Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 014 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Stare idzie!

środa, 29 kwietnia 2009 10:30


Przez wieki życie było tak ulepione, że stare ciągle wadziło się z nowym, a nowe ze starym. Dziś tak się wszystko wymieszało, że trudno czasem odróżnić nowe od starego czy wibrator od dzwonka na rower. Stara śpiewka bywa potwierdzeniem nowych teorii, a nowe myśli pozwalają rozpleniać się starym zboczeniom. Stare miesza się z nowym na wielu poziomach.


Wnikliwy tropiciel kołtuństwa Tadeusz Boy-Żeleński pisał, że „na starość człowiek parszywieje". Pisarz miał na myśli fakt, że im człowiek starszy tym bardziej skłonny do kompromisu. Posunięci w latach i dobrze ulokowani w strukturach, inaczej patrzymy na otaczający nas świat. Młodzieńcze wartości wydają nam się zbiorem naiwnych komunałów, idealnych dla nadwrażliwych idiotów. Szlachetne, nonkonformistyczne postawy odczytujemy jako zwykły brak doświadczenia.


Najszybciej starzeje się awangarda. Rewolucyjne, szybkie zmiany są wręcz wpisane w definicję awangardy. To, co wczoraj było jeszcze świeże i nowe, dziś pachnie już starym ochłapem. W tym roku kilku artystów z kręgu starej awangardy obchodzi swe jubileusze. Był już jubileusz słynnych skandalistów z grupy artystycznej „Łódź Kaliska". Z tej okazji artyści zrobili prowokację w swoim stylu i urządzili wystawę fotograficzną pełną nagich kobiet.


W Gdańsku swój jubileusz 25-lecia aktywności artystycznej obchodził Paweł „Końjo" Konnak. Na jubileuszu Końja golizny nie było, a jedynie obnażenia intelektualne. Końjo - poeta, dziwak, wariat sceniczny, znany jest przede wszystkim jako radosny konferansjer estradowy oraz uczestnik programów telewizyjnych, często nie najwyższych lotów (swego czasu prowadził z Tomkiem Kammelem „Randkę w ciemno", a niedawno występował w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie"). Jest to jednak postać bardzo zasłużona dla kultury alternatywnej. Nie każdy wie, ale to właśnie Końjo był organizatorem pierwszych koncertów punkowych w Trójmieście, wydawcą zina punkowego Gangrena, aktywistą bojówki metafizycznej Totart (grupy wysławionej wieloma szokującymi w PRL-u happeningami) czy wreszcie twórcą ważnych filmów dokumentalnych dla telewizji. Pomijam już siedem lat w ciągu, których wspólnie robiliśmy program telewizyjny „Lalamido", dziś przez wielu uważany za prekursorski i kultowy.


Tak więc dorobek Końja jest nie mały, choć on sam kojarzony jest często z produkcjami czysto komercyjnymi. Jeszcze dziesięć lat temu śmialibyśmy się z każdego, kto urządza sobie jubileusz, ale cóż lata lecą i zmienia się optyka patrzenia na pewne sprawy. W nobliwej sali Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku zebrało się ponad dwieście osób, które przyszły na „Benefis Fajnego Człowieka". Trzeba przyznać, że Końjo definicję „fajnego człowieka" wypełnia po brzegi, albo jeszcze bardziej. W trakcie jubileuszu było zabawnie, a momentami bardzo wzruszająco i zabawnie. Poeci z dawnego Totartu czytali swe absurdalne wiersze i wspominali różne karkołomne historyjki związane z bohaterem, Tymon Tymański zagrał kilka pastiszowych hitów, a ja ujawniłem, że Końjo lubi cerować skarpetki.


Na przykładzie jubileuszu Końja jak w pigułce możemy podziwiać zjawisko próchnienia dawnych buntowników. Jeszcze nie tak dawno wszyscy ci ludzie byli postrachem każdego domu kultury i każdej szanującej się imprezy. Obrażali, demoralizowali, szokowali i rozbawiali. Dziś ze wszystkich tych działań pozostałe tylko to ostatnie.


Poniżej na zdjęciu uczestnicy jubileuszu. Od lewej gdańsko-berliński poeta Lopez Mausere, muzyk Tymon Tymański, filozof Totartu Maciej Ruciński, grafik i poeta Paulus, twórca haiku Brzóska. U dołu z kwiatami siedzi Końjo, obok niego moja skromna osoba.

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Małpka, kaczuszka i świnia

wtorek, 21 kwietnia 2009 16:05

Małpka, kaczuszka i świnia

 

W naszym zwierzyńcu zabulgotało ponownie. Tym razem poszło o „małpki", czyli małe buteleczki z alkoholem, które zamówiła kancelaria prezydenta. Spore ilości wódy konsumowane przez głowę państwa sprowokowały posła Janusza Palikota do pytań, czy głowa państwa nie jest zbyt pijana by być zwierzchnikiem sił zbrojnych. Poseł PO urządził happening, podczas którego rozdawał na ulicy „małpki" i wzywał prezydenta, aby ten rozpoczął odwyk lub przedstawił wiarygodne świadectwo, że alkoholikiem nie jest.


Jest demokracja i pytać można o wszystko. Dziwna, potargana fryzura Janusza Palikota, a także zdjęcia z wibratorem, to poszlaki, które świadczyć mogą o tym, że poseł Palikot ma bujne życie erotyczne. W związku z tym domniemaniem czuję się w obowiązku zapytać, czy poseł Platformy nie jest przypadkiem chory wenerycznie? Jako osoba publiczna, która ma ciągły kontakt ze studentami (wpłacali na jego kampanie spore sumy pieniędzy) poseł jest przecież w grupie podwyższonego ryzyka. Dopóki poseł Palikot nie przedstawi wiarygodnych badań z poradni chorób wenerycznych lub nie pokaże własnego, zdrowego członka na antenie TVN w głównym wydaniu Faktów będę traktował go jako osobę zarażoną, która może stanowić poważne zagrożenie, szczególnie podczas wyjazdów służbowych i szkoleń w terenie.


Jeśli ktoś nawet w upalny dzień chodzi w butach, a nie na bosaka nie musi od razu oznaczać, że osoba ta ma grzybicę. Bełkotać można też na trzeźwo, a nie tylko po pijanemu. Tylko czekać, kiedy poseł Palikot, ku uciesze tłumów ogłosi listę posłów opozycji, którzy mają żylaki, łupież, czy łuszczycę. Niestety są tacy, których to będzie bardzo interesować. W polityce powinna obowiązywać pełna przejrzystość, ale dotycząca innych sfer np. finansów czy powiązań rodzinnych. Tymczasem dzięki takim cyrkom medialnym, jakie urządza sztukmistrz z Lublina, opinia publiczna zatraca się w tematach całkowicie nieistotnych. Jeszcze trochę, a przedmiotem rozważań wszystkich mediów będzie informacja dotycząca tego, który z polityków dłubie w nosie, obgryza paznokcie, czy bawi się przyrodzeniem pod prysznicem.


Jeszcze w latach 90-tych wpadki alkoholowe polityków nie były nagłaśniane przez media. Politycy upijali się w hotelu sejmowym na potęgę często w towarzystwie płatnych panienek z miasta. Alkoholowy wybryk prezydenta Kwaśniewskiego w Charkowie, gdzie chwiał się nad grobami pomordowanych Polaków był wyciszany. Jedynym pozytywem pojawienia się gazet plotkarskich na rynku wydawniczym jest brak tolerancji dla tego typu zachowań. Prezydent, premier, minister, poseł czy znany artysta, gdy zostanie złapany na ostrej bani może być pewny, że taryfy ulgowej nie będzie.


Jeszcze całkiem niedawno jak ktoś znany pił publicznie to był „swój chłop". Obowiązywała słynna zasada, kto nie pije ten kabluje. Odmowę wypicia odbierano jako afront i niegrzeczność. Teraz sytuacja radykalnie się zmieniła, a politycy przeszli na picie konspiracyjne. Zdaniem Palikota prezydent Kaczyński pije w ukryciu i do tego potrzebne są mu małe buteleczki, które Wałęsa nazwał „kaczuszkami". Nasz wielki bohater narodowy Tadeusz Kościuszko wszystkimi bitwami dowodził po pijaku i być może, dlatego były to bitwy przegrane. Bitwa Kaczyńskiego o kolejną prezydenturę też wydaje się być raczej daleka od wygranej. Zadyma Palikota to jednak zabieg czysto propagandowy (dawniej zwany podkładaniem świni), który nie ma nic wspólnego z troską o standardy naszego życie publicznego. Czy jak Donald Tusk potknie się wychodząc z gmachu sejmu to Palikot domagał się będzie zaświadczenia, że premier nie ma padaczki?


Na fotce poniżej wyglądam na faceta, który z trudem łapie równowagę. Tymczasem po prostu wstaję po widowiskowym fikołku wykonanym na scenie. Koncert Big Cyca 1993 rok.

 




Podziel się
oceń
1
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Szokujące nagrania

wtorek, 14 kwietnia 2009 13:46

Szokujące nagrania

 

Zapis autentycznej rozmowy w jednym z gabinetów okulistycznych w Warszawie. Taśma z nagraniem dostarczona przez zakonspirowanego oficera Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który przebrany za szkło powiększające, utrwalił rozmowę za pomocą mikroskopijnego magnetofonu ukrytego w doniczce.

 

Okulistka:

Witam, co panu dolega?


Pacjent:

Mam coś z oczami pani doktor...


Okulistka:

To się świetnie składa jestem okulistką. Proszę śmiało mówić, co dzieje się z pańskimi oczami?


Pacjent:

Biegają. Oczy mi biegają. Widzi pani... jestem posłem...


Okulistka:

Tego akurat nie widać...


Pacjent:

A widzi pani! To przez te oczy. Gdy chodzę po sejmie, oczy mi biegają...


Okulistka:

To zdarza się panu tylko w parlamencie?


Pacjent:

Na ulicy także, a nawet bardziej, bo jest więcej kobiet...


Okulistka:

A... czyli oczy biegają panu za kobietami...


Pacjent:

Nie tylko za kobietami. Za dziewczynami także...


Okulistka:

Panie pośle! Jest wiosna. Przyroda budzi się do życia. Samice zrzuciły swe wierzchnie pancerze i to normalne, że pan się rozgląda za płcią przeciwną....


Pacjent:

Rozglądać to ja się teraz rozglądam za mieszkaniem, bo mnie żona z domu wyrzuciła...


Okulistka:

Chyba matka?


Pacjent:

A nie ja nie z tej partii...


Okulistka:

Tak, czy inaczej jest pan zdrowym, normalnym facetem, który wiosną gapi się na kobiety. Nic panu nie dolega. Następny proszę!


Pacjent:

Ale pani doktor, kiedy od tego patrzenia na kobiety to mnie oko boli!


Okulistka:

Oczy to mogą boleć od patrzenia w telewizor, ale nie od gapienia się na kobiety. Mówię to jako lekarz.


Pacjent (zdejmuje okulary):

Na panią doktor to ja bym mógł patrzeć nawet do bólu w... kręgosłupie. Ale mnie naprawdę oczy bolą od kobiet. Jedna taka studentka politologii wpadła mi w oko, chwilę potem w drugie oko przywaliła mi żona i wyglądam jak Gołota po walce z Tysonem. Śliwki mi napuchły jak opony zimowe, a startuję w wyborach i mam taką strategię jak zawsze, żeby dostać się na ładne oczy...


Okulistka:

Napuchnięte oczy. No cóż... musi pan iść do wulkanizacji dam panu dobry adres...


Pacjent:

Jest jeszcze jeden problem z moimi oczami. One nie tylko biegają i puchną, ale także...


Okulistka (zniecierpliwiona):

No, co jeszcze... może widzi pan podwójnie?


Pacjent:

To też, ale tylko w trakcie głosowań. Przede wszystkim nie dostrzegam kryzysu.


Okulistka:

Jak to?


Pacjent:

A właśnie! Wszyscy wokół mówią o kryzysie, a ja nic nie widzę...


Okulistka (mocno zaniepokojona):

To poważne schorzenie!


Pacjent:

Proszę mi wierzyć... staram się dostrzec, coś zauważyć i nic. Koledzy z klubu poselskiego są załamani moim optymizmem.


Okulistka (szczerze oburzona):

Naprawdę nie widzi pan kryzysu gospodarczego, upadku giełdy, ruiny banków, spowolnienia produkcji, zwolnień grupowych...


Pacjent:

Nie, nic nie widzę. Wszyscy wokół robią świetne interesy. Każdy ma kupę szmalu, jak nigdy dotąd. Gospodarka kręci się, jak szalona...


Okulistka (przejęta):

Jest pan poważnie chory. Nie przypuszczałam, że to tak mocna ślepota. Natychmiast przepiszę panu lewatywę, elektrowstrząsy i dam skierowanie do psychiatry...


Pacjent:

Czy to pomoże?


Okulistka:

Na pana schorzenie mamy jeszcze lek ostateczny - eutanazję!


Pacjent:

Eutanazja! Świetnie! Coś o tym czytałem. Czy to bolesne?


Okulistka:

Nieszczególnie... czyli (waha się) wybiera pan eutanazję?


Pacjent:

W moim klubie poselskim mam opinie radykała, tak więc niech będzie eutanazja. Czy to imię jakiejś kobiety?


Okulistka:

Nie, to nazwa zabiegu.


Pacjent:

Szkoda. Było by miło.


Okulistka:

W takim wypadku zamiast elektrowstrząsów przepiszę panu krzesło elektryczne. Mieliśmy wczoraj dostawę z IKEI.


Pacjent:

To mnie uratuje! Dziękuję pani doktor!


Okulistka (troskliwie):

I koledzy z klubu poselskiego będą panu wdzięczni, bo po zabiegu będą mieli jedną dietę poselską więcej dla siebie.


Pacjent (z entuzjazmem):

Koledzy z klubu! Oni są kochani!



Poniżej historyczna fotografia dwóch niewidomych oficerów ABW kapitana Łukasza Sałatki oraz porucznika Mariusza Puzderko, którzy jako ostatni z żywych widzieli sens tego tekstu. 

 



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 516 005  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer