Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Od Jarocina do Biskupina

poniedziałek, 30 listopada 2009 15:57


Demografowie biją na alarm! Europa się starzeje. Konkretnie starzeją się mieszkańcy Europy. Emerytów przybywa i z wyliczeń naukowców wynika, że przybywać będzie. W miarę znośne warunki życia powodują, że ludzie w Europie żyją coraz dłużej (jedynym wyjątkiem jest Rosja w której większość facetów dosyć szybko zapija się na śmierć). Wydłużanie życia wspomagane przez spadającą liczbę urodzeń to dwa główne czynniki „postarzające" nasz kontynent.


Tego rodzaju tendencje nie są zbyt optymistyczne dla gospodarki, bo w przyszłości nie będzie miał kto pracować na emerytury, a na jednego młodego i czynnego zawodowo mieszkańca będzie przypadało po kilku emerytów. Należy przypuszczać, że zawalą się z hukiem systemy emerytalne w większości krajów. W Polsce ZUS już pożycza pieniądze od banków, aby móc płacić emerytury na bieżąco, tak więc u nas system emerytalny zawali się jako jeden z pierwszych, ale nie wcześniej niż za dziesięć lat. Ci więc, którzy naiwnie liczą na emeryturę od państwa, będą zmuszeni pracować do końca życia, albo i dłużej.


Pewnym zabezpieczeniem mogą być dzieci. To na dzieci jako najważniejszy nasz kapitał powoływał się minister finansów Jacek Rostowski. Ten bywały w świecie finansista zachwalał posiadanie potomstwa jako sposób na "najlepszą emeryturę". Należy zadbać o ich wykształcenie i w miarę dobre relacje z nimi, a na starość nam pomogą - przekonywał bystry członek rządu. Wszystko to bardzo piękne i mądre tylko nie uwzględniające realiów życia. Pomijając fakt, że wielu ludzi nie może mieć dzieci z powodów biologicznych, to ci, którzy je posiadają i kochają też nie mogą być pewni opieki na starość z ich strony. Żyjemy w czasach egoistycznych. Ludzie przede wszystkim myślą o sobie, a dopiero potem o innych. Starsi rodzice mogą zawadzać młodym w robieniu kariery czy beztroskiej zabawie. Z pewnością będą obciążeniem.


W starożytnej Sparcie zrzucano nieprzydatnych emerytów ze skał. Ich ZUS musiał fatalnie działać. W wielu kulturach osoby starsze uznawano za cenne i mądre, ale bywały i takie w których uznawano je za nieprzydatne. Liczne plemiona porzucały po prostu starych i niedołężnych osobników skazując ich na śmierć głodową. Także w Polsce w latach 50-tych zastanawiano się co robić ze starymi, którzy nie pracują, a jeść chcą. Pewien gorliwy aktywista komunistyczny wymyślił, aby zabijać emerytów i to najlepiej od razu za młodu.


Teraz żyjemy w innej epoce i nikt tak barbarzyńskich kroków nie przewiduje. Nie mniej dziwi naiwność wielu dzisiejszych czterdziestolatków, którzy biorąc kolejny kredyt nie zdają sobie sprawy, że z wypracowanej przez nich emerytury za dwadzieścia lat do skonsumowania będzie prawdopodobnie tylko figa z makiem.


Zmasowana obecność emerytów w Europie, ich miażdżąca przewaga liczebna nad młodymi ludźmi spowoduje poważne zmiany w kulturze. Już dziś mamy całą masę seriali dla emerytów, ale powstaną nowe i lepsze. Wytworzy się cała kultura emerycka - festiwale muzyczne, teatralne, filmowe z przeznaczeniem dla seniorów. Powstanie coś na kształt kultury starsieżowej (w odróżnieniu od młodzieżowej). Rozmnożą się nowe stacje radiowe, sklepy, pisma, magazyny poradnikowe, biura turystyczne, kluby, gabinety medyczne - wyspecjalizowane w obsłudze osób starszych. Festiwal w Jarocinie zastąpiony zostanie festiwalem w Biskupinie gdzie grać się będzie wiodący gatunek muzyczny emeriten sound lub nekro rock.


Już dziś inwazja starych zgredów jest aż nadto widoczna. Budka Suflera obchodzi w tym roku trzydziestopięciolecie istnienia, Bajm ma za sobą trzydzieści lat grania, Kult dwadzieścia sześć, Big Cyc dwadzieścia jeden, a Myslovitz piętnaście.  To jeszcze nic! Na całym świecie najlepiej zarabiają artyści, którzy od wielu lat nie żyją tacy jak Elvis Presley, John Lennon czy Bob Marley. Wychodzi na to, że lepiej być starym, nieżywym i bogatym niż młodym, zdolnym i nieznanym.        


Na dole okładka książki o historii zespołu Big Cyc, która ukaże się na dniach. Ta książka to znak czasu. Muzycy Big Cyca bojąc się nadchodzącej sklerozy postanowili opowiedzieć o wszystkim zaprzyjaźnionemu dziennikarzowi.     





Podziel się
oceń
6
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Wojna na twarze

poniedziałek, 23 listopada 2009 10:04

Duńczycy wypowiedzieli nam wojnę. Wojnę na twarze. Mieszkańcy tej deszczowej i wietrznej krainy twierdzą, że polscy faceci to najmniej atrakcyjni mężczyźni w Europie.  Według męskiej populacji potomków Wikingów źle się ubieramy i nosimy niemodne wąsy. Ciekawe co na to Dunki? Ich opinia nie jest znana, ale mam nadzieję, że dają nam lepszą ocenę.


Tej przykrej opinii nie trzeba brać sobie mocno do serca, choć wiadomo, że boli. A powinna raczej śmieszyć! Co oni wiedzą o nas Polakach? Tyle co napatrzą się na polskich robotników budowlanych i portowych, którzy pracują w Kopenhadze i okolicach. To na podstawie obserwacji naszych, dzielnych rodaków, którzy porzucili swe wiejskie sioła, zdychające warsztaty i szukają szczęścia na duńskim rynku pracy powstały te krzywdzące opinie. W masie szukającej pracy w ojczyźnie Hamleta ilość wąsów musi być rzeczywiście przytłaczająca. Trudno! Lubimy wąsy i tyle. Zawsze można powiedzieć, że to poparcie dla międzynarodowej akcji Movember, którą zapoczątkowali Brytyjczycy, a która polega na noszeniu wąsów jako symbolu męskości i przypominaniu o badaniach, które pomogą walce z prostatą.  


O ile Dunki są piękne, o tyle Duńczycy to wesołe moczymordy. Wystarczy przypomnieć sobie twarze gości z filmowego gangu Olsena. A gdyby i to nie zaleczyło naszych kompleksów, to zawsze jest pod ręką jakiś argument historyczny. O choćby i taki, że Hitler podbił Danię w jeden dzień, a na Polskę potrzebował miesiąca.      


Wojna na twarze trwa także poza miałkim sporem o atrakcyjność. Nową twarz uzyskał poseł Ryszard Kalisz, gdy przyznał się dziennikarce Małgorzacie Domagalik, że w czasach PRL-u zdarzyło mu się uprawiać seks w małym fiacie. Jest wreszcie coś za co możemy lubić polityków! Przecież informacja, że oprócz posła Kalisza (którego rozmiary są mówiąc łagodnie dość obfite) zmieścił się w samochodzie tak mikrych rozmiarów jeszcze ktoś, to sensacja z dziedziny techniki (być może blacha użyta do produkcji fiata 126p jest rozciągliwa?) i gimnastyki erotycznej. Upychanie Kalisza w maluchu musiało być równie fascynujące co upychanie malucha w partnerce. Jak się okazało maluch to samochód w którym można dojść. Nie zawsze dojechać. Jedno jest pewne to musiała być miłość, bo mało która dziewczyna poleci dziś na malucha.


O nową twarz walczy też tancerka i piosenkarka Mandaryna. Po pamiętnej klęsce na festiwalu w Sopocie chce odzyskać twarz pokazując gołe piersi. Silikonowe cycki Mandaryny można zobaczyć w nowym CKM-ie. Wspomagają nowy wizerunek artystki i popychają sprzedaż płyty. O jasne oblicze swojej twarzy walczy też premier Tusk. To z jego inspiracji w sejmie przeszła radykalna ustawa na mocy, której nawet gra w warcaby czy scrable będzie uznana za hazard. Jak zwykle przesadzamy i chcąc zwalczyć łupież ucinamy  pacjentowi przy okazji zdrową nogę.


O twarz walczył w sądzie też Kuba Wojewódzki, który na obraźliwy gest pewnego inżyniera siedzącego w samochodzie zareagował nieco zbyt nerwowo i wybił mu szybę. Poszkodowany tłumaczył się, że nie prowokował gwiazdora niecnym gestem, a jedynie zasłaniał się przed jego złym wzrokiem. Po „złym dotyku" mamy wiec nowy hit „zły wzrok". Jeszcze trochę, a wysoce kłopotliwe  może okazać się chłodne spojrzenie, śmiałe łypnięcie okiem, kuszące przewracanie oczami, przenikliwe przylepienie się wzrokiem do kogoś lub niemożność oderwania wzroku. Twarz pełna tak niebezpiecznych spojrzeń powinna być prawnie zakazana, co w przyszłości uruchomi wreszcie procesy regulujące znane zjawisko „zakazanej mordy".  


Na fotce poniżej człowiek, który często zasłania swoja mordę mikrofonem.




Podziel się
oceń
5
1

komentarze (38) | dodaj komentarz

A mury runą...

czwartek, 12 listopada 2009 8:12


Mija właśnie dwudziesta rocznica obalenia muru berlińskiego. Wszyscy chwalą niemieckie obchody które zostały zorganizowane precyzyjnie jak niemiecka torpeda i na które przyjechała cała czołówka światowych przywódców. Także z dalekiej Ameryki przyjechał wreszcie ktoś ważny, bo sama Hillary Clinton czyli wice Obama, a nie jakiś pionek jak na obchody rocznicy obrad okrągłego stołu.

 

Lech Wałęsa jako pierwszy popchnął domino, które symbolicznie nawiązało do tego, że wychodzenie z komuny „zaczęło się w Polsce". Emocje musiały być wielkie, bo kamerzysta popchnął niechcący Lecha Wałęsę, ale na szczęście Lechu mu nie oddał choć przecież mógł. Przy okazji nasz pokojowy Noblista nie byłby sobą gdyby nie utrudnił pracy tłumaczowi. Wałęsa jak zwykle jest oryginalny i słuchając swoich przedmówców (w tym m.in. Gorbaczowa) stwierdził, że plotą oni jakieś „dyrdymały".


Określenie „dyrdymały" zostało przetłumaczone przez bliskiego zawału tłumacza  jako marne gadanie, ale na przyszłość być może warto przeszkolić tłumaczy pracujących z Wałęsą i innymi polskimi politykami w dziedzinie słów takich jak: bajdurzenie, banialuki, ecie pecie, duperele, gadka-szmatka, farmazony, trele-morele, bleblanie, terefere kuku, pitolenie, rżniecie głupa czy struganie wariata. Do analiz tych trudnych polskich wyrazów należy dołączyć dobre ziołowe leki na uspokojenie.


Hasło o „dyrdymałach" bardzo spodobało się zgromadzonej pod Bramą Brandenburską widowni, a głowy państw wpędziło w konsternację. Jeszcze większa konsternacja nastąpiła podczas panelowej dyskusji gdy Wałęsa oświadczył, że Michaił Gorbaczow powinien podziękować jemu i papieżowi. Jan Paweł II nie żyje i nie jest jasne czy chciałby takich podziękowań,  ale Lechu jak widać czeka na ukłony ze strony człowieka z mapą na głowie. Skromność Wałęsy bije w oczy na każdym kroku. Kto jeszcze powinien podziękować Wałęsie? Z pewnością Napoleon, Chopin, James Bond, Myszka Miki i Pamela Anderson.

 

Żarty, żartami, ale do Berlina Zachodniego mam stosunek szczególny. Napisałem nawet o tym piosenkę. Gdy ponad dwadzieścia lat temu zaczynaliśmy jako Big Cyc swoją przygodę ze światem muzyki byliśmy małym, niezależnym zespołem rockowym, który miał kłopoty z milicją. Gdy Lorenz Hettich właściciel klubu El Locco zaprosił nas pierwszy raz do Berlina na festiwal kultury anarchistycznej jechaliśmy tam pociągiem, bo nikt z nas nie miał samochodu. Na dworcu w Poznaniu wsiadaliśmy do pociągu pełnego polskich przemytników wiozących papierosy i alkohol na handel. W pociągu nikt nam nie wierzył, że jesteśmy zespołem, który ma mieć występ w Berlinie. Widząc nasze gitary wszyscy podejrzewali, że oto jadą jakieś lepsze cwaniaki, które handlują w Niemczech sprzętem muzycznym. Na dworcu w Berlinie Wschodnim policja z NRD zatrzymała tylko nas przepuszczając całą kontrabandę. Długo oglądano nasze dokumenty i instrumenty.


W małym klubie El Locco na Kreuzebergu daliśmy kilka koncertów i to był początek naszej muzycznej znajomości z tym miastem.  Gdy wróciliśmy do Polski napisałem piosenkę „Berlin Zachodni" o atmosferze miasta i naszych przemytnikach, których spotykaliśmy w pociągu i na mieście. W Berlinie działał wówczas nielegalny polski targ na którym można było kupić papierosy, wódkę, kryształy, kiełbasę, jaja, a nawet kury! To byli dzielni pionierzy wolnego rynku, którzy handlem rozwalali stary system. Gdy w listopadzie obalono mur piosenka dotarła wysoko na Liście Przebojów „Trójki".


Na fotce poniżej Big Cyc w 1989 roku pod berlińskim murem od strony zachodniego sektora.

 

 



Podziel się
oceń
4
0

komentarze (96) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 142  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer