Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Absurdy

piątek, 29 grudnia 2006 15:27

ABSURDY ROKU 

Końcówka roku upływa nam na podsumowaniach. Media uginają się od rankingów, tabelek, komentarzy, wróżb i przepowiedni. Bez specjalnego zadęcia możemy śmiało stwierdzić, że miniony rok obfitował w wydarzenia zabawne i komiczne o sporej zawartości absurdu. Należy docenić fakt, że pod rządami braci Kaczyńskich nie doszło ani do przepowiadanej katastrofy, ani do jakiegoś szczególnego kataklizmu politycznego. Odżyła za to satyra polityczna i wszystkim nam żyło się może nie tyle lepiej, co śmieszniej.  

Miniony rok można podsumowywać w wielu różnych kategoriach (np. skandale, wpadki, przejęzyczenia, epitety, prowokacje), ale biorąc pod uwagę temperaturę pokojową kota Jarosława Kaczyńskiego kategoria absurdu wydaje się najwłaściwsza. Absurd od wielu lat był mocną stroną komików brytyjskich (specjalizowali się w nim dowcipnisie z kręgu słynnej grupy Monty Pythona).  Wielkich pieniędzy na sprawnym żonglowaniu absurdami dorobił się amerykański twórca komedii Woody Allen. W absurdzie celował twórca genialnych sztuk dramatycznych sfrancuziały Rumun – Eugene Ionesco. Daleko jednak tym mistrzom satyry do naszych gwiazd znad Wisły.  

Oto mój prywatny ranking pięciu największych Absurdów Roku. Wyliczankę zaczynamy od miejsca piątego.  

Absurd numer pięćZgłoszony całkowicie na trzeźwo pomysł posła Artura Górskiego, aby parlament powołał Jezusa Chrystusa na króla Polski. Niestety ta tyleż szlachetna, co kosmiczna idea napotyka na kilka przeszkód natury formalnej. Po pierwsze Polska nie jest monarchią, więc nie wiadomo, kto miałby dokonać koronacji, bo sam poseł Górski to zbyt niska ranga, po drugie nie jest pewne, czy Jezus Chrystus ma wolne i przybyłby w wyznaczonym terminie na koronację, a po trzecie nie wiadomo, czy Chrystus jest w ogóle zainteresowany taką posadą (wysocy przedstawiciele Kościóła twierdzą, że nie). Jak Jezus miałby być królem Polski to może Duch Święty ministrem skarbu? 

Absurd numer cztery Decyzja ministra edukacji Romana Giertycha, aby dać maturę tym wszystkim, którzy jej nie zdali. Gdyby rozszerzyć ten pomysł to można by dawać prawa jazdy tym, którzy nie potrafią jeździć, czy karty pływackie tym, którzy nie potrafią pływać. Niektórym można by nadawać te dokumenty pośmiertnie.  

Absurd numer trzy Zbiorowe szukanie pracy dla byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza po tym jak przegrał wybory o prezydenturę Warszawy. Kazio wyrósł na najsłynniejszego bezrobotnego IV RP. Martwiły się o niego wszystkie media i rząd. Szukano mu pracy, bo taki miły, powoli mówi i ładnie się uśmiecha. Poszukiwanie roboty dla Kazia ocierało się o kabaret, a jego panieńskie dąsy o groteskę. Odnosiło się wrażenie, że Kazio startuje w konkursie modelek, a najlepiej czułby się jako Miss Polonia.  

Absurd numer dwa Ciekawym absurdem ze względów obyczajowych była reakcja żony posła Łyżwińskiego (na co dzień też posłanki Samoobrony), którego oskarżono o molestowanie seksualne i wymuszanie usług seksualnych w zamian za pracę. Żona posła ujawniła swe nowoczesne podejście do sprawy stwierdzając, że cieszy się z takiej opinii jaką ma mąż – bo to świadczy tylko o tym, że „chłopy jeszcze mogą”.   

Absurd zwycięzca czyli absurd numer jeden Zdecydowanym numerem Jeden w rankingu absurdów jest peron we Włoszczowej zbudowany kosztem 3 mln zł po to by dwie osoby dziennie mogły wsiąść sobie do ekspresu na trasie Kraków – Warszawa. Słusznie lud nazwał Włoszową Gosiewem od nazwiska wybitnego polityka PiS-u Przemysława Edgara Gosiewskiego, który peron załatwił, bo we Włoszczowej mieszka jego matka. Tylko czekać kiedy do Włoszczowej ludzie Gosiewskiego przeniosą gmach parlamentu, sopockie molo i Giewont.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (43) | dodaj komentarz

Więcej orgazmu!

czwartek, 21 grudnia 2006 17:53

Więcej orgazmu! 

Mimo otaczającej nas bezduszności i komercji wiara w miłość nie wygasa. Jeżeli ktoś popełnia głupstwo z miłości, a nie z wyrachowania jesteśmy wstanie wiele mu wybaczyć. Powszechnie sądzi się, że wielkie uczucia wiele mogą. Potwierdzają to liczne ludowe przysłowia np. takie „miłość ci wszystko wybaczy zwłaszcza w skupie pogrzebaczy”.  

Mówi się, że miłość porusza góry i słońce. Ale czy miłość jest w stanie zmienić świat, powstrzymać wojny, wstrząsnąć sumieniami polityków? Są tacy, którzy nie tylko w to wierzą, ale wprowadzają tę wiarę w czyn. Pacyfiści z Kalifornii 76-letnia Donna Sheehan i 55 letni Paul Reffel są organizatorami akcji Globalny Orgazm. Widocznie skoro żyjemy w czasach globalizacji to i orgazm musi być na całego czyli globalny.  

Ale dość żartów! Sprawa jest poważna. O co tu chodzi? Otóż dokładnie 22 grudnia nastąpi dzień przesilenia zimowego. Organizatorzy Globalnej Przyjemności namawiają wszystkich miłośników pokoju, aby w tym dniu uprawiali miłość. Dokładny moment, miejsce i partner - do wyboru i do koloru czyli jak kto chce i z kim chce.  

W opinii organizatorów takie zbiorowe manewry miłosne przyczynią się do zmiany „pola energetycznego ziemi”. Tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że z tym polem energetycznym to może prawda, bo jak wszyscy zaczną się naraz kochać i zgaszą światło, to jak nic elektrownie odetchną. Ale przecież, nie o oszczędność energii w tym chodzi. Chodzi o pokój, a być może nawet o pokój z kuchnią lub o pokój i przedpokój. Słodcy i naiwni hipisi z Kalifornii sadzą, że zbiorowe harce pod kołdrą przyczynią się do „ograniczenia niebezpiecznego obecnie poziomu przemocy i agresji”. Agresja ta zdaniem 76-letniej aktywistki Globalnego Orgazmu wynika po części z seksualnego niezaspokojenia mężczyzn.    

Takie pomysły już dawno temu propagował John Lennon i jego partnerka też artystka Yoko Ono. Oboje leżeli, a właściwie siedzieli w łóżku i organizowali konferencje prasowe w trakcie, których namawiali wszystkich do miłości i pokoju. Obecnie nowość polega na tym, że seks ma uprawiać nie tylko para znanych artystów, ale cały świat. Najlepiej w tych krajach gdzie znajdują się arsenały broni masowego rażenia.  

Można kochać się w imię ideologicznych haseł, ale można i bez tego. Miliony ludzi na całym świecie kochają się raczej bezideowo, o tak po prostu, bo mają na to ochotę. Przesilenie zimowe już jutro (piszę ten tekst 21 grudnia). Jeżeli ktoś z Was chce pomóc światowemu pokojowi to ćwiczenia do tej zaszczytnej akcji można rozpocząć już dziś. Dobrym tłem do tych ćwiczeń mogłaby być stara piosenka Big Cyca o nieustannej potrzebie orgazmu lub numery z płyty „Wojna plemników”. Zresztą piosenek zachęcających do kochania jest wiele i można sobie wybierać do woli (ja lubię kochać się przy piosenkach Shade – królowej pościelówek oraz przy muzyce Lenny Kravitza, a ciekawe przy jakiej muzyce Wy się kochacie???). W tym zaganianiu przedświątecznym, w tej histerii promocji i okazji, w tym bombardowaniu nas oszukanymi Mikołajami, kolędami puszczanymi w hipermarketach, w tym tyglu próżności i komercji warto zrobić sobie chwile przerwy i pobzykać się ku chwale szczytnej idei.    

Żeby nie wypadło tak, że ja jakoś specjalnie zachęcam Was do akcji Globalny Orgazm, ale pamiętajmy wszyscy, że arsenały broni to nic dobrego i jeżeli od tego kochania ma generałom na całym świecie odechcieć się walczyć to może warto chociażby spróbować tym bardziej, że do akcji namawia osoba dorosła i doświadczona – 76 letnia Donna z Kaliforni. W jej przypadku możliwości są dwie. Albo Donna ma fantazję i rzeczywiście wierzy w te śmieszne i przyznajmy nieco głupawe akcje, albo dzięki Globalnemu Orgazmowi chce znaleźć jakiegoś młodego partnera. Tak czy inaczej życzę jej powodzenia!   


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (76) | dodaj komentarz

mmm

środa, 13 grudnia 2006 18:01

STANIK WOJENNY 

Historia wlewa się drzwiami i oknami nie tylko przy okazji rocznic. Nastała moda na publikacje biorące się za bary z historią. I bardzo dobrze! Książki na nowo opisujące historię robią zawrotne kariery. Ostatnio przeczytałem „Kolację z konfidentem” Jolanty Drużynskiej i Stanisława M. Jankowskiego i podczas lektury śmiech w płucach mieszał mi się z przerażeniem w głowie i nogach. „Kolacja…” to barwny życiorys grupy artystów z kręgów krakowskiej Piwnicy pod Baranami w świetle dokumentów i donosów Służby Bezpieczeństwa. Okazuje się, że SB całkiem na poważnie interesowała się np. tym, jakie tańce lubi Krystyna Zachwatowicz, jakie wiersze czyta Piotr Skrzyneczki i jakie dowcipy lubi opowiadać Andrzej Warchał. Z opublikowanych dokumentów wynika, że grupę awangardowych malarzy i poetów uważano za wielkie zagrożenie dla sojuszu z ZSRR. Dziś nikt kabaretów i prześmiewców już nie inwigiluje, a za komuny nie dość, że szpiclowano, to jeszcze za żarty z władzy można było dostać po mordzie, czego kilkakrotnie doświadczyli m.in. „piwniczni” artyści.  

Z innych publikacji, które niedawno się ukazały polecam album fotograficzny „Fot. Kosycarz. Niezwykłe zwykłe zdjęcia”. To wybór zdjęć z archiwum gdańskiego fotoreportera Zbigniewa Kosycarza i jego syna Maćka. Tu bohaterem też jest historia, która wraz z kartkowaniem albumu przetacza się nam przed oczami. Historia uchwycona przez czujnego reportera, który fotografuje przede wszystkim zwykłe życie. Ten ciekawy spacer po Gdańsku zaczynamy od ruin miasta spalonego przez wojska Stalina. Później mamy PRL z jego nachalną propagandą (pochody pierwszomajowe), ale przede wszystkim nie brakuje obrazków obyczajowych. Widzimy elegantki na Długiej, pokazy mody w Sopocie, kolejki przed sklepem mięsnym, czy urocze zdjęcia osób, które właśnie stały się szczęśliwymi posiadaczami pralki Frani czy papieru toaletowego (za socjalizmu były to towary deficytowe). Są też fotografie z wydarzeń takich jak rozruchy w grudniu 70 (wrażenie robi nadpalony komitet wojewódzki PZPR), strajki sierpniowe i entuzjazm pod Stocznią Gdańską czy stan wojenny i czołgi generała Jaruzelskiego na ulicach. W albumie przeważa jednak wątek opowieści o zwykłym życiu, a oglądając te fotografie widzimy wyraźniej jak wiele się zmieniło i czujemy się jakbyśmy obejrzeli dwa filmy historyczne i trzy komedie Stanisława Breji naraz. Polecam gorąco jako prezent pod choinkę nie tylko dla fanów Gdańska.  

Piszę to wszystko 13 grudnia w 25 rocznicę stanu wojennego. W prasie i mediach pełno publikacji na ten temat. Do gdańskiej „Wyborczej” dodają nawet książkę pt. „Świadkowie stanu wojennego”. Wszystko cacy gdyby nie fakt, że odkrywam w niej swoją relacje z tego okresu. We wstępie publikacji piszą, że książka zawiera napisane wspomnienia znanych i nieznanych gdańszczan. Tymczasem ja nic na ten temat nie napisałem. Owszem jakiś czas temu zadzwonił do mnie dziennikarz i prosił o kilka historyjek z tego okresu. Coś tam mu na szybko nagadałem, a teraz odkrywam to jako napisane przeze mnie wspomnienia i to w książce!!! Upadek obyczajów na każdym froncie. Tak się nie robi. W tych moich wspomnieniach nie ma nic złego, nawet czyta się to nieźle, ale gdybym ja to pisał, a nie o tym opowiadał przez telefon jadąc samochodem to czytałoby się te relacje dziesięć razy lepiej.  

A teraz ponieważ mamy rocznicę wojny polsko-jaruzelskiej dla wszystkich zainteresowanych….    

Mały słowniczek stanu wojennego 

Atanda – ekipa ostrego reagowania wyspecjalizowana w tłumieniu buntów w więzieniach 

Ciężki sprzęt do odśnieżania – tak żartobliwie mówiono na czołgi, które krążyły po ulicach.   

Czarne okulary – symbol generała Jaruzelskiego często domalowywany był na banknotach o nominale 50 zł, na których widniał generał Karol Świerczewski. W okresie stanu wojennego jakikolwiek rysunek człowieka w czarnych okularach kojarzył się w wszystkim z aluzją do generała. Słynny był też dowcip: Do Wojciecha Jaruzelskiego dociera telegram od krwawego dyktatora z Chile Augusto Pinocheta. Telegram jest następującej treści: „Wojtek zrobiłeś swoje. Stop. Oddaj okulary ”. 

Dziennik Telewizyjny – czołowy program dezinformacyjny emitowany przez władze. W stanie wojennym spikerów Dziennika powołano do wojska i ubrano w mundury. Śmiano się, że najniższym stopniem wojskowym jest teraz nie szeregowiec tylko spiker Dziennika. Dziennik Telewizyjny z czasów stanu wojennego słynął z tego, że nawet prognoza pogody była w nim daleka od rzeczywistości. Jego ostatnim wielkim fanem był Jacek Fedorowicz, który zabawnie potrafił go parodiować. 

Elementy antysocjalistyczne – tak określano każdego, kto myślał inaczej niż władza.  

Fabryki jadu – takim barwnym epitetem Trybuna Ludu nazywała podziemne drukarnie. Po raz pierwszy użyto tego określenia po wpadce drukarni w domku letniskowym aktora Mariusza Dmochowskiego.  

Koksowniki – ustawione na ulicach miast metalowe kosze, w których spalano dobro narodowe, czyli węgiel celem ogrzania spracowanych dłoni patroli wojskowych. Stojący w zimowej scenerii przy koksownikach żołnierze to typowy obrazek ze stanu wojennego. Jeden z emigracyjnych pisarzy (chyba Herling Gruziński)  powiedział, że grzejący się przy koksownikach żołnierze Jaruzela przypominają mu stare kurwy w Rzymie. 

Komisarze wojskowi -  w wizji twórców stanu wojennego mieli pilnować porządku w dużych i małych zakładach pracy, w praktyce nie mając pojęcia o gospodarce wprowadzali kompletny chaos.   

Lodówa – duża ciężarówka milicyjna o charakterze więziennym, zwana też „budą”. Służyła do miłego transportu zatrzymanych osób, które nie podobały się władzy. 

Lola – metrowa pałka policyjna, którą posługiwały się oddziały ZOMO. Lola była dłuższa i grubsza od normalnej milicyjnej pałki. Lola służyła do bezpłatnego masażu pleców tudzież innych części ciała osobników, którzy wznosili nieprawomyślne okrzyki w grupach zorganizowanych zwanych demonstracjami.  

Ośrodki internowania – miejsca, do których przewieziono tysiące zatrzymanych działaczy opozycji celem nawrócenia ich na komunizm. 

Rząd się sam wyżywi – słynne zdanie wypowiedziane przez Jerzego Urbana na wieść o bojkocie gospodarczym ze strony Zachodu. Urbanowi chodziło o to, że sankcje gospodarcze uderzą głównie w społeczeństwo. Do dziś wielu pamięta mu tą pełną pychy i bezczelności deklaracje.    

Ścieżka zdrowia – ulubiona zabawa zomoli, bieg pomiędzy szpalerem palujących milicjantów. Przechodziliła przez to większość zatrzymanych w trakcie demonstracji.   

Wałek – podstawowe narzędzie drukarza w podziemnej drukarni pracującego na tzw. matrycach białkowych. Sam drukowałem ulotki ledwie kilka razy i wychodziło mi to fatalnie, ale za to kolegom lepiej.    

Wrona - popularne określenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, czyli junty generalów, która wprowadziła stan wojenny. Najsłynniejszym hasłem ulicy było wówczas zawołanie WRONA SKONA. 

Tygrysówka – mała cela, w której trzymano za karę szczególnie buntujące się jednostki nie przestrzegające przepisów stanu wojennego. 

ZOMO – zmotoryzowane oddziały milicji obywatelskiej wyćwiczone w walkach ulicznych i rozbijaniu demonstracji. O ZOMO mówiono, że to „Bijące serce partii”. O ZOMOwcach krążyła cała masa dowcipów, a samego generała Jaruzelskiego określano ZOMOzą co było aluzja do Somozy słynnego dyktatora z Nikaragui.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 148  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer