Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 987 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Klaudia czeka na goły tyłek

środa, 28 listopada 2007 12:26

Klaudia czeka na goły tyłek 

 

Modnym tematem wałkowanym w wielu mediach są ludzkie kompleksy. Okazuje się, że czyjeś kompleksy mogą być niezłym źródłem dochodów np. dla chirurgów plastycznych, kreatorów mody czy psychologów. Najsłynniejszy literacki kompleks znany z mitologii to kompleks Edypa. Najsłynniejszy kompleks odchodzącej do historii IV RP to kompleks Edgara zwany też kompleksem peronowym. Wbrew pozorom największe kompleksy na świecie to kompleksy budowlane, a nie te dotyczące małego wzrostu czy długości członka. Osoba zakompleksiona to osoba mieszkająca w środku dużego kompleksu leśnego.   

Wiele miejsca męskim kompleksom poświęca prasa kobieca. Z kolei prasa męska temat damskich kompleksów omija szerokim łukiem. Być może wynika to z prostego faktu, że w pismach dla facetów drukuje się roznegliżowane fotki pań, które raczej kompleksów nie mają. Kompleksy mają nie tylko jednostki, ale czasem też całe narody czego dowodem słynna książka „Kompleks Polski” Tadeusza Konwickiego.   

Dzwoni do mnie redaktorka pisma Claudia i proponuje nagą sesję fotograficzną dla swego magazynu. Zachętą ma być fakt, że już zgodzili się pan X prezenter telewizyjny i pan Y znana gwiazda beznadziejnych seriali. Na dniach ma zgodzić się jeszcze ktoś równie znany i razem ze mną będzie to sesja na sto kamer i czterech golasów. Słodki głos pani redaktor informuje mnie, że oczywiście części intymne będą zasłonięte. Żeby było ciekawiej to nasze nagie fotografie mają być ilustracją do tekstu o męskich kompleksach. Problem w tym – tłumaczę napalonej pani redaktor, że ja żadnych kompleksów nie mam. Jestem absolutnie dumny ze swego olbrzymiego brzucha i widocznej nadwagi, kocham swoje masywne uda, szerokie bary i łysą czachę, a robienie szumu wokół siebie poprzez pokazywanie gołego tyłka już dawno mam za sobą. Owszem na potrzeby jakiejś artystycznej sesji mogę się przebrać za rakietę kosmiczną czy odkurzacz, ale nie za nudystę. Strój nudysty jak powszechnie wiadomo, jest raczej tani i wygodny, ale nie każdemu pasuje. Jest wielu, którzy zdecydowanie nie powinni go publicznie nosić w tym moja skromna osoba.   

Pani redaktor jest niepocieszona, bo była pewna, że się zgodzę. A tu klops! Skiba odmawia paradowania nago po szpaltach zacnej Claudii. Miałyśmy pana za takiego luzaka, człowieka z dystansem do siebie i poczuciem humoru  – zwierza się pani redaktor. Ratuję swój honor luzaka i przekazuję kontakt do pewnego artysty, który z chęcią pokaże dupę nie tylko Claudii. Jak niewiele potrzeba do szczęścia! W tym wypadku jest to namiar na świra z show biznesu, który zrobi wszystko, aby zobaczyć swoje zdjęcie w gazecie. Także te z gołym tyłkiem.

We Włoszech parlamentarzyści dali się sfotografować nago, co miało pomóc w jakiejś akcji charytatywnej. W USA kalendarz z gołymi paniami po czterdziestce, które na co dzień są gospodyniami domowymi piekącymi pyszne ciasteczka, sprzedał się w wielo milionowym nakładzie. W Polsce Partia Kobiet zrobiła sobie nagi plakat wyborczy i dostała najmniej ze wszystkich głosów. Z pokazywaniem golizny bywa więc różnie. Doda, Frytka, Monika Sewioło z Big Brothera czy Ewa Sonnet na rozbieraniu zrobiły krótkotrwałe „kariery”. Lepiej jednak te dziewczyny oglądać niż słuchać. Bo jak się posłucha to już nie chce się oglądać.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

PARALIZATOR

poniedziałek, 19 listopada 2007 10:41

PARALIZATOR 

Samotność w tłumie to temat do poważnych rozważań. O samotności człowieka napisano tony książek i rozpraw. Bywa samotność pożądana. Wielu twórców potrzebuje samotności by móc zmierzyć się ze sobą i światem. Samotność może być twórcza i inspirująca, ale najczęściej jest naszym przekleństwem. Problem samotności w tłumie pojawił się wraz z rozwojem miast i rozwojem tego całego bałaganu, który z przyzwyczajenia nazywamy cywilizacją. Któryś z mądrych filozofów (już nie pamiętam, który, ale miałem to na studiach) nazwał samotność w tłumie chorobą XX wieku. Wiek mamy już XXI, a problem nadal nie został rozwiązany. I pewnie nie będzie. 

Jaki samotny musiał być ten Polak, którego kanadyjska policja zabiła paralizatorami na lotnisku w Vancouver. Wszyscy, którzy widzieli film nakręcony przez jednego z turystów muszą przyznać, że było to straszne. Kompletnie bezsensowna śmierć. Właściwie zabili go za to, że nie znał angielskiego. Zagubiony człowiek na lotnisku, potrzebujący pomocy pasażer stał się workiem treningowym dla paralizatorów.  

Jak się okazuje państwo potrzebuje różnych narzędzi do rozmowy z obywatelem. Ostatnio coraz częściej tymi narzędziami są tak wstrętne zabawki jak gazy pieprzowe, gumowe pociski, paralizatory. Demokratyczne, bogate i wysokorozwinięte państwo potrafi się zachować jak bydlę. Kilka lat temu grałem koncerty w Vancouver w świetnym klubie rockowym Richards on Richards. Koncerty zorganizowała wspaniała ekipa Polaków, którzy prowadzili w tym mieście polską stacje Radio Gama. Byłem na tym lotnisku, na którym pasażer nie znający angielskiego może dostać paralizatorem. Vancouver jest piękne. Miasto docenili filmowcy, którzy masowo zjeżdżają kręcić tu seriale i filmy. Tu m.in. kręci się słynny na całym świecie serial „Z archiwum X”. Stąd pochodzi znany rockowy wokalista Brian Adams. W Vancouver wsiadasz w samochód jedziesz dwadzieścia minut i jesteś na plaży, po której chodzą dziewczyny w bikini, a ty możesz gapić się na nie lub na Pacyfik. Możesz też wsiąść w samochód i jechać dwadzieścia minut w drugą stronę i trafisz na ośnieżone stoki górskie, po których szusują narciarze. W parku w Vancouver stoją totemy indiańskie przypominające, do kogo należały te tereny przed laty. Biegają tu wiewiórki całkiem podobne do tych w parku w Ciechocinku.  

Kanada zrobiła na mnie wrażenie kraju pełnego miłych ludzi, a Vancouver wydawało się szczególnie miłe. Dzień po koncercie Big Cyca w Richards on Richards w tym samym klubie grał legendarny zespół towarzyszący swego czasu Marleyowi The Wailers. Właściciel klubu, któremu spodobał się nasz koncert dał nam bilety. Pamiętam, że perkusista miał dready grube jak męskie uda. Publiczność paliła trawę (tu prawo za to nie ściga), a myśmy pili Jacka Danielsa. I to piękne, tolerancyjne, indiańskie miasto tak pięknie powitało paralizatorem polskiego murarza z Kielc, który pierwszy raz leciał samolotem.  

Śmierć można spotkać nie tylko w Iraku czy w Afganistanie. Przyzwyczailiśmy się, że tam oraz w Czeczenii czy Darfurze wybuchają bomby i giną ludzie. Śmierć zagubionego na lotnisku pasażera wśród turystów jedzących hot dogi, czytających gazety i dzwoniących do domu z pytaniem „jak leci i czy wszystko w porządku” robi okropniejsze wrażenie.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

SKIBOMAGIEL

czwartek, 15 listopada 2007 14:51

SKIBOMAGIEL 

 

Śpieszę wam donieść, że ostatnio miałem sporo frajdy przy kręceniu nowego programu Skibomagiel. Nazwa mówi już wiele, bo wiadomo, że będzie Skiba, magiel i wygłupy, ale to nie wszystko. Magiel kojarzy się z plotkowaniem, ale nas ta sfera w ogóle nie interesuje. Nic nie będzie ani o nowych narzeczonych ludzi, którzy uchodzą za gwiazdy, ani o starych kochankach osobników, którzy gwiazdami już być przestali. Wraz z doborową ekipą Skibomagla w skład której wchodzą moi kumple z Gdańska czyli Paweł „Końjo” Konnak oraz Jarek „Doktor” Janiszewski  maglować będziemy wspólnie rzeczywistość.  

Podczas kręcenia pierwszego odcinka zaintonowano słynny hit „The Boys Are Back In Town” czyli chłopcy znowu w mieście, bo sytuacja rzeczywiście przypominała nieco klimat ze słynnego utworu grupy Thin Lizzy. Nie ma co ukrywać, że Skibomagiel bardzo przypomina nasze dawne dziecko telewizyjne „Lalamido czyli porykiwania szarpidrutów”. Mniej wtajemniczonym warto być może w tym miejscu przypomnieć cóż to był za program. Otóż Lalamido to był punk rockowy granat medialny, który wybuch w telewizji w latach 90-tych. Robiła go gdańska ekipa świrów, poetów, happenerów i ogólnie artystów kontrowersyjnych. Program łączył w sobie elementy kultury rockowej z absurdalnym kabaretem. Był na polskim rynku pionierem estetyki, która później określana była jako kultura pokolenia MTV. Przez kilka lat Lalamido miało markę najlepszego programu muzycznego w polskiej TV. Obok kabaretowych wygłupów w programie prezentowano ambitnych twórców sceny rockowej oraz ich teledyski. Oprawę graficzną stworzyli plastycy związani z awangardowym TOTARTEM Andrzej Awsiej i Joanna Kabala oraz twórca polskiego videoclipu Yach Paszkiewicz. Do legendy programu przeszły haiku poety Brzóski, komiksy Paulusa, zapowiedzi i wierszyki Końja, a także (sorry za wrodzony brak skromności) moje wykłady jako szalonego profesora Skiby.  

W 1999 roku po siedmiu latach emisji program zdjęto z anteny pod standardowym pretekstem, że „wyczerpała się formuła”. Być może formuła rzeczywiście się wyczerpała, a być może poskutkowały ataki na nasz program (takich nie brakowało, szczególnie ze strony prasy o nastawieniu moherowym) i w efekcie program zniknął jak forsa na budowę autostrad. Jak się wkrótce okazało nie zniknął z pamięci naszych fanów, którzy mimo, że lata mijały ciągle dopytywali się kiedy wracamy. Do dziś spotykam wielu, którzy twierdzą, że wychowali się na absurdalnych tekstach prezentowanych w Lalamido. No… więc dla nich wszystkich mam teraz dobrą informację. Dawna ekipa Lalamido wraca i to z hukiem!  

Oczywiście wraca w nieco zmienionym składzie i formacie, czyli w Skibomaglu. Nowy program różni się od Lalamido (nawet znacznie), ale charakter i styl żartów jest bardzo podobny. Kręcimy go w Gdańsku w zaprzyjaźnionych klubach i jest przy tym spore zamieszanie. Już po nakręceniu pierwszego odcinka nasz producent zamówił ekspertyzę prawną, która ma go chronić przed ewentualnymi procesami. W mojej ocenie program wcale nie jest ostry, ale z pewnością wiele stacji obawiałoby się go wyemitować. Wszystkich, którzy nie boją się ewentualnych strat psychicznych i moralnych mogących powstać w wyniku kontaktu z programem zachęcam do obejrzenia pierwszego odcinka, który pojawi się na antenie stacji TELE 5 w niedzielę 18.11 o godz.22.05. Poniżej fotka ze sceny pt. Kącik Poezji Alkoholowej.  

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  6 889 220  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer