Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 607 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Koniec roku i kontynuacja głupoty

piątek, 28 grudnia 2012 9:27

 

Znów ktoś źle odczytał znaki ze starych ksiąg i zamiast końca świata mamy najzwyklejszy o tej porze koniec roku. Świat jest złośliwy podobnie jak Donald Tusk i nie chce się skończyć. O wielu już politykach mówiono, że są absolutnie skreśleni i skończeni, tymczasem nam szybciej skończą się epitety i wyzwiska, prędzej skończy się telewizyjny tasiemiec "Moda na sukces", Agnieszka Chylińska "powie sobie dość", a Elektryczne Gitary zaśpiewają, że "już jest koniec" niż oni powiedzą nam "żegnajcie". 

 

Jedyne co oprócz zadziwiającej reaktywacji niektórych mumii politycznych nie chce się nigdy skończyć to głupota, która nam towarzyszy od początków ludzkości. Z drugiej strony gdyby świat nie był głupi, być może nie byłby też ciekawy. Już pięćset lat temu dostrzegł to wybitny myśliciel renesansu Erazm z Rotterdamu pisząc sławetną "Pochwałę głupoty". Czy bez głupoty dało by się wytrzymać? Oto jest pytanie! Głupota pozwala nam nie dostrzegać wielu przykrych rzeczy. Ułatwia nam funkcjonowanie w tyglu świata rządzonym przez okrutne korporacje. Wyobraźmy sobie kraj w którym wszyscy są tak bardzo inteligentni, przenikliwi, dalekowzroczni, uczciwi, bezinteresowni, wolni od emocji zawiści i intelektualnie namaszczeni jak Jarosław Kaczyński. No cóż... obawiam się, że byłoby to nie do wytrzymania. Głupota jest konieczna chociażby jako opozycja do mądrości. Inteligencja może rozwinąć skrzydła jedynie na tle głupoty, bo wówczas lepiej jest widoczna. Odpowiedni (nie za wysoki oczywiście) poziom głupoty jest zatem niezbędny by społeczeństwo było z siebie dumne i mogło normalnie funkcjonować.

 

Byłem ostatnio na krytykowanym prawie powszechnie filmie Władysława Pasikowskiego "Pokłosie". Wybrałem się na ten film po przeczytaniu wszystkich histerycznych głosów, że to film jednostronny i antypolski. W zalewie krytycznych opinii o filmie wybijał się głos publicysty Jacka Karnowskiego (Tygodnik "W sieci"), który nawoływał już nie tylko do bojkotu filmu, ale do czegoś w rodzaju ruchu oporu przeciwko filmowi, rejtanowskiej wręcz akcji rozrywania koszuli i nie puszczania młodzieży na ten film, który zdaniem Karnowskiego tak bardzo szkaluje nasze dobre samopoczucie.       

 

Po takich zachętach z wielką przyjemnością i z całą rodziną udałem się do kina na nocny seans. Film jest świetny, a rola Macieja Stuhra godna pochwały i uznania. Młody Stuhr walczy dzielnie o zmianę emploi i wizerunku zabawnego chłoptasia z komedii kryminalnych. Jego role w "Obławie" i "Pokłosiu" to potwierdzenie, że wybrał dobrą drogę. "Pokłosie" to sprawny thriller trzymający w napięciu.

 

Jest sobie polska wieś. Wieś ma tajemnicę. Tę tajemnicę powoli odkrywa młody rolnik, któremu sumienie i wiara w Boga, oraz w podstawowe wartości ludzkie, nie pozwalają na robienie z czyichś nagrobków chodnika czy drogi. Ten film nie jest o tym co zdarzyło sie w Jedwabnem. Historia słynnych "Sąsiadów" z książki Grossa jest tu istotną inspiracją, ale nie jest to film o tamtym konkretnym wydarzeniu.

 

Ileż to Amerykanie zrobili filmów o tym, że mordowali Indian. Choćby słynny "Tańczący z wilkami" z Kevinem Costnerem. Cała masa filmów w USA powstała o brudnej wojnie w Wietnamie, na których amerykańscy chłopcy mordują i podpalają napalmem wietnamskie wsie (najsłynniejsze to Czas Apokalipsy, Łowca Jeleni, Pluton) i nikt nigdy nawet nie pomyślał, że są to (że mogą to być) filmy antyamerykańskie.

 

Były w Polsce takie wioski w których w 1941 roku Polacy wymordowali swych sąsiadów Żydów. To przykry fakt potwierdzony przez historyków. Zrobienie o tym filmu jest aktem jak najbardziej patriotycznym, bo tylko mówienie o bolesnych sprawach z historii, jest pokazem naszego dojrzałego patriotyzmu, a nie usilne hołdowanie narodowej cepeliadzie. Napiszę dosadniej. Trzeba być skończonym głupolem, żeby uznać "Pokłosie" za film antypolski.

 

Głupole! Cóż byśmy bez nich zrobili! Oni też są nam potrzebni! Bez histerycznej reakcji głupoli nie poszedłbym na "Pokłosie" i nie napisał tego tekstu. Wszystko wskazuje na to, że głupoty polskiej, europejskiej i światowej w nowym 2013 roku nam nie zabraknie, czego sobie i wszystkim czytelnikom bloga "Skibą w łeb" serdecznie życzę!    

 

 

 


Podziel się
oceń
83
41

komentarze (47) | dodaj komentarz

Polska tradycja telewizyjna

piątek, 21 grudnia 2012 13:09

 

W okresie świątecznym zawsze wiele się mówi o tradycji. Czym jest tradycja wytłumaczono już bardzo dobrze w słynnej komedii Stanisława Barei "Miś". Tradycja jest wówczas gdy oni zabiorą nam węgiel, a my im zabierzemy furę lub odwrotnie.  Pytanie o tradycję powraca jak kac w pierwszy dzień roku. Słyszymy wiele o tradycyjnych potrawach wigilijnych, tradycyjnych zwyczajach świątecznych, kolędach. Czym tak na prawdę jest tradycja?

 

Wbrew pozorom dla wielu z nas Boże Narodzenie nie jest związane z przeżyciami religijnymi, a z tradycją właśnie. Tradycja ta jest tak silna, że nawet ateiści stroją choinkę, dzielą sie opłatkiem czy idą do kościoła zobaczyć szopkę.  Wśród wierzących wielu jest słabo wierzących, wątpiących lub wierzących okazjonalnie. Grupa wierzących okazjonalnie to właśnie Ci wszyscy, którzy mobilizują sie religijnie tylko przy okazji wielkich świąt czyli w Boże Narodzenie i na Wielkanoc.

 

Z badań kościelnych wynika, że aktywnych katolików (za takich uważa się osoby chodzące co tydzień do kościoła) jest w Polsce ok. 40 proc. pozostali chodzą do kościoła niesystematycznie (27 proc. ) lub wręcz "okazjonalnie" (11 proc). Mało osób przystępuje do  komunii świętej i spowiedzi. Regularnie spowiada się ok. 16 procent katolików i ta liczba odpowiada mniej więcej grupie określanej mianem "głęboko wierzących". Blisko 40 proc. wierzących to grupa która,  rzadko uczęszcza do kościoła i praktycznie nie chodzi do spowiedzi, ale jednak czuje się związana tradycją i uważa się za katolików.

 

Tradycja to jednak nie to samo co wiara. Każdy zwyczaj, który trwa dłużej niż kilka lat, to już jest coś co można określić mianem tradycji. Tradycje mogą być bardzo różne i niekoniecznie związane z religijnością, narodem czy obyczajem ludowym. Tradycja to także walka na sztachety podczas wesel (na szczęście to tradycja już zanikająca), pewną tradycja są także parady gejów i lesbijek odbywające się od siedmiu lat w Warszawie.

 

Najbardziej popularną tradycją świąteczną w Polsce jest...oglądanie telewizji. Wielu święta kojarzą się z potwornym obżarstwem i głową wsadzoną w ekran telewizora. Wszystkie stacje prześcigają się w emitowaniu ulubionych hitów filmowych. Tylko niewielka część z nich ma charakter familijny. Nikły procent z nich nawiązuje do świąt. Telewizja tradycyjnie pokazuje od lat "Kevina", który w tym roku (w nawiązaniu do końca świata) powinien być w wersji "Kevin sam na Ziemi".

 

To absurdalne uczucie, gdy w czas świąteczny raczymy się serialami o seryjnych mordercach, fajnych szefach mafii, sympatycznych zawodowych zabójcach, czy wesołym gangu, który dla jaj napada na banki. Poza chłamem kina kopanego i strzelanego z pewnością katować nas będą takimi programami jak "Fakty po matkach", "Maciej wróżbita i jego kobita" czy "Perfekcyjna Pani Sromu".      

 

Na fotce poniżej bohater świątecznego konkursu telewizyjnego z udziałem recydywistów  pt. "My warchlaki z jednej paki".        

 


Podziel się
oceń
78
31

komentarze (43) | dodaj komentarz

Chude święta

czwartek, 13 grudnia 2012 8:31

 

Wszyscy wokół kraczą, że w tym roku będą niezwykle chude święta. Rzeczywiście będą musiały być chude jak modelka Ania Rubik, skoro już rok temu też słyszeliśmy tę samą śpiewkę i praktycznie, co grudzień ta melodia o chudych świętach jest nam grana jak "Last Christmas" zespołu Wham, czyli aż do bólu żołądka.  


Święta mają być chude przez kryzys. Do dziś nie ustalono czy kryzys jest na prawdę, czy to tylko wymysły polityków, aby dać nam solidnie w tyłek i postraszyć.  Zabawne jest, gdy politycy ogłaszają, że w związku z kryzysem zaczynają oszczędzać. Oszczędzanie zawsze zaczyna się od zwalniania ludzi z pracy. 


Wywalenie z roboty to jest najłatwiejszy sposób na oszczędność. Czysta matematyka. Robotę, którą robiło dziesięciu, zrobi teraz pięciu.  Zawsze mnie zastanawia ten mechanizm, bo przecież wcześniej ktoś zatrudnił tych pięciu których wywalono.  Mechanizm wywalania ma swoje granice, bo gdy się wywali wszystkich, to robota niczym koń na westernach staje i to niekoniecznie dęba.  


Zabawnie zaczyna sie robić, gdy władza chce pokazać jaka to ona jest oszczędna i w dobie kryzysu odpowiedzialna. Premier Donald Tusk zapowiadał, że będzie latał do Warszawy rejsowymi samolotami. Było tak raz czy ze dwa razy, co stało się sensacją medialną i okazja do ładnych fotek w gazetach.  Śmiano się, że jeszcze trochę, a szef gabinetu ministrów będzie zasuwał do Warszawy PKS-em. Tymczasem sprawa szybko się uspokoiła, a premier krąży między Gdańskiem, a Warszawą samolotem rządowym i jak obliczyła jedna z gazet, wylatał już tyle, że można by za to utrzymać trzy kraje afrykańskie i pół Polski.


W wielu krajach europejskich święta są na prawdę chude i władze zabroniły administracji publicznej urządzania licznych rautów i uroczystości świątecznych. Oszczędza się na ozdobach choinkowych, dekoracjach i oświetleniu. W urzędach skąpi się na prezenty i kawę dla gości. Wysocy urzędnicy namawiają wszystkich do oszczędności i sami zjadają tylko pół tartinki z kawiorem, a markową whisky piją tylko co drugi łyk.  


Także i u nas władza chce poczynić znaczne oszczędności. W administracji wprowadzono zakaz kupna lepszych gatunków kawy.  Zamiast lavazzy, late i capuccino pić teraz się będzie w ministerstwach czarna kawę zbożową oraz więzienny czaj. Wprowadzono także zakaz zakupów napojów energetycznych. Zaspany urzędnik nie wzmocni się juz Red Bullem. Nadal za to będzie można się raczyć sokiem pomidorowym i wodą mineralną. Oba te napoje skutecznie zwalczają kaca i pewnie dlatego się ostały, bo powodów do kaca władzy nie brakuje. Roboty oszczędnościowe idą takim tempem, że jeszcze trochę a minister finansów będzie częstował swoich gości zupą z kory drzewnej, przeterminowanymi krakersami i wodą ze studni.


Co do oszczędności to mam pewną radę, ale nie wiem czy kręgi rządowe z tego skorzystają. Zdecydowanie największe oszczędności i to nie tylko na święta, władza poczyniłaby, gdyby nagle sama się zwolniła.


Na zdjęciu poniżej Barim Bałabanov minister kultury Mołdawii, który w ramach oszczędzania zwolnił kilkanaście swoich sekretarek i zostawił tylko trzy.

 



Podziel się
oceń
67
47

komentarze (19) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 212  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer