Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 546 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kolej na kolejkę

czwartek, 27 marca 2008 9:44

Kolej na kolejkę

 „Bądź jak kamień, który wytrzyma" śpiewała przed laty Krystyna Prońko w słynnym kolejkowym songu z musicalu „Kolęda nocka". To była piosenka z epoki, gdy cała Polska stała w kolejkach. Gdy słyszę czasem te nędzne zawodzenia, że „za PRL-u było lepiej" to od razu przypominają mi się kolejki. Kolejka nie ustawiała się po coś konkretnego tylko po to „co rzucą". A rzucali różnie, ale na ogół za mało i dla wielu, (mimo że stali całą noc) nie starczało.

Kolejki wyglądają zabawnie tylko w komediach Stanisława Barei! Ale tym filmowym kolejkom jakże daleko do prawdziwych. W kolejkach nie kwitło żadne życie towarzyskie. Nikt nie opowiadał dowcipów i wszyscy byli wściekli. Były to napięte jak struny gromady ludzkie czatujące na ochłapy. Ludzie byli odzierani w nich z godności i łatwo popadali w rozdrażnienie. Szczególną nienawiścią otoczeni w kolejkach byli wszelkiej maści kombatanci i kobiety w ciąży, gdyż mogli kupować „poza kolejką". Zdarzało się, że ciężarnych i weteranów, było bardzo dużo. Tworzyły się wówczas specjalne kolejki „bez kolejki" często równie długie jak kolejki bez przywilejów. Kobieta ciężarna była w domu na wagę złota, bo mogła stać w kolejce „bez kolejki", czyli nieco krócej. Demograficznie się to bardziej opłacało niż dzisiejsze becikowe Giertycha. Kombatant był mniej kolejkowo opłacalny, gdyż w wielu sklepach kolejkowicze lekceważyli karty weteranów i wyzywali starsze osoby od ubeków. Każdy w tamtym czasie, co machał legitymacją źle się kojarzył. Jednak kombatanci niezwykle cenni byli przy zakupie sprzętu AGD takiego jak roboty kuchenne, a także odkurzacze czy pralki. Z niewiadomych powodów sprzęt taki dostępny był w wielu sklepach tylko a kartę kombatanta.

W sytuacji ciągłych braków na rynku wytworzyła się specjalna grupa zawodowa stacz kolejkowy. Zwykle była to emerytka typu dzisiejsze Radio Maryja lub dziadek kombatant „do wypożyczenia" na godziny. Gdy wprowadzono regulacje pozwalające na osobne kolejki dla „matki z dzieckiem na ręku" szybko pojawiła się usługa „dziecko na wynajem". Dziecko takie uśpione na stary wiejski sposób, czyli makiem trzymało się na ręku i po odstaniu kolejki oddawało z odpowiednią gratyfikacją właścicielom, czyli rodzicom.

Wieloletnia tradycją było powstawanie komitetów kolejkowych lub list kolejkowych, które regulowały porządek w kolejkach, co i tak było psu na budę, bo większość towaru sprzedawano pod ladą lub „od tyłu". To z tamtych czasów pochodzi słynne, dwuznaczne zawołanie „sklepowa daje od tyłu". Dziś kolejki też się zdarzają, ale jest to od razu taka sensacja, że piszą o tym w gazetach. W Gdańsku jedna ze spółdzielni mieszkaniowych ogłosiła zapisy na atrakcyjnie tanie mieszkania w nowym bloku. Jak za dawnych czasów powstał komitet kolejkowy, który pilnował kolejki, która stała trzy długie dni i noce. Jak szybko ujawniono na czele kolejki dziwnym trafem stanęli sami krewni dyrekcji spółdzielni, która organizowała zapisy.

Dzisiejsze kolejki wynikają często z pazerności, a nie jak dawniej z konieczności. Te wszystkie kolejki po akcje, obligacje, okazjonalne monety to przecież kolejki „komercyjne", które łudzą uczestników pewnym zyskiem. Dawniej stano w kolejkach po towary pierwszej potrzeby: masło, mleko, chleb, mięso, mydło czy proszek. Dziś bierze się te towary lekką ręką z półki i co najwyżej stoi kilka minut do kasy. Jedyne, co się nie zmieniło to kolejki do lekarzy. Jak tak słucham niektórych polityków to mam jednak wrażenie, że w tych przychodniach lekarskich stoją w kolejkach nie ci co powinni.

Na Zachodzie też zdarzają się kolejki. Jakże jednak inne od naszych. Często są to kolejki po bilety na atrakcyjny koncert czy spektakl teatralny. W Wiedniu odkryłem ostatnio kolejki do kawiarń. W Polsce nieliczne kawiarnie świecą pustką, a w Wiedniu tętnią życiem. Wiedeń to ojczyzna kawiarń. Słynne kawiarnie takie choćby jak Cafe Central, w której rewolucjonista Lew Trocki późniejszy twórca Armii Czerwonej obmyślał plany obalenia caratu, a literaci i artyści dyskutowali o sztuce do dziś cieszą się wielkim zainteresowaniem. Próżno dziś szukać tam artystów czy spiskowców. Odwiedzają je głównie turyści pragnący zasmakować atmosfery „starego Wiednia". W kawiarniach Cafe Central czy Cafe Sacher natrafiłem na pokornie stojących w kolejce turystów czekających, aż zwolni się stolik. Kawiarnie wiedeńskie to często muzea życia towarzyskiego w których można nie tylko napić się kawy, ale także  (co dla Polaków jest nieco śmieszne) zjeść parówki.

Mam nadzieję, że dożyjemy czasów, gdy wszystkim nam kolejka kojarzyć się będzie już tylko z koleją rzeczy, kolejką linową czy kolejką wódeczki. Na fotce ja przed Cafe Central w wielkanocny poniedziałek. Kolejka w środku.

 



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zakręcony tydzień

wtorek, 18 marca 2008 13:14

Zakręcony tydzień


Miałem wyjątkowo zakręcony tydzień. W poniedziałek pojechałem do Wrocławia. Start samochodem z Gdańska o piątej rano. Trasę, czyli krajową "jedynkę" znam na pamięć, więc nie musiałem używać GPS. Gorzej ze znalezieniem miejsca akcji już w samej Twierdzy Breslau. O dziesiątej byłem już „gdzieś w centrum" i kręciłem się w kółko szukając starej hali fabrycznej przy ulicy Krakowskiej. GPS wysiadł (a może to ja nie potrafiłem go ustawić) w efekcie wykonałem numer do Lesia - kumpla z Killersów, który dobrotliwie zabawił się w pilota i doprowadził mnie na miejsce.

Ekipa filmowa czekała już w gotowości. Ustawiono ścianę starych telewizorów na tle, której miał się prezentować zespół Big Cyc ze swoją nową piosenką „Nasz PRL". Chłopcy rozstawili bębny i naostrzyli swe gitarki, a ja wcieliłem się w rolę psychopatycznego milicjanta z czasów generała Jaruzelskiego. Ciekawostką nowego teledysku Big Cyca jest to, że pokazujemy w nim archiwalne fotki z happeningów Pomarańczowej Alternatywny z lat 80-tych. Można na nich zobaczyć np. jacy kiedyś byliśmy młodzi i piękni. Clip niebawem będzie miał swoją premierę, a samą piosenkę grają już niektóre małe radia. To historia pokolenia stanu wojennego. Pierwsza na serio napisana kompozycja Big Cyca. No cóż...pewnie się starzejemy, że chwytają nas tak nostalgiczne klimaty.

Syn Dżerego, który jest studentem jakiejś szkoły artystycznej i specjalizuje się w fotografii zrobił nam kilka fotek w przerwie kręcenia scenek do teledysku. W trakcie jednej ze scen rozwalam ścianę telewizorów. W ferworze walki pokaleczyłem sobie ręce. Rozpryskujące się kawałki szkła z ekranów pocięły mi dłonie. Krew tryskała jak na filmach Tarantino. Na szczęście nacięcia okazały się bardzo powierzchowne. Mimo to nie byłem w stanie prowadzić samochodu. Do Krakowa zawiózł mnie Wojtek Maciejewski gitarzysta grupy Sedes. Od wtorku do końca tygodnia siedziałem w studiu telewizyjnym w Krakowie gdzie kręcimy nowe odcinki „Podróży z żartem". Cała ekipa jest lekko zła, bo zmieniono nam godziny emisji. Teraz lecimy w każdą niedzielę o 20.10 (na TVP 2). Takie skakanie po ekranie zawsze wpływa na utratę stałych widzów. Odcinki z nowej serii będzie można zobaczyć już w Wielkanoc. W odcinku świątecznym dużo mówimy o słynnej wyspie na końcu świata, czyli o Wyspie Wielkanocnej. W finale odcinka rozbijam sobie surowe jajka na głowie. Miał być też wóz strażacki, który planowano, że (nawiązując do słynnej tradycji dyngusa) obleje całe studio, ale niestety realizatorzy nie dostali na taki happening zezwolenia.

Z nowych odcinków jako hit zapowiadał się odcinek na Prima Aprilis. Wśród gości Jerzy Kryszak, Marcin Daniec, Rafał Bryndal i Joanna Liszowska. I zwykle jak to bywa, gdy przesadzi się z rodzynkami w cieście lub z grzybami w barszczu wyszło ogólne przesolenie, czyli przerost formy nad treścią. Zbyt dużo rewolwerowców w mieście jest zwykle powodem, że nie ma już, do kogo strzelać. Wszyscy nawzajem pozabijaliśmy się swoimi dowcipami, ale za to po nagraniu była niezła impreza w zaprzyjaźnionym klubie Carpe Diem na Sławkowskiej. Ku zaskoczeniu wszystkich świetnie wyszedł odcinek o podróżach polarnych. Polski polarnik Tomasz Janecki ciekawie opowiadał o tym jak pingwiny chodzą na randki, kiedy lód robi się niebieski i jak trudno jest otworzyć drzwi na Antarktydzie przy 70 stopniach mrozu. Na koniec wszyscy zrobiliśmy sobie fotkę przy podrabiany arktycznym białym niedźwiedziu.

Po emocjach telewizyjnych w Krakowie zawitałem na występy do Sosnowca i Katowic, a stamtąd przez całą Polskę wróciłem już pół żywy do Gdańska. W Katowicach w hotelu spotkałem Marcina Wójcika z kabaretu Ani Mru Mru, który ujawnił, że w słynnym plebiscycie Świry jestem nominowany w kategorii „Świr Roku". Ten zaszczytny tytuł otrzymałem już kilka lat temu, ale jak widać w rankingu świrów ciągle zajmuję wysoką pozycję. Czego i wam na Wielkanoc życzę! Powiedzmy sobie szczerze bez świrów ten świat byłby nudny jak regulamin korzystania z kibla na dworcu w Kutnie.

Poniżej fotka z planu nowego teledysku Big Cyca do piosenki „Nasz PRL".  


    

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Bezbronne pokolenie

poniedziałek, 10 marca 2008 10:56

Bezbronne pokolenie


Emeryci to taki sam męczący dla wszystkich temat jak pielęgniarki czy górnicy. Większość ludzi jak słyszy coś o bolączkach emerytów od razu zmienia kanał w telewizji. Nikt nie dopuszcza myśli, że w przyszłości te sprawy mogą i jego dotyczyć. Emeryci są grupą społeczną, która nie od dziś sprawia problemy. Już w latach pięćdziesiątych zastanawiano się w komunistycznych organizacjach młodzieżowych, co zrobić z emerytami. Problem podnoszony na zebraniach grup produkcyjnych był tego rodzaju, że emeryt nie pracuje, ale jeść chce. Ktoś wpadł na pomysł, że najlepiej emerytów zabijać i to już za młodu.

Ponieważ chętnych do zabijania emerytów za młodu nie znaleziono problem emerytów pozostał nierozwiązany do dziś. Każda partia, która bije się o władzę coś emerytom obiecuje, ale zwykle zaraz po wygraniu wyborów o tych obietnicach zapomina. Skutkiem takiego postępowania emeryci postanowili kilka lat temu wziąć sprawy we własne ręce i założyli Partię Emerytów i Rencistów. W krótkim czasie powstały dwie podobne konkurencyjne partie i oczywiście, żadna nie dostała się do parlamentu.

W naszym kraju emeryci traktowani są jak niepotrzebny balast, a nasza kultura nie uczy szacunku dla osób starszych. Są kraje, w których osoby w podeszłym wieku mają rozliczne przywileje, a kombatanci otoczeni są troskliwą opieką. W historii ludzkości było jednak wiele państw, które bardzo okrutnie obchodziły się z emerytami. Przykładem starożytna Sparta, w której osoby stare i niedołężne zrzucano ze skał. W Polsce nikt jeszcze na ten pomysł nie wpadł, ale jak się patrzy na to co się dzieje to nie jest wykluczone, że powoli dążymy do tego modelu. Gór w Polsce nie mamy za wiele, ale „skałka dla emeryta" zawsze się znajdzie. 

Nie jest jednak prawdą, że w Polsce nikt o emerytach nie myśli. O emerytach myślą ciepło wszelkiej maści oszuści i krętacze. Profesjonalni naciągacze i złodzieje (działający często pod szlachetnymi szyldami) to jedyna grupa, która zawsze pamięta o emerytach, bo na nich żeruje. Oprócz polityków, którzy o emerytach przypominają sobie zawsze przed wyborami i obiecują złote góry w zamian za głosy, oprócz Radia Maryja, które naciąga emerytów na wpłaty strasząc swych słuchaczy piekłem, Żydami, Niemcami i inwazją z kosmosu są jeszcze liczni drobni i nie tak sławni oszuści wykorzystujący naiwność starszych ludzi.

Powiedzmy sobie szczerze - obecne pokolenie osób starszych jest nie przygotowane do twardego życia w kapitalizmie - pełnego słodkich pułapek. To w większości ludzie łatwowierni, ufni i nie rozumiejący mechanizmów oszukańczej reklamy. To właśnie osoby starsze padają masowo ofiarą przedziwnych konkursów, których mechanizm polega na przysłaniu na adres domowy informacji o wysokiej wygranej. Czasem jest to zawrotna suma stu tysięcy złotych lub drogi samochód. Oczywiście aby odebrać te „nagrody" należy wpłacić na konto „opłatę manipulacyjną" w wysokości np. 500 zł. Jak się łatwo domyślić mimo opłaty nagroda nie nadchodzi.

Podobnie rzecz się ma z zakupami „przy kawie i ciastkach". Najpierw pojawiają się plakaty z informacją, że w pobliskiej szkole odbędzie się spotkanie „przy kawie i ciastkach", podczas którego zaprezentowane zostaną „atrakcyjne towary" w „promocyjnych cenach". Zwykle omamieni miłą atmosferą starsi ludzie dają sobie na takich spotkaniach wciskać różne niepotrzebne śmieci w cenie trzykrotnie większej od cen sklepowych. Pokolenie dzisiejszych emerytów to ludzie wychowani w PRL-u, czyli czasach, w których reklama nie istniała, a sklepy świeciły gołymi półkami. Wystawieni na ataki oszukańczych konkursów, psychologicznie podstępnych promocji i zasadzek „miłych spotkań" są bezbronni jak dzieci i powiększają armię wykiwanych. Przyzwyczajeni do dobrotliwego socjalistycznego myślenia nie mogą uwierzyć, że w dzisiejszym świecie nikt nikomu nie daje nic za darmo.

Na zdjęciu poniżej oszukana emerytka Jadwiga Maślak z Łapalic, która uwierzyła, że wpłacając 150 zł otrzyma bilet miesięczny na księżyc.    

 


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (13) | dodaj komentarz

czwartek, 22 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 713 590  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer