Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 014 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Idziemy na wojnę!

środa, 28 listopada 2012 15:48

 

Pokój jest nudny, a wojna oczyszcza. Tak przed laty twierdzili poeci futuryści. Kilku myślicieli, militarystów lansowało nawet tezę, że wojny są potrzebne i niezbędne dla rozwoju ludzkości, gdyż są "higieną narodów". Praktycy widzą w wojnie jednak nie "ożywczego ducha", tylko dobrą okazję do robienia swoich interesów. Dla naukowców z kolei wojna jest dobrym poletkiem do wypróbowania śmiercionośnych wynalazków, co pozwala im na kariery i rozwijanie swoich talentów.  

 

Skoro chętnych do wojny jest tak wielu, to pacyfiści nie mają żadnych szans. Wojny toczą się nie dlatego, że konflikt leży w naturze człowieka, ale dlatego, że wojna to idealna przykrywka do brudnych interesów. Aspiracje narodowe,  kłótnie o terytoria, waśnie z sąsiadami, historyczne zaszłości, to oczywiście przydatne paliwo napędzające każdą wojenkę, ale w tle jest zawsze zwykła i trywialna chęć rabunku. Do przyziemnej chęci rabunku Hitler dołączył jeszcze brednie o potrzebie przestrzeni życiowej i wyższości nordyckiej rasy panów.   

 

Także wojny domowe służą temu aby jedna ze stron konfliktu doszła do władzy i mogła dowolnie rabować.  W Polsce trwa obecnie bardzo ciekawy proces będący w praktyce przygotowaniem do wojny domowej. Po 1989 roku wszyscy jako tako szanowali wywalczoną z trudem demokrację, ale to się już po katastrofie smoleńskiej, a szczególnie po ostatnich wyborach w 2011 skończyło. Wiele osób zapomniało jak to biednie było w czasach komuny, a pycha zwycięskiej Platformy i kryzys gospodarczy oraz radykalizacja nastrojów dolały oliwy do ognia. Po klęsce wyborczej PiS w 2007, trwała zimna wojna polsko-polska, teraz powoli przechodzimy do fazy gorącej. Spora grupa polityków, a także dziennikarzy i reżyserów, doszła do wniosku, że wyborów przy obecnych warunkach nie da się wygrać i najzwyczajniej trzeba zacząć strzelać.

 

To co kiedyś było absurdalnym dowcipem, dziś powoli staje się realne. Jeszcze kilka lat temu, pisałem w tonie żartobliwym, o oddziałach partyzanckich, które pod wodzą Jarosława wyruszą w Bory Tucholskie by wysadzać pociągi i strzelać do wyimaginowanych "zdrajców". Dziś już wiem, że to nie Jarosław stworzy te oddziały i że nie będą to ani Bory Tucholskie, ani Bieszczady.  Jarosław zostanie w domu z kotem, bo tam ciepło i przytulnie, a człowiek po sześćdziesiątce średnio nadaje się na partyzanta. 

 

Rewolucję za to chce zrobić na ulicach miast Tomasz Sakiewicz z Gazety Polskiej wraz z reżyserem Grzegorzem Braunem, którzy marzą o tym, by po trupach (tych ze Smoleńska i tych nowych ustrzelonych w Wyborczej i TVN) odzyskać dla siebie Polskę. Skoro ma być wojna domowa, to ceny benzyny i kurtek kuloodpornych znów pójdą w górę. Na wojnie najlepiej się zarabia. Wielu już zaciera ręce i kupuje maszynki do liczenia pieniędzy. Pierwsze trupy padną w Warszawie na wiosnę 2013 roku. Ostatnie po nalotach NATO w 2030. Jako Polacy nauczyliśmy się walczyć i cierpieć. Niestety nie nauczyliśmy sie po prostu żyć.    

 

PS. Jak się wojna zacznie to w sklepach zabraknie wszystkiego, także alkoholu, ale ja jestem przygotowany, bo znajomi mają sprawdzone urządzenia. 

 


Podziel się
oceń
28
14

komentarze (14) | dodaj komentarz

Głową w ekran

poniedziałek, 26 listopada 2012 12:31

 

Już dawno nie było tak gorącej dyskusji o polskim kinie. To, że Polacy kłócą się w parlamencie, w telewizyjnych programach publicystycznych, na ulicy, w kuchni czy na forach internetowych jest dla wszystkich zjawiskiem normalnym. Ostatnio kłócimy się także obejrzeniu polskich filmów i to jest spór twórczy i potrzebny.

 

Pamiętna awantura wybuchła w polskim kinie tuż po premierze filmu „Kac Wawa”, kiedy to znany recenzent filmowy Tomasz Raczek napisał, że film ten jest jak rak, który swą tandetą zjada zdrowy organizm. Dyskusja dotyczyła niskiego poziomu rodzimych produkcji filmowych. Zbiorowo szukano ostatecznego dna. Zastanawiano się czy można zrobić coś jeszcze gorszego, czy to symbol upadku kina komercyjnego i czy kino dla półgłówków zdominuje produkcję filmową nad Wisłą.

 

Te czasy bezpowrotnie minęły! Teraz mamy wysyp filmów o naszej historii i te filmy elektryzują widownię. Najbardziej rozpala Polaków film „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego, w którym reżyser opowiada o naszych grzeszkach z czasów wojny, kiedy to spora część społeczeństwa postanowiła spalić innych obywateli polskich, o urodzie mniej słowiańskiej. To nie jest kino ku pokrzepieniu serc, ale raczej ku refleksji i zadumie. Rozumiem niektóre protesty przeciwko „Pokłosiu”. Reżyser nie uwzględnił prostego faktu, że była wojna i taki stan sprzyjał ogólnej demoralizacji, rozchwianiu norm i pazerności.  Warto jednak także bronić tego filmu, bo pokazuje, że „my Polacy złoci ptacy” nie zawsze złoci byliśmy.   

 

Nawet dziś gdyby nagle wprowadzić przepisy, że kierowca ma prawo rozjechać jednego rowerzystę miesięcznie, to spora część zapytałaby, ale dlaczego nie dwóch?  To oczywiście abstrakcja, ale znam takich, którzy z tego rodzaju rozwiązań bardzo by się cieszyli, a kto wie, może by takie rozwiązania drogowe przeszły nawet w referendum? Człowiek jest okrutny z natury i bliźniemu ochoczo krzywdę zrobi, nie tylko pod okupacją hitlerowską.

 

Niezwykle wartościowym filmem jest „Obława” Marcina Krzyształowicza. Film, który pokazuje brud wojny w niespotykanym na ekranie wymiarze. Do tej pory, gdy oglądaliśmy filmowe wersje polskich partyzantów, zawsze mieli czyste mundury i uśmiechnięte miny. Miny im się śmiały, bo zaraz będą bić Niemca. W „Obławie” są to brudni, zaziębieni i brzydcy faceci, którzy wykonują swoja robotę (czyli tłuką Niemców), ale dalekie to od romantyzmu i patriotycznego kiczu. Warto zobaczyć jak naprawdę wyglądać może wojna i że dalekie to jest od szkolnych podręczników i rocznicowych laurek.

 

A jak już ktoś ma dosyć tematów okupacyjnych, to gorąco polecam „Mój rower” Piotrka Trzaskalskiego. Dobry film o życiu po prostu. O tym, że trudno nam znaleźć wspólny język z najbliższymi, ale trzeba się starać. Film o tym, że faceci pod pancerzem twardzieli kryją często wrażliwą duszę. W roli głównej świetny Michał Urbaniak, a Artur Żmijewski w roli jego syna gra wprost koncertowo. „Mój rower” to prawdziwy kęs życia. Jak u Nabokova.

 

Kochani czytelnicy! Odstawcie seriale i pyskówki polityków w telewizji. Idźcie do kina. Wreszcie jest na co!   

 


 


Podziel się
oceń
22
20

komentarze (5) | dodaj komentarz

Każdy ma swojego kota

piątek, 16 listopada 2012 11:24

 

Oglądając serwisy informacyjne można dojść do wniosku, że każdy w Polsce ma swojego kota. Takiego zalewu narodowego populizmu i demagogii już dawno nie było, ale wiadomo, że to nie koniec i będzie jeszcze głupiej. Z jednej strony maszeruje skromna grupka idiotów z czerwonym sztandarem i krzyczą „socjalizm”.  Z drugiej dwadzieścia tysięcy dorosłych ludzi, którzy dali się nabrać szczeniakom z ONR-u i ci krzyczą „Polska!”. W tej grupie sporo jest też takich, którzy nie krzyczą tylko (w czasach gdy jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej) , biją się z policją o „niepodległość”. Jeszcze inna grupa, odziana w kominiarki  krzyczy „Polska dla wszystkich”. Tego dnia każdy ma swój marsz, nawet prezydent z urzędniczą świtą. 

 

Polsce od maszerowania i krzyczenia się nie polepszy, ale jest demokracja i każdy może bawić się jak chce. Żałuję tylko, że nie odbył się marsz kotów, ale te, jak powszechnie wiadomo, chodzą własnymi drogami.  Koty mają jednak wielki wpływ na to co się w Polsce dzieje. Po ulicznych zadymach i marszach wszyscy jej uczestnicy drą koty na forach internetowych i w telewizji. Nad Wisłą każdy ma swojego kota i nie wiadomo kto największego. Jarosław Kaczyński ma kota który jest najsłynniejszy. Gdyby zamienili się rolami w Polsce byłoby inaczej.

 

Gdyby koty rządziły światem, nie byłoby kryzysów gospodarczych. Koci spryt pozwoliłby uniknąć pułapek kapitalizmu, a kocia zwinność ociężałości systemu. Oddajmy władzę kotom! Pod takim sztandarem sam chętnie bym maszerował. Koty nawet w najgorszych sytuacjach, zawsze spadają na cztery łapy. My Polacy przy najmniejszej nawet okazji się potłuczemy i obijemy. Nasza gospodarka powinna być drapieżna jak koty, które potrafią polować. Polska dla kotów! Gdy oddamy Polskę kotom, zniknie wiele problemów, a zamiast Beaty Kempy i Ewy Kopacz pojawią się w sejmie prawdziwe kociaki.

 

Ten kot jest z nami od niedawna. To kot przybłęda rasy dachowiec. Jak każdy kot, jest tajemniczy niczym amerykański szpieg czy Antoni Macierewicz przed konferencją prasową.  Kot „Kapitan” ma czarną sierść z niewielkimi rudymi paskami (pewnie po ojcu lub dziadku), ma też białe podgardle i skarpetki. „Kapitan” jest kotem zewnętrznym, ale mu to nie przeszkadza, bo to przecież dzielny oficer. Ma swój ciepły kojec, a na zimę kupiliśmy mu kocią budę, ocieploną styropianem. Regularnie kupujemy mu kocie przysmaki i nalewamy mleczko. Kapitan jest raczej leniwy, choć nocami lubi polować. Ma na swoim sumieniu już kilka myszy i jednego małego ptaszka.  Kot lubi się ocierać o nasze nogi i często się garbi. Obsikał już teren naszej chaty, a podwórko uważa za swoje.

 

Jego pseudonim „Kapitan” wiąże się z jego zachowaniem. Gdy jesteśmy z nim na podwórzu, kot często siada na jakimś murku i czujnie się nam przypatruje. Jest jak kapitan patrzący na swoich marynarzy. Czujna obserwacja, to jego ulubiona (obok wylegiwania się w kojcu) pozycja.  W tej swojej pozie przypomina dowódcę okrętu na mostku kapitańskim.  Polubiliśmy kota „Kapitana” i zdecydowaliśmy się pełnić dziwaczną funkcje jego podwładnych. Cała władza w ręce kotów! 

 


Podziel się
oceń
20
7

komentarze (15) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 516 003  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer