Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 605 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Cena dziewictwa

czwartek, 29 stycznia 2009 10:05

Cena dziewictwa


Pewna pani naukowiec z Uniwersytetu w Teksasie odkryła, że wysoki poziom estrogenu - żeńskiego hormonu płciowego powoduje, iż kobiety zaprogramowane są na niewierność. Badania dr Kristiny Durante dowodzą, że dotyczy to głównie kobiet atrakcyjnych. Im większe poczucie atrakcyjności tym większa skłonność do zdrady. Tak, więc drodzy panowie, jeśli zdradzi was wasza ukochana dama, za którą ogląda się pół ulicy, to nie jej wina tylko biologii.


Odkrycie to potwierdza nasze stare samcze niepokoje i podejrzenia. Im ładniejsza tym bardziej puszczalska. A może skłonność do frywolności wynika nie z żadnego estrogenu tylko z faktu, że ta bardziej atrakcyjna ma więcej propozycji? W naturalny sposób kręci się wokół niej więcej facetów, każdy z nich stara się być miły i na wszelkie sposoby próbuje uwieść. A ona no cóż...delikatny kwiatek, puch marny i ulega w dobrej wierze.


Z drugiej strony doświadczenie życiowe uczy, że te ładne często są nieco sztywne, wyniosłe, zimne jak lodówka Whirpool i ogólnie nie tak chętne jakby to wynikało z badań dr Durante. Mając poczucie własnej atrakcyjności szukają księcia z bajki i przebierają w kandydatach jak w sklepie z ciuchami. Pamiętam jak w starych czasach festiwalu w Jarocinie czytałem ze sceny komunikaty towarzyskie podawane mi przez uczestników koncertu. Przebojem było ogłoszenie „Zamienię dwie ładne leniwe na jedną średnią, ale pracowitą. Oferta aktualna na polu namiotowym po godzinie 24". Facet pewnie miał już dosyć dumnych i opornych piękności i wolał obniżyć standardy estetyczne w celu zdynamizowania akcji.


Mężczyźni mają skłonność do zdrady bez względu na swoją atrakcyjność. Wystarczy przykład Kazimierza Marcinkiewicza. Łysy, stary, a do tego polityk  z żoną i czwórką dzieci na karku. Nie ma, co! Idealna partia dla młodej inteligentnej dziewczyny. Dobrze, że nie muszą mieszkać wszyscy razem w bloku w Gorzowie. Swoją drogą coś niedobrego dzieje się z byłymi premierami prawicy. Pierwszy był słynny Jaś Fasola polskiej polityki, czyli profesor Jerzy Buzek. Jak był szefem rządu, to opowiadał, że rodzina jest dla niego najważniejsza. Jeździł nawet modlić się w święte dla ewangelików miejsca, by umocnić się w wierze. Jak tylko przestał być premierem porzucił żonę Ludgardę dla swojej młodszej asystentki. Teraz Kazio Marcinkiewicz poszedł w jego ślady. Aż strach pomyśleć, co stanie się z Donaldem i jego rodziną, gdy skończy się premierostwo, a przecież kiedyś skończyć się musi.


Można postawić tezę, że faceci są zaprogramowani na zdradę bez względu na urodę i stanowisko. Wielu z nas zaprogramowanych jest chyba także na kult związany z dziewictwem. Dawno temu miłośnikiem dziewic był smok wawelski i co najwyżej Ojciec Dyrektor z Torunia. Przykład 22-letniej studentki Natalie Dylan, która ogłosiła w Internecie przetarg na kandydata do pozbawienia jej dziewictwa dowodzi, że maniaków mających obsesje na tym punkcie nie brakuje. W przetargu wzięło udział ponad dziesięć tysięcy mężczyzn z całego świata, a suma za jedna noc z Natalie przekroczyła milion dolarów. Sprytna studentka już zarabia na swoim dziewictwie występując w programach rozrywkowych jako ciekawostka.


Pomysł ten zgapiła pozbawiona głosu, ale nie pozbawiona dziewictwa Gosia Andrzejewicz, która ogłosiła w mediach, że nosi jeszcze wianek i szuka miłego chłopca, który by go wreszcie zerwał. W tym wypadku niby chodzi o męża, ale tak naprawdę to o rozgłos i kasę. No cóż o milionie dolarów nie ma, co marzyć, ale może wpadnie jakieś dwa tysiące złotych miesięcznie z pensji frajera, który się zakocha.


Na zdjęciu poniżej emerytowana harcerka Leokadia Wata wielokrotnie pozbawiona dziewictwa na obozie żeglarskim „Jeziorak 1953" w ramach zdobywania sprawności „Wiewiórka".   

 



Podziel się
oceń
4
2

komentarze (14) | dodaj komentarz

Jaja i kalesony

wtorek, 20 stycznia 2009 16:41

Jaja i kalesony


Do wytęsknionego przez rzesze uświadomionych pań równouprawnienia kobiet i mężczyzn jeszcze daleko, ale szybki postęp w tym kierunku może robić wrażenie. Rozwój nowoczesnych technologii oraz związane z nim rewolucje obyczajowe są dowodem na to, że wiele gwałtownych przemian dzieje się na polu języka.


Język jest jak rakieta wystrzelona na terytorium wroga. Można nim bombardować tereny zastrzeżone do tej pory jedynie przez samców. Przy pomocy języka można przekraczać granice dobrego obyczaju. Niczym czołg można rozwalać bramy samczej okupacji językowej.


Tak, więc emancypacja nowoczesnych kobiet dokonuje się nie tylko na polu zawodowym (kobiety prezeski, dyrektorki, ministerki) czy w łóżku (wyzwolone kobiety polujące na atrakcyjnych samców), ale także na forum języka.


Pewna znana i szanowana pani profesor o byłej przewodniczącej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, posłance PiS Ewie Kruk wypowiedziała się per „obrzydliwa kobieta, obojętnie czy trzeźwa czy pijana". Słynna alkoholowa „niedyspozycja" Elżbiety Kruk w sejmie gdzie przyłapana przez dziennikarzy bełkotała „coś tam coś tam" nie była może tytułem do chwały podobnie jak jej działalność i podporządkowanie partyjne w KRRiTV, ale nazywanie kobiety „obrzydliwą" jest w polskiej tradycji językowej zarezerwowane jedynie dla osób, które dopuściły się wyjątkowo odrażających czynów. Mogę sobie wyobrazić, że tak nazwano by matkę zabijającą własne dziecko lub kobietę, która wrzuciła sparaliżowanego ojca do dołu z wapnem. Stosowanie tak ostrych sformułowań w stosunku do kobiety, która ma po prostu inne poglądy polityczne to gruba przesada. Ponieważ określenia „obrzydliwa" użyła kobieta profesor trudno posądzać ją, że nie znała innych, łagodniejszych słów lub, że nie wie, co mówi.


Żal mi Ewy Kruk, bo nazwanie kogoś „obrzydliwą" może zdołować. To już lepiej być „głupią" i „pustą" jak Jola Rutowicz. Ewa Kruk chcąc przykryć wpadkę alkoholową w sejmie pokazała swoje ludzkie oblicze w słynnym wywiadzie dla Dziennika, w którym ujawniła, że w czasach studenckich była fanką Black Sabbath i Ozzy Osbourne'a! Aż strach pomyśleć, co teraz ujawni chcąc przykryć opinię „obrzydliwej".


Gdyby takiego sformułowania jak pani profesor o Ewie Kruk użył mężczyzna byłby skończony. Polska opinia publiczna jest wyczulona na drastyczne określenia używane w stosunku do kobiet. Wystarczy przypomnieć najnowsza aferę ze słowem „prostytuować" użytą przez Janusza Palikota w stosunku do kłamiącej poseł Gęsickiej. Gromy i burze spadły za te słowa na Palikota, a Platformie spadły notowania niczym gacie striptizerce. To, że ktoś kłamie jest w polskiej tradycji normalne i można to przełknąć jak kęs świeżego pączka, ale porównanie do prostytutki nikomu przez gardło publicznie przejść nie powinno i jak widać po rozbieganych oczach Palikota można się tym udławić.


Reasumując: skoro wykształcone panie mówią o sobie nawzajem językiem tak siarczystym jak wino owocowe to jesteśmy świadkami kolejnego kroku w kierunku zrównania praw kobiet i mężczyzn. Tylko czekać kiedy znane z delikatności damy zaczną ku uciesze mediów kląć jak szewcy, walić z grubej rury jak kanalarze po wypłacie lub strzykać żółcią niczym najbardziej ujadający  kilerzy werbalni spod znaku Jacka Kurskiego.


Kobiety najpierw zabrały facetom marynarki, potem krawaty, później boks, a teraz zarezerwowany dla facetów język ostrej polemiki publicznej. Z męskich rzeczy zostały nam już tylko jaja i kalesony, ale i to pewnie niebawem któraś nałoży.  


Na fotce poniżej najbardziej wulgarna wokalistka rumuńskiej sceny rockowej dr filozofii i profesor biologii (specjalistka od mięczaków) Zuza Meduza z grupy punkowej Dzyndzel Terror.

 




Podziel się
oceń
2
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Duża Szkocka!

czwartek, 15 stycznia 2009 9:33

Duża Szkocka!


I znowu wesoła ekipa Big Cyca odwiedziła Szkocję! A mogło być inaczej, bo część załogi spóźniła się na samolot. Pilot trzymany był za marynarkę, a maszyna dzielnie blokowana piersią Gadaka. Dzięki tej heroicznej postawie kolegów w ostatnim momencie spóźnialscy wczołgali się na pokład.


Dwa lata temu dane nam było koncertować w Dundee, a tym razem zawitaliśmy do Edynburga. Podczas koncertu zorganizowanego w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy tysiąc pięćset osób bawiło się w klubie The Picture House na Lothian Road w Edynburgu.


To znany i liczący się klub na mapie muzycznej miasta. Kilka dni po naszym koncercie mieli zawitać tu ze swym show kolesie z Franz Ferdinand. Tak, więc miejsce było zacne, a publika jak najbardziej gorąca.  Oprócz Big Cyca zagrali jeszcze Czarno Czarni (czyli prawie cały BC plus Jarek Janiszewski) oraz polsko szkocki Fox Gang i całkowicie szkocki The Nukes. Między koncertami ja i Jarek prowadziliśmy licytacje ciekawych gadżetów, z których dochód szedł na WOŚP. I tak na przykład autograf gwiazdy kina kopanego Stevena Seagala poszedł za sto funtów, a firmowa koszulka BC za sto dwadzieścia. W sumie udało się uzbierać całkiem przyzwoitą sumkę.


Ponieważ w tym roku ujawniono, że są u nas zespoły i wykonawcy, którzy życzą sobie pieniądze za koncerty charytatywne, wyjaśniam, że graliśmy ABSOLUTNIE ZA DARMO. Afera z pieniędzmi jest przykra, ale dla środowiska muzycznego nie była to żadna, wielka tajemnica. Od zawsze było wiadomo, że są tacy, którzy nie pogardzą nawet forsą zabraną dzieciakom.


Szkocja przywitała nas typowo szkocką pogodą, czyli wiało i lało. Miejscowi twierdzą, że jest tam tak prawie zawsze. Już teraz wiadomo, czemu tak bardzo popularne są tam puby. Gdy o godzinie 14.00 zmęczeni turystyczną wędrówką po mieście chcieliśmy przysiąść w jakimś miejscu, gdzie podają piwko, ku naszemu zdumieniu wszystkie stoliki były zajęte. W drugim pubie to samo. Dopiero w trzecim znaleźliśmy trochę przestrzeni. O tej godzinie już zaczynają się biesiady przy piwku!!! U nas (poza wąską subkulturą menelską czatującą na drobne pod sklepem) to niemożliwe. Podobno dla Szkota weekend startuje już od wtorku. Szkoci lubią pić i się bawić, co nam akurat odpowiada. Podobno nie lubią studiować, bo są leniwi, a po średniej szkole można dostać pracę z całkiem przyzwoitą pensją. Taka postawa szkockiej młodzieży daje szanse naszej zdolnej młodej emigracji, która bez kompleksów zdobywa wykształcenie na szkockich uczelniach.


Tacy właśnie studenci, zapaleńcy zorganizowali nam koncert. Dziękujemy całej ekipie, bo opiekowali się nami w sposób wręcz matczyny. Zwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc między innymi szkocki Wawel, czyli zamek królów szkockich Edynburg Castle, słynną XIII wieczną uliczkę Royal Mile, wzgórze widokowe Calton Hill, a także puby w dzielnicy Leith. To ostatnie miejsce to kultowa dzielnica, w której toczy się akcja słynnych powieści Irvina Welsha (bohaterowie jego książek to narkomani, alkoholicy, kryminaliści i świry). Jako fan jego twórczości miałem wielką radochę popijać piwko w tych samych miejscach, co opisani wykolejeńcy z „Transpotting").


Przy George IV Bridge trafiliśmy do Frankenstein Pubu, który mieści się w kościele i jest oryginalnie urządzonym miejscem imprezowym nawiązującym klimatem do słynnego filmowego potwora. Klub funkcjonuje nieopodal nawiedzonego cmentarza gdzie podobno do dziś zdarzają się niewytłumaczalne omdlenia (także wśród turystów). W pewnym momencie dla żartu zainteresowaliśmy się organizowanym w klubie Monster Show. Po krótkiej rozmowie nasz techniczny Henas musiał uciekać, bo właściciel lokalu chciał go zatrudnić na etacie klubowego Frankensteina.


Na fotce poniżej ekipa prawie w komplecie. Od lewej Gadak, Romek, ja, Dżej Dżej, Dżery i Doktor. Wszyscy po „dużej szkockiej". U góry nad nami, dumnie na skale wrośniętej w centrum miasta prezentuje się Edynburg Castle.

 


 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  6 714 188  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer