Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ach jak w naszej firmie fajnie!

wtorek, 09 lutego 2010 19:45


Piosenka pracowników Auchan w której wykorzystując melodie ze słynnego songu „We are the World" śpiewają, że są najlepsi, pokonają konkurencję i że od dziesięciu lat, tak im się cudnie w sklepie pracuje, stała się hitem Internetu. Propagandowa głupota tekstu i nieudolne naśladowanie gwiazd wykonujących pamiętny przebój powoduje niezamierzony komiczny efekt. Do piosenki nakręcono teledysk, który jest tak żałosny, że aż śmieszny. Widzimy w nim sklep, półki pełne towarów i uśmiechniętych pracowników, którzy z orgazmem na twarzy wykonują swoją pracę. Poziom zidiocenia jest tak duży, że hit ten może przebić produkcje niedoszłego prezydenta Kononowicza, czy słynny czeski song Ivana Mladka „Joźin z Baźin".


Filmik pochodzi z imprezy integracyjnej Auchan sprzed kilku lat i został wrzucony do netu przez dziennikarza Gazety Wyborczej. Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że firma poczuła się w obowiązku przeprosić za wykorzystanie piosenki, która dla całego świata była hymnem na rzecz humanitarnej pomocy, a w wykonaniu pracowników Auchan stała się smutnym reklamowym gniotem. Sami pracownicy zabiegali aby piosenka została zdjęta z Internetu gdyż w krótkim czasie stali się pośmiewiskiem dla całej Polski. Nie pomogą tłumaczenia, że piosenka była przeznaczona na wewnętrzny użytek firmy i śpiewano ją na imprezie zamkniętej. Mleko się wylało, a głupota została obnażona,  ale ja bym nie dramatyzował.


Przez dwadzieścia lat swojej aktywności estradowej prowadziłem kilkaset imprez integracyjnych i widziałem niejedno. Organizatorzy tych imprez postępują zgodnie z wypracowanymi przez lata patentami na identyfikowanie się pracowników z firmą. Chodzi o to, żeby wzbudzić w podległej ekipie poczucie wspólnoty. Zespół zintegrowany lepiej i wydajniej pracuje. Pracownik czuje się bardziej komfortowo gdy ma świadomość, że ludzie z firmy nie są mu obcy, a wszyscy wokół to „jedna, wielka rodzina". Temu zabiegowi służą imprezy z okazji rocznic firmowych i inne wspólne wyjazdy i działania.


Na tego typu imprezach dochodzi często do zbyt dosłownej integracji alkoholowo erotycznej. W latach 90-tych na imprezie integracyjnej pewnego znanego banku słynny był przypadek publicznego uprawiania seksu przez jedną z par. Niestety zdjęcia z tej akcji ukazały się w Internecie i para wyleciała z pracy, a zrozpaczona kobieta popełniła samobójstwo. Należy zrozumieć, że ludzie po alkoholu znajdują się jakby w innej rzeczywistości i mają większą skłonność do robienia głupot.


Stałym elementem imprez firmowych są kretyńskie konkursy podczas których uczestnicy popisują się różnymi umiejętnościami. Zwykle jest to zbiorowe, pijackie karaoke, ale bywają też specjalnie przygotowane programy, piosenki, skecze kabaretowe. Często jest to parodia reklam czy własne wersje znanych hitów. Niektóre z tych prezentacji przebijają najgłupsze popisy świrów z „Idola", „Baru" czy „Big Brothera". Problem w tym, że dawniej wszystko pozostawało wewnątrz firmy, a najbardziej nawet głuptackie wyskoki wspominano po latach jako miłe, imprezowe wybryki. Teraz nie tylko znane panienki z seriali, ale także najbardziej szarzy i normalni ludzie mogą nagle stać się niechcianymi „gwiazdami" Internetu.


Imprezy firmowe mają w sobie wiele z ducha zabawy, ale są też komiczne same w sobie. Na pewnej imprezie hipermarketu usłyszałem jak DJ przekazuje przez mikrofon dedykacje w stylu „panie z nabiału pozdrawiają panów z działu mięsnego, a dział rybny prosi o Córkę Rybaka dla wszystkich ". Nie zawsze też da się zapanować nad rozbawioną załogą. W Łodzi na imprezie wewnętrznej Media Markt wezwano policję, bo na balu przebierańców pracownik przebrany za hrabiego Draculę za bardzo wczuł się w role i pogryzł kilku barmanów. W Katowicach podczas uroczej balangi pracowników pewnego salonu samochodowego mechanicy pobili się z działem sprzedaży.


Bawić się można na wiele sposobów, ale trzeba uważać na filmujących nas kolegów, bo całkowicie niechcący i ty możesz zostać pięciominutowym idiotą z Internetu.


Na fotce poniżej włoski mafiozo Lucca Bonetti z Palermo, który uważa, że w jego firmie jest jeszcze bardziej zabawnie niż w Auchan.       

 

 


komentarze (0) | dodaj komentarz

Żyrandole władzy

środa, 03 lutego 2010 10:09


Zamieszało się w tyglu politycznym po widowiskowej rezygnacji Donalda Tuska. Chłop mimo dobrych notowań nie chce być prezydentem, bo to tylko jak sam powiedział „zaszczyt, żyrandole i wręczanie medali". Mnie szczególnie przekonują te żyrandole. Wisi coś takiego człowiekowi nad głową i ani to piękne, ani miłe, a spaść może i łeb rozbić. Nikt, ale to absolutnie nikt z czymś takim nad głową nie może czuć się bezpieczny i wyluzowany nawet mimo ochrony .


Tak więc, ja faceta po ludzku rozumiem. Tyle wysiłku, napinania się, męki wyborczej, walki na miny, gesty, słowa i to wszystko tylko po to by przez pięć lat mieć stracha czy świecący potwór nie spadnie na głowę państwa. A przecież głowa państwa sama błyszczeć najjaśniej powinna, a nie żyrandolem być oślepiana.  Poza tym Donald jako chłopak wychowany w rodzinie kolejarskiej musi mieć do żyrandoli stosunek lekko kpiący. Te nadęte symbole powagi władzy mógł w przeszłości oglądać, co najwyżej w kościele świętej Brygidy u księdza Henryka Jankowskiego, a to mogło zostawić w jego psychice trwały uraz. 


Z kolei prezydentom Wałęsie i Kwaśniewskiemu to się żyrandole z pewnością podobały. Oni sami jakby spod żyrandola. Kwaśniewski jak wypije to taki rozbujany żyrandol przypomina, a Wałęsa nie od dziś kocha wszystko co błyszczy (najlepiej swoją biografię). Obaj cenią żyrandol też z tego powodu, że każdy żyrandol ma kabel. Ptaki bez skrzydeł nie latają, a żyrandole bez kabli nie świecą. Im więcej kabli ma żyrandol tym lepiej. Niby Wałęsie za wszystkie kable starczał jeden Wachowski, ale co to szkodzi mieć zapasowy.  


Co do Lecha Kaczyńskiego to sprawa w kwestii żyrandola jest bardziej skomplikowana. Jako inteligent z Żoliborza z pewnością lekko gardzi kiczowatą estetyką żyrandola. Z drugiej strony istnieje teoria, że prezydent Kaczyński być może  w ogóle nie dostrzega wiszących żyrandoli gdyż nie śmie podnieść wyżej wzroku niż głowa brata i ogon kota. Zdaniem niektórych okulistów ze swej wysokości prezydent Kaczyński traktuje wysoko wiszące żyrandole jako fragmenty układu słonecznego, odległe asteroidy,  drogę mleczną, wielki wóz, szpiegowskie sputniki lub ogniste kule kosmiczne.     


Być może kandydatów na urząd prezydenta powinno się przesłuchać w sprawie ich stosunku do żyrandoli. Taki Olechowski to mógłby o niektóre niżej wiszące żyrandole zahaczyć głową. Z kolei Szmajdziński zwany przez sztab wyborczy SLD młodzieżowo „Szmajdą" (chcielibyście aby prezydentem Polski został ktoś na kogo koledzy mówią „Szmajda"?) mógłby jako reprezentant lewicy (wpisując się dzielnie w jej wieloletnią tradycję) po prostu ukraść żyrandol i sprzedać na targowisku w częściach jako wisiorki. Prawdopodobny kandydat PO Bronisław Komorowski to człowiek z rodziny szlacheckiej i żyrandol dla niego to ani nie nowina, ani nie przeszkoda. Także Radosław Sikorski prezentuje się jako człowiek, który z niejednego pieca jadł żyrandol i o niejeden żyrandol się otarł. Kwestia żyrandoli będzie więc miała w kampanii wyborczej kapitalne znaczenie.  Póki co jedno jest pewne Tuskowi prezydentura wisi jak żyrandol.   


Na zdjęciu poniżej niemiecki artysta rockowy Kaktus von Pinezka z Hanoweru pozbawiony żyrandola na scenie.

 



komentarze (37) | dodaj komentarz

Pocałunek Dody

środa, 27 stycznia 2010 10:14


O tym jak całuje nasza największa skandalistka Doda mógł się przekonać ostatnio sam prezydent Kaczyński. Podczas Charytatywnego Balu Dziennikarzy Doda bezceremonialnie wycałowała głowę państwa na oczach zaskoczonej żony prezydenta i tłumu fotoreporterów. Lekko obśliniony prezydent wydawał się tyleż zszokowany co zadowolony. Wielu złośliwców zaczęło od razu podejrzewać, że cała akcja z całowaniem była zaaranżowana przez kancelarie prezydenta i speców od reklamy, którzy słono zapłacili Dodzie za ten show.


Niektórzy nawet spekulują, że pocałunek wokalistki być może aktywnie przyczyni się do głosów poparcia na rzecz Lecha Kaczyńskiego w nadchodzących wyborach prezydenckich. Z tego rodzaju prognozami należy być bardzo ostrożnym. Prezydent, który dał się obściskiwać Dodzie pokazał, że nie jest sztywniakiem, a przychodząc z żoną na bal dał sygnał, że jest osobą towarzyską, nie unikającą mediów i ludzi, ale pamiętajmy, że zażyłe związki wokalistek z politykami nie kończyły się u nas najlepiej.


Wystarczy przypomnieć słynny wspólny lot samolotem z udziałem Edyty Górniak i Aleksandra Kwaśniewskiego na mistrzostwa do Korei. Kraj szybko obiegła plotka, że Edyta jest w ciąży z Kwaśniewskim. Informacja okazała się kompletna bzdurą, ale zdążyła zszargać nerwy bohaterom plotki i przyczyniła się nawet do kryzysu małżeńskiego między parą prezydencką. W czasach PRL-u słynna była plotka o romansie premiera Mieczysława Rakowskiego z wokalistką Hanną Banaszak. Nie było prasy kolorowej i Internetu więc plotka żyła bardzo długo i do dziś wielu uważa, że coś było „na rzeczy" mimo gorących zaprzeczeń Hanny  Banaszak. Sam Rakowski na ten temat się nie wypowiadał, a plotka może nawet była mu na rękę, bo ocieplała jego wizerunek niezbyt przecież lubianego polityka z komunistycznej partii.


Politycy lubią się całować publicznie i to nie tylko z wokalistkami. W dawnych czasach uwielbiali się całować między sobą. Słynne były pocałunki przywódcy ZSRR Leonida Breżniewa z Erichem Honeckerem przywódcą NRD. Całowano się głównie na powitanie i na pożegnanie, ale nie były to delikatne pocałunki w policzki czy czółko. Stare chłopy ochoczo całowały się centralnie w usta i to z języczkiem! Na dawnych fotografiach agencji prasowych widać dokładnie jak Honecker wpija się soczyście w usta Breżniewa. Była to ocierająca się o pornografię fasada braterstwa i przyjaźni. Po śmierci Breżniewa Honeckerowi zostały stare przyzwyczajenia i gdy do Berlina przyjechał Gorbaczow też został dokładnie obśliniony. Rytuał z całowaniem się na oficjalnych uroczystościach musiał być dalekim echem zwyczaju znanego z zabaw u Stalina. W zabawach tych brali udział sami mężczyźni, urzędnicy wysokiego szczebla, którzy ze sobą tańczyli do muzyki puszczanej z płyt przez samego I sekretarza. Nie miało to absolutnie nic wspólnego z homoseksualizmem! Po prostu prawdziwie męska zabawa bez udziału bab. Koszmar!


Zachodni politycy byli bardziej otwarci na kobiety i raczej rzadko tańczyli w męskim gronie przy gramofonie.  Szczególnie politycy amerykańscy. Prezydent John Fitzgerald Kennedy miał tyle kochanek, co dziś Tiger Woods, albo i więcej. Wśród nich wiele artystek i aktorek w tym ta najsłynniejsza czyli Marylin Monroe. Prezydent Bill Clinton preferował sekretarki i stażystki, a jego romans z Monicą Lewinsky o mało nie pozbawił go prezydentury.  


Najsłynniejsze pocałunki to jednak nie te z udziałem klasy politycznej, a te znane z ekranu. W rankingach miłośników kina od lat wygrywają słynne pocałunki głównych bohaterów z filmów takich jak „Przeminęło z wiatrem" (Clark Gable i Vivien Leigh), Casablanka (Humprey Bogart i Ingrid Bergman), Dirty Dancing (Patric Swayze i Jennifer Grey) czy Titanic (Leonardo Di Caprio i Kate Winslet). Być może wracają dobre czasy dla starego głupka Ericha Honeckera. Ostatnio wielką sensację wywołał pewien ranking pocałunków filmowych w którym wygrał pocałunek dwóch mężczyzn z filmu Tajemnica Brokeback Mountain.


Wbrew pozorom polityka ma wiele wspólnego z całowaniem. Zdarza się, że wyborcy masowo odwołują się do polityków w całuśnej poetyce. Czasem mówią im by się pocałowali w nos.      


Na zdjęciu poniżej austriacki dyrygent Hubert Von Plafon z Opery Wiedeńskiej, który uwielbia być całowany przez sekcję smyczków.    

 


komentarze (27) | dodaj komentarz

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 1109983

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

O moim bloogu

KRZYSZTOF SKIBA artysta wszechstronnie rozrywkowy, lider zespołu Big Cyc, felietonista, konferansjer

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 06.02.2010 3:17:52
  • autor: adagio
  • treść: Hej, Mr Skiba. Podob...