna z niewielu okazji aby coś wreszcie oprócz Gali, Vivy czy Faktu przeczytać.  Niestety obawiam się, że ten zwyczaj w Polsce się nie przyjmie. Zresztą po co nam obce wzorce! My mamy swoje zwyczaje np. Dzień Podkładania Świni, Tydzień Pretensji do Świata, Miesiąc Modlenia Się O Cokolwiek, Rok Cierpienia Za Błędy Ludzkości itd.

 

Dawno temu Bogdan Łazuka śpiewał piosenkę „Tajemnica Mundialu” napisaną na mistrzostwa piłki nożnej w Barcelonie. Był tam wers „uliczkę znam w Barcelonie, w uliczkę wskoczy Boniek”. Dziś Boniek miałby kłopoty z wskakiwaniem i bieganiem , bo po uliczkach Barcelony można co najwyżej powolutku spacerować. Oczywiście Łazuce chodziło o to, by Boniek wskakiwał w „uliczki” na boisku, widowiskowe dryblingi były bowiem popisowym numerem naszego zawodnika, w czasach gdy polska piłka coś jeszcze na świecie znaczyła. Dziś w Barcelonie też trzeba się nieźle gimnastykować, aby dostać się do Muzeum Picassa, do zjawiskowej świątyni Sagrady Familii (bilet dziesięć euro – ciekawe kiedy w Polsce zaczną sprzedawać bilety do kościołów) czy aby bez uszczerbku na zdrowiu spacerować uliczkami dzielnicy gotyckiej. Słynne budowle Gaudiego (np. La Casa Batllo) mają w sobie coś z filmów fantastycznych. Jemu współcześni pogardzali dziełami mistrza, co jest tylko kolejnym dowodem na to, że artysta musi zwykle umrzeć, aby być docenionym. Gaudim najpierw zachwycała się zagranica dopiero potem Katalończycy.

 

Z barcelońskiej legendy Gaudiego czy Jeana Miro żyje dziś całe miasto, bo to dla nich przyjeżdżają turyści, tak jak do Liverpoolu przyjeżdżają dla Beatlesów, a do Pragi dla legendy i ducha Franza Kafki, który za życia nic nie wydał, kazał wszystkie rękopisy spalić, bo był przekonany o marności swych dzieł. Barcelona była piękna, ale z przyjemnością wróciliśmy wszyscy do Gdańska. Byłoby jeszcze piękniej gdyby po drodze linie lotnicze Wizz Air nie zgubiły nam walizki.

 

Na fotce poniżej udało się uchwycić niesamowity moment. Prawie pustą uliczkę w dzielnicy La Ribera.   

 

  


Podziel się
oceń
4
3

komentarze (11) | dodaj komentarz

Jurrasic Park

środa, 20 kwietnia 2011 9:33

W słynnym sopockim klubie Sfinks powiało na moment historią. Na szczęście historią muzyczną, bo tej politycznej to mamy już wszyscy po dziurki w nosie. Powiało historią za sprawą Glena Matlocka basisty z pierwszego składu Sex Piostols, który zawitał na trzy koncerty do Polski. Ten drobny i niski 55-letni brytyjski artysta ma na swoim koncie nie tylko współpracę z Sex Piostols, ale także spory dorobek płytowy i kompozytorski oraz kolaboracje z takimi tuzami jak np. Iggy Pop. Znany jest jednak przede wszystkim jako kompozytor największych hitów punkowej brygady Pistoletów stworzonej pod skrzydłami nieżyjącego już menadżera Malcolma Mc Larena.

 

Legenda głosi, że Matlocka wywalono z Pistoletów bo był za grzeczny i jako jedyny miał umiejętności muzyczne. Mc Laren wymyślił sobie, że zrobi gwiazdę z zespołu stworzonego przez dzikusów, którzy potrafią zwracać na siebie uwagę, ale nie potrafią grać.  Sporo w tym przesady. Piosenki Sex Piostols są oparte na klasycznych wzorach wypracowanych przez The Beatles, a sam Matlock wielokrotnie podkreślał, że był fanem Beatlesów. Jest w słynnych numerach Sex Pistols tylko trochę więcej zadziorności, krzyku, polityki, obrazoburstwa i hałasu, ale są to jak najbardziej, rockandrollowe i przebojowe kawałki.

 

Matlock mimo upływu wielu lat jest w bardzo dobrej kondycji. W Sopocie pokazał, że potrafi zagrać i zaśpiewać siarczysty, melodyjny rock okraszony punkowa energią. Na scenie towarzyszy mu zespół The Philistines z którym rok temu nagrał płytę „Burn Running”. Ciepłe słowa należą się też zespołowi Vulgar z Sopotu, który poprzedził występ Matlocka. Załoga Vulgara zafundowała publiczności całkiem przyzwoity łomot punkowy w starym dobrym stylu. Niedawne zmiany personalne zrobiły załodze bardzo dobrze. Koledzy z Blendersów udzielający się gościnnie w Vulgarze nie budowali raczej wiarygodności kapeli.

 

Koncert w klubie Sfinks należącym od pewnego czasu do Leszka Możdżera nie zgromadził tłumów.  Leszek mimo przeszkód ze strony miasta i mimo napiętych własnych tras koncertowych i projektów muzycznych dzielnie walczy, by Sfinks wrócił do swej dawnej świetności. Wszak jeszcze kilka lat temu był to klub notowany w rankingach ogólnopolskich jako „najlepszy klub w kraju”.  Być może cena biletów odstraszyła wielu starych i nowych fanów punk rocka, którzy przyzwyczajeni są do groszowych cen biletów lub wchodzenia za darmo. Mimo klęski frekwencyjnej było to jednak ciekawe wydarzenie towarzyskie. W klubie można było spotkać wielu muzyków z Trójmiasta. Pojawił się Nergal z nową narzeczoną (w tej roli Wiesia Warszawska znana przed laty muza Lalamido), był Brandol (dawny gitarzysta Golden Life obecnie grający solo) także z nową damą u swego boku, widziano Młodego Gałązkę (perkusistę Tymona), w pierwszy rzędzie skakał Końjo, którego miłość do punk rocka nie przeminęła jak jego świeża cera, dostrzeżono Jarka Janiszewskiego z Bielizny, który dzielnie upijał swojego brata Dzwona. Było wielu dzielnych, starych załogantów i wyznawców punk rocka na czele z byłym muzykiem legendarnej formacji Made In Poland, który obecnie jest dyrektorem stoczni. Od strony towarzyskiej był to taki mały, kameralny Jurrasic Punk.     

 

Na fotce poniżej Glen Matlock w klubie Sfinks. Fot: Tytus Skiba.         

  


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Telewizja Pogrzebowa

wtorek, 12 kwietnia 2011 8:43

 

W szybkim tempie wzrasta w Polsce zainteresowanie kanałami tematycznymi. Kanały tematyczne w ciągu ostatnich trzech lat zwiększyły swoją widownię o ponad piętnaście procent. I jest to tendencja, która podobnie jak nasze zadłużenie będzie rosnąć.


Nadchodzi niechybnie koniec stacji telewizyjnych, które emitują wszystko i dla wszystkich. Sukces wprowadzanych przed laty kanałów filmowych, sportowych, serialowych, czy komediowych był oczywisty i spodziewany. Przebojem wdarły się w nasze życie kanały informacyjne bez których dziś trudno sobie wyobrazić świat mediów. Obecnie jesteśmy świadkami sukcesów takich kanałów jak kanały motoryzacyjne, historyczne, podróżnicze, kulinarne, a nawet meteorologiczne. Jeszcze niedawno wszyscy pukali się w czoło, gdy mowa była o kanale, który  przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, będzie opowiadał o pogodzie. Dziś taki kanał nikogo nie dziwi.


Rynek telewizyjny stale szuka nowości. Trwają już prace nad uruchomieniem w Polsce kanału ślubnego, który emitowałby takie filmowe hity jak np. „Cztery wesela i pogrzeb”, „Poślubiona mafii”,  „Moje wielkie greckie wesele”, a jednocześnie prezentował relacje z pokazów mody ślubnej, targów ślubnych czy reportaże z zaślubin par królewskich i gwiazd filmu. Kanał taki wystartuje już w czerwcu, a jego polski dyrektor Jan Wawrzyniak nie wyklucza emitowania na antenie także ambitnych pozycji jak chociażby „Wesela” Andrzeja Wajdy według Stanisława Wyspiańskiego. Kanały ślubne świetnie sprawdziły się w USA i kilku krajach europejskich tak więc należy spodziewać się, że w Polsce powtórzą po prostu swój sukces.  


Specyfiką typowo polską będzie próba uruchomienia we wrześniu Telewizji Pogrzebowej. Badania rynku przeprowadzone przez wyspecjalizowane firmy sondażowe dowiodły, że polska widownia uwielbia oglądać pogrzeby, ceremonie żałobne oraz msze za zmarłych. Szefowie Telewizji Pogrzebowej nie ukrywają, że pomysł takiego kanału telewizyjnego wpadł im do głowy po katastrofie w Smoleńsku. Uroczyste ceremonie pogrzebowe, relacje telewizyjne z palenia zniczy przy Krakowskim Przedmieściu, a także filmy dokumentujące dzielną postawę osób broniących krzyża cieszyły się niezwykle wysoką oglądalnością.  Przeprowadzono badania wstępne i okazało się, że rynek funeralny jest bardzo zainteresowany powstaniem takiego kanału. Po uzyskaniu poparcia ze strony biznesu pogrzebowego ruszyły przygotowania do debiutu stacji. Ponieważ prawie codziennie umiera ktoś znany, ceniony i zasłużony, w ofercie Telewizji Pogrzebowej będą przede wszystkim relacje z pogrzebów znanych ludzi, ale także relacje z pogrzebów ofiar głośnych wypadków drogowych, katastrof, powodzi itd. Istnieje pomysł uruchomienia szeregu pasm lokalnych, które na bieżąco będą informować o pogrzebach ciekawych ludzi z danego terenu. Gdy w Suwałkach umrze znany i ceniony lekarz, albo gdy w Skierniewicach odbędzie się pogrzeb szanowanego prezesa firmy na pewno najszybciej dowiemy się o tym z Telewizji Pogrzebowej.


W ofercie stacji będą także transmisje z mszy za zmarłych, będą informacje o promocjach trumien, wieńców i usług kamieniarskich. Nie zabraknie też relacji z głośnych styp oraz pasma satyrycznego „Czarny Humor”. W nocy planuje się wyświetlać horrory. Widzowie Telewizji Pogrzebowej mogą liczyć także na rozrywkę. Świetnie zapowiada się talk show „Mowa pogrzebowa” w którym  aktor, polityk, muzyk rockowy i sportowiec wygłaszać będą mowy pogrzebowe oceniane przez jury w składzie Kuba Wojewódzki, Jola Rutowicz i Andrzej Gołota, a publiczność poprzez głosowanie telefoniczne decyduje o tym, kto wygrywa.


W programie stacji będą też tak uwielbiane przez widzów konkursy (np. „Grabarz miesiąca” z pulą nagród 50 tys. zł) ) , quizy („Kogo dzisiaj pochowamy?” wygrane do 10 tys. zł) i programy dla całej rodziny („Rodzinny grobowiec” – główna nagroda to darmowa kwatera dla czterech osób w głównej alejce cmentarza).  Nie zabraknie też programów religijnych, które będą nadawane w paśmie programów śniadaniowych np. „Memento Mori” czy „Obudź się! Dzisiaj twój pogrzeb”.  Stacja nie będzie unikać programów ambitnych. Planuje się wprowadzenie programu poświeconego historii sztuki „Znicze i kicze” oraz historii Polski pod tytułem „Nasza wspólna trumna”. 


Na zdjęciu poniżej: redaktor Dico Bruzda - zwycięzca castingu na jednego z prowadzących program informacyjny dla grabarzy „Nocne Wykopki”.   

 



Podziel się
oceń
5
6

komentarze (12) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 149  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer