Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 236 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wiosna na Camden Town!

wtorek, 29 marca 2011 9:11

 

W miniony weekend wiosna wywiała Big Cyca do stolicy Albionu. Zaraz po przylocie do Londynu wybraliśmy się na Camden Town. To kolorowa dzielnica pełna klubów, punków i sklepów muzycznych. Pięć lat temu gdy graliśmy z Big Cycem pierwszy koncert w mieście nad Tamizą, Camden było bardziej undergroundowym i zadziornym miejscem. Teraz stało się wielką atrakcją turystyczną Londynu, gdzie za kilka funciaków można dobrze zjeść u Hindusa lub Chińczyka, czy kupić sobie odlotową koszulkę, ewentualnie pogrzebać w stoisku ze starymi płytami. Dawna zbuntowana, rockowa dzielnica zamieniła się w wielki jarmark.  

 

Takich sklepów i pubów jak na Camden nie znajdzie się jednak w całej Europie. To miejsce ma zwariowany, artystyczny klimat mimo, że jest już tylko cyrkiem dla turystów. Prawdziwe punki patrzą na to miejsce pewnie jak na jakiś skansen czy Disneyland. Kilku z nich daje sobie robić fotki niczym misie w Zakopanem. Atmosfera jest tu jednak niezwykle rozrywkowa, pozytywna, w naszym stylu i dlatego siedzimy w pubie do późna w nocy już pierwszego dnia. Dzień później mamy koncert i nie ma już czasu na bieganie po ciekawych zakamarkach. Tego dnia ma odbyć się wielka manifestacja antyrządowa przeciwko podwyższaniu podatków. Pół miliona londyńczyków wylega na ulice i paraliżuje centrum. Nie chodzi główna linia metra. Niestety przez to zamieszanie wielu naszych fanów nie dociera na koncert. 


Gramy w zacnym miejscu – sali widowiskowej O2 Shepherds Bush Empire. Dawno temu był to teatr, potem przez lata było to miejsce w którym BBC realizowało wielkie widowiska muzyczne, a od lat 90-tych są tu organizowane koncerty. W ciągu ostatnich dziesięciu lat grali tu m.in. Rolling Stones, Black Sabbath, Sex Pistols, Elton John, Iggy Pop, Lenny Kravitz, Perl Jam, Radiohead, Foo Fighters, The Who, Coldplay i wiele, wiele innych wielkich gwiazd rocka. Cieszy nas fakt, że gramy w dobrym miejscu, a nie w jakiejś polonijnej stołówce z bigosem. Oczywiście na koncert szykują się sami „nasi”, bo przecież jaki Anglik zna „Balladę o smutnym skinie”, „Berlin Zachodni” czy „Moherowe berety”. Mimo wielkiej historii jaka unosi się nad klubem jego zaplecze przypomina stary Grand Hotel w Sopocie przed remontem. Organizator Tomek Zięba poprawia nam humor dostarczając do garderoby odpowiednią ilość dobrych trunków.  Przybywa wielu znajomych z Londynu i nie tylko. W garderobie robi się tłok jak w autobusie w godzinach szczytu. Nasza menago Kasia wypędza znajomych i dziennikarzy, aby zespół mógł się przygotować do akcji.  Na pierwszy ogień idą Czarno Czarni, a potem Jarek Janiszewski zapowiada Big Cyca i jedziemy z naszym show tak, że królowej  Elżbiecie spadają gacie.


Zawsze podczas podróży zagranicznych można zaobserwować dziwne lokalne zwyczaje. Ochrona klubu nie pozwala facetom brać dziewczyn „na barana”, a także goni wszystkich, którzy fruwają ponad głowami widowni unoszeni przez pozostałych widzów. Podobno chodzi o ewentualne odszkodowania gdyby doszło do wypadku. Anglia jest totalnie wyluzowana, ale w Polsce na klubowych koncertach publiczności wolno o wiele więcej. Spora grupa osób spóźnia się na koncert. Niestety kasa i drzwi klubu zamykają się o godzinie ósmej i nikt już nie może wejść. Kilkadziesiąt osób koczuje przed klubem. To absurd, bo Big Cyc wchodzi na scenę dopiero po dziewiątej. Organizator Tomek jest wściekły na Angoli. W Polsce bilety sprzedaje się do bólu i nikomu nie wpadnie do głowy zamykanie drzwi, gdy jest wielu chętnych.


Siedemset osób, którym udało się dostać do klubu bawi się świetnie. Bisujemy kilka razy i śmigamy na balangę do restauracji Tatra gdzie trwa miłe przyjęcie na naszą cześć. Dajemy autografy i pozwalamy sobie robić zdjęcia mimo, że mało kto trzyma się prosto na nogach. Następnego dnia lądujemy ponownie na Camden Town. Pogoda jest wybitnie nie angielska. Słoneczko grzeje jak na Teneryfie. Pijemy piwo w kolorowym tłumie i kupujemy sobie koszulki z wielkimi trupimi czaszkami.  


Wieczorem wracamy samolotem do Gdańska. Po powrocie czeka nas seria klubowych koncertów. Wiosna uderzy nam do głów w Warszawie (29.03 Hard Rock Cafe) , Rzeszowie (30.03 Klub Kot) i Krakowie (31.03 Carpe Diem).         

U dołu plakat reklamujący występ Big Cyca w Londynie.   

 



Podziel się
oceń
5
1

komentarze (8) | dodaj komentarz

I ty zostaniesz szmalcownikiem!

wtorek, 22 marca 2011 12:43

 

Najnowsza książka Jana Tomasza Grossa nie wzbudza już takich emocji jak słynni „Sąsiedzi”. Już nieco oswoiliśmy się z brzydką prawdą na temat zachowań naszych rodaków z czasów okupacji. „Złote żniwa” są dopełnieniem poprzednich książek Grossa (po książce o zbrodni w Jedwabnem ukazał się jeszcze „Strach”). Jak zwykle jedni zarzucają autorowi kłamstwo, inni tylko zbyt wiele emocji, pewną przesadę w ocenach i szkodliwe uogólnienia.


Gross ma niewątpliwie misję. Uczy nas innego spojrzenia na własną historie. Do tej pory powszechnie uważaliśmy się tylko za ofiary. Teraz nagle okazało się, że byliśmy też katami. Jakby głośno nie krzyczeć na Grossa, wytykać mu błędy, czepiać się jego warsztatu, to i tak, ta smutna prawda o polskim udziale w zagładzie Żydów dociera do nas boleśnie.


W licznych polemikach z Grossem odkryłem pewien typ argumentacji, który wytyka Grossowi, że „uwziął się na Polaków”, a przecież pół Europy czyniło to samo. Żydów z ochotą wydawali Francuzi, Holendrzy, Duńczycy, Grecy, Węgrzy. Swoich sąsiadów Żydów mordowali nie tylko Polacy, ale także czynili to Litwini i Ukraińcy.  Gross niby o tym pisze, ale tak jakoś na marginesie. Tymczasem nikt nie chce być sam w galerii złoczyńców. Zawołanie „inni też” ma pomóc nam w oswojeniu się z tą gorzką prawdą.

 

Na Zachodzie takie, a nie inne postawy Polaków tłumaczy się polskim antysemityzmem, który rzekomo wsysamy razem z mlekiem matki. Uważam, że to bzdura i proponuję spojrzeć na ten problem nieco inaczej. Słynny amerykański profesor psychologii Philip Zimbardo badający psychologię zła przeprowadził w 1971 roku na Uniwersytecie Stanforda eksperyment. Dwudziestu czterech ochotników, zdrowych psychicznie i wykarmionych na amerykańskich witaminach studentów z normalnych, mieszczańskich rodzin podzielił na dwie grupy. Jedni mieli być strażnikami, drudzy więźniami. Eksperyment miał zbadać wpływ sytuacji społecznej na zachowanie się jednostki. W piwnicach uniwersytetu urządzono więzienie i po przydzieleniu odpowiednich ról rozpoczęto obserwację. „Strażnicy” mający absolutną władzę nad „więźniami” bardzo szybko zaczęli postępować brutalnie. Mnożyły się przypadki sadystyczne i patologiczne. Po pięciu dniach wybuchł bunt więźniów, a po sześciu dniach przerwano eksperyment (miał trwać dwa tygodnie) w obawie utraty kontroli nad sytuacją.

 

Czego to dowodzi? Niestety dowodzi to smutnej prawy, że w odpowiednich okolicznościach każdy z nas może okazać się łajdakiem. Profesor Zimbardo przez lata zajmował się analizą zła i zagadnieniem dlaczego dobrzy ludzie, gdy tylko warunki temu sprzyjają potrafią czynić zło.  Podobne pytania zadaje Fiodor Dostojewski w swoich powieściach.  Ilu z nas dopuściłoby się szubrawstwa gdyby miało pewność, że nikt się o tym nie dowie? Niestety wielu. Na szczęście dla nas wszystkich tej pewności nigdy nie ma. Dostojewski liczy, że ludzkość uratują  wyrzuty sumienia, tak jak to się stało w wypadku studenta Raskolnikowa. Niestety jak pisał Stanisław Jerzy Lec, wielu z nas ma sumienie czyste, bo nie używane.

 

Tysiące naszych rodaków wydawało Żydów dla pieniędzy i dlatego, że było na to społeczne przyzwolenie. To oczywiście Niemcy stworzyli piekło w którym takie okropne zachowania były możliwe, ale nasi dziadkowie sprytnie się w tym odnaleźli. Odłóżmy na bok emocje i plucie na siebie wzajemne i zastanówmy się raczej, czy dzisiaj przy odpowiednio stworzonych warunkach byłaby możliwa choć minimalna powtórka opisywanych przez Grossa sytuacji. Moim zdaniem jak najbardziej.

 

Gdyby jakimś zbiegiem okoliczności władzę w kraju objęła obłąkana partia, która w imię wyższych racji ekonomicznych wprowadziła by prawo umożliwiające zabijanie wszystkich ludzi po 70-tce i dowolnego konfiskowania im mienia, to jestem pewien, że znalazło by się nadspodziewanie wielu chętnych, którzy by z tego skorzystali. Gdyby władzę objęła Młodzież Wszechpolska i na mocy nowych rozporządzeń można było zabrać majątek Romom, Arabom czy czarnoskórym mieszkańcom naszego kraju, to skorzystałaby na tym ochoczo nie tylko bandyterka, ale także wielu statecznych widzów serialu „M jak miłość”. 

 

Ludzka natura jest obrzydliwa. I antysemityzm ma z tym niewiele wspólnego. Po prostu gdy warunki temu sprzyjają czyli, gdy można bezkarnie kraść i zabijać mało kto jest porządny. Tak było podczas ostatniej wojny na Bałkanach. I tak było w Polsce za okupacji. I tak będzie gdy do władzy dojdzie taki bardziej radykalny Giertych o mentalności kibola nożownika. I ty zostaniesz szmalcownikiem (gdy warunki będą sprzyjać)!

 

Na koniec zagadka. Co by się stało gdyby zostawić tę kobietę samą z dzieckiem w ciemnej piwnicy na końcu miasta, pełnej pijanych i naćpanych kibiców Legii Warszawa? 

 



Podziel się
oceń
6
2

komentarze (20) | dodaj komentarz

Szukanie idioty

poniedziałek, 14 marca 2011 8:22

 

Od pewnego czasu o niczym innym się nie mówi tylko o tym, że artyści i celebryci zawiedli się na Platformie i teraz masowo dystansują się do polityki Donalda Tuska.  Paweł Kukiz, który społecznie i z przekonaniem agitował na wiecach PO w czasie poprzednich wyborów, czy Tomek Lipiński z grupy Tilt, który za pieniądze śpiewał na wiecach Platformy teraz nie chcą już agitować i śpiewać pod liberalnym sztandarem. O tym, że Platforma kiedyś była cacy, a teraz jest be, napisał też naczelny kolekcjoner gołych cycków, szef polskiej edycji Playboya  Marcin Meller, w podobnym tonie wypowiadał się aktor Tomasz „Przerwa w zębach” Karolak, a w wywiadzie dla „Newsweeka” Kazik Staszewski z grupy Kult. Tylko czekać kiedy muzycy zespołów Sedes i Defekt Mózgu odmówią swego poparcia dla rządu, a po nich Jola Rutowicz, Tomasz Jacyków i Violetta Villas. Gabinet Tuska może po takich ciosach przegrać wybory i spaść do poziomu poparcia dla kota Palikota.    


Zjawisko rozczarowania i zawodu jakie w stosunku do Platformy przeżywa środowisko artystyczne ma charakter marginalny, ale media uznały je za poważny temat i wałkują jak ciasto na pierogi. Czy artyści musza się znać na polityce? Zwykle nie mają o tym najmniejszego pojęcia. Artyści popierając PO kierowali się głównie emocjami i wrażeniami estetycznymi. Nieco luźniejszy charakter polityków Platformy, brak fanatyzmu i zacietrzewienia - tak przecież właściwy dla PiS,  oraz zdecydowanie proeuropejskie i nowoczesne oblicze partii Tuska spowodowało, że na ogół niechętni polityce artyści zaangażowali się trzy lata temu w większości po „jasnej stronie mocy”. 


Jeśli ktoś naiwnie wierzył w te brednie wygłaszane podczas wyborów, że PO odmieni Polskę w kilka lat i mimo kryzysu w Europie będziemy jedną z wiodących gospodarek, to jest sam sobie winien. Wielu wyborców PO głosowało w strachu przed PiS, a nie z miłości do Platformy.  Przecież jeszcze niedawno PiS wielu Polakom (także artystom) jawiło się jako szalona partia talibanu narodowo-katolickiego gotowa dla swych racji podpalić kraj.  


Gdy Kukiz w 2009 roku śpiewał gościnnie na płycie Big Cyca odmówił użyczenia głosu w piosence „Szambo i perfumeria”, bo tam pod adresem PO padało określenie „platfusy”.  Tłumaczył się tym, że jest kolegą Grzegorza Schetyny ze studiów i mu nie wypada. Zaśpiewał w innej, neutralnej politycznie piosence („Lecę w dół”). Byliśmy szczerze zszokowani jego postawą. Nam nie mieściło się w głowie, że jako muzyk i artysta Paweł może być tak bardzo uwikłany w polityczne zależności.  Jest ze strony artystów skrajną głupotą przyklejanie sobie legitymacji partyjnej do czoła. Na związkach polityki i sztuki ta druga zawsze wyjdzie gorzej. Teraz mój serdeczny kolega Kukiz pluje na Platformę i maszeruje z Pospieszalskim w narodowych spędach u boku Młodzieży Wszechpolskiej, a w wyborach prezydenckich poparł Marka Jurka faceta, który uważa, że kobieta powinna urodzić dziecko nawet gdy ciąża zagraża życiu matki.  No cóż tacy są artyści! Bob Dylan cztery razy zmieniał wyznanie, to co się dziwić Kukizowi.


Krzysztof Globisz na otwarciu Narodowego Centrum Nauki w Krakowie stroił  sobie anarchistyczne żarty z zebranych, a wśród zaproszonych gości był premier Tusk, kardynał Stanisław Dziwisz, minister nauki i wielu innych dostojników. Jedni uznali, że Globisz był pijany, inni że to wyraz dezaprobaty dla elity władzy, a jeszcze inni, że nie ma sprawy i wszystkim nam potrzeba trochę luzu.


Donald z uśmiechem przyjął sugestię, że udaje idiotę choć widać było, że jest zaskoczony. Gdyby na jego miejscu znajdował się Jarosław Kaczyński, dostojnicy rządowi ogłosiliby, że takie zachowanie aktora to prostactwo, prowokacja i skandal, po czym w milczeniu i w poczuciu doznanej głębokiej krzywdy opuściliby Kraków. Krzysztof Globisz zostałby aresztowany jako sowiecki prowokator.


Jarosław premierem już był i może być nim ponownie. Ludzie o podobnym poczuciu humoru co znamienity aktor, już dziś powinni prasować sobie ciepłe kalesony do celi.

 

Na fotce poniżej: próba zwerbowania Chucka Norrisa do Platformy w obliczu masowej ucieczki celebrytów.          

 

  


Podziel się
oceń
1
2

komentarze (272) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 113  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer