Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 235 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Alternatywny Gdańsk

czwartek, 27 stycznia 2011 8:50

 

Od lat wszyscy pchają się do kolejki tych, którzy obalili w Polsce komunizm.  Wymienia się Solidarność, Wałęsę, Kuronia, kościół katolicki, Ronalda Reagana, a nawet muzykę rockową i krasnoludki. Do tej kolorowej gromadki książka „Artyści, wariaci, anarchiści” wydana nakładem narodowego Centrum Kultury dorzuca jeszcze całą galerię świrów. 


Dzieje gdańskiej opozycji w latach 70/80 zostały dosyć dobrze udokumentowane i opisane. Wydano liczne albumy i laurki o „Solidarności”, wspomnienia o Wolnych Związkach Zawodowych, czy publikacje o Ruchu Młodej Polski. Tymczasem na marginesie tych uznanych i docenianych powszechnie formacji, w Gdańsku po 1980 roku zakiełkował też mały kwiatek anarchizmu. „Artyści, Wariaci, Anarchiści – opowieść o gdańskiej alternatywie lat 80-tych”  to książka, która uzupełnia wiedzę na temat tych inicjatyw, które porwane wiatrem wolności poszybowały w kierunkach najmniej oczekiwanych.


Od dawna zbieraliśmy się by napisać książkę o latach, gdy generał Jaruzelski był jak proszek do prania. Nie dość, że prał to jeszcze pokazywali go w telewizji. Zbieraliśmy się w trójkę czyli ja , Paweł Końjo Konnak i Jarek Janiszewski.  Każdy z nas napisał rozdział o tym środowisku, które było mu w owych czasach najbliższe. Końjo w barwny i niezwykle szczegółowy sposób opisał środowisko grupy artystycznej Totart.  Grupa ta miała na koncie wiele skandalicznych happeningów i akcji. Jarek Janiszewski poświecił swój rozdział Gdańskiej Scenie Alternatywnej, czyli zespołom rockowym, które w latach 80-tych tworzyły na Wybrzeżu niesamowity klimat muzyczny zwany gdańską falą. Z kolei ja opisałem mało znane ugrupowanie podziemne RSA, które było pierwszym po wojnie ruchem otwarcie identyfikującym się z ideami anarchistycznymi.  


Urodzone na gdańskim bruku Totart i RSA wpisują się barwny obraz miasta nieokiełznanego przez władzę. Czasem zabawne, a czasem dramatyczne historie z pogranicza polityki i sztuki, zarażone buntem i smarkaterią,  zainfekowane konspiracją i czystym wygłupem pokazują jak młodzi ludzie w stanie wojennym próbowali być na przekór wszystkiemu.  


Postulat bycia wolnym w zniewolonym kraju realizowano na różne sposoby.  Totart buntował się przeciwko utartym kanonom estetycznym, grafomańskim schematom komuny i opozycji, tchórzliwym postawom „emigracji wewnętrznej”, przyzwyczajeniom akademickim i wtórnym poglądom na świat i życie. Zespoły rockowe z Gdańskiej Sceny Alternatywnej (m.in. Bielizna, Deadlock, Pancerne Rowery i wiele innych) zbudowały sobie życie obok systemu i stworzyły coś na kształt kolorowej, bikiniarskiej wyspy. Anarchiści z RSA rzucili wyzwanie militarnym filarom państwa nawołując do odmowy służby wojskowej i radykalizując nastroje polityczne ulicy.    

  

W książce znajdziemy wiele nie znanych faktów z życia marginesu artystyczno-politycznego gdańskiego podziemia dekady Kiszczaka. Skandaliczne spektakle zakończone zakazami występów.  Usuwanie z klubów. Niezależne koncerty. Demonstracje i happeningi. Walki z ZOMO i podziemne imprezy. Zloty, pikiety, protesty, balangi, podsłuchy i donosy. Alkohol, narkotyki i podziemne drukarnie. Raporty MO i SB.    


Jest to pierwsza w Polsce publikacja na temat prawdziwej alternatywy, gdy niezależność znaczyło coś więcej niż brudny riff na gitarze czy hedonistyczną zabawę. Napisana przez aktywnych uczestników sceny alternatywnej podziemnego Gdańska lat 80-tych, ale napisana na luzie i bez kombatanckiego zadęcia. To rodzaj spacerku po dawnym Gdańsku, gdy gaz łzawiący i pały zomowców były najczęściej dostępnym kosmetykiem dla ludzkich twarzy.


Książka jest bogato ilustrowanym albumem (ponad 300 zdjęć!!!) , który zawiera wiele nigdy nie publikowanych fotografii. Wzbogacona o płytę DVD z filmami na temat alternatywy oraz zestawem plakatów z tego okresu. Album ma twarde okładki i liczy 430 stron, waży 2,5 kilograma.  Książka niebawem pojawi się w księgarniach. Polecam gorąco, bo nic lepszego już nie napiszemy.


Na fotce u dołu od lewej autorzy: Paweł Konjo Konnak, Krzysztof Skiba i Jarek Janiszewski. W środku  książka.   

 


Podziel się
oceń
6
2

komentarze (11) | dodaj komentarz

Moherowe klify

czwartek, 20 stycznia 2011 10:39

Wyjechaliśmy na kilka dni z Big Cycem do Irlandii, by przekonać się, że mohery są nie tylko w Polsce.  Miejscowi entuzjaści rocka zaprosili nas na koncert Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do Limerick. Nazwa tego miasteczka sugeruje, iż tu właśnie wymyślono limeryki. I tak jest w rzeczywistości. Poza limerykami miasto słynie ze średniowiecznego zamku, który należał do Króla Jana Bez Ziemi oraz z grupy The Cranberries, która tu powstała i miała swe pierwsze próby i koncerty.

 

Big Cyc zagrał koncert wraz z grupą Czarno Czarni oraz młodym zespołem z Lublina o wesołej nazwie Inwazja Krabów. Koncert zorganizowany przez młodą miejscową polonię odbył się w klubie Trynity. Tak naprawdę jest to dyskoteka z dwiema salami. Mniejsza sala robiła za garderobę zespołów, a w większej odbył się koncert. Podobno całkiem niedawno w Trynity grywali The Cranberries więc atmosfera która nam towarzyszyła była podniecająca. Mniej podniecający okazał się sprzęt, który przygotowano do grania. Mimo wysłanych rozpisek technicznych to, co nam zapewniono było daleko niewystarczające. Wspólnymi siłami udało się jednak szybko zorganizować sprzęt zastępczy. Problemy sprzętowe spowodowały pewne opóźnienie w koncercie, ale sam koncert wypadł doskonale.

 

Występ Big Cyca i Czarno Czarnych przyjęto bardzo entuzjastycznie. W przerwach między koncertami wspólnie z Jarkiem Janiszewskim licytowaliśmy płyty i koszulki zespołów na rzecz Wielkiej Orkiestry. Rekord licytacji to płyta Big Cyca, którą sprzedano za sto pięćdziesiąt euro. Masowo rozdawaliśmy autografy i pozowaliśmy do pamiątkowych fotografii niczym niedźwiedzie na Krupówkach. Po koncercie odbyła się wesoła balanga podczas, której nikt się nie oszczędzał, a guinness i irlandzka whisky lały się niczym woda podczas powodzi w Sandomierzu.  Poznaliśmy wielu ciekawych Polaków, których los wygnał na Irlandzki brzeg (przy okazji pozdrawiam organizatorów koncertu Filipa, Marcina, Anię i dwie urocze bliźniaczki z Europejskiego Centrum Wsparcia).

 

Dzień później był czas na objazd najciekawszych okolic. Zawitaliśmy do Lahinch gdzie jest słynna plaża przy której bez względu na porę roku znaleźć można entuzjastów surfowania. Odwiedziliśmy też miasteczko Galway gdzie jest pełno uroczych pubów (np. pub urządzony w formie wnętrza starego galeonu). Dowiedzieliśmy się, że w Galway przed laty mieszkała zamożna rodzina Lynchów od nazwiska, której wywodzi się nieprzyjemne słowo lincz. Pierwszym zlinczowanym miał być według legendy syn głowy rodu, który dopuścił się gwałtu. Skoro jesteśmy przy krwawych opowieściach to w Galway widzieliśmy też pub, w którego budynku jak głosi legenda ścięto głowę królowi. Pub nazywa się oczywiście „Ścięta głowa króla” czy jakoś podobnie.  W Galway są też bardziej pokojowe miejsca jak choćby ławeczka na której siedzą słynni pisarze Oskar Wilde i Eduard Wilde. Obaj wykonani z ciężkiego brązu.

 

Absolutny hitem była jednak wycieczka do hrabstwa County Clare gdzie znajdują się słynne Cliffs of Moher czyli po polsku Moherowe Klify. Są to porośnięte zielonym mchem wspaniałe klify o wysokości ponad trzystu metrów (podobno jedne z największych na świecie). Wietrzna pogoda i deszczyk nie przeszkadzają w podziwianiu wspaniałych widoków. Jeszcze niedawno klify nie były ogrodzone i całe zwiedzanie odbywało się na żywioł. Spora liczba wypadków wymusiła wybudowanie specjalnych barierek oraz tras spacerowych po szczytach klifów. 

 

Poznanie nowych ludzi, koncert i zwiedzanie zapisać musimy zdecydowanie po stronie plusów tej naszej wycieczki. Dużym minusem były dziwne przepisy obowiązujące w Irlandii dotyczące zakazu sprzedaży piwa przed godzina 10.30.           

 

Fotka poniżej: moherowe klify. 

 


Podziel się
oceń
4
2

komentarze (8) | dodaj komentarz

Gdy śnieg pada dobra jest biesiada

piątek, 14 stycznia 2011 8:48

 

Moda na organizowanie biesiad zapanowała w latach 90-tych. Przyczyniła się do tego telewizja, a szczególnie program TVP 2, który pokazywał biesiady z udziałem znanych gwiazd estrady. Maryla Rodowicz wydała nawet płytę pod tytułem „Marysia Biesiadna” na której wykonywała repertuar mocno rozrywkowy w stylu „usia siusia”. Biesiady nawiązywały w swej stylistyce do zwyczajów kultury ludowej. Miało być kolorowo, wesoło, skocznie i z przytupem. Skoro przykład poszedł z góry w całym kraju zapanowała moda na biesiady.  Koncerny piwne dostrzegły w biesiadach wielka szansę dla siebie. Latem w całym kraju urządzano biesiady piwne (często z udziałem zespołów rockowych). Gdy na ekrany wszedł długo oczekiwany film „Ogniem i mieczem” ze słynnej sienkiewiczowskiej trylogii, reklamowano go serią biesiad serwując piwo Zagłoba. W telewizji raz za razem leciała biesiada śląska, krakowska, a nawet warszawska.


Na Śląsku zwyczaj biesiad górniczych jest najbardziej zakorzeniony i tam odbywają się one do dziś. Można zaryzykować tezę, że jest to część autentycznej kultury śląskiej. Każda taka biesiada ma swój scenariusz i odpowiednie rytuały. Śląskie biesiady odbywały się na długo przed tym jak tą formą zabawy zainteresowała się telewizja.


Wkrótce telewizyjne biesiady wyszły wszystkim bokiem stając się symbolem tandetnej rozrywki.  TVP 2 została ochrzczona złośliwie „telewizją biesiadną” co na długo pozostało wszystkim w pamięci. Dziś w telewizji rządzą już zupełnie inne formaty oparte na rywalizacji młodych talentów lub ściganiu się gwiazd. Programy te są wyrafinowanym produktem kultury wielkich metropolii i bardziej glamour, co wcale nie oznacza, że są mniej tandetne i głupie niż dawne biesiady.    


Na fali organizowania biesiad w latach 90-tych zorganizowałem w 1993 roku w Gdańsku Biesiadę Felietonistów. Właściwie było to coś w stylu „Anty Biesiady” lub jej parodii gdyż na Biesiadach Felietonistów się nie śpiewało, co nie znaczy że nie było dobrej zabawy. Wbrew nazwie w biesiadach uczestniczyli nie tylko felietoniści. Bywali tam dziennikarze z poczuciem humoru i różnej maści prześmiewcy. Bywało, że pojawiały się na Biesiadach prawdziwe gwiazdy felietonu i satyry. Przez lata zawitali na nasze obrady tak zacni panowie jak Andrzej Mleczko, Michał Ogórek, Krzysztof Jaroszyński, Krzysztof Daukszewicz, Henryk Sawka, Marcin Wolski, Rudi Schubert czy Leszek Malinowski z kabaretu Koń Polski. Od lat nie zapraszamy już gwiazd z centrali i świetnie bawimy się we własnym gronie. Ton obradom nadaje Paweł Konnak, Jarek Janiszewski i moja skromna osoba. W biesiadach uczestniczą dziennikarze gdańskiej Gazety Wyborczej, Dziennika Bałtyckiego i Radia Gdańsk oraz różni wolni strzelcy.


W tym roku zebraliśmy się po już raz osiemnasty, by przy doborowym jadle i napitkach podsumować miniony rok nadając swe złośliwe tytuły. Biesiada Felietonistów to zdecydowanie najdłuższa stażem impreza środowiska kpiarzy w Gdańsku. Poniżej plon obrad ostatniej imprezy, która odbyła się w klubie Kawalerka na ulicy Piwnej w Gdańsku.        


Kobieta Roku
nieznana z nazwiska matka Polka z Pomorza, która urodziła bliźnięta spłodzone każde z innym ojcem (rzadki wypadek światowy) bez niemoralnego i kosztownego in vitro


Człowiek Roku
nieznany lokator prezydenckiego sarkofagu na Wawelu


Wydarzenie Roku
uświadomienie sobie przez polską klasę robotniczą, że każdy górnik w Chile ma żonę i dwie kochanki


Bubel Roku
PKP jako niereformowalna maszyna do dręczenia pasażerów


Paranoja Roku
sztuczna mgła wypuszczona z ruskiej trumny


Zwierzę Roku
ośmiornica Paul, która typowała wyniki meczów Mundialu skuteczniej niż komentatorzy sportowi


Cwaniak Roku
Reżyser spektaklu na 30-lecie „Solidarności” Robert Wilson – wydał osiem milionów na swoich kolegów i puścił w skarpetkach ojca Ziębę


Idioci Roku
Anna Fotyga i Antoni Macierewicz – udali się do USA na spotkanie z nieżyjącym od pół wieku kongresmenem Rayburnem samolotem zamiast wehikułem czasu


Zboczenie Roku
Joanna Kluzik Rostkowska, która ciągle chce, ale już nie w PiSie


Numer Roku
73. czyli stale rosnąca pozycja Polski w rankingu FIFA


Paw Roku
realizm magiczny po polsku, czyli autobiograficzne wynurzenia celebrytów


Cios Roku
atak zimy, czyli Donald Tusk ma również śnieg na rękach


Narzędzie Roku
Bronisław Komorowski jako narzędzie do zapalania żyrandoli i przepychania ustaw


Happening Roku
walka o krzyż na Krakowskim Przedmieściu, która okazała się reklamą baru Przekąski Zakąski


Ofiara Roku
Polska jako element nazwy Polska jest Najważniejsza


Kicz Roku
Jezus ze Świebodzina – największy Żyd na świecie, czyli odpowiedź na brednie Grossa o polskim antysemityzmie


Martyrologia Roku
Jarosław Kaczyński po prochach uznał Rosjan za przyjaciół


Unik Roku
Grzegorz Napieralski konsekwentnie unikający prawdziwych lewicowych poglądów, a nieunikający bliźniaczek


Powiedzenie Roku
„Nie zabijajcie nas” – Witold Waszczykowski, kandydat PiS na prezydenta Łodzi


Skandal Roku
aresztowanie króla dopalaczy, odbierające nadzieję na aktywne życie generacji JPII


Dzieło Roku
pomnik smoleński w Bazylice Mariackiej w Gdańsku jako Głódź do trumny dobrego smaku

 



Podziel się
oceń
4
4

komentarze (314) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  6 598 067  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer