Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 012 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nowe wróżby

wtorek, 30 listopada 2010 9:55

 

Dawno temu wróżby andrzejkowe dotyczyły głównie spraw związanych z zamążpójściem.  Jak mówiło przysłowie „Na świętego Andrzeja wielka dziewcząt nadzieja”. Nadzieja była tylko jedna, czyli jak najszybciej wydać się za mąż. Dziś nadzieje dziewcząt mają niewiele wspólnego z dawnymi pragnieniami. Modne jest bycie singlem i robienie kariery, a nie zmywanie garów po mężu i siedzenie w domu z dziećmi. Współczesna kobieta woli robić doktorat, bawić się w dyskotece i podróżować po świecie, a nie zmieniać pieluchy, tyrać przy garach i prać kalesony staremu pacanowi.

 

W związku ze zmianami zachowań młodych panien należy także czym prędzej zmienić wróżby andrzejkowe. Stare wróżby nie przystają do naszych czasów nie tylko w sferze pragnień i aspiracji, ale także w sferze samego rytuału andrzejkowego. Komu dzisiaj chciałoby się lać wosk ze świeczek przez dziurkę w kluczu? Pomijając fakt, że mało jaki klucz ma dziś dziurkę, to zabawa taka jest średnio sensowna, ze względu na obowiązujące przepisy przeciwpożarowe. Wróżby takie jak wyrywanie garścią słomek z dachu i liczenie (parzysta ilość oznaczała szybkie zamążpójście) jest mało wykonalne. Słomiany zapał dałoby się jeszcze znaleźć we współczesnym świecie, ale ze słomianym dachem już byłoby gorzej (jedyna szansa to okolice Białegostoku). 

 

Także stare, ludowe wróżby takie jak obieranie jabłka i układanie z obierek imienia ukochanego chłopaka czy układanie butów dziewczęcych z lewej nogi, metodą jeden po drugim i dochodzenie do ściany (wróżba ta głosiła, że dziewczyna, której but pierwszy „dojdzie” do mety pierwsza wyjdzie za mąż) to zabawy, które mogłyby wzniecić emocje tylko w kole nietrzeźwych dorożkarzy.  

 

Czas więc na andrzejkowe zmiany nie tylko w sferze symboliki wróżbiarskiej, ale także na płaszczyźnie czysto technicznej. Z myślą o przebojowych,  współczesnych kobietach Ogólnopolskie Zrzeszenie Czarownic „Nasza smoła” oraz Syndykat Wróżbitów Łysa Góra ‘2010, na swym corocznym kongresie „Miotła- Ogień- Nietoperz- Ojczyzna” ustalili nowe zasady i symbolikę wróżb andrzejkowych:

 

Złamiesz obcas na dyskotece andrzejkowej – żaden bank nie da ci kredytu.

 

Twój komputer zawiesi się w andrzejki – facet z którym pójdziesz na randkę upije się tak bardzo, że w łóżku nie będziesz miała z niego żadnego pożytku.

 

Na facebooku dostaniesz miłe życzenia od nieznajomego – znowu dasz się nabrać na jakiś głupi konkurs z wysyłaniem esemesów.

 

Papier wkręci ci się w kserokopiarkę – masz szansę na awans w pracy.

 

Uda ci się tanio kupić dobry błyszczyk – ten miły, ładny chłopak z którym piszesz maile okaże się spasionym, starym dziadem.

 

Wysiądzie ci bateria w komórce – twój szef zaprosi cię na rozbieraną kolację.

 

Spotkasz na ulicy Michała Żebrowskiego – dostaniesz podwyżkę w pracy lub dziewczyny z twojego działu zaproszą cię na wódkę. 

 

Wirus komputerowy skasuje ci wszystkie dane  - nie wierz swojemu chłopcu i nie kochaj się z nim bez prezerwatyw.

 

Masz wrażenie, że twój laptop przesyła ci sygnały z kosmosu – nie używaj więcej kokainy w dyskotece.

 

Czarne BMW ochlapie twoje buty od Manolo Blahnika – ktoś podaruję ci płytę Krzysztofa Krawczyka.

 

Zatka ci się kibel w domu – premier Donald Tusk wygra „Taniec z gwiazdami” w TVN.  

 

Na zdjęciu poniżej: historyczne obrady kongresu „Miotła-Ogień- Nietoperz-Ojczyzna” z udziałem znanych wróżbitów z Syndykatu „Łysa Góra” podczas których dokonano unowocześnienia wróżb andrzejkowych.

 



Podziel się
oceń
8
4

komentarze (15) | dodaj komentarz

Sekret Mariana

czwartek, 25 listopada 2010 8:17

 

Marian Zarost był człowiekiem z ambicjami. Szybko zorientował się, że aby cokolwiek znaczyć w małym mieście trzeba mieć albo duże pieniądze, albo władzę, a najlepiej jedno i drugie. Na duże pieniądze póki co, się nie zanosiło, ale władza na poziomie gminy wydawała się jak najbardziej osiągalna. Wybory wygrał w cuglach tym bardziej, że konkurencji praktycznie nie było, nie licząc dwóch zasłużonych dla miasta i skompromitowanych do cna biznesmenów czy zdesperowanego dentysty, który wyrwał młoda laskę, a ona jemu wszystkie oszczędności.    


Jako radny głosował zawsze tak jak ekipa, która go namaściła i pomogła wygrać.  Dbał o interesy grupy, ale też i swoje. Pierwszą kadencję potraktował jako rozpoznanie terenu. Wziął udział w kilku przekrętach dzieląc się forsą uczciwie z tymi co trzeba. Za zgodą swych protektorów i opiekunów zapisał się też do jednej z tych beznadziejnych partii, które od lat umieszczały swoich posłów w parlamencie. Marian dawał się lubić i uchodził za osobnika, który ma szczęście. Nikt wówczas nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że jest to człowiek który posiada straszną tajemnice. Po kilku latach ofiarnych działań „na polu samorządu” był już człowiekiem majętnym. Wkrótce został też posłem, co nikogo nie zdziwiło. Marian uchodził za kozaka, który wiele jest w stanie załatwić. Grał ostro i wygrywał tam gdzie inni tchórzyli.


Pierwszy nieprzyjemny incydent miał miejsce, gdy Marian jeszcze zanim został posłem, leciał samolotem w interesach do Niemiec. Przechodząc przez bramkę służącą do wykrywania przedmiotów metalowych Marian zadzwonił jak trzy karetki pogotowia. Nic nie dało wyjęcie kluczy, drobnych monet z kieszeni, komórki oraz ściągnięcie paska z metalową sprzączką. Marian dzwonił nadal. Poproszono go o zdjęcie butów, co uczynił niechętnie. Człowiek interesu chodzący w skarpetkach po lotnisku to widok, który nie służy budowaniu korzystnego wizerunku. Marian dzwonił nadal. Bez butów, paska, kurtki, komórki i portfela Marian dzwonił  i to dzwonił jakby głośniej niż przed pozbyciem się wszelkich metalowych przedmiotów. Wzięto go na kontrolę osobistą i drobiazgowo przeszukano przy pomocy gumowych rękawiczek. Kontrola niczego nie wykazała i Marian mógł lecieć samolotem, ale upokorzenie, które go spotkało zapamiętał na długo.


Jako poseł często latał za granicę i po kraju w sprawach służbowych oraz we własnych interesach. Niestety Marian zawsze był powodem zamieszania podczas kontroli. Jako VIPa traktowano go szczególnie łagodnie. Przepuszczano mimo dzwonienia na wszystkich bramkach. Uśmiechał się wówczas łagodnie do panów z kontroli i pokazywał legitymacje posła. 

Marian chcąc uniknąć kolejnych przykrych incydentów poddał się badaniu tomograficznemu. Szukano jakiejś metalowej płytki w mózgu, zagubionego gwoździa w tyłku, lub śruby w kolanie. Badanie nie wykazało obecności najmniejszych nawet metalowych części w organizmie posła Mariana Zarosta. Wraz z rozwojem kariery biznesowej, problem dzwonienia bramek czułych na metal, stawał się coraz bardziej kłopotliwy i męczący.


Panika antyterrorystyczna, która zapanowała w Europie i USA nakazywała sprawdzanie wykrywaczami metalu każdego pasażera, bez względu na status materialny. Przez czułe na metal bramki przechodzili dosłownie wszyscy łącznie z załogą samolotu. Interesy Mariana rozwijały się świetnie. Jako przedsiębiorca Marian Zarost miał opinie niezwykle ryzykownego gracza oraz człowieka pozbawionego skrupułów.  Jako poseł wyrobił sobie liczne kontakty biznesowe i chwytał się kombinacji oraz numerów, na które inni patrzyli z lekkim strachem.  Niestety stałe incydenty na lotniskach powodowały, że nasz bohater zmniejszył liczbę służbowych wyjazdów. Kilka razy czarterował prywatne samoloty, ale były to sytuacje wyjątkowe. Nie pomagało rozebranie się do naga. Nawet całkiem goły Marian po przyłożeniu do jego ciała wykrywacza metalu dzwonił jak dzwony kościelne. 


Niewyjaśniona tajemnica dzwonków alarmowych nie dawała spokoju Marianowi i jego partnerom w interesach. Z czasem stała się jego obsesją. Marian poddał się kolejnym badaniom organizmu. Po przeczytaniu kilku książek Bogusława Wołoszańskiego twierdził, że ma głęboko ukryty w organizmie stary, hitlerowski skarb i dlatego tak dzwoni. Teoria ukrytego skarbu oraz inne teorie spiskowe (napromieniowanie przez KGB) pochłonęły go tak bardzo, że lekarze postanowili skierować go na badania psychiatryczne. Dopiero dokładna analiza mózgu Mariana przeprowadzona przy pomocy specjalistycznych urządzeń ściągniętych z NASA dała wyjaśnienie badanej od lat zagadki. Okazało się, że Marian ma stalowe nerwy.


Poniżej wykradziona z laboratorium medycznego fotografia linii nerwowych Mariana Zarosta.       

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Śniadaniowa awantura o psa

piątek, 19 listopada 2010 12:40

 

Dawno temu był słynny film  „Awantura o Basię”, w polityce ciągle jest awantura PiS-u z Platformą, a ja całkiem niedawno byłem świadkiem awantury o psa. I nie chodzi tu bynajmniej o jakieś drobne i pospolite kłótnie między sąsiadami, którzy spierają się o to, czyj pies narobił w klatce schodowej. Rzecz jest o wiele poważniejsza i dotyczy tak naprawdę nie zwierząt tylko ludzi, a konkretnie głupoty ludzkiej, której współczesny świat ma wyjątkowo w nadmiarze.


Kilka dni temu byłem gościem programu TVP 2 „Pytanie na śniadanie”.  Jest to popularny program śniadaniowy w którym zwykle ktoś znany gotuje jajecznicę, ktoś inny opowiada o premierze teatralnej, komentuje sensacje prasy codziennej czy snuje historyjki o peklowaniu wołowiny. Jeszcze dziesięć lat temu nikt w Polsce nie przypuszczał, że ktokolwiek będzie chętny do oglądania telewizji w godzinach między siódmą rano, a jedenastą. W Ameryce takie programy miały wielomilionową widownię od lat. To co sprawdziło się za oceanem wkrótce stało się też hitem nad Wisłą.


Artyści pojawiają się w tego typu programach zwykle wówczas, gdy mają do zareklamowania swoje nowe dzieło. Między gadkami o pogodzie czy o cerowaniu skarpet opowiadają pospiesznie o swojej nowej książce, płycie czy filmie. Ludzie zwani celebrytami (osoby znane z tego, ze są znane) opowiadają w „śniadaniówkach”  o swoich nowych fryzurach, narzeczonych lub o spodniach, które zaprojektowała dla nich Ewa Minge.


W „Pytaniu na śniadanie”, „Kawie czy herbacie” czy „Dzień Dobry TVN”  bywałem wielokrotnie jako komentator rzeczy dziwnych i śmiesznych, ale tym razem objawiłem się jako „gwiazda dnia”. Słowo „gwiazda” jest w stosunku do mojej osoby lekkim nadużyciem, ale niech będzie. Mile podłechtany nadanym mi tytułem odpowiadałem na maile widzów i starałem się brylować między kamerami, a kuchnią. Przesiedziałem w programie całe wydanie od 8.30 do 10.20. „ Gospodarzami „Pytania” byli tego dnia Ania Popek – kobieta z klasą i Michał  Olszański gentelman sportowiec, którzy z wrodzoną sobie galanterią przeprowadzali wywiady z całą galerią pojawiających się osobników.


Wśród gości przewijali się między innymi biznesmenka skandalistka, która wydała książkę (Weronika Marczuk), siostra znanej siostry po czterdziestce (Paulina Młynarska), dawny gigant estrady PRL dziś wzięty juror taneczny (Zbigniew Wodecki), czy autor wszystkich tekstów piosenek w Polsce (Jacek Cygan). Byli też dwaj zabawni drag queens, którzy udawali, że śpiewają oraz bezrobotna aktorka, która z nudów napisała książkę o pieczeniu chleba i jest teraz wspierana przez producentów mąki (serio!). 


Największą jednak sensację wzbudziła ekipa pań, które szyją ubranka dla psów. Psy poubierane były w spodnie, kurtki i kokardki. Widok był raczej przykry, a psy modele grzeczne niczym skazańcy, którym kazano się wygłupiać. Przypominało to wszystko ekipę, która uciekła z cyrku. Podczas pokazu psich strojów, który odbył się w trakcie programu wybuchła awantura gdyż zaproszona pani psycholog, specjalistka od psiej psychiki uznała stroje za koszmarne, a modę w ubieranie piesków za zbrodnię. - Pies nie jest zabawką! – krzyczała pani psycholog. I trudno nie przyznać jej racji. Pies w kurtce zapinanej na zamek błyskawiczny wygląda jak człowiek na smyczy i w kagańcu. Projektantki strojów wyszły ze studia ciężko obrażone. Temperatura programu wzrosła o kilka stopni.


Żyjemy w świecie, który zwierzęta zjada lub się nimi bawi. Jeszcze trochę, a zaczniemy projektować stroje kąpielowe dla rybek w akwarium, szaliki dla świnek morskich, buty dla gołębi, kapelusze dla jeleni, płaszcze dla chomików oraz kalesony dla dżdżownic. Pies nie człowiek i może chodzić z gołym tyłkiem po ulicy.      

 

    


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 515 984  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer