Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jak zginie Rysiu z Klanu?

wtorek, 31 stycznia 2012 9:02

 

Aktor Piotr Cyrwus wcielający się od piętnastu lat w rolę Ryśka Lubicza, poczciwego ojca rodziny, taksówkarza w serialu Klan pozazdrościł Hance Mostkowiak wolności i podobnie jak ona chce odejść z telewizyjnego tasiemca. Cyrwus to świetny aktor, o czym miałem się okazję przekonać, gdy wiele lat temu razem z Big Cycem uczestniczyliśmy w teatralnym przedsięwzięciu ku chwale Wiesława Dymnego. 

 

Był to spektakl-widowisko pt. „Siedem jest bestii moich – cyrk metafizyczny Wiesława Dymnego”  oparty na tekstach legendy Piwnicy pod Baranami, realizowany w studiu TVP w Krakowie. Big Cyc prezentował kilka piosenek do tekstów Dymnego, w rockowych aranżacjach, a Cyrwus grał w zastępstwie aktora, który zachorował i swoją (niemałą)  rolę opanował w trzy dni. To było prawdziwe mistrzostwo!  Cała Polska zna go jednak jako serialowego Rysia z Klanu. Gdyby Cyrwus pociągnął jeszcze kilka lat jako serialowy Rysiu, to prawdopodobnie do końca życia byłby już skazany na tę jedną rolę. Planowana ucieczka od „gęby” Rysia to dla aktora ostatni dzwonek, by ratować swoją własną osobowość twórczą i okazja do sprawdzenia się w innych rolach!

 

Czy jednak taka ucieczka od postaci serialowej jest dla aktora w ogóle możliwa? Stanisław Mikulski do dzisiaj jest kapitanem Hansem Klossem, a Emil Karewicz - Brunnerem. Andrzej Kopiczyński czyli słynny inżynier Karwowski z serialu „Czterdziestolatek”, gdy w sztukach Szekspira wychodził w teatrze na scenę jako Ryszard III, z widowni szeptano w podnieceniu „O! Patrzcie! Inżynier Karwowski”.  Jedyna znana w Polsce ucieczka od maski serialowej udała się Januszowi Gajosowi. Przez wiele lat dla milionów widzów był tylko Jankiem z „Czterech pancernych”. Dziś po wielu świetnych rolach Gajos już dawno Jankiem nie jest. Bywają ucieczki zakończone powrotami jak np. ucieczka Bartosza Żukowskiego, który odtwarzał  Waldusia Kiepskiego w serialu „Świat według Kiepskich” i który po siedmioletniej letniej przerwie powrócił do serialu.

 

Walduś z „Kiepskich” pojechał niby do USA i mógł wrócić. Rysiu z Klanu raczej już nie wróci, bo ma w lutym zginąć. Hanka Moskowiak z serialu „M jak Miłość” zginęła w wypadku samochodowym. Wpadła samochodem w stertę pustych  kartonów. Cała Polska płakała. Nie po kartonach, tylko po Hance. Jak zginie Rysiu? Z przecieków wiadomo, że napadną go jakieś łobuzy i pobiją. Rysiu straci przytomność i już jej nie odzyska. Czy tak banalnie ma zakończyć swój żywot największy poczciwiec w historii polskiej telewizji? Pomóżmy scenarzystom serialu. Oto moje pomysły na serialową śmierć Rysia:

 

Rysiu w koszulce Widzewa znajdzie się na warszawskiej Pradze. Zginie z uśmiechem na ustach, gdy zapyta o drogę grupę zakapturzonych obywateli popijających wino „Szesnastka”.

 

Rysiu dostaje zawału serca po zatankowaniu pełnego baku swojej taksówki.  Na widok sumy, którą ma zapłacić Rysiu chwyta się za portfel, a potem za serce. Taksówkarz Lubicz jako kolejna ofiara liberalnych rządów Donalda Tuska.           

 

Rysiu przy pomocy mikroskopu odkrywa prawdę o tragedii w Smoleńsku. Jedzie taksówką do siedziby PiS ujawnić swoją bezcenną wiedzę. Po drodze jego auto zostaje staranowane przez olbrzymią ciężarówkę na białoruskich numerach. Rysiu umiera. Kierowca ciężarówki ucieka i dostaje medal od KGB.

 

Rysiu zjada na kolację żywność modyfikowaną genetycznie (GMO) po czym wyrasta mu żarówka na czole i zaczyna pulsować w rytmie przebojów Dody. Rysiu głupieje od takiej dyskoteki i w rozpaczy wyskakuje przez okno bez spadochronu, ale za to w kalesonach.  

 

Rysiu podobny jest do księgowego kalabryjskiej mafii Mario Kleppano, który buchnął mafijną kasę i ukrył się w okolicach Sieradza jako trener aerobiku dla dorastających niemowląt. Cyngle Comorry widzą Rysia w telewizji. Udają się na plan serialu i strzelają do Piotra Cyrwusa, gdy ten ucharakteryzowany na Rysia przymierza jego głupawy sweterek.  

 

Rysiu bierze kąpiel w wannie i gwiżdże sobie słodki przebój Piotra Rubika. Włączona do prądu suszarka słysząc piosenkę z rozpaczy wpada do wanny. Rysiu kopnięty prądem drga niczym przejęty głos Antka Macierewicza odciętego od Internetu na konferencji prasowej.    

 

Hakerki z lesbijskiej grupy Underground Sisters blokują telepatycznie hamulce w hulajnodze Rysia skutkiem czego, Rysiu wjeżdża do Biedronki z szybkością 150 km na godzinę. Głową rozbija stoisko z pysznymi jogurtami. Zabijają go żywe kultury bakterii.   

 

Rysiu zapisuje się do Ruchu Palikota, po czym już na pierwszym zebraniu zostaje upalony marihuaną i uwiedziony zmysłowo przez Roberta Biedronia. Jego kompromitujące zdjęcia ukazują się na Pudelku i w Fakcie. Grażynka zabija Rysia przy pomocy kompletu nowoczesnych garnków firmy Zepter.  

 

Rysiu po obejrzeniu odcinka serialu Klan w Telewizji Polskiej wiesza się z rozpaczy na pasku od spodni. Zamiast listu pożegnalnego zostawia Grażynce telefon do detektywa Rutkowskiego.

 

Foto poniżej: Gerard Pinecha chuligan, dresiarz, patriota i kolekcjoner haraczy. To on pobije Rysia przy pomocy gumowej lalki z sex shopu.    

 


Podziel się
oceń
7
11

komentarze (178) | dodaj komentarz

Gołe klaty

środa, 25 stycznia 2012 8:43

 

Tysiąc pięćset sprzedanych biletów. Owacje na stojąco. Piski i wrzaski jak na The Beatles kilkadziesiąt lat temu. Rozmarzony, zamglony wzrok, roześmiane usta, amok i szaleństwo. Na widok jakiego polskiego artysty tak reagują fanki? Na Czesława Ledwie Śpiewa? Na smukłego Piotrusia z Feela? Na Wodeckiego? A może na Rysia z Klanu?


Takie reakcje widziałem na II Mistrzostwach Chippendales, które odbyły się kilka dni temu we Wrocławiu. W zeszłym roku impreza odbywała się w sporej sali konferencyjnej na tysiąc osób. W tym roku chętnych do oglądania popisów tanecznych striptizerów było tak dużo, że organizator musiał wynająć hale sportową. I to okazało się atutem i wielkim minusem jednocześnie.


Scena jak na koncerty rockowe. Duży wybieg wokół którego urządzono strefę VIP z najdroższymi biletami (ok. 200 miejsc).  Pozostałe uczestniczki zabawy wepchnięte na odległe trybuny, oglądały występy na olbrzymich ekranach lub przez lornetki. Show, który zwykle odbywa się w małych klubach, dyskotekach lub wręcz w domach prywatnych na imprezach panieńskich, tutaj przeniesiony został na hale sportową i był nieco jak taniec mrówki w cyrku. Dziewczyny z trybun dzielnie piszczały na widok każdego męskiego tyłka, ale wielka hala zabijała skutecznie atmosferę pokazów.    


Rok temu poproszono mnie o poprowadzenie konferansjerki tych nietypowych zawodów. W założeniu jest to konkurs taneczny tyle tylko, że tancerze się rozbierają. Niektórzy szybko, inni wolniej.  Niektórzy z gracją, inni nieco ślamazarnie. W jury zasiadała Mandaryna, Frytka i szefowa agencji modelek. Impreza była wielkim sukcesem. Te kobiety, które kupują drogie bilety, tylko po to, by oglądać gołe męskie tyłki, wydały mi się ciekawym, fascynującym wręcz  zjawiskiem. Jawną kpiną ze wszystkich teorii, sloganów i postulatów feministycznych. Dziwnie się czułem na tej imprezie, bo byłem tam jedynym facetem, który nie ściąga gaci.


Pierwsza impreza się udała, bo była spontaniczna i całkowicie zwariowana. W tym roku organizator poszedł za ciosem. Reklama była o wiele większa, zainteresowanie ogromne, hala sportowa  przygotowana, tancerze jeszcze lepsi i …coś zdechło. Dziewczyny piszczały jak zawsze, ale nastrój nie był już ten sam. To nie jest typ imprez halowych. Ściąganie gaci i pokazywanie gołej klaty (bo do tego ograniczają się w większości popisy chippendalesów) mają sens w nocnym klubie, a nie na stadionie. Skoro jednak aż tyle bab chciało to oglądać,  nie dziwie się organizatorowi, że wynajął halę. Za rok stadion, albo lotnisko, bo facet bez brzucha i z dobrze umięśnioną klatą, to dziś towar najwyraźniej deficytowy. 


W tym roku w jury zabrakło Frytki, która odkryła Jezusa, a ten najwyraźniej zabronił jej uczestniczenia w tej fajnej imprezie. Stawiła się za to Mandaryna, która surowo oceniała tancerzy np. „tańczyć to ty nie potrafisz, ale tyłek masz słodki”. Wśród dziesięciu zawodników wyróżniał się komornik sądowy z Katowic, nauczyciel polskiego z Warszawy, czy instalator urządzeń gazowych z Bytomia. Wygrał tancerz o pseudonimie Andy, chłopak ze Szczecina, który miał już na koncie występy w Las Vegas i to było widać. 


Prowadząc imprezę byłem przeziębiony i zażywałem wcześniej antybiotyki. Nie piłem więc alkoholu i wszystko widziałem trzeźwymi oczami. Wszystkie kobitki były pijane i nieliczni faceci też. Refleksja po imprezie: tego na trzeźwo nie da się oglądać. Podszedł do mnie organizator. W tym momencie nagi tancerz Paweł ujeżdżał na scenie dziewczynę z widowni, ku radości jej samej i wszystkich wokół . – Komu to przeszkadza? – spytał organizator. Mnie na pewno nie, ale komuś na pewno tak, bo impreza miała kłopoty z reklamą w radiu (hasło reklamowe: trzysta minut seksu) i z policją tuż przed rozpoczęciem. Gdyby ksiądz Natanek był prezydentem tych ludzi wywieziono by do obozów. 

 


Podziel się
oceń
5
3

komentarze (301) | dodaj komentarz

Nasze misie w zwisie!

wtorek, 17 stycznia 2012 8:31

 
Styczeń to miesiąc podsumowań minionego roku. Mnożą się wszelkiego rodzaju rankingi i notowania. Niektóre robione są na poważnie, inne w konwencji bardziej serio. W Gdańsku socjologom z Uniwersytetu Gdańskiego zlecono przeprowadzenie sondażu wśród mieszkańców, kto jest lokalnym autorytetem. Wyniki badań okazały się tyleż ciekawe, co zaskakujące.


Badanie zostało przeprowadzone na grupie tysiąca osób. Bilsko połowa badanych (48 proc.) stwierdziło, że nie widzi żadnego autorytetu wśród gdańszczan. Pozostałe głosy uległy dużemu rozproszeniu. W czołówce znalazły się osoby duchowne. Liderem okazał się  arcybiskup Tadeusz  Gocłowski, który otrzymał 12 procent głosów. Wysoko oceniono księdza Krzysztofa Niedałtowskiego (9 proc.), który opiekuje się środowiskami artystycznymi i prowadzi bardzo popularne msze w kościele św. Jana. Tyle samo głosów otrzymał obecny metropolita gdański biskup Sławoj Leszek Głódź (w jego wypadku wynik taki można odebrać jako porażkę).
 

Dalej w rankingu jest Lech Wałęsa i Donald Tusk, a także prezydent Gdańska Paweł Adamowicz i profesor Andrzej Januszajtis.  Nieco niżej pojawia się grupa artystów i sportowców. Jest mistrz olimpijski Leszek Blanik, aktor Mirosława Baka, pisarz Stefan Chwin, podróżnik Marek Kamiński, sportsmenka i parlamentarzystka Iwona Guzowska. Nie zabrakło legend Sierpnia 1980 takich jak Andrzej Gwiazda, Henryka Krzywonos i Bogdan Borusewicz, ale najśmieszniejsze jest to, że w końcówce tego (jakby nie było) zacnego peletonu pojawia się moja skromna osoba, Agnieszka Chylińska i Leszek Możdżer.
 

W wypadku takich ludzi jak ja, czy koleżanka Agnieszka, określenie „autorytet” pomyliło się raczej badanym ze zwykłą popularnością. To oczywiście miłe dowiedzieć się, że jest się dla kogoś autorytetem (nawet będąc w końcówce rankingu), ale to są tytuły, o które ja osobiście nigdy nie zabiegałem, a nawet powiem to wprost, mogą mi one swoiście ciążyć i uprzykrzać życie. Dlaczego? A no dlatego, że jako drobny nawet autorytet muszę zachowywać się teraz nienagannie i nie mam już szans na realizacje moich ulubionych zajęć, takich jak chociażby ostre imprezowanie, co jak wiadomo jest częścią etosu każdego rockersa. 
 

Tego rodzaju zaskakujących momentów miałem w życiu kilka. W 2008 roku przy okazji opisu happeningów Pomarańczowej Alternatywy moje nazwisko pojawiło się na teście maturalnym z WOSU. Można było sobie na Skibie zdobyć cztery punkty, albo też cztery punkty stracić! Świadomość, że ktoś mógł przeze mnie oblać maturę była naprawdę okropna. W popularnym teleturnieju „Jeden z dziesięciu” sam widziałem jak facet przegrał, bo potknął się na pytaniu o mnie właśnie. Współczułem jemu i całej jego rodzinie, która pewnie liczyła na nagrodę. Do końca życia nikt z tej rodziny nie kupi mojej płyty, bo przeze mnie nie wyjechali na egzotyczne wakacje, albo jeszcze gorzej.    
 

Pozostaje mi wierzyć, że te osoby, które wpisały mnie jako autorytet zrobiły to dla jaj, albo przez pomyłkę. Brytyjska stacja BBC wśród dwunastu najważniejszych kobiet minionego roku obok księżnej Kate, czy piosenkarki Adele wybrała Sweetie – samicę pandy wielkiej z ZOO w Edynburgu.  Skoro pani panda pojawia się w rankingach to i ja mam prawo, ale na warunkach żartobliwych. Niestety obawiam się, że gdańskie badania były robione na serio. Dla kontrastu daję więc swoje mocno idiotyczne zdjęcie. Skiba na grillu.                   

 


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (22) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 177  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer