Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 206 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Rozwód drogą do sukcesu!

wtorek, 28 lutego 2012 9:04

 

Jeszcze nie tak dawno sądzono, że rozwody niszczą kariery artystów. Do tej pory było tak, że znany artysta, który się rozwodził, nie mógł liczyć na taryfę ulgową z żadnej strony. Sąd go łupił okrutnie dzieląc majątek w myśl populistycznej idei, że „na biednego nie trafiło”, a media i opinia publiczna wydawały swój potępieńczy wyrok. Internauci dokładali swoje mocno złośliwymi komentarzami.

 

Biedaczysko, któremu znudziła się druga połówka, jest tak łatwą ofiarą mediów jak wokalistka, której zaciął się playback. Dorwą takiego numeranta, obsmarują, połkną,  przeżują medialnie i wyplują jak pestkę od śliwki. Wszyscy pamiętamy trudne okresy rozwodowe osób medialnych, które najpierw przez lata przekonywały nas o tym, że są w swym związku szczęśliwe jak gołąbeczki, a potem gdy porzucały swoje stare żony i łysiejących mężów, mamrotały coś nieskładnie o życiowym wypaleniu i zmęczeniu. 

 

To, że rozpadają się długoletnie związki jest ludzkie, powszechne i najnormalniejsze w świecie, ale znanym osobnikom takich postaw się nie wybacza. O nie! Grzegorz Ciechowski, gdy rozstał się z Małgorzatą Potocką przez rok nie grał koncertów, Robert Janowski gdy zostawił żonę plotkowano, że spadła mu oglądalność programu „Jaka to melodia” (była to bzdura, ale fama robiła swoje), nawet mega popularny Cezary Pazura miał po zmianie żony na młodszą, złą prasę i szeptano, że mu „nie idzie”.

 

Teraz hitem rozwodowym sezonu jest rozwód znanego aktora Zbigniewa Zamachowskiego. Już zbierały się nad nim czarne chmury, już wszystkie portale plotkarskie szeptały, ile to aktor straci pieniędzy, aż tu nagle ujawniono, że Zamachowski będzie jurorem w „Bitwie na Głosy”. Zamachowski jest dobrym aktorem więc zagra, że się na muzyce zna, ciekawe jest jednak kryterium doboru aktora do tej roli. Jak ujawniły media, powodem wybrania Zamachowskiego do ciepłej posadki jurora był fakt, że… się rozwodzi. Z przecieków telewizyjnych dowiedzieliśmy się, że właśnie sprawa rozwodu oraz związana z tym sytuacja rozgłosu wokół osoby Zamachowskiego spowodowała, iż telewizyjne gremium kierownicze wybrało właśnie jego.

 

Znamy więc już kryteria jakimi ostatnio kieruje się telewizja. Nie są istotne kompetencje, fachowość w danej dziedzinie, a rozgłos medialny, nawet tak przykry jak rozgłos rozwodowy. Skoro Doda mogła oceniać jazdę figurową na lodzie, a Grażyna Szapołowska zespoły rockowe,  to i Zamachowski znany ze świetnych ról osobników zapętlonych w niesprzyjającej rzeczywistości, może oceniać wokalistów.

 

Oto lista osób, które powinny zasilić gremia telewizyjnych programów, bo ostatnio jest o nich głośno:

 

Minister sportu Joanna Mucha, wybitna znawczyni hokeja powinna mieć szanse na poprowadzenie teleturnieju dla miłośników sportów ekstremalnych pt. „Z trzeciego peronu biegnę do stadionu”.   

 

Detektyw Krzysztof  Rutkowski – etatowy twardziel prasy brukowej, powinien być komentatorem Turnieju Ustawek Kibolskich o puchar Donalda Tuska „Prawa ręka i złota szczęka”.

 

Katarzyna W. z Sosnowca słynna matka, która własną córkę umiejętnie przysypała gruzem, powinna być gwiazdą programu śniadaniowego „Już od rana młoda mama”.

 

Bartosz Arłukowicz – minister zdrowia, który spartolił wszystko, za co się wziął, powinien prowadzić telewizyjny quiz „Co jeszcze mogę zepsuć?”

 

Facet, który okradł jeden z warszawskich banków bez pistoletu i podkopu, a jedynie zakładając tam konto dla przedsiębiorców z usługą tzw. wrzutni nocnej, która działa po zamknięciu banku. Po miesiącu zadeklarował że wpłaca 1,5 mln euro, a do wrzutni podrzucił paczkę z pociętymi gazetami. Bank zaksięgował to jako wpłatę. Nim ktokolwiek się zorientował „biznesmen” kupił za całą kwotę złoto i się ulotnił, będąc 4,5 mln zł do przodu.  Ten koleś stał się bohaterem netu, bo wystawił system bankowy do wiatru. Powinien prowadzić specjalistyczny program o finansach pt. „Władza? Kasa się nie zgadza”.

 

U dołu policyjna fotka tego przyszłego ministra finansów.   

 


 


Podziel się
oceń
8
1

komentarze (30) | dodaj komentarz

Włodek poszedł na wojnę

środa, 22 lutego 2012 13:00

 

Niektórzy z Was być może pamiętają wstrząsający, amerykański film Daltona Trumbo „Johnny poszedł na wojnę” z 1971roku.  To historia przystojnego chłopaka, który wychowywany przez ojca w poczuciu patriotycznego obowiązku zgłasza się na ochotnika do wojska. Zostawia swoją dziewczynę i rusza na wojnę. Pech chce, że na wojnie (chodzi o I wojnę światową) bomba urywa mu nogi i ręce. Johnny ratuje życie, ale na skutek wybuchu traci nie tylko kończyny, ale także część twarzy. Nie widzi i nie słyszy, nie ma węchu. Wszyscy  traktują go jak kawałek żywego mięsa. Są przekonani, że jest „warzywem”. Tymczasem mózg Johnnego działa sprawnie. Johnny rozumie, co się wokół niego dzieje i to właśnie jest przerażające.  

 

W jednym ze swoich snów Johnny śni, że powinien być obwożony w klatce jako ciekawostka na jarmarkach i festynach ku uciesze gawiedzi. Johnny żołnierz, Johnny bohater wojenny, Johnny ludzki wrak. Nie było w kinematografii światowej filmu bardziej antywojennego i anty wojskowego. To kpina z tych wszystkich patriotycznych bzdur i propagandowych sloganów, które młodym ludziom wojnę przedstawiają jako atrakcyjną podróż pełną męskich przygód, a wojsko jako szansę na zdobycie ciekawego zawodu, doświadczeń i przyjaciół.

 

Włodzimierz N. znaleziony w szałasie górskim niedaleko Doliny Olczyskiej, też poszedł sobie na wojnę. Na taśmach sprzed dziesięciu lat, które ujawniła telewizja, widzimy przystojnego uśmiechniętego oficera w polowym mundurze, który z entuzjazmem wypowiada się o polskiej misji w Iraku. Włodzimierz N. miał więcej szczęścia niż Johnny. Ma tylko odmrożone stopy i zepsutą głowę. Nic nie pamięta, mówi monosylabami, jest przestraszony. Jak to się stało, że inteligentny oficer ze znajomością angielskiego i arabskiego, który sprawdził się na misjach w Libanie i Iraku, zostaje po kilku latach wrakiem człowieka, a armia skreśla go z ewidencji jak zepsuty karabin? Okazuje się, że armia to nie jest ciekawy zawód, wojsko to nie są żadni fajni kumple, a misje w Iraku czy Afganistanie to niepotrzebne przelewanie polskiej krwi i taśmowa fabryka kalek psychicznych.

 

Gdy w 1983 roku w samym środku stanu wojennego wraz z garstką kumpli Jasiem Waluszko, Wojtkiem Jankowskim, Zbigniewem Styblem ,Krzyśkiem Galińskim, Wojtkiem Mazurem i kilkoma jeszcze innymi zaczęliśmy jako młodzi anarchiści głosić w podziemiu herezje o tym, że wojsko jest wykorzystywane do walki politycznej ze społeczeństwem i że należy znieść przymus powszechnego poboru, wielu uznało nas za wariatów, a nawet za prowokatorów. Wychowani na tradycjach powstań Polacy, zawsze mieli wielki szacunek do wojska mimo, że to czołgi wojskowe, a nie ZOMO rozwalały 13 grudnia bramy stoczni Gdańskiej i mimo, że to wojsko strzelało w Gdyni w grudniu 1970 do robotników. 

 

Po latach nasze stare postulaty z czasów RSA i WiP okazały się jak najbardziej realne. Najpierw wprowadzono możliwość odpracowania wojska dla tych, którzy nie czują się na siłach uczyć zabijania, potem zniesiono przymus służby wojskowej. Teraz wojsko mamy zawodowe i zapisują się tam tylko entuzjaści militariów.  Wielu z nich widzi w wojsku po prostu szansę na lepsze zarobki i „dobrą” pracę. Jak szybko ci chłopcy zamieniają się w psychiczne wraki widzimy na smutnym przykładzie Włodzimierza N. znalezionego w górach polskiego oficera, którego po kilku latach służby skreślono z armii, a rodzina skreśliła go z życia, bo po powrocie z wojenki był jakiś „inny”. 

 

Wszyscy teraz bardzo przejmują się losem „człowieka z gór”, bo to przypadek przerażająco smutny i przez to niemalże filmowy. A gdzie są prawdziwi winowajcy, którzy posłali polskich żołnierzy na te absurdalne wojny z których Polska ma tylko kilkadziesiąt trupów i kilkaset kalek? Facetami, którzy wysłali ich na wojnę są Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller. Pewnie w poczuciu wstydu niebawem odwiedzą Włodzimierza N. w szpitalu. Powinni kupić mu w ramach terapii jakiegoś misia pluszaka lub zaprosić na Wielkanoc do siebie do domu na wspólne malowanie pisanek.      

 

 


Podziel się
oceń
3
8

komentarze (50) | dodaj komentarz

Bohater naszych mediów

piątek, 17 lutego 2012 8:34

 

Każdy dzień przynosi nam jakieś nowinki z życia super detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Przez kilka tygodni żyliśmy aferą wokół zaginięcia małej Magdy z Sosnowca. To kowboj Rutkowski jako pierwszy odkrył, że nie było żadnego porwania, a matka Magdy wszystkich oszukała. Policja oskarżona o spapranie sprawy zaatakowała Rutkowskiego o to, że ten odizolował rodziców Magdy od policji, a tak w ogóle, to nie ma koncesji na bycie detektywem.


Rozpoczęła się medialna bokserka obu stron, z horrorem małej Magdy w tle. Rutkowski od zawsze balansujący na granicy prawa, od zawsze działający bardziej jak showmen, a nie jak tropiciel i detektyw jest postacią tyleż kontrowersyjną, co w niektórych sytuacjach skuteczną. Ma na swoim koncie liczne porażki, wpadki i kompromitacje, ale najgłośniej jest o jego widowiskowych sukcesach.  Dziennikarze TVN szydzący z jego kowbojskiego wyglądu (Kolęda-Zaleska), czy próbujący udawać oburzenie z powodu nieczystych metod stosowanych przez Rutkowskiego (Monika Olejnik) zapomnieli o tym, że to nikt inny jak właśnie sam TVN lansował „dzielnego szeryfa” na swej antenie przez lata. To dzięki kamerom telewizyjnym TVN ten były ZOMO-wiec urósł medialnie na Supermena znad Wisły.


W sprawie małej Magdy porzuconej przez matkę pod stertą gruzu, Rutkowski zagrał policji na nosie. Można oburzać się na jego techniki przesłuchania, grymasić na temat jego okularów, biadolić na temat, że nie ma koncesji (on sam nie ma, ale jego biuro już tak) do społeczeństwa dotarł jasny sygnał: ten facet jest skuteczny. Ludzie już zapomnieli, że przy okazji sprawy porwania Krzysztofa Olewnika,  Rutkowski nie był skuteczny, a rodzinę zabitego kosztowało to kilkaset tysięcy złotych. Biuro Rutkowskiego wyrobiło sobie markę jako firma, która załatwi sprawy, których inni nawet nie chcą tknąć.


Porwania członków rodziny z toksycznych środowisk, „uwolnienia” od koszmarnych mężów, zabór dzieci przez współmałżonków, którzy są w trakcie spraw rozwodowych.  Tego typu zagmatwane sprawy rodzinne są dla Rutkowskiego „realizacją zlecenia”.  Wystarczy, że jedna ze stron konfliktu ma wystarczającą ilość pieniędzy i determinację.


Oto wieści z frontu walki. Ledwie ochłonęliśmy po sprawie Magdy, która przecież wciąż się toczy, na wierzch wypłynęła sprawa kolejnej „realizacji” kowboja Rutkowskiego. Na zlecenie rodziców, którzy niezadowoleni byli z męża Roma jakiego wybrała sobie ich pełnoletnia córka ludzie Rutkowskiego usiłowali porwać ją dwukrotnie na terenie Niemiec. Te sprawę akurat spartaczyli, a komandosów Rutkowskiego zatrzymała niemiecka policja. Detektyw i jego ludzie nie dają nawet na moment odetchnąć mediom. Partnerka życiowa Rutkowskiego Luiza Kobyłecka usiłowała popełnić samobójstwo w gmachu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.


Luiza Kobyłecka tak naprawdę nazywa się Urszula i jest byłą zakonnicą, która z miłości do detektywa porzuciła habit. Od kilku lat pracuje w biurze Rutkowskiego, a ostatnio brała udział w ważnej „realizacji” w Iraku gdzie jak zeznał Rutkowski „do niej strzelano”. To zdaniem detektywa mogło być powodem traumy Kobyłeckiej i spowodowało „przeciążenie” które pchnęło ją do kroków samobójczych. Spekulowano także, że powodem samobójstwa mogły być kłopoty na uczelni. Rozwiązanie tajemnicy próby samobójczej okazało się w stylu seriali brazylijskich. Była zakonnica była w ciąży z kowbojem, ale poroniła, bo kilka lat temu miała wypadek motocyklowy.


Teraz tylko czekam na wiadomość, gdy Rutkowskiego porwą kosmici, a on sam zostanie papieżem na księżycu i wystąpi w chińskiej bajce dla dzieci reklamującej podrobione adidasy, jego partnerka odzyska zdrowie i znajdzie sens w życiu, a przy okazji hitlerowskie złoto spod Gliwic i bursztynową komnatę oraz brakujące pierwiastki z tablicy Mendelejewa, z kolei ludzie z biura Rutkowskiego obalą przez telefon pół litra i dyktatora Syrii Assada jak również przeprowadzą desant na sejmową komisję kultury porywając z niej zdrowy rozsadek oraz okulary poseł Elżbiety Kruk.     


Rutkowski! Dajcie takich więcej, a zrobimy wam sto nowych Pudelków i trzy nowe TVN-y!!!  

 



Podziel się
oceń
5
4

komentarze (57) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  6 891 065  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer