Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 012 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

To idzie chudość

środa, 29 listopada 2006 14:34

To idzie chudość 

I na szczęście nie jest to chudość w gospodarce! Najnowsze badania wykazały, że Polacy są szczuplejsi niż większość Europejczyków. Obalono tym samym fałszywy mit, że polska kuchnia, której koronę tworzą schabowy z kapustką, pierogi z serem, pomidorowa z ryżem, a brylantem jest w niej miska świńskich flaków – to kuchnia tłusta i niezdrowa.  

Do najszczuplejszych na naszym kontynencie należą miłośnicy makaronów i pizzy, czyli Włosi. Za nieco grubszych uważa się smakoszy żabich udek, czyli Francuzów, oraz miłośników parówek i piwa, czyli mieszkańców Austrii. My, którzy nie wyobrażamy sobie życia bez bigosu zajmujemy w rankingu szczupłych przyzwoite czwarte miejsce. Grubsi od nas są temperamentni Hiszpanie, pracowici Holendrzy, czy dumni i złośliwi Anglicy. Do najtłustszych narodów Europy zalicza się mieszkańców Malty, Greków i Finów.  

Wyniki przeprowadzonych badań burzą od lat funkcjonujące stereotypy. Francuz to znawca kuchni i smakosz, a więc w naszych wyobrażeniach raczej osoba z lekkim brzuszkiem, a nie chudzielec, z kolei Fin to raczej wysoki i szczupły blondyn niż jegomość słusznie otyły.       

Badania, które przeprowadzono na użytek Komisji Europejskiej być może warto by zaaplikować także pozostałej części populacji. Zakładam się o solidną porcje golonki z chrzanem, że w światowym rankingu grubasów wygraliby Amerykanie. Nie od dziś wiadomo, że od dziecka żywieni na hamburgerach i frytkach mieszkańcy USA przodują w ilości tłuściochów na jeden metr kwadratowy. Ale być może i tu byłoby wiele niespodzianek jak w Europie i największymi grubasami okazaliby się np. niedożywieni Papuasi z Nowej Gwinei.  

Od pewnego czasu osoby z nadwagą tępione są z jeszcze większą energią niż palacze. Grubasów straszy się, że będą żyli krócej, że przez swą otyłość popadną w liczne choróbska, jak również, że są nieatrakcyjni, nie znajdą partnerów czy, że stracą pracę. Ale powiedzmy sobie jasno i szczerze - lekka otyłość ma swoje dobre strony. Gruba kobieta zimą grzeje, a latem daje cień jak mówił pewien drobny facet, który miał kobietę dwa razy większą od siebie. Osoby otyłe, to osoby z dużym poczuciem humoru, postrzegane często jako łagodne, miłe i ciepłe. Sympatyczny grubas wzbudza większe zaufanie niż nerwowy chudzielec. Nie ma, co ukrywać, że wraz z nadchodzącą nieuchronnie zimą, to właśnie osobnicy uzbrojeni w odpowiednią warstwę tłuszczyku będą się mieć lepiej tzn. cieplej od szczupaków.  

Szczupli pod jednym względem mają lepiej od grubasów. Nie muszą się odchudzać. Odchudzanie jest jak prowadzenie wojny. Nigdy się nie kończy. To seria bitew z własnym organizmem, którą wielu przegrywa odnosząc czasem po drodze jakieś małe krótkotrwałe zwycięstwa.   

Tak czy inaczej badania Komisji Europejskiej dotyczące wagi i nadwagi jej mieszkańców są dla nas korzystne. W dawnych czasach jak ktoś był otyły to mówiło się, że dobrze wygląda. Dziś dobrze wygląda ten, co wygląda źle, czyli jest szczupły. Są tacy, którym lekki brzuszek dodaje urody np. kobiety w ciąży. Niektórych lekki brzuszek uwiarygodnia. Czy widział ktoś szczupłego szefa kuchni? Kucharz bez brzucha to jak agent bez teczki. No… jest taki jeden i to znany, ale to wyjątek. Karol Okrasa, bo o nim mowa to mistrz kuchni z własnym programem telewizyjnym, którego do grubasków  raczej ciężko zaliczyć. Jest szczupły jak model od Armaniego, czy Versace i dlatego jak już kogoś zaprasza do programu to zwykle jest to osoba z nadwagą. Ostatnio zaprosił mnie i wspólnie przyrządzaliśmy kultowe dania z czasów PRL-u, czyli sznycel ministerski i bryzol z grzybkami. Polecam ten program, bo jest tam kilka pysznych anegdot związanych z gastronomią w czasach generała Jaruzelskiego.    

Reasumując rozważania nad polskim brzuchem - piwoszowi z brzuchem dobrze, ale szesnastolatce przed maturą niekoniecznie. Jedni wyglądają lepiej, inni gorzej, a ja na ten przykład najlepiej wyglądam przez okno, a i to czasem firankę trzeba zasłaniać.


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Narodziny potwora

czwartek, 23 listopada 2006 13:43

 Narodziny potwora

 

Wchodzi właśnie na ekrany nowy film Marcela Łozińskiego pt. „Jak to się robi”. Jest to pierwszy od 25 lat polski film dokumentalny, który będzie pokazywany w kinach. Ale nie tylko, dlatego warto go zobaczyć. Dokument Łozińskiego, to fascynujący zapis pracy specjalisty od kreowania wizerunku Piotra Tymochowicza, który przez cztery lata pracował z wyłonioną w castingu grupą ludzi szkoląc ich na liderów politycznych. Film jest potwierdzeniem tezy, że dziś stosując umiejętnie tricki socjotechniczne nawet z wiadra kalarepy można ulepić przywódcę mas.  

Rzecz nosi tytuł „Jak to się robi”, ale być może lepszym tytułem byłby tytuł „Narodziny potwora”. Najpierw widzimy jak Piotr Tymochowicz na zamku królewskim w Warszawie ogłasza casting dla wszystkich tych, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu. Jeszcze kilka innych, zgrabnych haseł nadanych w telewizji i w wyznaczonym terminie zjawiają się dzikie tłumy. Z masy chętnych wybierani są najbardziej zdecydowani osobnicy. Wkrótce po pierwszych rozmowach tworzy się mocna grupka obywateli nastawionych na szybkie zrobienie kariery (jeden z nich oświadcza, że jest gotowy iść po trupach).  

Szaman Tymochowicz przystępuje do szkolenia. Naucza, doradza pokazuje jak trzymać ręce w trakcie przemawiania do tłumów, jak rozmawiać ze znanymi już politykami, jak zachowywać się w stosunku do dziennikarzy. Wyłonioną grupę cechuje kompletny brak poglądów własnych oraz silna chęć wybicia się za wszelką cenę. Podczas szkolenia uczestnicy eksperymentu szybko pozbywają się jakichkolwiek moralnych oporów. Kapitalna jest scena, gdy podczas pochodu w Międzynarodowym Dniu Pacjenta podłączają się do autentycznej manifestacji i zaczynają swoimi działaniami manipulować reakcjami tłumu. To doświadczenie uczy, że prawda w polityce nie jest ważna. Ważne jest wrażenie jakie można zrobić na odbiorcach i ważne jest jak to wrażenie wykorzystać dla siebie.    

W trakcie kilku akcji ulicznych oraz spotkań z politykami uczestnicy kursu Tymochowicza szybko dochodzą do wniosku, że społeczeństwo polskie to stado  baranów, które łatwo jest ogłupić. Przejmująca jest scena manifestacji antywojennej wymyślonej i kompletnie sterowanej przez szkolących się w roli liderów uczestników kursu. Do podstawionych pod kolumną Zygmunta krzykaczy, szybko dołącza się grupa zdezorientowanych przechodniów, często zwykłych warszawiaków. Protestujący razem z cynikami miejscowy Irakijczyk ma autentyczne łzy w oczach. On nie wie, że to wszystko lipa, że to tylko ćwiczenia z pracy nad tłumem. Piękny i przerażający zarazem jest też finał filmu, gdy jeden z uczestników (ten, który wcześniej przyznał się, że chce zrobić karierę choćby po trupach) zostaje ważną osobą w kampanii wyborczej Samoobrony. Jako przedstawiciel młodego pokolenia jeździ na wiece wyborcze wraz z cała elitą ludzi Leppera i wygłasza komunały w które sam nie wierzy i z których jeszcze nie tak dawno sam się wyśmiewał.   

Wniosek jest bardziej smutny niż filmy o biednych dzieciach z sierocińca   Wystarczy dobra prezencja, brak skrupułów, głód władzy i umiejętność manipulacji by stać się w Polsce dobry kandydatem na lidera politycznego. O poglądach, ideach, głoszeniu prawdy i innych tego typu obciążeniach lepiej zapomnieć. Człowiek człowiekowi produktem – mówi cynicznie Piotr Tymochowicz. Okazuje się, że w dzisiejszych czasach zaciera się granica między politykiem, a proszkiem do prania. I jedno i drugie trzeba umiejętnie sprzedać.  

Byłem na premierze tego filmu w warszawskim kinie Muranów. Po zakończeniu pokazu krótkie oklaski i wymowna cisza. Kilku polityków Samoobrony chyłkiem, niczym ludzie mający coś na sumieniu wymknęli się z kina. Był też Mieczysław Wachowski z jakaś blondyną (też szybko wyszli). Pozostali przy winie i zakąskach dyskutowali, ale bez większego entuzjazmu. Ten film zapiera dech w piersiach, bo to gorzka i okrutna prawda, która uderza w nas z mocą właściwą tylko wybitnym dziełom dokumentu.  

O manipulacji wyborcami widzieliśmy już kilka filmów rodem z Hollywood (np. świetne „Fakty i akty” z Dustinem Hoffmanem), ale co innego fabuła, a co innego dokument, a po za tym - tam daleka Ameryka, a u Łozińskiego nasza zapaćkana Polska. Film polecam nie tylko studentom politologii.  

Żeby nie było tak smutno i poważnie to na zakończenie głupawy wierszyk:    

Piotr Tymochowicz

Z niczego coś zrobi

W magii socjotechnicznej

I zero może zabłyszczeć

Niemowa przemówi

Kulawy zatańczy

Kilo ziemniaków

Jako miska pomarańczy

Piotrze! Polska czeka na twe pomysły nowe

Zamień Marię Kaczyńską

W Dodę Elektrodę


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Powrót krasnali

czwartek, 16 listopada 2006 12:22

Powrót krasnali   

Krasnoludki wróciły i znów dały o sobie znać. Tym razem nabroiły w Warszawie. W wyborach samorządowych wystawiły swego kandydata na prezydenta stolicy, który pokonał znanego z napuszonej gadki, nieustraszonego pogromcę gejów, Wojciecha Wierzejskiego z Ligi Polskich Rodzin Patologicznych. Uważany za drugiego w Lidze po Giertychu, aktywny uczestnik telewizyjnych pyskówek, jedna z najbardziej znanych twarzy LPR-u zmieciony został przez grupkę trefnisiów. Klepiący na okrągło o patriotyzmie, ratowaniu ojczyzny Wierzejski miał telewizyjne reklamówki, wielkie plakaty, drogie garnitury i karny aparat partyjny, a mimo to dostał mniej głosów niż przedstawiciel komitetu „Gamonie i krasnoludki” robiący sobie z wyborów tzw. pańskie jaja.  

 Najwyraźniej wyborcy uznali, że to nie krasnoludki robią sobie żarty tylko Wierzejski i jego partia. Przegrać z liberałem, przegrać z socjalistą, przegrać z kimkolwiek, wszystko można, wszak to tylko wybory, ale przegrać z krasnoludkiem to dramat bajkowy, czyli na poziomie przedszkolnym. LPR jak chce jeszcze coś w polityce osiągnąć powinna jak najszybciej odstawić Wierzejskiego tam gdzie jego miejsce czyli do oślej ławki.      

Może warto w tym miejscu przypomnieć historie krasnoludków. Oczywiście wszyscy wiemy, że krasnoludki pomagały Śpiącej Królewnie, a po latach ciężkiej pracy zostały w formie gipsowych odlewów wysłane do prac ogródkowych jako ozdoby. Wiele z tych gipsowych krasnali wyjechało w mercedesach z białymi blachami na ciężkie roboty do Niemiec.  

Nie każdy jednak wie, że krasnale mają w Polsce także swą polityczną i artystyczną historię. Krasnoludka jako broń przeciwko absurdalnej rzeczywistości wymyślił w stanie wojennym Waldemar Fydrych zwany Majorem. Mury polskich miast były wówczas pełne solidarnościowych napisów, które szybko zamalowywała władza. Zamalowany napis tworzył plamę, która stała się doskonałą przestrzenią dla krasnoludków.  

Waldemar Fydrych student historii sztuki wraz z grupą przyjaciół jeździł po całej Polsce i malował na powstałych plamach krasnale. Krasnoludek na murach wprawił w osłupienie zarówno władzę jak i opozycję. Służba Bezpieczeństwa była przekonana, że malowane krasnoludki są jakimś tajnym kodem podziemia, jakąś zaszyfrowaną wiadomością od ukrywającego się Bujaka, czy Borusewicza. Tymczasem podziemie przypuszczało, że malowanie krasnoludków to robota tajnej policji, która w ten sposób nie chce dopuścić do powstawania kolejnych antyrządowych napisów.  

Pewnego dnia zdarzyło się tak, że malarze krasnoludków zostali zatrzymani przez siły porządkowe. Po wielogodzinnym przesłuchaniu i upewnieniu się, że krasnoludek nie jest ani symbolem antyradzieckim, ani „wyrazem poglądów antysocjalistycznych” pechowych artystów ukarano jedynie mandatem.  

Wkrótce jednak siły przeciwne krasnoludkom okazały się mniej eleganckie. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych krasnoludki zeszły z murów na ziemię i pod nazwą Pomarańczowa Alternatywa zaczęły organizować happeningi. Najpierw we Wrocławiu, a później w kilkunastu miastach w Polsce. Ponieważ happeningi te ośmieszały i przedrzeźniały komunistyczną władzę, zdarzało się, że umundurowani przedstawiciele tej władzy gonili krasnoludki, a nawet wsadzali je do więzień. Władza, która goni krasnoludki nie dodaje sobie powagi. Krasnoludki prowokowały na wszelkie sposoby wykpiwając absurdy rzeczywistości. Wiele z tych happeningów przeszło do legendy jak chociażby parodia szturmu na Pałac Zimowy odegrana w rocznice rewolucji październikowej czy Międzynarodowy Dzień Tajniaka podczas, którego aktywiści Pomarańczowej Alternatywy wcielili się w rolę superszpiegów wszelkiej maści służb specjalnych od KGB po CIA.  

U progu III RP krasnoludki uległy rozproszeniu. O ich parateatralnych działaniach powstało kilka książek, filmów i prac magisterskich.

Jak się ostatnio okazuje po latach krasnoludki odnalazły się także w kapitalizmie i w IV RP. Ich zwycięstwo nad do bólu poważnym kandydatem Ligi Polskich Rodzin jest tego najlepszym dowodem. Skoro ożywiły się krasnoludki może czas poszukać wokół nas także innych postaci z bajek.  

Na moje oko Maria Kaczyńska z lekka przypomina śpiącą królewnę, Zyta Gilowska śmiało może robić za babę Jagę, Zbigniew Ziobro to odważny Szewczyk Dratewka, a minister Wassermann  jak wypowiada się w telewizji czyż nie przypomina wam Smoka Wawelskiego? A może macie jakieś inne bajkowe skojarzenia. Kto mógłby u nas być czerwonym kapturkiem, kto wilkiem, a kto babcią?       


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (41) | dodaj komentarz

środa, 22 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 515 939  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer