Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 236 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Czas na brzydkich!

środa, 28 lutego 2007 13:47

Czas na brzydkich!

Jednym uchem wpadła mi informacja o imprezie organizowanej przez jakiś topowy, kolorowy szmatławiec w stylu Gali czy Vivy pod tytułem „Piękni 2007”. Za pięknych uznano serialową aktorkę Joannę Brodzik i znanego także głównie z seriali (jakże by inaczej!) aktora Macieja Zakościelnego. Przyznane w świetle jupiterów tytuły są tyleż wspaniałe, co kłopotliwe. Czy to oznacza, że pozostali, którzy brali udział w konkursie (kwiat filmu, teatru i estrady), a nie zostali wybrani, są nie dość piękni. Albo, mówiąc wprost brzydcy i koszmarni?   

Niezręczny jest też sam tytuł z towarzyszącą mu datą, czyli „Piękni 2007”. Tytuł tego rodzaju może niebezpiecznie sugerować, że Joanna Brodzik piękna jest tylko w tym roku, a za rok pewnie zbrzydnie. Rzecz cała raczej głupia i banalna, ale warto być może przez moment pochylić się nad tym, co piękne i brzydkie w naszym życiu. Jeżeli chodzi o kanony urody i gusta to jak wiadomo ciężko jest o tychże dyskutować, bo każdy ma nieco inne.  

Japończycy uwielbiają małe kobiety o drobnej budowie ciała i dziecięcych wręcz stopach. Im mniejsza stopa tym bardziej seksowna. Masajki to kobiety wysokie i o długich szyjach. Im dłuższa szyja tym bardziej facetom, Masajom się podoba. Amerykanie uwielbiają u kobiet olbrzymie silikonowe biusty i to jest ich wyznacznik piękna. Pigmeje kochają się w kobietach otyłych, a Włosi i Francuzi w szkieletach. Kanadyjczycy za najpiękniejsze uważają piegowate i rude panienki, Niemcy ostre blondyny z niebieskimi oczami, a dla Polaka najpiękniejsza kobieta to ta, która pierze mu kalesony i skacze po piwo w trakcie meczu.   

 

Trafiają się ludzie brzydcy o pięknym wnętrzu, ale więcej jest pięknych osób o pustej głowie. Osoba piękna potrafi się brzydko zachować, ale bywa, że osoba niezbyt ładna wykona jakiś piękny gest. Stare porzekadło mówi, że nie ma brzydkich kobiet tylko czasem brakuje alkoholu. Miałem kolegę, który uciekał z knajpy, gdy zaczynały mu się podobać brzydkie barmanki. Zdaniem wielu robił błąd, bo jak powszechnie wiadomo, kobiety niezbyt atrakcyjne są bardziej pracowite w łóżku i mają większy temperament niż te piękne, ale za to często leniwe i wymagające.  

Istnieje cały szereg określeń, które celnie opisują sprawy urody. Powiedzieć o kimś, że jest „piękny inaczej” jest o wiele dowcipniejsze niż powiedzieć o nim, że jest sobowtórem muszli klozetowej. Z całego szeregu takich powiedzonek najbardziej podobało mi się poetyckie określenie jednego z zaprzyjaźnionych muzyków, który o poderwanej przez siebie po pijaku panience sam powiedział, że „była to kobieta o nie nachalnej urodzie”.   

W sprawach urody faceci mają o niebo lepiej niż kobiety. Nawet ci niezbyt urodziwi. Mając tzw. zakazaną mordę zawsze można odwołać się do mitu filmowego „pięknego brzydala”. Takim typowym pięknym brzydalem bywał legendarny aktor francuskiego kina Belmondo, w którym kochały się wszystkie kobiety. Belmondo ze swoim długim nosem gdyby nie był znany z ekranu, nie zwróciłby uwagi nawet wsiowej sprzątaczki z dyskoteki w Odrzywołach.  

Z przyjemnością obejrzałbym imprezę pod tytułem Brzydcy 2007 (z chęcią sam bym wziął w niej udział). To mogłoby być naprawdę ciekawe widowisko telewizyjne. Po tej serii ładnych, wymuskanych i wypielęgnowanych twarzy, które oglądamy w reklamach i od których już wszystkich mdli, byłaby to jakaś  ekscytująca odmiana. Mocne, prawdziwe, nie skażone urodą, toporne ryje na start! Wszyscy brzydcy łączcie się! Czekam na wasze propozycje kandydatów do imprezy „Brzydcy 2007”. Zróbmy casting, eliminacje, a wreszcie wielką galę w Sali Kongresowej w Warszawie z udziałem najbardziej obrzydliwych zespołów muzycznych.   


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (247) | dodaj komentarz

Potłuczeni

piątek, 23 lutego 2007 15:52

Potłuczeni 

Są w języku polskim słowa, które mają swoją głębię. Takimi słówkami nie są ani studnia, ani rów melioracyjny, ani nawet damski dekolt mimo, że wszystkie wymienione głębię swoją niewątpliwie posiadają. Nie o ten typ głębi nam tutaj chodzi. Potłuc można rzeczy codziennego użytku takie jak szklanka, wazon czy talerz. W sensie metaforycznym nic tu ciekawego się nie dzieje. Gdy jednak mówimy o kimś, że to „człowiek potłuczony” to gama interpretacji jest znacznie szersza. Takie określenie może oznaczać człowieka pobitego, czy osobę, która po prostu spadła ze schodów i się potłukła, ale najczęściej znaczy coś więcej.  

Określenie człowiek potłuczony stosujemy zwykle do osób, które wcale nie zostały pobite, a jeżeli już, to wewnętrznie. Osobnik potłuczony to zwykle ktoś ze złamanym życiorysem, ktoś, kto niezwykle sparzył się w życiu, odniósł życiowe rany, a te jak wiadomo najciężej jest bandażować. Bywa, że słówko „potłuczony” nie jest już tak szlachetne i nie kryje w sobie żadnych dumnych ran tylko oznacza idiotę, szaleńca, człowieka z lekka zwariowanego. Jeżeli o jakimś polityku czy artyście mówimy, że „pieprzy jak potłuczony” to zwykle mamy na myśli, że mówi od rzeczy, tłumaczy się mętnie lub sepleni tak, że nie można go zrozumieć.  

Istnieje spora ilość metaforycznych skojarzeń słówka potłuczony. Może to być osobnik, który stracił pracę (Radosław Sikorki wyleciał z posady i odbierany będzie w środowisku jako polityk potłuczony), ale może też być to określenie takiego, który stracił posadę, a później szybko odzyskał nieco inną (Ludwik Dorn). Z tych dwóch ten ostatni miał taką minę na konferencji prasowej z premierem Kaczyńskim, że wyglądał na naprawdę mocno potłuczonego (Dorn prezentował się niczym Gołota po walce z Tysonem). A przecież sam premier też jest potłuczony, o czym świadczy jego złamana ręka.  

Zawód premiera rządu łączy się w Polsce ze zdumiewającą pewnością, że w niedługim czasie osoba pełniąca ten urząd zostanie potłuczona. Premier Tadeusz Mazowiecki w trakcie wygłaszania swego expose zasłabł na mównicy. Sam potrafił śmiać się z tego mówiąc, że jego zdrowie jest jak stan polskiej gospodarki. Z kolei premier Leszek Miller jak pamiętamy przeżył wypadek podczas lotu helikopterem i przez kilka tygodni jeździł po rządowych apartamentach i europejskich salonach na wózku inwalidzkim. Premier Jan Olszewski nie przeżył w trakcie swojej krótkiej kadencji żadnego widowiskowego upadku i nie doznał żadnego złamania, ale to właśnie o nim można powiedzieć, że ze wszystkich premierów po 1989 roku był najbardziej potłuczony (szczególnie przez mało mu przychylne media).  

Z kolei premier Jerzy Buzek zawsze prezentował się z radosnym uśmiechem i podobnie jak Jan Olszewski też niczego sobie nie złamał w trakcie kadencji. Potwornym ciosem, dzięki, któremu Buzek znajduje się w naszej Galerii Potłuczonych Premierów był cios zadany mu przez wyborców, którzy uznali, że kierowana przez niego partia (AWS) powinna iść na zieloną trawkę. Tego typu masakra powodująca całkowite wyautowanie się rządzącej ekipy poza parlament zdarzyła się w III RP pierwszy raz. Paradoksalnie najmniej potłuczonym premierem okazuje się po latach Hanna Suchocka, której gabinet upadł nie przez demonstracje uliczne czy rewolucję, ale przez sraczkę jednego z posłów. Poseł siedząc w kiblu nie mógł zagłosować, za rządem, a tego właśnie jednego głosu zabrakło. Do ekipy potłuczonych często zaliczany był premier Waldemar Pawlak z racji swojej cyber kosmicznej gadki. Pawlak od zawsze mówił jak sterowany telepatycznie z kosmosu robot. Z perspektywy czasu widać, że to jednak cwany gracz na scenie politycznej, dla którego „granie robota” jest być może tylko przykrywką.

Potłuczonych nam w kraju przybywa, a złamana ręka premiera Kaczyńskiego jest tej fali wielkim symbolem. Liczba potłuczonych zwiększa się także wraz z odkrywaniem tajnych akt bezpieki i zwiększaniem się ilości wiejskich dyskotek.  Raport Antoniego Maciarewicza ujawnił wiele nazwisk ludzi współpracujących z WSI i teraz te osoby w większości również uważa się za życiowo potłuczone. W Polsce do grona potłuczonych zalicza się nie tylko polityków, ale także sportowców. Przykro było patrzeć na naszą medalistkę Agatę Wróbel jak pracuje w sortowni śmieci gdzieś w Anglii. Przykro patrzeć na kolejne aresztowania potłuczonych sędziów piłkarskich.  

Prawdopodobnie już niedługo Polska stanie się światowym zagłębiem osobników potłuczonych i być może już dziś warto zastanowić się jak eksportować nadwyżkę potłuczonych do innych krajów, w których jest ich niedobór. Zdaniem ekonomistów zysk z eksportu potłuczonych może okazać się  całkiem intratny, a optymiści mówią nawet coś o żyle złota. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (242) | dodaj komentarz

Szok termiczny autentyczny

wtorek, 13 lutego 2007 17:50

Szok termiczny autentyczny 

Coraz większym regulatorem życia społecznego okazuje się szok. Już dawno naukowcy zauważyli, że życie w Polsce upływa nam w rytmie od szoku do szoku. Za komuny wszystko toczyło się raczej nudnym, spokojnym trybem. W czasach bulgoczącego kapitalizmu bez szoku trudno wyobrazić sobie początek dnia.  

Szok podobnie jak gwałty zbiorowe ma swoją historię i nie wziął się wcale z kolorowych pisemek typu „Majtki Zyty i życie elity”. Szok, czyli przesadne zwracanie na siebie uwagi to także nie domena fryzjerów i organizatorów parad gejowskich. Zdecydowany prym w szokowaniu zawsze należał do rewolucjonistów. Czas rewolucji francuskiej to okres wielu szokujących działań (gilotynowanie biskupów i arystokracji). Można powiedzieć, że wielu ludzi miało wówczas przerąbane. W szokowaniu nieźli byli także bolszewicy, którzy wysadzali kościoły w powietrze, a w tych, co pozostały urządzali sobie magazyny zbożowe. Wrogów swych działań wysyłali za krąg polarny, aby w przyszłości ludzie ci mogli zostać konsultantami Dicovery Channel. Hitlerowcy palili zdegenerowane ich zdaniem książki (później jak wiadomo przerzucili się na ludzi), a rewolucjoniści od Mao i Pol Pota zanegowali praktycznie rozwój cywilizacji i chcieli cofnąć swych rodaków do epoki jaskiniowej.  

Drugą grupą (dodajmy o wiele bardziej sympatyczną od rewolucjonistów), która posługuje się szokiem niczym papierem toaletowym, czyli codziennie są artyści. Artysta to jak wiadomo cwaniak, który z braku talentu do kopania rowów, czy orania broną pola zostaje muzykiem, malarzem czy filmowcem. Jako taki uważa się za lepszego od reszty społeczeństwa i w związku z tym musi się inaczej niż reszta ubierać i zachowywać. Szokujące działania w wykonaniu artystów są czasem zabawne, czasem twórcze, na ogół jednak (przyznajmy to szczerze) po prostu głupie. Jakże daleko tym łachmytom do rewolucjonistów. Polega to zwykle na tym, że artysta gra szokująco głośną muzykę, ubiera się w szokujące stroje i robi sobie na głowach fryzury, które szokują policjantów i stare baby.     

Trzecią grupą dostarczającą szokujących przeżyć są wynajęci urzędnicy państwowi zwani władzą. To dzięki nim przeżyliśmy już szok cenowy, szok gospodarczy, szok bezrobocia i wiele innych szoków o których codziennie piszą gazety. Cały początek lat dziewięćdziesiątych zwany był u nas terapią szokową. Role szoku docenia także aktualna władza, która robi wszystko aby społeczeństwo miało o czym plotkować i w wolnych chwilach wyć do księżyca. Facetem, który wyspecjalizował się w szokujących działaniach jest minister Antoni „Przeciek” Maciarewicz, który z ramienia władzy nadzoruje dobijanie Wojskowych Służb Informacyjnych. Jest to osobnik o nieograniczonych możliwościach szokowania. Już sam jego obłędny wzrok czy tajemniczy uśmieszek a la „pijany traktorzysta” powoduje, że każdy, kto go widzi jest w szoku. Antoni dawkuje powoli szokujące informacje, które wyciekają z jego kręgu do prasy. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że w telewizji pracowało 115 agentów WSI. Z nazwisk wymienia się trzy osoby, a innych konkretów nie ma i wszystko jest raczej robieniem atmosfery niż szukaniem prawdy.  

Dobrym szokmistrzem jest także sam premier Jarosław Kaczyński, który zszokował wszystkich wywaleniem z rządu  ministrów Sikorskiego i Dorna. To stary chwyt Leszka Millera, który też rzucał swoich ludzi na pożarcie jak wszystko zaczynało mu się rozsypywać. Częste szokowanie powoduje, że siła szoku zostaje osłabiona. Czy kogoś są jeszcze w stanie zaszokować wulgarne wypowiedzi  Dody, kolejny peron Gosiewskiego, czy irracjonalne pomysły edukacyjne Giertycha ? Z pewnością niewielu. Przyzwyczailiśmy się do szoków jak do zupy mlecznej w przedszkolu. Ostatnia nadzieja w głupocie. Ta zawsze potrafi zszokować.  

Całkiem niedawno udało mi się przeżyć autentyczny szok, ale był to jedynie szok termiczny. Wracałem z urlopu w słonecznym Egipcie (średnia temperatura plus 20 stopni) i na lotnisku Okęcie okazało się, że jest mróz, czyli minus dziewięć. W samolocie zapanowała grobowa cisza, a ci, którzy nieopatrznie odziani byli w krótkie rękawki wpadli w panikę. 

Przyznajmy otwarcie, że trudno nam jednak żyć bez codziennej porcji szoku. I tak sobie pomieszkujemy w kraju nad Wisłą od małego szoku do kolejnego. Polska to kraina gdzie nawet matka do swego dziecka mówi „Nie chcesz troszkę szoczku”. A was, co szokuje?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (43) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 123  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer