Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 989 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mów do mnie jeszcze

wtorek, 30 stycznia 2007 15:11

Mów do mnie jeszcze 

Świat dzieli się na tych, którzy mają gadane i na tych, co często zapominają języka w gębie. O takim, który ma gadane mówi się, że jest wygadany. Nie wszyscy wygadani gadają jednak z sensem.  

Spora grupę wygadanych stanowią ci, którzy gadają, co im ślina na język przyniesie. Ślina jak to ślina przynieść może różne rzeczy, głównie zarazki. Prawdziwą zarazą są jednak ci, którzy gadają na okrągło. Ględzenie na okrągło nazywa się trajkotaniem albo paplaniną. Zjawisko paplaniny znane jest głównie z włoskich seriali, pogaduszek koleżanek, czy z sejmu.  

Osobnicy, którzy zapominają języka w gębie, to ludzie małomówni. Bycie małomównym nie wyklucza posiadania języka. Są nawet tacy małomówni, którzy znają wiele języków i w cale nie musi od razu być to język Asi, Basi czy Andrzeja. Sama znajomość obcych języków nie sprawi jednak, że będziemy wygadani.  

Badania naukowe dowodzą, że kobiety mówią więcej niż mężczyźni. Przeciętna kobieta wypowiada ponad 20 tysięcy słów każdego dnia, gdy tymczasem przeciętny mężczyzna jedynie 7 tysięcy słów. Być może to jest powodem częstego braku porozumienia między płciami. Facet nawet jak chce coś kobiecie wytłumaczyć, to najzwyczajniej zostanie przez nią zagadany. Mężczyzna wobec kobiecej paplaniny wydaje się być bezbronny i przyjmuje z rezygnacją postawę „szkoda słów”.    

Kobietom słów nie szkoda, ale to nie jest sprawa posiadanej wiedzy, czy mądrości życiowej tylko hormonów. Podobno męską mowę ogranicza hormon zwany testosteronem. Zdaniem jednej z amerykańskich badaczek testosteron zmniejsza obszar mózgu odpowiedzialny za komunikację. Czyli coś, co daje facetom siłę i witalność ogranicza ich jednocześnie umysłowo. Uff! Straszne!

Być może jednak te hipotezy są nic nie warte, bo słynni mówcy znani z historii to prawie wyłącznie populacja samców.  

Bycie rozmownym nie zawsze jednak odbierane jest jako zachowanie właściwe. Osoby bez ustanku mielące jęzorem wcale nie są traktowane jako dusza towarzystwa, a raczej jako jego zakała. Paplanina ma wymiar nie tylko towarzyski. Przekonali się o tym ci, których teczki wyciągane są teraz na światło dzienne. W życiu zawsze trzeba wiedzieć, z kim i o czym gadać. Większość z nas gada, na co dzień z byle kim i byle o czym.  

Milczenie jest złotem mawiano w dawnych wiekach. Dziś ta mądra maksyma dawno została zapomniana szczególnie przez dziennikarzy telewizyjnych, którzy bez ustanku gadają na okrągło, a czasem na kwadratowo.

Moja prywatna teoria dotycząca problemu dlaczego faceci mówią mniej niż kobiety jest taka: jak facet widzi przed sobą piękną kobietę, to stoi jak by mu mowę odjęło.    


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1346) | dodaj komentarz

Bo z dziewczynami nigdy nie wie się…

wtorek, 23 stycznia 2007 16:05

Bo z dziewczynami nigdy nie wie się… 

 

Śpiewał tak przed laty Jerzy Połomski, ale całkiem niedawno zaśpiewał ponownie. Ale po kolei. Dziś postanowiłem napisać coś bez ciężkich klimatów. A ponieważ jest karnawał no to piosenka Jerzego Połomskiego jako temat nadaje się idealnie.  

Być może znajdą się tacy, którzy spytają „a kto to jest ten Jerzy Połomski ?”. Mam nadzieję, że większości nie trzeba tłumaczyć, ani przypominać, ale pewnie znajdzie się całkiem spora grupka, której to nazwisko może mówić niewiele lub zgoła nic. Otóż Jerzy Połomski, to legenda polskiej estrady. Idol kilku pokoleń, oklaskiwany zapewne przez wasze matki, a może nawet babki. Artysta, który zasłynął głównie w latach 60-tych i 70-tych jako wykonawca wielu przebojów. Swego czasu cała Polska śpiewała wraz z nim takie hity jak „Nie zapomnisz nigdy”, „Bo z dziewczynami” czy „Cała sala śpiewa z nami”. Połomski zdobywał wielokrotnie nagrody na festiwalach w Opolu i Sopocie, śpiewał także dla Polonii na całym świecie, czyli od Kaukazu po Chicago. Jego płyty sprzedawały się w setkach tysięcy egzemplarzy.  

Dziś pan Jerzy ma 73 lata i jest nadal niezwykle czarującym osobnikiem. Cud że żyje! Trzyma się nieźle i wygląda naprawdę młodo (chyba nawet młodziej ode mnie). Trochę zapomniany i przykurzony, czasem daje jeszcze koncerty i tylko przy wyjątkowych okazjach pokazuje się w mediach. Ostatnio na festiwalu w Opolu wręczał nagrodę Kasi Cerekwickiej. Dał też kilka super koncertów w awangardowych klubach takich jak nieistniejący już klub Le Madame w Warszawie, czy mekka artystów czyli Spatif w Sopocie.  

Pierwsze moje spotkanie z Jerzym Połomskim miało miejsce dziesięć lat temu. Całkowicie dla żartu przerobiliśmy z Big Cycem jego piosenkę „Nie zapomnisz nigdy”, a podczas kręcenia jednego z odcinków Lalamido zrobiliśmy szybki teledysk w którym jeden z nas śpiewał w kiblu. Do grzechu namówił nas Konjo, któremu matka śpiewała hity Połomskiego do kołyski. Nie ukrywam, że dla nas, zbuntowanych rockowców Połomski był wówczas symbolem lekkiego obciachu. W studiu w którym nagrywaliśmy piosenkę pracował jeden muzyk, który znał  pana Jerzego osobiście. Wpadłem na pomysł, aby ten kontakt wykorzystać. Podczas urodzin Big Cyca w warszawskim klubie Scena wręczaliśmy znanym postaciom medialnym różne śmieszne nagrody. Spora część zaproszonych nie przyszła bojąc się prowokacji ze strony Big Cyca i ośmieszenia. Ku naszemu zdziwieniu zaproszony Jerzy Połomski pojawił się na imprezie i odebrał od nas nagrodę. Co więcej okazał się bardzo dowcipnym człowiekiem i nie dał się zagiąć podczas akrobacji językowych przy mikrofonie.  

No cóż… minęło dziesięć lat i oto w jednym z programów telewizyjnych pan Jerzy wspomina tamto wydarzenie z przed lat i bardzo miło wypowiada się o mojej osobie. Szybko wpadłem na pomysł, aby być może odświeżyć znajomość i nie tylko nagrać jakiś stary hit Połomskiego, ale nagrać z samym mistrzem. Umawiając się z panem Jerzym na nagranie pomyliłem jeszcze tytuły piosenek, tak, więc można powiedzieć, że Połomski zaśpiewał wspólnie z Big Cycem niejako przez pomyłkę. Pomyłką było też złe dobranie przez nas tonacji, którą wzięliśmy z oryginału piosenki z 1975 roku. - W tej tonacji to ja śpiewałem w czasach, gdy profesor Sempoliński chciał ze mnie zrobić tenora – wyjaśnił nasz gość. Z wiekiem tonacja się obniża, o czym wie sam Luciano Pavarotti, który gdy mu głos „siadł” to przestał śpiewać. W studiu wybuchła mała panika, ale wszystko udało się doprowadzić do szczęśliwego zakończenia i piosenka była już gotowa.  

Na warsztat wzięliśmy piosenkę, która sławi chwiejność kobiecych decyzji, czyli „Bo z dziewczynami nigdy nie wie się”. Po politycznych „Moherowych Beretach”, wyśmiewaniu Kaczyńskich jako klonów, atakowaniu Łukaszenki i piosenkach o polskich żołnierzach w Iraku mieliśmy ochotę na radykalną zamianę klimatu. W „Bo z dziewczynami” ostre, rockowe gitary połączone z dyskotekowym beatem dały efekt tanecznego disco-punka. Pan Jerzy śpiewa refren, Dżej Dżej zwrotki, a ja rapuję. Ktoś zwrócił uwagę, że ten tekst o zmienności dziewczyn idealnie pasuje jako komentarz do seksafery w Samoobronie, ale ja się będę upierał, że to piosenka neutralna.  

Kilka dni temu nakręciliśmy teledysk do tego numeru i nie obyło się bez ciekawych akcji na planie. Zdjęcia były robione w warszawskim klubie Enklawa i pod koniec dnia cała ekipa chodziła już na miękkich nogach. Pan Jerzy sprawił się dzielnie, a nie było mu zapewne łatwo pracować w gronie takich jak my dzikusów. Nie dał sobie nałożyć ani koszulki Big Cyca, ani kurtki skórzanej z ćwiekami. Powiedział, że w jego wypadku byłoby to „szaleństwo”. Trudno. Ja to rozumiem. Premiera clipa i singla już niebawem, a numer jest taki, że (jak powiedziała jedna z naszych tancerek) „dupa sama chce tańczyć”. Skoro d… sama chce tańczyć, to ja nie będę protestował.  


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (59) | dodaj komentarz

Życie rodzinne nie takie niewinne

poniedziałek, 15 stycznia 2007 20:33

Życie rodzinne nie takie niewinne  

Czy życie rodzinne opiewane tak poetycko i pięknie w reklamach zupek z proszku może być zabójcze? Okazuje się, że tak i to w dodatku dla samej rodziny.  

Sielankowy obraz znany z licznych reklam, w których urocza mama nalewa wszystkim zupę, dzieci grzecznie jedzą, a tata nie czyta gazety, nie pali papierocha i nie popija piwska tylko zakochanym wzrokiem wpatruje się w garnek, to niestety jedynie telewizyjne złudzenia, czyli komercyjna idealizacja na rzecz zwielokrotnienia sprzedaży torebek z dziwnym proszkiem udającym cudowne „przepisy babuni” lub „domowe gotowanie”.  

Głównym motywem reklam rodzinnych jest jak się okazuje fałszywe  przekonanie, o tym, że rodzina jest szczęśliwa gdy ma czas dla siebie i gdy jest razem. Wszyscy obejrzeliśmy setki takich reklam w czasie ostatnich świąt. Tata wraca z dalekiej podróży, mama nadbiega z zakupami, zupa się leje, babcia klaszcze w dłonie, dzieci z dziadkiem stroją choinkę i tak dalej w różnych wersjach.  

Najnowsze badania brytyjskie dowodzą, że rodzina ma się najlepiej, gdy kompletnie nie ma dla siebie czasu. To rewolucyjne twierdzenie niestety jest prawdziwe. Okazuje się, że najbardziej zabójcze dla rodziny jest właśnie tak wychwalane w reklamach - „życie rodzinne”. Na co dzień zabiegani członkowie rodziny nie mają czasu przyjrzeć się sobie bliżej, dzięki czemu nie dostrzegają licznych wad, a także nie mają okazji na kłótnie. W biegu trudno jest popadać w konfliktowe sytuacje lub choćby zastanowić się głębiej nad sobą i swoim losem.  

Czas taki przychodzi wraz ze świętami i na ogół urlopowym okresem tuż przed nowym rokiem. Zabiegana rodzina pogrąża się w świątecznym lenistwie i z lubością oddaje życiu rodzinnemu nie mając pojęcia, że to właśnie niczym zły potwór z baśni Andersena ją dobije. Nagle mamy czas zastanowić się nad sobą, dostrzec pewne rzeczy u partnera, których nie widzieliśmy wcześniej, wszystko nas drażni, zaczynamy narzekać, kłócić się - w tak zagęszczonej rodzinnej atmosferze wystarczy iskierka z nastrojowej świeczki i już mamy poważną awanturę, a bywa, że rozwód, czyli rozpad rodziny. 

Paradoksalnie, więc to, że nie mamy dla siebie czasu i nie uprawiamy życia rodzinnego umacnia rodzinę. Tak przynajmniej jest w Anglii gdzie najwięcej wniosków rozwodowych składanych jest w styczniu, czyli po świętach i nowym roku. Kancelarie adwokackie na Wyspach mają akta pełne roboty, bo nie nadążają z rozwodami coraz liczniejszych ofiar życia rodzinnego.  

Rzecz dotyczy chyba nie tylko Anglików, ale także nas. Z jednej strony mamy w Polsce (lansowany nie tylko w okresie świątecznym) kult rodziny, a nawet partię polskich rodzin, z drugiej coś, co się nazywa piekłem rodzinnym, o czym słyszymy nie tylko przy okazji częstych tragedii związanych z maltretowaniem dzieci, ale także wówczas, gdy u sąsiadów awantura taka, że okna wypadają z futryn. Wzrastająca ilość rozwodów i malejąca liczba zawieranych małżeństw jak również coraz bardziej modna postawa, czyli bycie singlem udowadnia, że nie jesteśmy jako Polacy tak bardzo parorodzinni jakby to chciał Giertych, Glemp czy producenci słodkich rodzinnych reklam. W końcu to u nas popularne jest przysłowie, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na fotografii.

Wychwalane pod niebiosa życie rodzinne może być, więc przyczyną wielu utrapień. Taki absurdalny mechanizm pojawia się także w trakcie masowych urlopów. Okazuje się, że dla wielu pracowników nie ma nic tak bardzo męczącego jak urlop. Stres wypoczynkowy bywa zabójczy. Wielu wykańczają kłopoty związane z przygotowaniem urlopowego wyjazdu, bilety, rezerwacje, nieuczciwe oferty biur turystycznych itd. Wniosek jest, więc taki: brak życia rodzinnego przedłuża żywot rodziny, a jedyny odpoczynek, który zapewnia spokój to wieczny odpoczynek.  

A co wy sądzicie o życiu rodzinnym i jego destrukcyjnym wpływie na rodzinę. Pytanie dotyczy wszystkich oprócz Blizny, który jako dziecko specjalnej troski i tak napisze o swych paranojach.     


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (46) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  6 889 260  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer