Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 567 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pocałunek Dody

środa, 27 stycznia 2010 10:14


O tym jak całuje nasza największa skandalistka Doda mógł się przekonać ostatnio sam prezydent Kaczyński. Podczas Charytatywnego Balu Dziennikarzy Doda bezceremonialnie wycałowała głowę państwa na oczach zaskoczonej żony prezydenta i tłumu fotoreporterów. Lekko obśliniony prezydent wydawał się tyleż zszokowany co zadowolony. Wielu złośliwców zaczęło od razu podejrzewać, że cała akcja z całowaniem była zaaranżowana przez kancelarie prezydenta i speców od reklamy, którzy słono zapłacili Dodzie za ten show.


Niektórzy nawet spekulują, że pocałunek wokalistki być może aktywnie przyczyni się do głosów poparcia na rzecz Lecha Kaczyńskiego w nadchodzących wyborach prezydenckich. Z tego rodzaju prognozami należy być bardzo ostrożnym. Prezydent, który dał się obściskiwać Dodzie pokazał, że nie jest sztywniakiem, a przychodząc z żoną na bal dał sygnał, że jest osobą towarzyską, nie unikającą mediów i ludzi, ale pamiętajmy, że zażyłe związki wokalistek z politykami nie kończyły się u nas najlepiej.


Wystarczy przypomnieć słynny wspólny lot samolotem z udziałem Edyty Górniak i Aleksandra Kwaśniewskiego na mistrzostwa do Korei. Kraj szybko obiegła plotka, że Edyta jest w ciąży z Kwaśniewskim. Informacja okazała się kompletna bzdurą, ale zdążyła zszargać nerwy bohaterom plotki i przyczyniła się nawet do kryzysu małżeńskiego między parą prezydencką. W czasach PRL-u słynna była plotka o romansie premiera Mieczysława Rakowskiego z wokalistką Hanną Banaszak. Nie było prasy kolorowej i Internetu więc plotka żyła bardzo długo i do dziś wielu uważa, że coś było „na rzeczy" mimo gorących zaprzeczeń Hanny  Banaszak. Sam Rakowski na ten temat się nie wypowiadał, a plotka może nawet była mu na rękę, bo ocieplała jego wizerunek niezbyt przecież lubianego polityka z komunistycznej partii.


Politycy lubią się całować publicznie i to nie tylko z wokalistkami. W dawnych czasach uwielbiali się całować między sobą. Słynne były pocałunki przywódcy ZSRR Leonida Breżniewa z Erichem Honeckerem przywódcą NRD. Całowano się głównie na powitanie i na pożegnanie, ale nie były to delikatne pocałunki w policzki czy czółko. Stare chłopy ochoczo całowały się centralnie w usta i to z języczkiem! Na dawnych fotografiach agencji prasowych widać dokładnie jak Honecker wpija się soczyście w usta Breżniewa. Była to ocierająca się o pornografię fasada braterstwa i przyjaźni. Po śmierci Breżniewa Honeckerowi zostały stare przyzwyczajenia i gdy do Berlina przyjechał Gorbaczow też został dokładnie obśliniony. Rytuał z całowaniem się na oficjalnych uroczystościach musiał być dalekim echem zwyczaju znanego z zabaw u Stalina. W zabawach tych brali udział sami mężczyźni, urzędnicy wysokiego szczebla, którzy ze sobą tańczyli do muzyki puszczanej z płyt przez samego I sekretarza. Nie miało to absolutnie nic wspólnego z homoseksualizmem! Po prostu prawdziwie męska zabawa bez udziału bab. Koszmar!


Zachodni politycy byli bardziej otwarci na kobiety i raczej rzadko tańczyli w męskim gronie przy gramofonie.  Szczególnie politycy amerykańscy. Prezydent John Fitzgerald Kennedy miał tyle kochanek, co dziś Tiger Woods, albo i więcej. Wśród nich wiele artystek i aktorek w tym ta najsłynniejsza czyli Marylin Monroe. Prezydent Bill Clinton preferował sekretarki i stażystki, a jego romans z Monicą Lewinsky o mało nie pozbawił go prezydentury.  


Najsłynniejsze pocałunki to jednak nie te z udziałem klasy politycznej, a te znane z ekranu. W rankingach miłośników kina od lat wygrywają słynne pocałunki głównych bohaterów z filmów takich jak „Przeminęło z wiatrem" (Clark Gable i Vivien Leigh), Casablanka (Humprey Bogart i Ingrid Bergman), Dirty Dancing (Patric Swayze i Jennifer Grey) czy Titanic (Leonardo Di Caprio i Kate Winslet). Być może wracają dobre czasy dla starego głupka Ericha Honeckera. Ostatnio wielką sensację wywołał pewien ranking pocałunków filmowych w którym wygrał pocałunek dwóch mężczyzn z filmu Tajemnica Brokeback Mountain.


Wbrew pozorom polityka ma wiele wspólnego z całowaniem. Zdarza się, że wyborcy masowo odwołują się do polityków w całuśnej poetyce. Czasem mówią im by się pocałowali w nos.      


Na zdjęciu poniżej austriacki dyrygent Hubert Von Plafon z Opery Wiedeńskiej, który uwielbia być całowany przez sekcję smyczków.    

 



Podziel się
oceń
9
2

komentarze (30) | dodaj komentarz

Wielkie jęczenie

wtorek, 19 stycznia 2010 9:44


Wszyscy (może oprócz narciarzy) mamy już dosyć zimy. Tak sroga i dokuczliwa nie była już dawno. Przyzwyczailiśmy się do lekkich i szybko przemijających zim, które nim zdecydowaliśmy się wyjść na sanki czy ulepić bałwana już się kończyły. Tymczasem ta obecna daje nam wszystkim ostro popalić.


Zima kosztuje nas więcej niż przereklamowany kryzys. Tylko w jeden weekend w Warszawie na walkę z zimą czyli odśnieżanie, sypanie piaskiem i solą  wydano dwanaście milionów złotych. W innych miastach wydaje się tylko nieco mniej. Wiele miejscowości na południu Polski nie ma tygodniami prądu, bo ciężkie od lodu drzewa waląc się zrywają sieci energetyczne i nikt nie jest w stanie zdążyć z ciągłymi naprawami. Śnieg sypie, sól się kończy, pociągi się spóźniają, prądu brakuje tak więc uroków zimy doznajemy w pełni.  


Jak zawsze można się pocieszać, że inni mają jeszcze gorzej. W takiej Irlandii,  Szkocji czy Hiszpanii ogłoszono lokalnie stan klęski żywiołowej, bo takiej ilości śniegu nie widziano tam od dawna.  Mimo tych zimowych niedogodności Polacy dzielnie zdają zimowy egzamin i stan psychiczny narodu jest daleki od rozpaczy czy histerii. Wspomina się dawne srogie zimy jak np. tę w 1979 roku, zwaną „zimą stulecia", która tak naprawdę dobiła rządy Edwarda Gierka. Tamta zima zaatakowała niespodziewanie w noc sylwestrową. Wielu gości nie dotarło na zabawy, a niektóre składy pociągów utkwiły w zaspach i stanęły w szczerym polu lub na stacjach pośrednich. Podróżni wiedząc już, że nie ma żadnych szans dotarcia na bale i imprezy otwierali szampany w pociągach i tam urządzali improwizowane zabawy. Powstała na ten temat nawet gorzka komedia w reżyserii Filipa Bajona „Bal na dworcu w Koluszkach".


Polacy narzekają jak zawsze i jak od pokoleń, ale mam wrażenie, że w tym sezonie nasze zrzędzenie jest lekko bardziej sympatyczne i wszystkie niedogodności przyjmujemy z uśmiechem na ustach. Nasze narzekanie nie wybrzmiewa już w kategoriach ostatecznych. Byle kłopot nie jest podnoszony do rangi końca świata.


Mistrzami w narzekaniu są rolnicy. Przedstawiciele tej grupy społecznej narzekają bez względu na porę roku. Rolnik narzeka gdy świeci słońce i gdy pada deszcz. Gdy coś się urodzi i gdy coś mu zdechnie. Z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że typ rolnika, który nie narzeka nie występuje w przyrodzie i to pod żadną szerokością geograficzną. Zimą rolnicy narzekają trochę mniej niż wiosną i latem i być może dlatego w narzekaniu przebiła ich inna branża.


Taksówkarze! Najwięksi pesymiści w Polsce! Dawniej wielu taksówkarzy to byli weseli ludzie. Dowcipkowali, opowiadali różne ciekawostki, historyjki. Niektórzy wręcz zabawiali klientów. Taksówkarz to  był najlepiej poinformowany człowiek w mieście. Wszystko wiedział o knajpach i lokalach. Wiedział kto, gdzie mieszka, kto pije, kto żyje i co piszczy w trawie.


Obecnie taksówkarz to osobnik mocno sfrustrowany i wkurzony na świat i ludzi. Od kilku lat trafiam na taksówkarzy mocno narzekających, jęczących czy wręcz dołujących swoich klientów. Nawet jak ktoś miał dobry humor to po wyjściu z taksówki szybko go traci. To już nie są standardowe narzekania na złe drogi, na korki, drogówkę czy innych kierowców, którzy zdaniem taksówkarzy jeżdżą gorzej od nich. To są często jakieś katastroficzne wizje w stylu „to się wszystko zawali" . Takie nastawienie do świata wygłaszane w formie monologów do pasażerów jest postawą samobójczą.


Zima i złe warunki jazdy, wysokie ceny benzyny oraz cyrk z kasami fiskalnymi pewnie mają w tym narzekaniu swój udział, ale być może warto uświadomić sobie, że świat przedstawiany w tak czarnych barwach może mieć wpływ na samopoczucie pasażera, który przerażony waszym złym humorem zamiast pojechać taksówką pójdzie na piechotę, zdecyduje się na autobus, albo odśnieży własny samochód.  A kto waszym zdaniem narzeka bardziej niż taksówkarze i rolnicy?             


Na fotce poniżej kierowca, który ma prawo być sfrustrowany.

 

 



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (35) | dodaj komentarz

Lenin wiecznie żywy!

wtorek, 12 stycznia 2010 13:54


Niemiecki agent, wytrawny konspirator, zawodowy rewolucjonista i wódz bolszewików Włodzimierz Iljicz Uljanow, pseudonim organizacyjny „Lenin" został sprzedany. Konkretnie sprzedano go za pięć tysięcy złotych w komplecie z irokezem i książką o zespole Big Cyc. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że sprzedano go w Centrum Kultury „Scena to dziwna" w Gnieźnie, a nie w Poroninie gdzie chodził do knajpy.  Lenina sprzedano za pieniądze i dla pieniędzy, ale też dla idei, a konkretnie podczas finału XVIII Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.


Dawno temu ukazywały się książeczki z bajkami o Leninie pod tytułem „Lenin dzieciom".  W bajkach morderca Lenin był przedstawiany jako dobroduszny mędrzec, który kocha dzieci i wszystko robi z myślą, aby było im dobrze. Tymczasem prawdziwy Lenin dzieci miał w nosie, a czasem nawet kazał je rozstrzeliwać (jak np. cztery córki i syna cara Mikołaja II). Tym razem hasło „Lenin dzieciom" wprowadzono w czyn i dzięki licytacji na rzecz Orkiestry Lenin dzieciom się wreszcie przysłuży. Konkretnie gipsowe popiersie Lenina, ale bardzo niezwykłe i związane z pewną zabawną historią.


W czasach PRL-u Lenin straszył Polaków groźnie patrząc na nas z pomników, postumentów i portretów wiszących w licznych Domach Partii. Najsłynniejszy pomnik Lenina był w Nowej Hucie. Pewnego razu robotnicy podłożyli bombę Leninowi pod nogi. Niestety padał deszcz i prymitywny ładunek wybuchowy nieco się przemoczył. Mokra bomba nie rozwaliła całego Lenina, ale urwała mu nogę i fragment ręki. Cała Polska śpiewała wtedy zabawną piosenkę dziecięcą z nieco zmienionym tekstem: „Chodzi Lenin koło drogi nie ma ręki ani nogi". Słynne były akcje, gdy zakładano Leninowi plecak żeby sobie poszedł lub przywiązywano mu do ręki rower aby sobie pojechał z Polski. W Związku Radzieckim i innych krajach bloku wschodniego panował prawdziwy kult Lenina, a samego wodza rewolucji można do dziś oglądać jak śpi nafaszerowany chemią i płynami na robaki w Mauzoleum na Placu Czerwonym.


W stanie wojennym undergroundowy artysta graffiti Darek Paczkowski wzorując się na gipsowym Leninie z Gniezna stworzył szablon przedstawiający Lenina z punkowym irokezem. Lenin w tak nietypowym dla siebie uczesaniu pojawiał się na murach polskich miast obok haseł typu  „Punk's not dead". Gdy w 1989 roku zespół Big Cyc wydawał swą pierwsza płytę plastyk Piotr Łopatka zainspirował się Leninem Paczkowskiego i stworzył słynną okładkę płyty „Z partyjnym pozdrowieniem" (płyta sprzedała się w nakładzie milion egzemplarzy!!! To były czasy!). Lenin z irokezem stał się trwałym logo zespołu i do dziś mamy firmowe koszulki właśnie z wodzem rewolucji jako ostrym przedstawicielem filozofii „No future". Doprawianie Leninowi irokeza było traktowane przez nas jako żarty ze słynnego bolszewika. Wszyscy w Polsce wiedzieli, że to zwykłe jaja. Jakież było nasze zdziwienie gdy podczas koncertów w Niemczech interpretowano ten znak graficzny zupełnie inaczej. Lewicowi organizatorzy naszych koncertów w Monachium, Hamburgu, Berlinie, Mannheim i Norymberdze byli przekonani, że jesteśmy ideowymi komunistami, którzy na nowo odczytują myśli Lenina i twórczo odświeżają jego postać i filozofię przywracając ją młodemu pokoleniu. No cóż jaka perspektywa taka interpretacja.


Wzbogacony o takie i inne historie z książki opowiadającej o ponad dwudziestu latach bojów na scenie grupy Big Cyc Lenin spełnił wreszcie dobry uczynek i dał się kupić na rzecz akcji Jurka Owsiaka.


Na fotce poniżej: Lenin tuż przed pomalowaniem irokeza na czerwono oraz okładka książki  „Big Cyc na barykadzie rokędrola".

 


 

 



Podziel się
oceń
9
2

komentarze (35) | dodaj komentarz

poniedziałek, 20 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  6 513 626  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer