Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 607 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Szatan precz!

środa, 31 października 2012 10:18

 

Szatan, podobnie jak teściowa, uwielbia być przyzywany. Czasem zupełnie nieświadomie (np. w zabawie)  dajemy mu znaki i on przybywa, czyniąc zło, czyli to, co młodzież uwielbia najbardziej. Jak skutecznie walczyć z szatanem, nie tylko przy okazji głupot w rodzaju Halloween? Odpowiedź na te palące jak piekło pytanie, dali już najmądrzejsi hierarchowie Kościoła, wydając tuż przed pogańskim świętem pustej dyni, odpowiednie zalecenia.

 

Inspirując się słynnymi kazaniami księdza Natanka, Komisja Episkopatu Polski do walki z wróżbiarstwem, okultyzmem, muzyką techno, black metalem, kolczykami w uchu, tatuażami, radiestezją wraz z Komitetem Parafialnym do walki ze stringami, strojami bikini, malowaniem paznokci, wysokimi szpilkami, stroboskopami w dyskotece, a także wspólnie z Katolickim Blokiem Oporu Przeciwko Jodze, Sushi i Karate, we współpracy z Toruńskim Ośrodkiem Najświętszego Poczęcia Przeciwko In Vitro, wzywają wszystkich Polaków do wzmożonej czujności w dniu tzw. pseudo święta Halloween, a także każdego innego dnia, bo szatan atakuje przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, a nawet częściej.

 

Szczególna ostrożność dotyczyć powinna wszelkich diabolicznych symboli np. takich jak rogi. Rogi szatańskie, to symbol w kulturze niezwykle czytelny, a w życiu codziennym podstępnie obecny. W szkołach i biurach zaleca się unikania rogów kartek, zeszytów i notatników. Niezwykle podstępne mogą być kanciaste rogi biurek i ławek. To podprogowy kult Belzebuba uprawiany przez przemysł meblarski i prywatne stolarnie.

 

W dniach, gdy szatan atakuje ze zdwojoną mocą, czyli właśnie w Halloween należy bezwzględnie unikać wystawania, a nawet zatrzymywania się na rogach ulic, bo to cieszy diabła. Komisja medyczna przy Episkopacie Polski przyznała, że wszystkie osoby posiadające w oczach rogówki, mogą być zainfekowane złą mocą przez siły nieczyste. Na baczności należy się mieć także w piekarniach. Kupując pieczywo i słodkości, unikajmy rogali oraz ciastek typu „rożki”, bo to czytelny sygnał wysłany do piekła.

 

Wiele pracy czeka w Halloween mieszkańców wsi. Wszyscy wierzący w Pana Jezusa, powinni tego dnia udać się do obory i odciąć rogi krowom, bykom oraz sobie. To ostatnie dotyczy tylko tych osobników, których współmałżonek sypia z sąsiadami lub z kim popadnie.   Uprasza się także wszystkich myśliwych, gajowych, leśniczych oraz wierzących kłusowników, aby w czynie społecznym, chcąc przypodobać się panu Bogu i zasłużyć na przychylność parafii, wyłapali wszystkie jelenie i żubry celem odpiłowania im poroża. Rogi należy spalić lub przerobić na różaniec, a dziczyznę przynieść na plebanię.

 

Jesteśmy pewni, że polskie rodziny, wolne w Halloween i w dzień zmarłych, od znaków szatana, spokojnie będą mogły kłócić się o miejsca parkingowe przy cmentarzach, a także napluć na bliźnich podczas familijnych spotkań.     

 

Foto na dole: osobnik, który uległ podszeptom diabła, spał w rogu sypialni, teraz smaży się w piekle.                   

 

 


Podziel się
oceń
39
11

komentarze (16) | dodaj komentarz

Disneyland niesamowitości

piątek, 26 października 2012 9:31

 

To określenie francuskiego pisarza Emmanuela Carrere, który opisywał Rumunię tuż po upadku dyktatora Nicolae Ceausescu. Pasuje jak ulał do współczesnej Polski.

 

Jednego dnia, ulewa nam się stadion narodowy, bo ktoś zapomniał zamknąć szyberdachu. Drugiego dnia, nasi dzielni chłopcy (czterej pancerni?) kradną pod Berlinem trzy mercedesy, w tym busa z terenu zakładu pogrzebowego. Okazuje się, że w pogrzebowym busie, znajduje się dwanaście trumien z klientami zakładu.

 

Trzeciego dnia trumny z Niemiaszkami w środku, zostają porzucone w lesie pod Poznaniem i znajduje je jakiś grzybiarz, który powiadamia policję.

 

Czwartego dnia wybucha informacja, że kolejne trumny z Polakami, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem, zostały pomylone. Tym razem pomylono zwłoki prezydenta Kaczorowskiego. Czas otworzyć trumnę Czesława Miłosza może leży tam Maria Konopnicka?


Piątego dnia największy producent trumien w Europie, polska firma z Wągrowca wydaje ekskluzywny kalendarz, w którym gołe panie przytulają się czule do trumien w fantazyjnych pozach. Twórca kalendarza pragnie przekonać wszystkich potencjalnych klientów, że odpoczynek wieczny może być seksowny. Piszą o tym media w całej Europie.

 

Szóstego dnia, jedna z gazet żywiących się padliną dla półgłówków, publikuje zdjęcia półnagiej młodej kobiety z Sosnowca, która stała się sławna, bo jest podejrzana o zamordowanie własnego dziecka. Gazeta najpierw namawia ją na seksowne fotki, płaci jej za tandetną sesję foto podczas której nekrocelebrytka pozuje w stroju bikini na koniu i nad strumykiem, po czym wyszydza ją jako wredną matkę, która korzysta z życia, mimo ciążących na niej potwornych zarzutów.

 

Siódmego dnia, pijany biskup katolicki diecezji warszawskiej, gorący patron akcji walki z alkoholizmem jadąc samochodem uderza w latarnię. Po przebadaniu dostojnego kapelana okazuje się, że ma on dwa i pół promila alkoholu we krwi, co oznacza, że jest nawalony jak stodoła. 

 

I tak codziennie, dzieje się u nas coś tak wesołego jak uśmiech wisielca czy wrzód na dupie. A to premier wygłosi dziesiąte expose, a to jakiś nieznany nikomu facet twierdzi, że jest kandydatem na premiera, a to posłowie partii o wielkości mrówki, zgłoszą projekt, że kobieta powinna rodzić nawet półmartwe dzieci. Tylko czekać kiedy z Disneylandu Niesamowitości zmienimy się w Pałac Strachów lub Mroczną Pieczarę z lunaparku dla dewiantów. Niestety, do Mrocznej Pieczary coraz nam bliżej, nie tylko przy okazji Helloween.   

 

 


Podziel się
oceń
14
8

komentarze (167) | dodaj komentarz

Ambasada Śledzia

piątek, 19 października 2012 12:27

 

Mimo dyplomatycznego tytułu, dziś ani słowa o polityce. Nie będzie też o dachu na Stadionie Narodowym, co to, gdy pada jest otwarty, a gdy świeci słońce, to go zamykają.  Ani słowa o kryzysie, PiSie i Tusku lisie. Są przecież na świecie rzeczy ważniejsze. Takie jak przyjaźń, miłość czy picie alkoholu w doborowym towarzystwie.

 

Na ulicy Stolarskiej 8/10 w Krakowie, na przeciwko konsulatu amerykańskiego, mieści się niezwykle klimatyczne miejsce zwane Ambasadą Śledzia. Prowadzi ten przybytek urocza Marta Sawicka, która w wolnych chwilach oddaje się krytyce literackiej. Pisywała do Wprost, Rzepy i Bluszcza, będąc postrachem dla urobku literackiego Doroty Masłowskiej i Krzysztofa Siwczyka.  Dziś wspólnie ze swoim mężem Filipem, znanym muzykantem, prowadzi najsympatyczniejszą Ambasadę nad Wisłą.

 

Ilekroć przebywam w Krakowie, zawsze tam zaglądam i zawsze zdarzy się coś magicznego. Gdy zapukałem do Ambasady dwa miesiące temu, przepijał swą nagrodę  państwową poeta Marcin Świetlicki, który w towarzystwie wydawcy Irka Grina i grona przepięknych pań, był nad wyraz „przysiadalny”.  Poeci krakowscy (z mało zrozumiałych dla nauki względów) żywią jakąś sympatię do starych anarchistów z Gdańska, więc nie tylko jedzenie było smaczne, ale także  rozmowa. Bywa, że spotkania kończą się na wymianie uprzejmości, ale tym razem doszło też do wymiany myśli, co odnotowali kronikarze od Pudelka po Gazetę Bronowicką.

 

Ostatnio, gdy wraz z Jarkiem Janiszewskim (Bielizna, Czarno Czarni) wracałem z koncertu w Zakopanem trafiłem ponownie do Ambasady.  Mimo psiej pogody udało nam się znaleźć przytulny kąt i spotkać z Leszkiem Gnoińskim, autorem książek o zespołach Kult, Acid Drinkres i Myslovitz. Zajadając przepyszne śledzie (oryginalny przepis Ambasady) oraz białą kiełbaskę z musztardą i chrzanem, szybko wchłonęliśmy solidną porcję żubróweczki i wówczas jak za dotknięciem magicznej różdżki ukazały się trzy kobiety. To gospodyni Marta Sawicka przyprowadziła prosto z promocji książki „Tyrmandowie”  autorkę Agatę Tuszyńską i połowę podmiotu lirycznego czyli Mary Ellen Tyrmand.

 

Czytałem świetną książkę Tuszyńskiej o Wierze Gran, więc zarzuciłem ją gradem komplementów, a pani Mary Ellen, swym koślawym angielskim, że Lolek Tyrmand, to autor, który ciągle jest czytany. Marry Ellen z nowojorską nonszalancją ujawniła, że jest pierwszy raz w Polsce i bardzo chciała tu przyjechać, nie tylko po to, by promować książkę, ale także dlatego, że  Tyrmand nauczył ją jeść śledzie i pić wódkę. Powiedzmy sobie szczerze, lepiej kobieta nie mogła trafić.  „Tyrmandowie” to historia polskiego pisarza, który na amerykańskim bruku poznaje się, z o wiele młodszą kobietą, zafascynowaną jego felietonami w New Yorkerze”. Co dzieje się dalej…? Dalej trzeba iść do księgarni i kupić książkę.

 

Na zdjęciu poniżej Agata Tuszyńska i Mary Ellen Tyrmand w Ambasadzie Śledzia.  

 

  

 


Podziel się
oceń
12
26

komentarze (10) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 214  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer