Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wyłączcie telewizory! Jest co czytać!

piątek, 29 października 2010 14:25

Noce coraz dłuższe, dzień coraz krótszy i pogoda do bani te trzy elementy to doskonałe warunki do czytania książek. Każdy z nas zagoniony przez sprawy zawodowe i rodzinne przez cały rok odkłada sobie lektury do przeczytania „na później" . U mnie na biurku zebrał się już całkiem pokaźny zestaw lektur, który domaga się przeczytania. Oto kilka pozycji, które w gonitwie codzienności odłożyłem, bu zajrzeć do nich „za chwile".


„Asan" Władimira Makanina opowieść o wojnie w Czeczenii, handlu bronią, ludźmi i robieniu świetnych interesów na ludzkiej tragedii.  Ify Nwamana „Stadion. Diabelskie igrzyska" książka o handlarzach ze stadionu X-lecia w Warszawie. Przekręty, przemyt, oszustwa i pokątny handelek pirackimi towarami. Podobno wszystkie opisane historie zdarzyły się naprawdę. Przeczytania domaga się też nowa powieść Tomasza Piątka „Wąż w kaplicy", zbiór opowiadań Vladimira Nobokova „Kęs życia" (tu czytam sobie po kawałeczku - czasem po jednym opowiadaniu na noc - celem wyrobienia sobie dobrego smaku - polecam wszystkim), opowiadania Julio Cortazara (to jest nowe wydanie, kilka z tych opowiadań znam, ale do dobrych lektur trzeba wracać). Cortazar to też raczej lektura do smakowania po kawałku. Jest jeszcze sensacyjna historia wywiadowcza o super szpiegu Robercie Sosnowskim asie polskiego wywiadu przed wojną, autorstwa Henryka Ćwieka oraz historia żydowskiej śpiewaczki Wiery Gran oskarżonej o kolaboracje. Te wszystkie pozycje są na moim biurku i za chwilę mam się do nich zabrać, ale mimo sprzyjających lekturze, jesiennych warunków przyjdzie im jeszcze poczekać, bo pierwszeństwo mają u nie książki poświęcone muzyce.


W tym roku mamy wysyp świetnych pozycji biograficznych. Polecam wszystkim „Pokój pełen luster" biografię Jimi Hendrixa autorstwa Charlesa R. Crossa i biografię Johna Lennona (ukazała się niedawno) autorstwa Philipa Normana. Dużo ciekawego dzieje się także na polskim poletku muzycznym. Pisałem już o interesującej książce Krzysztofa Potaczały „KSU - rejestracja buntu" (to obowiązkowa lektura dla wszystkich z pokolenia lat 80-tych oraz dla współczesnych buntowników).


Właśnie ukazały się dwie nowe pozycje, które połknąłem niczym świeże pączki. „Gościu - auto-bio-Grabaż" monolog Krzysztofa „Grabaża" Grabowskiego lidera zespołów takich jak Ręce Do Góry, Pidżama Porno czy Strachy Na Lachy. Historia Grabaża spisana jest przez Krzysztofa Gajdę, który spełnia rolę przedłużenia magnetofonu. Jest to wywiad rzeka, który tak naprawdę wywiadem nie jest tylko soczystym monologiem Grabaża. Jak ostatnio ujawnił mi sam Grabaż  „czasem dobrze jest jak ktoś cię wysłucha do końca" czyli tak miało być. W książce znajdziemy pyszne historyjki o tym jak to Grabaż pracował przy zbieraniu truskawek lub na budowach w Niemczech oraz przy odśnieżaniu ulic w Poznaniu. Są ciekawostki z czasów studenckich (patenty na szybkie zdawanie egzaminów),  jest dramatyczna historia gdy bezpieka szukała zespołu Grabaża na festiwalu w Jarocinie i Chodzieży oraz wiele smutnych prawd o polskim rynku muzycznym z lat 80-tych i 90-tych oraz o czasach współczesnych. Podstawową zaletą książki jest fenomenalna pamięć Grabaża, który ze szczegółami i drobiazgowo opowiada o swoich perypetiach z początku kariery, a także ujmująca szczerość - rzadko spotykana u osób, które odniosły sukces.


Druga pozycja, którą gorąco polecam to biografia Perfectu autorstwa Konrada Wojciechowskiego. Książka zatytułowana „Wszystkie pilne sprawy" dosłownie kilka dni temu trafiła na półki księgarskie. To rzetelnie spisana historia zespołu w której nie unika się tematów drażliwych (konflikty z Hłodysem, wybryki Sigitowicza, awantura z Andrzejem Nowickim). Wojciechowski nie pudruje historii kapeli i pisze szczerze o wszystkim np. o niezbyt rockowych początkach piosenkarskich Grzegorza Markowskiego. Każda  legendarna i ważna kapela rockowa ma na swoim koncie zawirowania, zakręty, chwile słabości, zmiany personalne, szarpaniny, afery,  a także czasy triumfu i chwały. Wojciechowski wszystko to opisuje z zapałem rockowego Wincentego Kadłubka.


Niestety nie udało mu się namówić na wypowiedź pokłóconego z zespołem Zbigniewa Hołdysa (jego słowa przytaczane są na podstawie starych wywiadów i wypowiedzi). Jak więc widać zapiekłość na linii Perfect - Hołdys musi być tej samej mocy do konflikt polityczny między Platformą, a PiS-em. Poeta marzył o tym, abyśmy się różnili pięknie, ale skoro nie wychodzi to nawet artystom, to na polityków tym bardziej nie ma co liczyć.

 

 


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kto ma dużego?

piątek, 22 października 2010 9:18


Siedem lat temu na festiwalu w Opolu, w koncercie premiery zaśpiewałem numer ze swojej solowej płyty „Skiba dla dorosłych". Wykonywana piosenka nazywała się „Każdy coś ma" i do dzisiaj można znaleźć zrobiony do niej zabawny teledysk na You Tube. Teledysk nakręcony siłami starej ekipy programu „Lalamido" opowiada historię pracownika stacji benzynowej, który ma wyjątkowo fatalny dzień. A to gburowaty poseł „Samoobrony" (grany przez Jarka Janiszewskiego) nie płaci mu za benzynę, a to gangsterom (w tej roli znani strongmeni Jacek i Jarek Dymek) wypada z bagażnika młoda kobieta, która prosi go o pomoc, a to bezlitośnie beszta go szef (tu ujawnił swe talenty Końjo), a to trafia mu się rozkapryszona modelka (Renata Garbryelska). Do tego na stacji pojawiają się pijani sanitariusze, policja, harleyowcy i grupa meneli. Refren piosenki, który brzmi „Jeden ma za dużo, drugi ma za mało, nie wszystkim od natury to samo się dostało" niby tłumaczy zwariowany dzień pracownika stacji.  


Mimo sugestywnej akcji teledysku, gdzie dużo się dzieje, wielu domyśliło się drugiego, sprośnego dna piosenki. Dziś po latach mogę ujawnić, że w piosence chodziło m.in. oczywiście o wielkość męskiego przyrodzenia. W samym tekście nie ma żadnych sprośnych skojarzeń, właściwie tylko refren może taką tematykę sugerować. Że może chodzić o męskiego członka podpowiada jedynie fragment refrenu „nie wszystkim od natury to samo się dostało".  Chcąc aby piosenka pojawiła się w Opolu musiałem zataić jej prawdziwe znaczenie.


Przypomniałem sobie o tym gdy przeczytałem, że Kaith Richards gitarzysta The Rolling Stones ujawnił - jak pisano - „wstydliwy sekret" Micka Jaggera. Otóż kumpel Micka nie owijając w bawełnę ogłosił, że legenda rocka Mick Jagger „ma małego członka". Nie ma dla faceta większej obrazy jak aluzje do jego przyrodzenia. Tak więc między starymi kumplami nie jest chyba za wesoło. Podobno Richards już dawno temu czynił tego rodzaju aluzje, ale teraz powiedział to wprost. Złośliwi twierdzą, że tylko po to aby podgrzać atmosferę przed wydaniem własnej biografii, która lada moment ma się ukazać.  Robienie sobie reklamy kosztem fiutka kolegi nie wydaje się zbyt eleganckie.


Gwiazdy rocka od zawsze miały obsesje na punkcie długich członków. Te wszystkie obcisłe, skórzane gacie w których chodził i wyginał się na scenie Jim Morrison miały wyolbrzymić jego seksualność. Podobno zdarzało się, że dla większego efektu Jim wkładał do majtek skarpetkę. Słowem gwiazda z małym członkiem to nie gwiazda tylko pół gwiazdy. Wiadomo jakie rozmiary przyrodzenia miał Jimi Hendrix, bo pewna studentka szkoły plastycznej zrobiła jego odlew. Tu nie ma żartów, pyton Hendrixa mógłby wprawić w zakłopotanie i kompleksy nie jednego mężczyznę. Znany jest przypadek gwiazdy, która rozpaczliwie usiłowała powiększyć sobie członka przy pomocy operacji plastycznej. Niestety efekt końcowy nie okazał się sukcesem.


W Polsce tego typu historie są tematem tabu. Choć już chyba nie tak bardzo jak kiedyś. Głośna była sprawa z połowy lat 90-tych, kiedy to Marzena Domaros udająca dziennikarkę agentka służb specjalnych, która przespała się z połową parlamentu, w tym z kilkoma prominentnymi politykami lewicy, dosyć dosadnie opisała męskość kilku z nich. Działaczka Samoobrony molestowana przez Andrzeja Leppera i posła Łyżwińskiego oszczędziła opinii publicznej dokładnych opisów w tej sprawie.


Całkiem niedawno na spotkaniu w ramach cyklu Akademia Polskiego Rocka, który odbywa się w gdańskim klubie Rock Cafe mój kolega Paweł „Końjo" Konnak poinformował, że ma on członka do którego potrzebne jest szkło powiększające. Tymczasem gość spotkania Muniek Staszczyk lider i wokalista grupy T.Love słynie w branży z pokaźnych rozmiarów przyrodzenia. Muniek taktownie nie rozwijał tematu, ale też nie zaprzeczył. Poważna lustracja w tej kwestii jeszcze przed nami.


Na zdjęciu poniżej Muniek spytany o członka nie zaprzecza.  



Podziel się
oceń
7
2

komentarze (37) | dodaj komentarz

Ważne posiedzenie

środa, 13 października 2010 15:03


Sala posiedzeń gabinetu rady ministrów powoli zapełniała się osobnikami ubranymi w garnitury. Na ich tle wyróżniała się jasna garsonka minister zdrowia Ewy Kopacz. Ministrowie wymieniali uściski i uśmiechy, szurali odsuwanymi krzesłami, a niektórzy trzymali nosy w dokumentach, które sami przynieśli. Jak zwykle przed przybyciem premiera wyczuwało się pewne napięcie. Od tego w jakim humorze pojawi się na zebraniu Donald Tusk zależała atmosfera kilku najbliższych godzin. 


Dla nikogo nie było tajemnicą, że dziś atmosfera może być wyjątkowo niemiła. Fiasko walki z dopalaczami, seria katastrof drogowych, opór wobec pomysłów oszczędnościowych rządu, kolejne widmo kryzysu, ciągłe zadrażnienia z opozycją, ucieczka Palikota, malejące poparcie wyborców, to wszystko składało się na kwaśny uśmiech premiera, który wszyscy widzieli wczoraj wieczorem w telewizji. Kwaśny uśmiech nie wróżył niczego miłego. Zapowiadał połajanki, pretensje, a w najgorszym wypadku twarde rozmowy przypieczętowane słynnym wilczym spojrzeniem, które paraliżowało najtwardszych.


Premier zjawił się jak zwykle w towarzystwie dziennikarzy i kamer. Jego uśmiech promieniał jak po strzeleniu pięknego gola z pierwszej piłki. Po zwyczajowym przywitaniu się z każdym ministrem, podczas którego nie brakowało serdeczności i przyjacielskich pogaduszek, dziennikarze oraz operator kamery zostali kulturalnie, acz stanowczo wyproszeni. Gdy tylko ochrona zamknęła drzwi wyraz twarzy premiera zmienił się radykalnie.


- Nie muszę państwu tłumaczyć jaka jest sytuacja. Budowa stadionów na Euro, budowa szkolnych Orlików, poparcie TVN-u i doskonały image za który chwali nas nawet Tomasz Jacyków, powoli przestaje wystarczać. Rząd musi zrobić coś dla społeczeństwa, co będzie odczuwalne i widoczne dłużej niż emisja jednego odcinka programu „Taniec z gwiazdami". 


- Mam pomysły nowych reform w oświacie. Można by rozwiązać gimnazja i wrócić do starego podziału na podstawówki i licea - zgłosiła minister oświaty Katarzyna Hall. - To tylko wkurzy rodziców i nauczycieli - machnął ręką premier. - Proponuję wprowadzić nowy podatek dla wszystkich posiadaczy wanny w mieszkaniach - wyrwał się minister Jacek Rostowski. - Z najnowszych badań wynika, że pięć milionów Polaków nie ma toalet, co oznacza, że 33 miliony ma toalety, a przynajmniej połowa z nich ma wanny. Wychodzi, że 16 i pół miliona może płacić nam ten nowy podatek!

- Doskonale! To jest jakiś konkret - zapalił się premier. - Na początek, aby nie wywołać fali krytyki,  proponuję wprowadzić podatek od bidetów. Tego rodzaju urządzenia mają w domach tylko zamożni obywatele. Nikt się więc nie przyczepi. Oceniam ilość bidetów w Polsce na ok. pół miliona. Po roku kasowania za bidety rozszerzamy opłaty także za wanny. Z tą jednak różnicą, że jeżeli ktoś już płaci za bidet, to za wannę płaci tylko połowę.


- A co z umywalkami i sraczami? - zainteresowała się minister zdrowia. - Czy także chce pan je opodatkować!  - Jeśli tego będzie wymagał interes państwa i nasza pozycja w Unii Europejskiej to tak - z przekonaniem odparł jej Rostowski. - Nasz pozycja w Unii przypomina nieco pozycję pod prysznicem. Wszystko spada nam na głowę - przytomnie zauważył minister Sikorski. - Apeluję aby prysznic i umywalka ze względów higienicznych były zwolnione z podatku - wtrąciła się niepotrzebnie i zbyt nerwowo minister Kopacz. - W drodze wyjątku, w okresie przejściowym można by się na to zgodzić - uspokajał premier. - Niestety rząd ma wiele wydatków  - zauważył minister Tomasz Arabski.  - Zrezygnowałbym całkowicie z opłat za bidety. Ich ilość chyba zbyt optymistycznie obliczył minister finansów. To nie pół miliona, a najwyżej sto, może dwieście tysięcy urządzeń. Przychód z tego tytułu będzie niewielki, a szum duży. Bidety w swych łazienkach mają biznesmeni i żony dziennikarzy. Po cholerę nam tacy wrogowie. Za to bezwzględnie należy wprowadzić podatek od sedesów. Liczbę sedesów w Polsce obliczam na ponad trzydzieści milionów w tym sedesy w knajpach, sklepach, stacjach benzynowych, urzędach, firmach itd. Każde posiedzenie na klopie będzie teraz czynem patriotycznym i państwowotwórczym - zakończył w uniesieniu minister Arabski i wypił łyk wody mineralnej, głośno przełykając. Chwile ciszy przerwał minister kultury.


- Popieram. Już w starożytności pobierano opłaty za miejskie szalety. Przecież pieniądze nie śmierdzą - przypomniał starą dewizę minister Zdrojewski. - Z pewnością pchniemy to w sejmie tylko czy PSL nie będzie przeciwny - powątpiewał, któryś z zebranych. - Drewniane kible i wiejskie wychodki wyłączy się z opłat. Załatwię to z Waldkiem - uspokoił premier.  - No to sprawę mamy załatwioną - uśmiechnął się minister finansów.


I co teraz? - zagadnął ktoś jednego z zebranych gdy było już po wszystkim, a ministrowie uśmiechnięci opuszczali sale posiedzeń.  - Żeby uniknąć płacenia dodatkowych podatków demontuję sedes i zaczynam srać do bidetu. Proste.     


Fotka na dole: wejście do kibla w Pałacu Rady Ministrów. 


Podziel się
oceń
8
1

komentarze (205) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 179  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer